Przed szkodą?
fot. michael jasmund / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Pytanie Boga

0 votes
Wyczyść

Kilka tygodni temu na śląskiej prowincji pojawiło się dwóch nowych biskupów pomocniczych. Takie „pojawienie się” jest oczywiście procesem złożonym. Najpierw biskup katowicki poprosił, potem Rzym mianował, na koniec odbyły się święcenia, ale proszę się nie lękać, nie o tym chcę pisać. Raczej o jednym wymiarze, który obu nowych biskupów łączy tak ewidentnie, że nie sposób go pominąć. Obaj identyfikują się z Ruchem Światło-Życie, z teologiczną i duchową spuścizną ks. Franciszka Blachnickiego (jeden jest generalnym moderatorem tego ruchu). Przyznaję: cieszy mnie to niezmiernie – najpierw poprzez plemienną solidarność, bo sam wyrastałem na tej glebie. Ciut jednak dalej mieszka inny powód radości: nadzieja, że rozwiną w swojej posłudze zwłaszcza jedną z intuicji swojego duchowego ojca.

Nie wiem, czy to intuicja obiektywnie najważniejsza. Subiektywnie i na tę chwilę ona jednak chodzi mi po głowie. Myślę o pewnej oczywistej oczywistości: nie wystarczy twierdzenie, że Kościół jest wspólnotą. Nie wystarczy nawet fakt, że jest i że to przynależy do jego teologicznej istoty. Trzeba jeszcze, żeby członkowie Kościoła nie tylko usłyszeli, że są wspólnotą, ale żeby mieli też szansę na własnej skórze jej doświadczyć. Z tej intuicji wywodzą się istotne elementy metody formacyjnej Ruchu Światło-Życie, zwłaszcza oaza, czyli czas rekolekcji w stosunkowo małej grupie, w których chodzi o intensywne, wspólnotowe przeżycie podstawowych treści wiary.

Intuicja stojąca za takim wyborem stylu formacji jest dość prosta: Jeżeli Jezus w szczególny sposób kształtował nieliczne przecież grono apostołów, to należy powracać do tego modelu, odtwarzając go w duszpasterstwie. W przeżyciu nie chodzi przede wszystkim o emocjonalne wzmocnienie, którego może dostarczyć serdeczna atmosfera małej grupy. Rzecz raczej w tym, że wiarygodność świadectwa o skuteczności wiary w codziennym życiu, czy w ogóle o przekładalności chrześcijańskiej teorii na praktykę codzienności, jest wprost proporcjonalna do tego, jak wiarygodne są osoby, które opowiadają Ewangelię. A żyjemy w czasach, w których instytucjonalna pozycja, urząd, stanowisko czy władza nie tylko nie gwarantują same z siebie szczególnego autorytetu, ale wręcz wzbudzają, jeśli nie wprost niechęć, to często pewien rodzaj planowej nieufności.

W 1974 roku Paweł VI w przemówieniu do członków papieskiej Rady ds. Świeckich wypowiedział często cytowane potem słowa, diagnozujące ten stan: „Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”. Życie rodzi się z życia. Dlatego doświadczenie rzeczywistej wspólnoty ma tak wielkie znaczenie: dopiero przełamanie anonimowości pozwala na nawiązanie relacji, przez które przepływa życie.

Intuicje ks. Blachnickiego jasno wskazywały, że tego typu doświadczeń nie wystarczy przeżywać punktowo, w sztucznie wytworzonej atmosferze rekolekcji. Trzeba je przenieść na życie parafii, gdzie nie będzie już mowy o krótkotrwałych wzlotach, natomiast autentyczność doświadczeń potwierdzona będzie przez trwałość relacji – także poprzez wspólne pokonywanie kryzysów, asystowanie przy tym, jak „świadek” albo „autorytet” sam mierzy się z własnymi słabościami, nawraca się, jedna ze wspólnotą. Stąd wyrasta pomysł na parafię jako „wspólnotę wspólnot” – żywy organizm, który integruje w sobie mniejsze grupy, pozwalające na doświadczenie braterskiej bliskości, przy czym różnorodność duchowości, form i intensywność realizacji chrześcijańskiego doświadczenia pozwalałaby każdemu na zaangażowanie odpowiednie do jego wrażliwości duchowej i do stanu czy momentu życia.

Brzmi zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe? Pewnie tak. Jednak z drugiej strony: czy mamy inne wyjście? Jeśli teraz nie spróbujemy przełamać anonimowości (co zdaje się nie jest wyłącznie problemem dużych miejskich parafii), to nie tylko pozbawieni będziemy emocjonalnych bonusów, jakie daje doświadczenie wspólnoty, ale może się okazać, że nie jesteśmy w stanie w ogóle skutecznie przekazywać wiary (bo skuteczność jej przekazu w rodzinie i tkance kulturowej słabnie z prędkością, do której niezbyt chętnie się w polskim Kościele przyznajemy). Zabrzmi to pewnie kasandrycznie, ale jeśli nie spróbujemy, może się okazać, że do doświadczenia małej grupy dojdziemy i tak, ale dopiero wtedy, gdy parafie skurczą się do kilkudziesięciu osób. Ciekawe, czy tym razem uda nam się być mądrymi przed szkodą?

Przed szkodą?
ks. Grzegorz Strzelczyk

urodzony w 1971 r. – prezbiter archidiecezji katowickiej, doktor teologii dogmatycznej, były członek Zarządu Fundacji Świętego Józefa KEP (2020-2023). W diecezji odpowiada za formację stałą prezbiter...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze