Złapałem dziś taksówkę na Mokotowie. Zwykły poranek, zwykły dojazd na spotkanie, zwykłe „dzień dobry”. Kierowca uprzejmy, uważny, miły. I w ramach tej swojej „miłości” na powitanie dodał: „Jakby coś panu nie odpowiadało, to proszę mówić”.
To zdanie mnie zatrzymało. Wyrwało z porannej ospałości. Dlaczego coś miałoby mi nie odpowiadać? Jakbyśmy z góry zakładali, że coś będzie nie tak. Że będzie uwierać. Że rzeczywistość wymaga korekty, zanim jeszcze się wydarzy. Niby profesjonalnie, grzecznie – a jednak jest w tym cicha sugestia: Przygotuj się, bo coś może pójść nie tak.
Kilka dni wcześniej prowadziłem spotkanie w Katowicach w ramach Akademii Miłości dla singli. Piękna idea – uczyć się miłości, żeby ją spotkać. Przygotować się, żeby budować, nie przeoczyć.
I znów, na początku, w ramach powitania uczestników, padły słowa prawie jak w warszawskiej taksówce: „Gdyby ktoś miał jakieś uwagi, zastrzeżenia, problemy – proszę przyjść i powiedzieć”.
Wszystko się zgadza. Tylko że… znów zabrakło drugiej połowy zdania, tej o wiele ważniejszej, zwłaszcza dla tych, którzy chcą się uczyć kochać: „Jeśli coś będzie dla was dobre, poruszające, ważne – też przyjdźcie i powiedzcie”.
Zwłaszcza wtedy przyjdźcie. Na tym nam zależy bardziej. To trzeba mówić – w domu, w pracy, w szkole, w kościele. Niech tam będzie komunikowanie dobra, a nie zastrzeżeń i ostrzeżeń.
Jest wśród definicji miłości starożytna metafora dwóch połówek pomarańczy, które się szukają i odnajdują. Kusząca wizja: znaleźć swoją
Zostało Ci jeszcze 75% artykułu
Oceń