Stworzenie (I)

Stworzenie (I)

Oratorium Die Schöpfung (Stworzenie świata) Joseph Haydn pisał między 1796 a 1798 rokiem. Był już wówczas dojrzałym kompozytorem (urodził się w 1732 roku w austriackim Rohrau), autorem wielu wspaniałych symfonii, kwartetów smyczkowych, mszy…

Haydn był człowiekiem głęboko wierzącym; każdą ukończoną partyturę dopełniał słowami „Na chwałę Bogu!”. O Stworzeniu świata – nad którym pracował ponad osiemnaście miesięcy (najdłużej ze wszystkich swoich utworów!) – pisał tak: „Nigdy nie byłem bardziej pobożny, gorliwy niż wtedy, kiedy pisałem Stworzenie. Każdego dnia klękałem i błagałem Boga, żeby dał mi siły i pozwolił ukończyć dzieło”.

I Bóg pozwolił. Jednak niedługo po prawykonaniu (prywatne, zamknięte koncerty ze Stworzeniem w programie odbyły się z inicjatywy barona von Swietena w kwietniu i maju 1798 roku, oficjalna premiera – w wiedeńskim Burgtheater 19 marca 1799 roku) Haydn ciężko zachorował. W 1802 roku przestał komponować. Zmarł 31 maja 1809 roku – niedługo po ataku wojsk napoleońskich na Wiedeń. (Jeszcze przed śmiercią miał podobno powiedzieć w kontekście tych wydarzeń do najbliższych: „Nie bójcie się, tam, gdzie jest Haydn, tam jest spokój”). Podczas ceremonii pogrzebowych 15 czerwca 1809 roku grano Requiem Mozarta.

Do napisania Stworzenia świata skłoniły Haydna doświadczenia londyńskie z początku lat 90. XVIII wieku – a zwłaszcza koncerty w katedrze westminsterskiej, podczas których słuchał wielkich oratoriów Haendla, zwłaszcza MesjaszaIzrael w Egipcie. Był nimi wstrząśnięty, gruntownie je studiował.

Nie umiałbym chyba powiedzieć, czy wolę oratoria Haendla czy Haydna. U Haendla porywa mnie szaleństwo emocji z ducha teatru, „operowość” narracji; u Haydna – siła spokoju, która nie chce sobą zawładnąć, choć potrafi zachwycić. Od zaraz.

Źródłem tekstu Stworzenia świata jest oczywiście Księga Rodzaju, Księga Psalmów, a także poemat Johna Miltona Raj utracony. Kiedy Haydn opuszczał Londyn w 1795 roku, impresario Johann Peter Salomon wręczył mu też poemat The Creation of the World (być może napisany przez Thomasa Lindleya, dyrektora Drury Lane). W Wiedniu Haydn pokazał go baronowi von Swietenowi, który wkrótce zaczął pisać niemiecki tekst dzieła.

W rok po wiedeńskiej premierze Stworzenie wykonano w Covent Garden Theatre. Podobno Haydn bardziej lubił swoje dzieło w wersji angielskiej. Dziś oratorium może być wykonywane zarówno po niemiecku, jak i po angielsku (częściej pojawia się wersja w ojczystym języku kompozytora, choć w ostatnim nagraniu dzieła, dokonanym przez Paula McCreesha, wykorzystano tekst angielski).

Stworzenie świata jest dziełem potężnym. Trwa prawie dwie godziny, wymaga trójki (albo piątki) solistów, czterogłosowego chóru i wielkiej orkiestry. Haydn musiał słyszeć w głowie mocne dźwięki, bo po prywatnych przedpremierowych wykonaniach, dopisał kilka instrumentalnych fragmentów. W Burgtheater na scenie stało stu dwudziestu instrumentalistów i sześćdziesięciu śpiewaków.

Opowieść dzieli się na trzy części, z których każda składa się z kilkunastu numerów. Na początku poznajemy historię pierwszych czterech dni stworzenia – powstanie światła, ziemi, ciał niebieskich, wody, powietrza i roślin. Druga część to opis stworzenia istot morskich, ptaków, zwierząt i w końcu człowieka. Trzecia część opowiada o szczęściu i miłości Adama i Ewy w Raju.

Soliści to aniołowie, którzy prowadzą opowieść o stworzeniu: Gabriel (sopran), Uriel (tenor) i Rafael (bas). Partię Adama (także bas) w trzeciej części może wykonywać ten sam śpiewak co Rafaela, partię Ewy (sopran) – ta sama śpiewaczka co Gabriela. Tak właśnie było podczas premiery w Wiedniu; w dzisiejszych czasach często całość dzieła wykonuje piątka solistów (tak jest choćby w nagraniu McCreesha).

Księgę Rodzaju otwierają takie słowa: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Ziemia zaś była bezładem i pustkowiem: ciemność była nad powierzchnią bezmiaru wód, a Duch Boży unosił się nad wodami” (Rdz 1,1–2).

Haydn Stworzenie świata rozpoczyna instrumentalnym – genialnym! – preludium Die Vorstellung des Chaos (Wyobrażenie chaosu). Początek jest niemal odbiciem słów Pisma. Bezład, bezmiar, ciemność. Potężne uderzenie orkiestry jak krzyk rodzenia. I powolne narastanie, budzenie się do życia. Pojedyncze, jakże intensywnie wyrażone myśli poszczególnych instrumentów wyłaniające się z tego sonorystycznego zgiełku. Zarysy rytmów, skłębienia współbrzmień, wyciszenia. Gdzieś w czwartej minucie (całe preludium trwa niewiele ponad sześć minut) przeraźliwe tąpnięcie (trąbki i perkusja!). Jakby ziemia się trzęsła, pękało niebo. Po chwili znów spokój, ciepłe snucie motywów, opalizowanie barwami.

Muzyka ani przez chwilę nie jest natrętnie ilustracyjna, przeładowana, zbędna. Otwierający akord cmoll nie ustanawia centrum, jest tylko ciągle przełamywany, prześwietlany. Wszystko, by stworzyć ramy obrazu rodzącego się świata. Wszystko wyrażone w formie sonaty, która właśnie od czasów Haydna (Mozarta, Beethovena…) stała się podstawą muzycznej materii, podstawą symfonii. Nic dziwnego, że Krzysztof Penderecki (nota bene autor scenicznej sacra rappresentazione Paradise Lost według Miltona) dwieście lat później powie, że symfonia to budowanie świata…

A dalej? Dalej Bóg rzekł…

Stworzenie (I)
Tomasz Cyz

urodzony w 1977 r. w Tarnowie) – polski publicysta literacki i muzyczny, eseista, współpracownik „Zeszytów Literackich” i „Didaskaliów”. Był dramaturgiem Teatru Wielkiego Opery Narodowej za kadencji Mariusza Trelińskiego....