Dz 8,5–8.14–17 / Ps 66 / 1 P 3,15–18 / J 14,15–21
[10 maja 2026 / VI niedziela wielkanocna]
W filozofii klasycznej mówi się, że podobieństwo jest zasadą kochania – kochamy to, co do nas podobne. Z drugiej strony wszyscy słyszeliśmy powiedzenie i przynajmniej po części doświadczyliśmy jego prawdziwości, że przeciwieństwa się przyciągają. Jednak te dwie skrajności się nie wykluczają. Aby kochać drugiego, potrzebujemy wspólnego podłoża: jesteśmy ludźmi, potrafimy się komunikować, być może mamy wspólne zainteresowania lub dzielimy fundamentalne wartości. Ale nie kochamy drugiego dlatego, że jest identyczny jak my. Taka miłość byłaby nieznośna! Kochamy się, dlatego że do siebie pasujemy: on ma to, czego nam brakuje, a co chcielibyśmy, żeby było naszym udziałem. Chcemy się upodobnić do niego; drugi jest do nas podobny, a my chcemy, abyśmy i my byli podobni do niego.
To samo ma miejsce w naszej relacji z Bogiem. Najpierw jest nasze podobieństwo do Boga, dane nam przez Stwórcę. Jest w nas też Jego obraz – łaska Ducha Świętego, która popycha nas ku Bogu. Duch Święty wywołuje w nas tęsknotę za Bogiem. On jest jednocześnie tym, który sprawia w nas podobieństwo, jak i tym, do którego chcemy się upodobnić. Pan Bóg więc w logice swojej miłości działa na dwóch poziomach podobieństwa: podstawowym, który kształtuje naszą tożsamość, i tym, do którego zmierzamy. Oba te poziomy się nie wykluczają, ale są od siebie zależne.
Dlatego Chrystus w Ewangelii mówi, że apostołowie otrzymają Ducha Świętego, którego już znają i który już wśród nich przebywa. Słowa Jezusa uczą nas, że nigdy nie wyprzedzamy łaski. Bóg jest zawsze pierwszy ze swoim darem. Jeśli za Nim tęsknimy, jeśli chcemy Go kochać (choć może jeszcze kochać w pełni nie potrafimy), to znaczy, że On już w nas jest – już stał się dla nas darem i przemienia nasze serca.
Oceń