Bezradność

Co spotkało muzyków? Narażenie na śmieszność, brak zainteresowania ze strony wydawców (kto znajdzie nowe płyty Armii w sieci EMPiKów?), powkładanie do szufladek z napisami „kato-rock” albo „muzyka chrześcijańska”… Za wszelką cenę starano się zamknąć ich w getcie.

Czyż może być co dobrego z Nazaretu?
Odpowiedział mu Filip: Chodź i zobacz.

Powiało ze strony, z której niewielu spodziewało się świętości i świadectwa.

Od kilku lat z uporem maniaka pytam, czy jest w Polsce ktoś, kto odważyłby się drogą logicznych rozumowań wytłumaczyć nieoczekiwane nawrócenia na katolicyzm: Tomka Budzyńskiego (lidera punkowej Siekiery i Armii), Darka Malejonka (Houk, Izrael, Moskwa, Armia), Piotra Żyżelewicza (Voo Voo, Armia), Grzegorza „Dzikiego” (przez lata związanego z Armią i środowiskiem anarchistycznym), Roberta Friedricha „Litzy” (gitarzysty Acid Drinkers, Flapjacka), Darka „Brzóski” Brzóskiewicza (happenera gdańskiej formacji Totart i autora postabsurdalnych haiku), Marcina Pospieszalskiego (świetnego jazzowego basisty), Joszki Brody (góralskiego muzyka z Istebnej), Roberta Tekieli (redaktora skandalizującego niegdyś „bruLionu”) czy Tomka Goehsa (heavymetalowego perkusisty)? Pytam, ale nie otrzymuję odpowiedzi.

Dlaczego tak wielu muzyków rockowych oddaje dziś życie Jezusowi, wyznaje, że odkrywa w Kościele miłość i autentyczność? Czy można znaleźć klucz do tych spektakularnych nawróceń? Dziennikarze prasowi bezradnie rozkładają ręce, a i zawsze pewni siebie autorzy telewizyjnego „Tok– –Szoku” podeszli do problemu z „pewną taką nieśmiałością”…

Znalazłem prostą i, jak mi się wydawało, prawdziwą odpowiedź: nadszedł czas na prawdziwych, radykalnych w miłości świadków, a Pan Bóg zmęczony jest już lepszymi katolikami, którzy wszystko wiedzą lepiej, narzekają na złe czasy, czują się osaczeni i zmuszeni do obrony.

Pomyliłem się. Na szczęście Bóg nie jest nikim zmęczony. Gdyby tak było, byłbym pierwszy w kolejce.

Pozostała bezradność.

Młotkiem w łeb

Fascynujący jest sposób, w jaki Bóg dobrał się do muzyków. Niewiele tu z cukierkowych, łzawych melodramatów. Żadnej sielanki.

Bóg uwiódł ich swą miłością, ale pokazał im jednocześnie prawdę o nich samych. Brutalną, bolesną, obnażającą, ale jak się okazuje, wyzwalającą. Tomek Budzyński opowiada o wydarzeniach, które zmieniły jego życie:

W pewnym momencie mego życia spotkałem kolegę na ulicy. Szedłem wtedy po rybę, to bardzo ciekawe — po rybę. Patrzę, a tu idzie mój kolega — Piotr, którego nie widziałem dwanaście lat, przyjaciel z liceum plastycznego. Okazało się, że jest zakonnikiem — paulinem. Przebywał wtedy w Warszawie, a ja mieszkałem dwie ulice dalej… I on wpadł do nas do domu i widzisz — to jest człowiek Boży, wszedł i nie cackał się z nami. Od razu powiedział: „Żyjecie w grzechu”. Pomyślałem sobie: „Kurcze! Przecież to jest mój kumpel. Powinien poklepać mnie po plecach i powiedzieć: «Spoko, wszystko jest w porządku»”. A on od razu: „Żyjecie w grzechu”. Powiedział mi coś, czego moi koledzy nie powiedzieliby mi nigdy, bo są moimi kumplami, nie chcą mnie urazić itd. A on okazał się prawdziwym człowiekiem Bożym — powiedział mi prawdę. Później, po kilku miesiącach, udzielił nam ślubu. Opowiadam o tym, bo chcę powiedzieć, że wspólnota jest po to, żebyś odkrył, że potrzebny ci jest drugi człowiek. Nie jakiś twój kumpel, z którym sobie założyłeś wspólnotę, by głaskać się po główkach i rozważać, jacy to my jesteśmy święci i świetni.
Kiedyś wchodząc do kościoła, natknąłem się na pewnego ojca, który mnie zupełnie nie znał. Spojrzał na mnie uważnie i powiedział: „Ty nie wierzysz w Boga. Musisz mieć coś wspólnego z okultyzmem”. Ooo, człowieku, słowa powiedziane przez takiego gościa i w dodatku powiedziane z taką mocą spowodowały, że zamarłem. Zawaliła się w tym momencie cała moja budowla, którą sobie w ludzki sposób wybudowałem. Powiedział mi po prostu: „Ty nie wierzysz w Boga”. Było to dla mnie ogromne przeżycie, tak jakby ktoś uderzył mnie młotkiem w łeb, dosłownie 1.

Zatem prawdziwe nawrócenie dokonuje się przez przypomnienie naszej małości i grzeszności… Bóg ukazuje, jak nisko się schyla. Wybiera jedynie to, co głupie i słabe. Niepopularne i niestety, nie dla estety.

Wydarzenia, przed którymi muzycy uciekali całe życie, okazały się zbawienne, a rany — przemienione przez Boga — klejnotami. Nie trzeba się już ich wstydzić. Niezbadana jest Boża pedagogika…

Zadziwiające jest to, że Bóg, dotykając muzyków, wyraźnie podkreślał, że „wyrywa ich z paszczy smoka” (to słowa proroctw wypowiedzianych nad kilkoma z nich). Przygotował ich na to wcześniej przez delikatne intuicje — sny. Nie każdy jednak potrafi jak święty Józef usłyszeć we śnie przemawiającego Pana. Tuż po decyzji pójścia za Jezusem zaskoczony Tomek Budzyński przypominał sobie:

Miałem kiedyś wizję delfina, który skacząc na falach, wyskoczył nagle tak wysoko, że zaczął znikać w chmurach. Wtedy delfina złapały czyjeś ręce, które były przebite. To były ręce Chrystusa. Z morza nagle wyskoczył olbrzymi potwór, jakby chciał skoczyć za delfinem, ale jego już nie było. Potwór kłapnął zębami w powietrzu i zanurzył się z powrotem w morzu. Później ojciec Krzysztof Kowalski powiedział mi, że zostaliśmy wyrwani z paszczy smoka. To Jezus wyrwał mnie z paszczy smoka. Smok wyskoczył mnie szukać, ale ja już byłem gdzie indziej, w dobrych rękach 2.

„Przyjdzie Malejonek i cię zje”

Dziwią się ci, którzy w decyzjach muzyków widzieli tani koniunkturalizm. „Grają teraz przy kościołach, bo w Polsce jest tyle plebanii, że zawsze znajdzie się miejsce i kasa na koncerty” — śmiali się na początku zorientowani z branży.

A może rację miał ojciec Michał Zioło, gdy pisał, że z Jezusem nikt jeszcze nie zrobił kariery?

Osądźmy po owocach. Co spotkało muzyków? Narażenie na śmieszność, brak zainteresowania ze strony wydawców (kto znajdzie nowe płyty Armii w sieci EMPiKów?), powkładanie do szufladek z napisami „kato–rock” albo „muzyka chrześcijańska”… Za wszelką cenę starano się zamknąć ich w getcie. Na podziemnych czad giełdach podtatusiałe punki zaczęły straszyć swymi niedawnymi idolami dzieci: „Bądź grzeczny, bo przyjdzie nawrócony Malejonek i cię zje!”. Momentalnie zniknęły wszelkie płyty Izraela, Armii, Houku. Może to i dobrze, bo giełdy są podobno niezależne, a muzycy otwarcie przyznają, że zaczęli być zależni i sami niewiele potrafią.

Bóg jednak znów przekracza wszelkie granice. Recenzenci z pism muzycznych 3 — pisząc o Tymoteuszu — często odnajdują w nim szczerość i autentyczność. Podświadomie czują, że to nie nowa poza czy moda, bo jak tu oskarżać o fałszywą pobożność czy pseudomistyczne pląsanie w chmurach kogoś, kto otwarcie opowiada:

Śpiewam piosenkę o NRD. Z czym się nam ono kojarzy? Z zacofaniem i wstydem. W każdym człowieku tkwi taka wiocha — takie NRD, z którego się wszyscy nabijają i którego on się wstydzi. Człowiek to zakrywa wszelkimi maskami. A ja? Zdejmuję je. Bo Jezus Chrystus kocha NRD. Kocha człowieka takim, jakim on jest. Razem z tą wiochą. Każdy chce być RFN, ale to mu nie wychodzi… A Jezus mówi: „Ja nie chcę, żebyś ty był RFN–em, chcę żebyś był sobą!” Całe życie chciałem być RFN–em. I niestety nie udawało mi się. Aż w końcu pokazałem kawałek mojego NRD i dziękuję za to Bogu 4.

Jak tu zarzucać ideologiczną propagandę czy prozelityzm (wedle zasady: brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki nawracać chcę) komuś, kto wyznaje: „Tajemnicą Jezusa Chrystusa jest krzyż! To jest prawdziwy znak miłości. Ja dzisiaj tego nie rozumiem. Boję się krzyża” 5?

Pan Bóg wysłuchał

Po napisaniu Radykalnych snułem refleksje natury ogólnej. Dlaczego właśnie ja napisałem tę książkę? Nic nie zapowiadało tego, że będę przeprowadzał wywiady z muzykami rockowymi. Przypomniałem sobie wówczas, że gdy kilka lat temu modliliśmy się za ludzi popularnych, ze świecznika, ja prosiłem za Tomka Budzyńskiego. Nie wiem, jaki miała ona wpływ na plany Najwyższego, ufam jednak, że nie była daremna. Niebawem nagrywałem świadectwo jego nawrócenia.

Lica i Robert Tekieli opowiadają o swoich babciach, które „ciągnęły za sukienkę Matkę Boską”, za Dzikiego modliła się mama (osoba najbardziej zaskoczona w momencie nawrócenia syna). Bóg słucha. I jest cierpliwy.

To nie jest normalne!

Na naszych oczach nawracają się muzycy rockowi, dziennikarze, happenerzy, totartowcy, „pomarańczowi”, anarchiści i poeci, którymi do niedawna babcie straszyły swoich wnuków. Zauważam delikatnie: to nie jest normalne!

Mamy skłonność do przechodzenia nad takimi sprawami do porządku dziennego. Jak wyprowadzony z Egiptu Izrael, którego po pewnym czasie nie wzruszało już wspomnienie rozstępującego się morza, wody tryskającej ze skały, manny i przepiórek. Powtórzę: to, co dzieje się w Polsce w ciągu ostatnich lat, nie jest normalne. „Pan daje się poznać tym, którzy Go nie szukali”. To głębokie doświadczenie, dotknięcie łaski — nie chłodna kalkulacja.

Chcę po ludzku zgłębić tajemniczy plan Stwórcy, ale nie potrafię. Czy warto pisać tekst zawierający więcej pytań niż rzetelnych odpowiedzi? Z góry i z dołu przepraszam Czytelników. A Bogu dziękuję.

Co tu dużo gadać: jesteśmy jak niemowlęta. Tak jak mówi święty Paweł. Dosłownie. My musimy pić jeszcze mleczko, bo nie można nam dać nawet żadnego stałego pokarmu, bo byśmy się udławili. Wszystko powolutku. Jaki Kościół jest dobry, że daje nam to mleko powoli!
Jesteśmy wyrwani z paszczy smoka. Taka jest prawda o nas. Czemu Panu Bogu się spodobało przyjść do takich ludzi jak my? Nie wiem.

1 Radykalni. Z Budzym, Dzikim, Maleo i Stopą rozmawia Marcin Jakimowicz. Katowice 1997.
2 Fragment audycji Pocieszenie i strapienie. Z Tomkiem Budzyńskim rozmawiał Robert Tekieli.
3 „Machina”, „Brum”, „XL”.
4 Tomkiem Budzyńskim rozmawia Jakiś mowicz, „Magazyn Muzyczny RUAH” 7/99.
5 Tamże.

Bezradność
Marcin Jakimowicz

urodzony 1 czerwca 1971 r. – absolwent prawa Uniwersytetu Śląskiego, pisarz, redaktor „Gościa Niedzielnego”. Redaktor Wydawnictwa św. Jacka. Autor książek Radykalni...