Pokolenie ’66

Pokolenie ’66

W tym roku obchodzono 40. rocznicę polskiego Marca ’68 i zachodniego Maja ’68. Pojawiła się przy tej okazji teza o ideowej jedności obu tych wydarzeń. Tymczasem studenci w Polsce walczyli o coś zupełnie innego niż ich rówieśnicy w Niemczech, we Francji czy w Stanach Zjednoczonych. Pierwsi stawali w obronie narodowego wieszcza i jego dramatu, drudzy mieli na transparentach Marksa, Lenina i Mao. Pierwsi walczyli z komunistyczną władzą, drudzy chcieli komunizm budować.

Różnice między rokiem 1968 w Polsce i na Zachodzie widać dobrze na przykładzie dwóch postaci, które były intelektualnymi guru dla studentów po obu stronach żelaznej kurtyny. Głównym ideologiem zachodniej młodzieży był Herbert Marcuse, postulujący budowę „społeczeństwa permisywnego”, w którym nie ma etyki absolutnej i w którym panuje względność norm moralnych. Z kolei autorytetem dla polskich studentów był Leszek Kołakowski, który po swym wyjeździe do Wielkiej Brytanii dał się poznać jako wnikliwy krytyk różnych pomysłów nowej lewicy. Jego teksty z tomu Cywilizacja na ławie oskarżonych, takie jak Odwet sacrum w kulturze świeckiej czy Samozatrucie społeczeństwa otwartego, mogłyby równie dobrze wyjść spod pióra konserwatywnego katolika. Nic więc dziwnego, że ks. Bogdan Piwowarczyk wydał nawet w 1991 roku książkę pt. Święty Paweł – Leszek Kołakowski. Dwa wierzenia – dwa nawrócenia.

Rok 1968 przyniósł też encyklikę Pawła VI Humanae vitae, broniącą m.in. życia ludzkiego od momentu poczęcia. W tym czasie na Zachodzie zwolennicy aborcji przedstawiali się jako prześladowani męczennicy, ale tak naprawdę nikt z nich nie zapłacił takiej ceny, jak przeciwnicy aborcji w krajach komunistycznych. Swego czasu poznałem śp. ojca Krzysztofa Kotnisa, paulina, który wygłaszał w kościele przy ul. Długiej w Warszawie kazania, w których protestował przeciw obowiązującej wówczas ustawie aborcyjnej. Do zakrystii przychodzili smutni panowie i ostrzegali, że jeśli nie przestanie krytykować aborcji, to źle się to dla niego skończy. I rzeczywiście, wkrótce został aresztowany i skazany na trzy lata więzienia. Było to właśnie w roku 1968. Zakonnik opowiadał, że siedział w tym samym bloku na Rakowieckiej co Adam Michnik, ale nie miał prawa do posiadania książek, papieru czy nawet ołówka.

A jednak podstawowa różnica polega na tym, że o ile zachodnie społeczeństwa zostały przeorane przez generację ’68, o tyle polskie społeczeństwo zostało przeobrażone przez pokolenie ’66. Wydarzenia roku 1968 nie przybrały u nas rozmiaru pokoleniowego, a co najwyżej środowiskowy. Dotyczyły tysięcy ludzi, ale z określonych środowisk: studentów, świata akademickiego, elit intelektualnych. Z kolei to, co miało miejsce w roku 1966 – milenium chrztu Polski – i co poprzedzone zostało dziesięcioletnią nowenną, było czymś więcej niż tylko wydarzeniem pokoleniowym – nabrało charakteru ogólnonarodowego, gdyż angażowało miliony ludzi z różnych grup społecznych.

Prymas Wyszyński, inicjator owej nowenny, podczas której po kraju wędrowała Matka Boża Częstochowska w Obrazie Nawiedzenia, liczył, że owo przedsięwzięcie wyda przede wszystkim owoce duchowe – że dokona najbardziej trwałych przemian w postawach ludzi, gdyż dotknie i odmieni ich wnętrza. Po latach, gdy charakteryzował efekty tej duszpasterskiej akcji, przyznał, że się nie zawiódł: „Ile łask spłynęło do serc ludu! Ile było wspaniałych nawróceń, tkniętych miłością! Ile powrotów z dalekiej wędrówki po bezdrożach, poza łaską uświęcającą, po wielu, wielu latach! Ilu ludzi pojednało się z Bogiem i przystąpiło do sakramentów świętych!”.

Biskup Joseph Homeyer, z którym rozmawiałem w Hildesheim, opowiadał mi, że jednym z wydarzeń, które zrobiły na nim największe wrażenie, był widok kardynała Stefana Wyszyńskiego przemawiającego z wałów jasnogórskich do tłumu zgromadzonych wiernych. Prymas mówił między innymi o liście biskupów polskich do biskupów niemieckich zawierającym głośną frazę: „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Gdy kardynał powiedział: „przebaczamy”, odpowiedział mu grzmot setek tysięcy gardeł, które powtórzyły za nim: „przebaczamy”. Homeyer zrozumiał wówczas, że list polskich biskupów to nie kurtuazja czy dyplomacja garstki dostojników, ale akt duchowej przemiany angażujący polski naród. To było prawdziwe wcielenie w życie hipisowskiego hasła: Make love not war!

Spoglądając z perspektywy czterdziestu lat, które minęły od tamtych wydarzeń, można stwierdzić, że Polska wygląda dziś inaczej niż Niemcy czy Francja właśnie dlatego, że ukształtowało ją odmienne doświadczenie zbiorowe – bardziej rok 1966 niż 1968.

Pokolenie ’66
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...