Dwa światy, jeden Kościół

Dwa światy, jeden Kościół

Te dwa, tak różne i tak podobne wywiady-rzeki są ostatecznie wezwaniem do służenia drugiemu tym, co jest osobistym darem Bożym: pracą naukową i troską o bezdomnych, świadectwem biskupa i świadectwem zakonnicy? Nietrudno też zauważyć, że „być i myśleć?” bpa Nossola – stało się w praktyce „czynić”, natomiast aktywność s. Chmielewskiej jest zbudowana na refleksji i namyśle. Tym, co ich łączy, i to w sensie najgłębszym, jest skupienie się na Chrystusie zmartwychwstałym i postawienie Go w centrum swojego życia.

Obie książki wyglądają prawie tak samo: ten sam format, czarna okładka, białe litery. Obie są wywiadami–rzekami. Na pierwszej jest fotografia ks. bpa Alfonsa Nossola, na drugiej — siostry Małgorzaty Chmielewskiej. Pierwsza nosi tytuł: Być dla, czyli myśleć sercem, druga — Wszystko, co uczyniliście… Tytuły są dynamiczne przez nagromadzenie czasowników: być, myśleć, czynić. Jest w nich ukryte odniesienie do drugiego człowieka: być dla, wszystko czynić… (komu?). Wydano je w tym samym 1999 roku. Nie jest to jednak seria wydawnicza: jedną wydała „Księgarnia św. Jacka” w Katowicach, drugą — „Znak” w Krakowie. Czy więc te podobieństwa są pozorne? Czy siostrę Chmielewską i bpa Nossola łączy coś, oprócz faktu, że są oni ludźmi Kościoła?

Dzieciństwo mieli różne — bp Nossol urodził się przed wojną, na Śląsku Opolskim. Jego rodzice byli bardzo bogobojni i tak też wychowywali swoje ośmioro dzieci. Siostra Małgorzata przyszła na świat po wojnie, w Poznaniu. Jako dziecko mieszkała w wielu miejscach, m.in. w Grupie i Toruniu, rodzice nie dbali zbytnio o religijne wychowanie jej i brata. Wspomnienia siostry i biskupa mają jednak cechy wspólne: doświadczenie biedy i poczucie szczęścia. „Pamiętam, że naszym ulubionym daniem był chleb z margaryną, posypywany cukrem. (…) A jednak byliśmy bardzo szczęśliwi. Goniliśmy się po lesie, chodziliśmy po mleko do jakiejś staruszki…” — wspomina siostra Małgorzata. Rozmówca bpa Nossola, ks. Szymik, dziwi się: „Czas, w którym Ksiądz Biskup wzrastał, był bardzo trudny (…) krwawa, straszna wojna (…), a jednocześnie wspomina biskup to swoje dzieciństwo jako okres dobry, szczęśliwy…”. Oboje zetknęli się dość szybko z ubóstwem i cierpieniem, umieli jednak zachować pamięć o dziecięcej radości życia.

Różna była też ich droga dojrzewania religijnego i duchowego. Dla bpa Nossola wiara była niejako stanem naturalnym: „Babcia bardzo często nam, dzieciom, czytała Biblię”. Jako ministrant, wędrując ze swym proboszczem do chorych, pobierał u niego głęboką naukę teologii. Ksiądz Mateja tłumaczył mu niedzielne kazanie, pytał, jak rozumie prawdy wiary… Natomiast dla małej Małgosi „sfera religijna długo nie istniała” i mimo spotkania z ks. Gniewniakiem, który gromadził wokół siebie dzieci, chroniąc je przed zepsuciem, Kościół był dla niej obcą rzeczywistością. Do tego stopnia nieznaną, że kiedy już po nawróceniu trafiła w kościele na kleryków odmawiających różaniec, pomyślała: „Czy oni zwariowali? Przecież mówią w kółko to samo”. Tak więc, gdy dla bpa Nossola wybór powołania kapłańskiego stanowił kolejny etap na drodze bycia chrześcijaninem, to dla siostry Małgorzaty myśl o przywdzianiu zakonnego habitu wiązała się z całkowitą zmianą dotychczasowego sposobu życia: było to nagłe olśnienie, „zrzucenie z konia”.

Oboje inaczej wyobrażali sobie realizację swego powołania. Ks. Nossol chciał być teologiem — w pracy naukowej widział swą misję. Bycie pasterzem diecezji nie było jego marzeniem, mówi o tym wprost: „Pełniąc swój biskupi urząd, nie jestem szczęśliwy w takim sensie, w jakim byłbym, gdybym mógł powiedzieć: «Rzeczywiście, to jest moje miejsce, tutaj mogę się w pełni wyżyć, realizować». Tej świadomości w odniesieniu do biskupstwa nie mam”. Także siostra Małgorzata nieprędko przekonała się, że Bóg potrzebuje jej do pracy z bezdomnymi. Po swym nawróceniu zaczęła myśleć o wstąpieniu do klasztoru; starała się zostać benedyktynką i małą siostrą Jezusa. Komentuje to następująco: „Oto dlaczego nie wychodziły mi te klasztory kontemplacyjne: Ewangelia przede wszystkim przekładała mi się na pomoc człowiekowi potrzebującemu. Dopiero we Wspólnocie Chleb Życia spotkało się jedno z drugim”. Wcześniej jednak pracowała jako katechetka w Laskach, w duszpasterstwie niewidomych u ks. Stanisława Hoinki na Piwnej i w kilku innych miejscach. Oboje mają świadomość, że powołanie, na które odpowiedzieli, nie jest ostatecznie ich wyborem, że to Jezus ich wezwał, jak św. Piotra. Siostra Chmielewska mówi o sobie: „Nie wiesz, Małgosiu, dokąd cię ta droga zaprowadzi”.

Na drodze do Jezusa spotkali ludzi niezwykłych, wielkiego formatu intelektualnego czy duchowego. I te kontakty — jak zgodnie twierdzą — ukształtowały ich osobowość. Na życiu bpa Nossola zaważyli (oprócz osób poznanych w dzieciństwie) głównie wielcy teologowie, zwłaszcza ks. prof. Granat, lecz także Karl Barth, Hans Urs von Balthasar, Karl Rahner. Być może dlatego w pewnym momencie biskup stwierdza: „Człowiek — jako człowiek — bez teologii żyć nie może”. Całkiem innych ludzi spotykała Małgorzata Chmielewska: Matkę Teresę z Kalkuty, małą siostrę Madeleine, Pascala i Marie–Annick Pingault (założycieli Wspólnoty Chleb Życia), ks. Fedorowicza, ks. Zieję, o. Rostworowskiego, ludzi, których charyzmat ujawniał się szczególnie w służbie dla innych oraz praktykowaniu czynnej, zaangażowanej miłości.

Te dwie drogi — naukowej refleksji i czynu miłości — istnieją w tych książkach niejako równolegle. Czy tak odmienne światy mają w ogóle jakiś punkt wspólny? I co może łączyć dwoje ludzi przemawiających tak różnym językiem? Bp Nossol tak np. mówi o relacji Bóg Ojciec — Jezus Chrystus: „Koncepcję tę usiłowałem nazwać «chrystologią integralną», a jej punkt kulminacyjny można dostrzec w chrystologii proegzystencji, która powiada, że Jezus Chrystus mógł tak radykalnie być człowiekiem dla innych jedynie dlatego, że zanim był u (dla) innych, to najpierw był u (dla) Innego — mianowicie był w Ojcu. Innymi słowy: proegzystencja ma swoje źródło w preegzystencji — tu jest zapodmiotowiona”. Na temat tej samej relacji wypowiada się s. Małgorzata: „No bo albo jesteśmy rodziną, albo nie. Albo wszyscy, albo nikt. I myślę, że Pan Bóg też tego chce. Że pierwszy Chrystus właśnie tak postępuje w stosunku do swojego Ojca. Został naszym bratem, żeby zabrać nas wszystkich: taki był sens Wcielenia i Męki”.

A jednak łączy. I to nie tylko tak dramatyczne doświadczenie, jak otarcie się w życiu o śmierć. „Byłam umierająca. Leżałam tutaj, na Łopuszańskiej, i oddawałam ducha. (…) Prosiłam profesora, że jeśli mam umrzeć, to już raczej na stole operacyjnym, a nie tu, w łóżku”. Łączą ich także wspólne cechy charakteru — otwartość wobec innych i umiejętność uczenia się od nich. Bp Nossol z pokorą i prostotą stwierdza, że kiedy „po wielu latach czystego teoretyzowania uniwersyteckiego” został pasterzem diecezji opolskiej, powiedział sobie: „«To nie może skończyć się dobrze, twoim ratunkiem muszą być biskupi pomocniczy, którzy praktykę duszpasterską mają za sobą». Więc oni mnie ratują”. Również bez zażenowania przyznaje, że w posłudze biskupiej wiele uczy się od podległych mu kapłanów: „Chyba każdy z naszych księży wikarych ma więcej doświadczenia duszpasterskiego niż ja, podpatruję ich zatem oraz usiłuję nabyte spostrzeżenia realizować i naśladować”. Siostra Małgorzata również ma świadomość — i nie obawia się do tego przyznać — że wielu lokatorów schronisk dla bezdomnych może być dalej na drodze do świętości: „Nigdy nie wiemy, czy ci ludzie — wyniszczeni przez nałogi, czasem przez złe życie — nie pójdą przed nami. Na pewno są bliżsi Bogu, bo cierpiący”. Nie wstydzi się również przyznać, że uczy się od swych mieszkańców: „Ludzie, którzy są z nami, mają w sobie bardzo wiele dobra, które nas podtrzymuje (bo to przecież nie jest tak, że tylko my dajemy, a oni biorą — to wzajemna relacja)”.

I wreszcie, tym co łączy, i to w sensie najgłębszym, jest skupienie się na Chrystusie zmartwychwstałym i postawienie Go w centrum swojego życia, co staje się dla siostry i biskupa źródłem nadziei codziennej i tej eschatologicznej. Siostra Małgorzata, komentując trudy swego życia, stwierdza: „Nie można tracić nadziei, bo Chrystus zmartwychwstał (…) dla chrześcijanina nie ma sytuacji beznadziejnej”. Wtóruje jej bp Nossol: „My nie poprzestajemy na samej nadziei, która widzi dalej, ale równocześnie z krzyżem łączymy miłość, która widzi głębiej oraz wiarę, która widzi inaczej. Dlatego musi to nas zaprowadzić do zmartwychwstania”. To ich skupienie się na wierze, która daje nadzieję, rodzi pytanie o życie przyszłe. Gdy Michał Okoński pyta siostrę Chmielewską o nadzieję zbawienia dla wszystkich, ta, nie negując istnienia piekła, stwierdza jednocześnie: „Wierzę, że każdy może być zbawiony. Wierzę, że nie ma zbrodni i grzechu, które nie mogłyby być przebaczone, jeśli człowiek w jakimkolwiek momencie i w jakikolwiek sposób okaże skruchę”. Natomiast bp Nossol, stwierdziwszy, że „dostęp do piekła nie jest łatwy”, argumentuje: „Miarą miłości Boga jest miłość bez miary. Temu miłosierdziu trzeba dogłębnie zaufać. Rozmyślania typu «nadziei zbawienia dla wszystkich» w zakresie nadziei eschatologicznej należy traktować bardzo realnie”.

Te dwa, tak różne i tak podobne, wywiady–rzeki są ostatecznie wezwaniem do służenia drugiemu tym, co jest osobistym darem Bożym: pracą naukową i troską o bezdomnych, świadectwem biskupa i świadectwem zakonnicy… Nietrudno też zauważyć, że „być i myśleć” bpa Nossola — stało się w praktyce „czynić”, natomiast aktywność s. Chmielewskiej jest zbudowana na refleksji i namyśle, dlatego tytuły obu książek można by zamienić. Myślę, że czytelnik może znaleźć jeszcze inne punkty styczności lub różnice. Kiedyś obie książki stanęły na mojej półce obok siebie, co skłoniło mnie do czytania jednej przez pryzmat drugiej i mogę stwierdzić, że dzięki temu zabiegowi ich lektura wydobyła wiele nowych sensów.

Dwa światy, jeden Kościół
Dorota Cieślik

urodzona w 1965 r. w Szczecinie – absolwentka polonistyki na KUL, publikowała m.in. w „Tygodniku Powszechnym”, „Więzi”, „Życiu Duchowym”....