Najmniejszy Kościół Europy

Najmniejszy Kościół Europy

Niedawno w popularnym teleturnieju padło pytanie: Jaka religia dominuje na śródziemnomorskiej Malcie? Zawodnik, odpowiadający dotąd pewnie i bezbłędnie i tym razem długo się nie wahał: Islam — padła zdecydowana odpowiedź. Gdy przed kilku laty młodzi uczestnicy Europejskiego Spotkania Taizé we Wrocławiu spotkali grupę z Malty, zastanawiali się, czy jest to wyspa włoska, czy brytyjska.

Malta rzadko trafia na pierwsze strony gazet. Nie ma jej też w naszych podręcznikach historii. Nawet w ofercie biur podróży reprezentowana jest nader skromnie. Majowa pielgrzymka Ojca Świętego śladami świętego Pawła — do Grecji, Syrii i na Maltę — była nie tylko niezwykłym przeżyciem religijnym dla tego kraju, ale i wydarzeniem medialnym. O Malcie pisała prasa, pokazywały ją dzienniki telewizyjne, wspominały serwisy radiowe. Miała więc swoje pięć minut, choć zasłużyła na więcej: Malta to najmniejszy Kościół współczesnej Europy, a jednocześnie dwa tysiące lat fascynującego dziedzictwa chrześcijaństwa.

To małe, niepodległe od 1964 roku państwo, o powierzchni dokładnie tysiąc razy mniejszej niż Polska, to najbardziej katolicki kraj naszego kontynentu. Spośród liczącej zaledwie 380 tysięcy ludności wyspy aż 98% to katolicy. Religia rzymskokatolicka jest oficjalnym wyznaniem, uznanym przez Konstytucję Malty. Będąc najmniejszy, Kościół maltański jest też jednym z najstarszych — Malta przyjęła chrzest z rąk Apostoła Narodów, świętego Pawła.

Chrzest z rąk więźnia

Początki chrześcijaństwa na Malcie miały dość dramatyczny przebieg. Zostały opisane na kartach Dziejów Apostolskich. Uwięziony w Jerozolimie święty Paweł, na pokładzie rzymskiego okrętu płynął do stolicy cesarstwa. Okręt zaatakowała gwałtowna burza, która całkowicie zepchnęła go z kursu.

Gdy dzień nastał, nie rozpoznawali lądu, widzieli jednak jakąś zatokę o płaskim wybrzeżu, do którego chcieli –– jeśliby się dało — doprowadzić okręt. Poodcinali kotwice i zostawili je w morzu. Równocześnie rozluźnili wiązania sterowe, nastawili pod wiatr przedni żagiel i zmierzali ku brzegowi. Wpadli jednak na mieliznę i osadzili na niej okręt. Dziób okrętu zarył się i pozostał nieruchomy, a rufa zaczęła się rozpadać pod naporem fal. Żołnierze postanowili pozabijać więźniów, aby któryś nie uciekł po dopłynięciu do brzegu. Lecz setnik, chcąc ocalić Pawła, przeszkodził ich zamiarowi. Rozkazał, aby ci, co umieją pływać, skoczyli pierwsi do wody i wyszli na brzeg, pozostali zaś dopłynęli jedni na deskach, a drudzy na resztkach okrętu. W ten sposób wszyscy cało znaleźli się na lądzie. Po ocaleniu dowiedzieliśmy się, że wyspa nazywa się Malta (Dz 27,39–28,1).

Wydarzenie opisane w Dziejach Apostolskich miało miejsce w 60 r. n.e., a okręt wiozący świętego Pawła do Rzymu rozbił się dokładnie u wybrzeży skalistej wysepki należącej do archipelagu wysp maltańskich, noszącej dziś imię tego apostoła, którego zresztą uczyniono patronem całej Malty. Paweł, wraz z innymi rozbitkami, pozostał na wyspie trzy miesiące, spotkawszy się tu z niezwykłą sympatią i życzliwością mieszkańców. Maltańczycy są dumni, że właśnie u ich wybrzeży rozbił się jego statek, a ich przodkowie nie tylko zaoferowali mu pomoc, ale także przyjęli chrześcijaństwo. Szczegóły tego pobytu również odnaleźć można w Dziejach Apostolskich (Dz 28,2–10). Pierwszym biskupem gminy chrześcijańskiej został według tradycji wspomniany rzymski namiestnik Publiusz, który przyjął od Pawła chrzest. Pałac namiestnika znajdował się w dzisiejszym mieście Rabat, w pobliżu najstarszej stolicy Malty — Mdiny.

„Piotr na ziemi Pawła”

Pod takim hasłem przebiegała ostatnia podróż apostolska Jana Pawła II na Maltę. To właśnie dziedzictwo apostoła narodów było motywem przewodnim pielgrzymki. Papież przybył tu już po raz trzeci. W maju 1990 roku złożył wizytę oficjalną, a cztery miesiące później lądował tu ze względów technicznych w drodze do krajów afrykańskich. Chyba w niewielu miejscach poza ojczyzną Papież jest witany tak entuzjastycznie.

Podczas pierwszej wizyty do katedry wniosły go na rękach zakonnice — opowiada Piju Spiteri, znany publicysta, współpracownik katolickiego Ruchu Kana. — Gdy Papież płynął statkiem na Wyspę Świętego Pawła, spontanicznie podążały za nim setki żaglówek, motorówek i łodzi rybackich. Był niczym Piotr–Rybak wyruszający na połów, za którym podążały tłumy uczniów.

Ostatnio na Mszy zebrało się 200 tysięcy osób, czyli ponad połowa ludności kraju! Niemal wszyscy księża maltańscy — a jest ich ośmiuset — koncelebrowali z Ojcem Świętym Mszę na placu Spichlerzy we Florianie, czyli na przedmieściach stolicy kraju, Valletty. Podczas całej dwudniowej wizyty, pomimo niemal 30–stopniowego upału Papież wyglądał na bardzo zrelaksowanego. Widać było wyraźnie, że po protestach, którymi przywitano go w prawosławnej Grecji i trudnych rozmowach politycznych w Syrii, na Malcie Papież odetchnął. Kierując swoje przesłanie do mieszkańców wyspy, Ojciec Święty zauważył, że w świecie szukającym niezawodnego światła, które by mu przyświecało w przeżywanych przemianach, mają oni dziedzictwo duchowe i moralne, które doskonale potrafi leczyć i rozwijać godność osoby ludzkiej. Ojciec Święty wielokrotnie podkreślał, że chrzest i nawrócenie przyjęte przed dwoma tysiącami lat z rąk apostoła–rozbitka, a następnie troskliwie pielęgnowane, może być dziś źródłem siły dla całego narodu.

Najważniejszym wydarzeniem pielgrzymki była beatyfikacja trojga Maltańczyków, żyjących w XIX i na początku XX wieku. Ks. George Preca, siostra Maria Adeodata Pisani i Ignazju Falzon to pierwsi błogosławieni Kościoła maltańskiego. Dzwony niemal stu świątyń obwieściły mieszkańcom wyspy ten wyczekiwany aż dwadzieścia wieków moment.

— Jednak największą radością, jaką mógł nam, Maltańczykom, sprawić Papież, były słowa wypowiedziane tuż przed odlotem: „Nigdy nie zapomnę tej wizyty”. Wielu z nas płakało, bo my mu wierzymy — mówi z przejęciem Piju Spiteri.

Festa

Odwiedzając Maltę w okresie lata, można naocznie przekonać się o żywej religijności tego narodu, wtedy bowiem w parafiach odbywają się tradycyjne festy. Ulice toną w kwiatach i dekoracjach, wieczorami miasta rozbłyskują tysiącami świateł i sztucznych ogni. Ludzie wylegają tłumnie ze swych domów, by wziąć udział w procesjach. Młodzi mężczyźni na swych ramionach niosą potężne figury Matki Bożej lub świętych patronów. O ich ciężarze świadczy wysiłek na twarzach oraz zdeformowane barki niosących. Dla niektórych turystów z Zachodu widok ten może kojarzyć się ze średniowiecznymi marszami pokutników, dla Maltańczyków to jednak wyraz wiary i okazja do świętowania.

Zamiłowanie do zabawy jest typową cechą wszystkich południowców. Maltańczycy ponadto odziedziczyli po przodkach z basenu Morza Śródziemnego — Fenicjanach — żyłkę handlową oraz język.

Około 70% wyspiarzy przyznaje, że co niedzielę uczęszcza na Mszę świętą. — W niedziele i święta kościoły są naprawdę pełne. W nabożeństwach uczestniczą rodziny z dziećmi, jest też dużo młodzieży — opowiada Marzena Formosa, Polka mieszkająca na Malcie od ośmiu lat, absolwentka poznańskiej Akademii Ekonomicznej.

MUSEUM

Życie Kościoła nie ogranicza się jednak do tradycyjnej festy i niedzielnej Mszy świętej. Od mniej więcej dwudziestu lat co roku przybywa grup modlitewnych i innych wspólnot. Tworzone są przy parafiach i domach zakonnych, ale istotną rolę odgrywają w nich świeccy, a w szczególności młodzież. Wśród uczestników Mszy papieskiej ludzie młodzi stanowili bardzo liczną grupę. Wielu z nich spędziło noc poprzedzającą nabożeństwo na placu Spichlerzy pod gołym niebem.

Wśród malatńskich ruchów religijnych skupiających przede wszystkim świeckich wyróżnia się powstałe już w roku 1907 Stowarzyszenie Nauki Chrześcijańskiej MUSEUM. Nazwa wywodzi się od łacińskiego Magister, utinam sequatur Evangelium universus mundus, czyli „Panie, spraw, aby cały świat podążał za Ewangelią”. Działalność stowarzyszenia polega na pracy ewangelizacyjnej głównie z dziećmi i młodzieżą oraz środowiskami robotniczymi.

Założycielem MUSEUM był, ogłoszony podczas pielgrzymki błogosławionym, ksiądz George Preca ––– pionier w dziedzinie katechezy, gorący zwolennik wzrostu roli świeckich w apostolstwie. Jan Paweł II nazwał go „drugim ojcem Malty w wierze”, gdyż był niewątpliwie najskuteczniejszym apostołem od czasów świętego Pawła. Założona przez niego organizacja działa dziś praktycznie w każdym mieście i wiosce tej wyspy!

Współczesna historia Kościoła katolickiego na Malcie bardzo silnie związana jest z polityką. Od lat pięćdziesiątych (a więc jeszcze za panowania Brytyjczyków) do roku 1987 krajem rządzili socjaliści, z bardzo antyklerykalnym Domem Mintoffem na czele. Był to okres wewnętrznych niepokojów, ograniczania wolności słowa, dyskryminacji na tle politycznym i wyznaniowym, prowadzącej m.in. do zamykania szkół prowadzonych przez Kościół. Malta zbliżyła się w latach siedemdziesiątych do krajów obozu socjalistycznego i Libii. Znalazło to odzwierciedlenie w prowadzonej przez służby bezpieczeństwa polityce antykościelnej. Za posiadanie katolickiej gazety groziło przyklejenie etykiety „opozycjonisty” albo „przeciwnika socjalizmu” i zesłanie na sąsiednią wyspę Gozo do karnej pracy. Zdarzały się też zabójstwa na tle politycznym.

Przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych to, podobnie jak w Polsce, czas zmian i demokratyzacji życia publicznego. Obecnie rządząca Partia Narodowa wyznaje doktrynę chrześcijańskiej demokracji i utrzymuje bardzo dobre stosunki z Kościołem katolickim. Administracja rządowa rozwiązała wiele palących problemów, które narosły pomiędzy państwem a Kościołem w minionych kilku dekadach (np. sprawy własności kościelnej, szkół katolickich).

Niestety, podobnie jak w wielu innych tradycyjnie katolickich krajach, Kościół maltański przeżywa też trudności, w szczególności kryzys powołań. Liczba nowo wyświęconych księży spada co roku. I tak jednak jeden kapłan przypada tu średnio na 400 wiernych, co jest europejskim rekordem. Dla porównania, w Polsce jeden ksiądz ma pod opieką statystycznie ponad cztery razy więcej wiernych.

Kawalerowie maltańscy

Malta zawdzięcza swój cywilizacyjny status oraz ugruntowanie i umocnienie religii katolickiej zakonowi joannitów, który osiedlił się na wyspie w roku 1530 na blisko trzy stulecia. Zwani też szpitalnikami, byli jednym z trzech — obok templariuszy i Krzyżaków — zakonów rycerskich powstałych w Ziemi Świętej w czasie wypraw krzyżowych. Ich posłannictwem było niesienie pomocy medycznej. Zanim cesarz Karol V ofiarował im we władanie lichą i ubogą wyspę Maltę, kawalerowie mieli swe siedziby m.in. na Cyprze i Rodos. Na czele zakonu stał Wielki Mistrz. W dziejach kraju szczególnie zapisał się Jean Parisot de la Vallette, który wzniósł nowoczesną stolicę–twierdzę, nazwaną później Vallettą. W szeregi zakonu wstępował kwiat katolickiego rycerstwa europejskiego, głównie z Francji, Hiszpanii, Portugalii i Italii, ale także Niemiec, Czech i Polski. W czasach, gdy Rzeczpospolita nosiła dumne miano przedmurza chrześcijaństwa na wschodzie, Malta była jego południową flanką. W Wielkim Porcie stacjonowała najsilniejsza flota Morza Śródziemnego, licząca kilkaset okrętów. Dzięki joannitom Malta weszła w orbitę wielkiej polityki, uzyskała ogromne znaczenie w oczach papiestwa — zarówno religijne, jak i strategiczne.

Zakon utracił swe polityczne znaczenie w drugiej połowie XVIII wieku, co przyczyniło się do jego wewnętrznego osłabienia i ostatecznie oddania wyspy w ręce Napoleona, a wkrótce potem Anglików. Dziś kawalerowie mają swą siedzibę w Rzymie. Nadal działają zgodnie z powołaniem sprzed dziewięciu wieków, prowadząc szpitale i niosąc pomoc medyczną.

Świątynia na każdy dzień

Wyspa dosłownie usiana jest wieżami kościołów, których liczba wynosi tu dokładnie tyle, ile dni w roku. W okresie średniowiecza, gdy Malta nie odgrywała jeszcze istotnej roli strategicznej, a jej społeczność należała do wyjątkowo biednych, nie budowano tu okazałych katedr. Kościoły były proste i surowe — zbudowane z ociosanych kamiennych bloków, miały kształt przypominający stajenki znane z biblijnych opisów. Sposób wznoszenia tych kościołów uwarunkowany był faktem, że jedynym dostępnym materiałem budowlanym był miękki wapień. Z kamienia robiono wszystko — nie tylko ściany, ale także dachy. Wąskie kamienne bloki mogły mieć najwyżej dwa metry długości, dlatego proste kolumny stały się integralnymi elementami podpierającymi. Do dziś zachowało się ich tylko kilka.

Przybycie na wyspę joannitów i rozkwit baroku zaowocowały fantastycznymi przykładami architektury sakralnej. To zadziwiające, w jak wielu małych wsiach maltańskich podziwiać można potężne barokowe kościoły, z monumentalnymi fasadami i kopułami dominującymi w krajobrazie. Prawdziwym klejnotem jest katedra świętego Jana w stolicy kraju, Valletcie — główna świątynia zakonu. Z zewnątrz nieco surowa, w środku przepiękna. Szczególne wrażenie robi posadzka, pokryta dziesiątkami ozdobnych płyt nagrobnych kawalerów maltańskich.

Dwie świątynie, najważniejsze dla kultu maryjnego na Malcie, to sanktuarium Matki Bożej z Dzieciątkiem w Mellieha oraz Bazylika Ta Pinu. Otoczony czcią wizerunek Maryi w Mellieha został namalowany na skale i znajduje się w jaskini niedaleko Zatoki Świętego Pawła. Według tradycji właśnie tutaj apostoł założył pierwszy chrześcijański kościół na wyspie, poświęcony Matce Bożej, a autorem skalnego fresku jest św. Łukasz. W 1584 roku do sanktuarium przybyli ojcowie augustianie, którzy przez 16 lat sprawowali pieczę nad tym miejscem. W 1600 roku na skutek ciągłych najazdów tureckich wszyscy mieszkańcy miasta schronili się w innej części wyspy, a o świątyni zapomniano. Odnowiono ją po stu latach. Przekazy mówią, że wizerunek Maryi pozostał nienaruszony.

Bazylika Ta Pinu jest narodowym sanktuarium Malty. Jego początki wiążą się z powstałą tutaj w XVI wieku kaplicą poświęconą Matce Bożej, w której umieszczono czczony do dzisiaj obraz Matki Bożej Wniebowziętej. W 1663 roku po wizytacji apostolskiej kaplica została zamknięta. Według legendy, po ponad 200 latach, w 1883 roku, jedna z wieśniaczek, wracając wieczorem do domu, usłyszała dochodzący z zamkniętej kaplicy głos Maryi. Wkrótce okazało się, że nie była jedyną osobą słyszącą w tym miejscu tajemnicze głosy proszące o modlitwę. Wiele osób doznało łaski uzdrowienia i nawrócenia. W latach 20. wieku XX zbudowano tu bazylikę, wewnątrz której zachowano oryginalną XVI–wieczną kapliczkę wraz z cudownym wizerunkiem Matki Bożej.

Kiedyś i dziś

Długo można by szukać w Europie miejsca podobnego do Malty, gdzie na tak małej przestrzeni znajdują się tak liczne ślady historii. Położona w samym sercu Morza Śródziemnego, od czasów starożytnych po niedawną przeszłość, uchodziła za miejsce kluczowe w rejonie Morza Śródziemnego. Na listę zdobywców Malty wpisywali się Fenicjanie i Kartagińczycy, Rzymianie i Grecy, Arabowie i rycerze Zakonu Świętego Jana, a także Francuzi i Anglicy. Wszyscy zostawili ślady swej obecności: w architekturze, kulturze, języku, życiu codziennym. Fenickie szkło jest powszechnie uważane za narodowe rękodzieło. Elementy arabskie do dnia dzisiejszego są widoczne w architekturze miast maltańskich.

Maltański — drugi obok angielskiego język urzędowy kraju — należy do grupy języków semickich. Najbardziej zbliżony jest do dialektu języka arabskiego, używanego w dzisiejszym Libanie. To lingwinistyczne pokrewieństwo rodzi nieoczekiwane sytuacje: Maltańczycy modlą się do… Allaha.

Malta jest krajem europejskim położonym najbliżej równika, stąd wysokie temperatury (latem do 40 stopni), które jednak nie są uciążliwe dzięki orzeźwiającej bryzie. Dobry klimat i urokliwość miejsca sprawiają, że liczba turystów przekracza tu trzykrotnie liczbę stałych mieszkańców, którzy żyją głównie z turystyki. W najnowszej historii zapisze się niewątpliwie wydarzenie z roku 1990, kiedy to na pokładzie amerykańskiego okrętu wojennego w Zatoce Marsaxlokk doszło do spotkania na szczycie Bush — Gorbaczow. Wielu komentatorów uznało to zdarzenie za akt polityczny zamykający okres zimnej wojny. Dzisiaj Malta nie odgrywa istotnej roli politycznej w Europie, jest jednak miejscem, którego dziedzictwo kulturowe wciąż budzi szacunek. To także dziedzictwo historii Kościoła, czemu dał wyraz Ojciec Święty podczas ostatniej pielgrzymki:

Dzięki swemu położeniu w Europie i w basenie Morza Śródziemnego Malta jest spadkobierczynią bogatej i szczególnej tradycji kulturalnej, której sercem jest humanizm Ewangelii.

Jest to najdalej na południe wysunięty kraj Europy. — Choć Malta jest wyspą naprawdę malutką — tylko 30 km długości i 14 km szerokości — turysta–pielgrzym z łatwością znajdzie ustronny zakątek — zapewnia Piju Spiteri. — Liczne zatoczki obfitują w urocze plaże piaszczyste, kamieniste i skaliste, a także zupełnie fantastyczne ustronia położone u stóp klifów.

Polskie klimaty pod palmami

Kawalerowie maltańscy mieli zawsze swe główne siedziby w basenie Morza Śródziemnego, ale ich komandorie powstawały praktycznie w całej Europie, także w Polsce. Szczególne związki łączą Maltę z Poznaniem. Najstarszy zachowany w tym mieście kościół romański pod wezwaniem św. Jana Jerozolimskiego oraz utworzony przy nim szpital już od XII wieku prowadzili joannici. Tutejszej komandorii przewodził po powrocie z Malty najbardziej znany polski kawaler, Bartłomiej Nowodworski. Nazwa Jeziora Maltańskiego i położonych wokół niego ulubionych przez poznaniaków terenów wypoczynkowych wywodzi się wprost od tej bajecznej wyspy. W topografii tej części miasta odnajdziemy ulice Komandoria i Świętojańską.

Swojskie klimaty na Malcie można z kolei poczuć, już choćby spoglądając na biało–czerwoną flagę kraju. Co prawda barwy ułożone są pionowo, ale w okolicach święta narodowego Malty, 8 września, morze biało–czerwonych flag ponad dachami maltańskich domów robi niesamowite wrażenie. W tym dniu zbiegają się najważniejsze dla Maltańczyków daty: rocznica wielkiego zwycięstwa nad Turkami, zakończenie oblężenia w czasie II wojny światowej i święto Narodzenia Matki Bożej.

Ostatnio coraz częściej brzmi na ulicach Valetty i Mdiny mowa polskich turystów. Istnieje też Polonia maltańska, choć liczy zaledwie około 30 osób. W maju przeżywała z podwójną radością pielgrzymkę papieską. — Po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć Papieża na żywo. To było bardzo wzruszające. Mieliśmy ze sobą biało–czerwoną flagę — cieszy się Marzena Formosa. — Tylko czy Ojciec Święty ją zauważył? Przecież wszystkie były biało–czerwone…

Najmniejszy Kościół Europy
Maciej Kolasiński

urodzony w 1969 r. – ekonomista, pracownik prywatnej wyższej uczelni, wielokrotnie bywał na Malcie, współautor filmu Malta – między Europą i Afryką. Żonaty, mieszka w Poznaniu....