Pocztówki z Jerozolimy

Pocztówki z Jerozolimy

1.

Przyjechałem do Jerozolimy nocą. Żywej duszy na ulicy. Spokój, cisza. Oto, pomyślałem, Miasto Święte. Miasto Pokoju. Miasto Modlitwy. Miasto tych wszystkich ludzi, którzy wierzą w jednego Boga. Wystarczyło, żeby wzeszło słońce i żebym ruszył zwiedzać Jerozolimę, a wyobrażenie spokojnego i skupionego miasta prysło jak bańka mydlana. Jerozolima za dnia okazała się miastem hałasu, zgiełku i krzyku. Miastem podzielonym, co widać już w nazwach poszczególnych dzielnic – dzielnica żydowska, dzielnica muzułmańska i dzielnica chrześcijańska… Tym jednak, co pobożnego turystę bije po oczach, jest wojsko pilnujące, by ci ludzie wierzący w jednego Boga nie skakali sobie do gardeł.

W Jerozolimie miałem poczucie, że pokój nie jest owocem modlitwy, że nie bierze się ze świadomości tego, iż nienawiść do bliźniego jest ciosem zadawanym Bogu, ale że pilnują go młode dziewczęta i młodzi chłopcy – żołnierze armii izraelskiej z ogromnymi karabinami przewieszonymi przez ramię, które traktują jak zabawki. Jakby to były atrapy karabinów, a nie karabiny prawdziwe, których nabój może zabić. Tyle że to nie są atrapy. I zawsze, kiedy przechodziłem obok tych młodych ludzi, czułem lęk. Myślałem: „Ten karabin może wystrzelić, tak po prostu”. Przecież, jak mówią żołnierze, broń od czasu do czasu strzela sama. Czy można się do tych młodych żołnierek i żołnierzy stojących na każdym rogu starego miasta przyzwyczaić? Być może. Ja po tygodniu pobytu w Mieście Pokoju nie oswoiłem się z ich obecnością.

2.

Czyje jest to miasto? Do kogo należy? Nie idzie mi tu o spory administracyjne, ale o świadomość mieszkających tam Żydów i Arabów. Odniosłem bowiem wrażenie, że jest to miasto, w którym Żydzi i Arabowie nie widzą się nawzajem. I nie chcą widzieć. Że i jedni, i drudzy żyją w przekonaniu, że całe miasto należy tylko do nich. Wydaje się, jakby Arabowie myśleli, że gdy wmówią sobie, iż w Jerozolimie nie ma Żydów, to ich nie będzie. Znikną. I odwrotnie; wystarczy nie dostrzegać Arabów, myślą Żydzi, aby żyć w przeświadczeniu, że Jerozolima należy do nas. Czy nienawiść nie ma swego źródła w niewidzeniu? Jeśli nie widzę drugiego, łatwiej mi nienawidzić. Bo czy można nienawidzić drugiego człowieka, Bogu ducha winnego bliźniego, kiedy spojrzy mu się prosto w twarz? Kiedy się zobaczy oblicze, które jest odbiciem oblicza Najwyższego? Zdolny do nienawiści jest ten, kto nie chce spojrzeć w twarz drugiego człowieka. Jeśli tylko spojrzy, jego serce musi zadrżeć. Jego ręka się nie zaciśnie w pięść w tak beznamiętny sposób, jak wtedy, kiedy nie patrzy w oczy drugiego. Dobry Boże, spraw, aby i Żydzi, i Arabowie zechcieli na siebie patrzeć…

3.

Kołatała się też w mojej głowie heretycka myśl, skierowana wprost do Boga. Co Ty, Panie, widziałeś w tym skrawku ziemi, spękanej od słońca i braku wody, że postanowiłeś uczynić ją sceną Twojego dramatu? Dlaczego nie Toskania, jeśli zależało Ci na słońcu? Dlaczego nie Polska, gdzie czci Cię tylu pobożnych ludzi? I, powiem wprost, nie ma dobrej odpowiedzi. Nie rozumiem, dlaczego Jerozolima, dlaczego właśnie to miasto, a nie Rzym. Jednak nie pierwszy i nie ostatni to raz, kiedy nie pojmuję Bożych ścieżek.

Jerozolimę, jeśli tylko nadarzy się okazja, trzeba odwiedzić. Zobaczyć i poczuć – mimo wszystko – to naznaczone przez Boga miejsce. Jednak, gdybyście mnie teraz zapytali, czy chcę wrócić do Jerozolimy, to moja odpowiedź brzmiałaby: „Nie”. Jerozolima nie jest miastem, do którego chce się wracać już w chwili wyjazdu, tak jak chce się w chwili wyjazdu wracać do Paryża czy Florencji. Do Jerozolimy się jedzie, aby ją zobaczyć i zabrać ze sobą. Dlatego Jerozolima jest teraz tu, gdzie i ja jestem. Jerozolima – Miasto Pokoju.

Pocztówki z Jerozolimy
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...