Nowomowa

Dostojewski traktował swój język ojczysty z nabożeństwem. Niestety, wydawcy jego dzieł w Związku Sowieckim byli tego nabożeństwa całkowicie pozbawieni.

Tekst o głodzie na Ukrainie, który ukazał się w marcu, miał w redakcji „W drodze” swoją bynajmniej nie najkrótszą historię, a kiedy już swoje odleżał i zdecydowano się na jego druk, okazało się, że nie sposób przedstawić go czytelnikowi bez solidnego wyjaśnienia niektórych pojęć. Przyszło więc tłumaczyć, cóż to takiego: rajispołkom, sielrada, obłotdieł i tak dalej, i tak dalej. Wszystkie te słowne potworki porodziła sowiecka rewolucja.

Śladem imion

Powiadają, że język jest swego rodzaju kręgosłupem kultury i duchowości narodu. Jeśli tak jest, to ma rację Sołżenicyn: Rosji złamano kręgosłup. Zamęczono miliony ludzi, złamano państwo, obyczaj, złamano język.

Już podczas pierwszego, krótkiego pobytu w Rosji zaszokowały mnie niektóre imiona. Ot, na przykład blisko sześćdziesięcioletni szef petersburskiego UPIP–u, czyli Uprawlienija po Obsłużiwanii Inostrannych Priedstawitielstw, stary KGB–cznik, dwugwiazdkowy generał miał na imię Kim. I raptem okazało się, że w jego pokoleniu Kimów jest na pęczki. Czyżby już wtedy, w stalinowskich Sowietach, ukochali tak bardzo Kim Ir Sena? Niebawem zauważyłem jeszcze jedno imię: znany publicysta ze środowisk demokratycznych miał na imię Władlen. Przecież takiego imienia w rosyjskim nie było…

Potem spotkałem ciotkę koleżanki, która miała na imię Ninel, ojca kolegi — Wilena, petersburskich Ormian, z których jeden miał na imię Mels,drugi — jakby zdrobniale — Melsik… Wszyscy — sześćdziesięciolatki i ciut starsi. Na pierwszych stronach gazet co jakiś czas ukazywał się pewien bardzo ważny Rem…

Oktabrynka

Wtedy przypomniałem sobie historię związaną z narodzinami mojej najstarszej siostry. Przyszła ona na świat w 1940 roku w augustowskim szpitalu, pod okupacją sowiecką, dokładnie w rocznicę bolszewickiego przewrotu, 7 listopada. Zaczęły się problemy: szefowa szpitala uparła się, że dziewczynka będzie nosiła „imię” Oktabryna. Rodzicom z wielkim trudem udało się nazwać swą córkę Halinką, od Moniuszkowskiej Halki.

Skoro więc mogła być Oktabryna, to może i te powyższe imiona, rodem z bolszewickiej „rewolucji kulturalnej”, coś znaczą? O pomoc w rozwikłaniu zagadki poprosiłem znanego petersburskiego dziennikarza z lat pierestrojki i pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych — Dimitrija Bystrowa. Intuicja mnie nie zawiodła: nawet Kim oznaczał coś zupełnie innego niż miłość do Wielkiego Przywódcy Wielkiej Korei.

Słowniczek

Te wszystkie imiona rzeczywiście miały swoje znaczenie, swoją „głęboką” treść. Oto ona:

Kim – skrót pochodzący od pierwszych liter nazwy organizacji Kommunisticzieskij Intiernacjonał Maładioży;

Rem – skrót wywodzący się ze słów: rewolucja, Engels, Marks;

Ninel – po prostu Lenin wspak;

Władlen – zbitka od imienia i partyjnej kliczki wodza: Władimir Lenin — Wład–Len;

Wilen – zbitka jak powyżej, jednakże z wykorzystaniem otcziestwa: Władimir Ilicz Lenin — W–I–Len;

Mels – na terytorium byłego Związku Sowieckiego — i nie tylko tam — zawsze uważano Ormian za naród szczególnie utalentowany. W środowisku ormiańskich bolszewików te talenty objawiły się również w słowotwórstwie. Mels to po prostu zbitka pierwszych liter nazwisk i pseudonimów partyjnych największych wodzów: Marks — Engels — Lenin — Stalin;

Melsik – to nowe imię, rzekomo ormiańskiego pochodzenia, zawiera w sobie więcej ciepła, brzmi jakby zdrobniale. Tu do czwórki wodzów dodano jeszcze Kalinina;

Oktabryna – imię nadawane sowieckim dziewczynkom w cześć Wielikogo Oktiabria1.

Przerabianie Dostojewskiego

Tyle o imionach. Brzmi to dziś, po latach, jak koszmarnie smutny dowcip. Rosjanie umieją śmiać się przez łzy, śmiać się z siebie. Potraktujmy jednak tę sprawę nieco poważniej.

Zanim w latach trzydziestych rozpoczęto w Związku Sowieckim eksperyment językowy na wielką skalę, bolszewicy uczynili wszystko, by zniszczyć tysiącletnią chrześcijańską kulturę Rusi.

Nie oszczędzili przy tym największych jej twórców. Zatrzymajmy się przy jednym z nich. Fiodor Dostojewski traktował język swoich przodków z prawdziwym nabożeństwem, przy czym posługiwał się nim w sposób szczególny.

W 1994 roku, w stolicy Karelii, Pietrozawodzku, nakładem miejscowego uniwersytetu ukazała się unikalna książka. Nosiła tytuł: Nowyje aspiekty w izuczienii Dostojewskogo. Sbornik naucznych trudow. Na jej końcu redaktorzy zamieścili niewielki tekst autorstwa W. N. Zacharowa, Kanoniczieskij tiekst Dostojewskogo. Oto wybrane, moim zdaniem najważniejsze, fragmenty z tego tekstu:

Każdy utwór literacki istnieje w tym języku, w którym go napisano. Jest to prawdziwe nie tylko w stosunku do Szekspira czy Cervantesa, którzy istnieją w angielskim czy hiszpańskim, ale i do Puszkina, Gogola, Tołstoja czy Dostojewskiego, którzy nie tylko pisali w innym, różniącym się od współczesnego języku rosyjskim, ale i napełniali utracone dziś osobliwe cechy XIX–wiecznego języka rosyjskiego poetyckim sensem, który zaniknął we współczesnej ortografii.

Dostojewski przykładał wielką wagę do graficznych środków redakcji tekstu: kursywy, pierwszej litery słowa, interpunkcji, akcentu. We współczesnych wydaniach Dostojewskiego autorski pozostał tylko jeden z graficznych środków — kursywa. W powszechnej praktyce sowieckich wydań akademickich do autorskiego tekstu Dostojewskiego wniesiono cały szereg koniunkturalnych poprawek z powodów politycznych i ortograficznych.

Usunięcie w połowie lat dwudziestych z pisowni religijnej i cerkiewnej leksyki doprowadziło do utracenia ważnych dla zrozumienia sensu wypowiedzi autora niuansów w rozmowach bohaterów powieści pisarza, których przedmiotem było poszukiwanie Boga.

U Dostojewskiego pierwsza litera słowa była nie tyle ortograficznym, ile fakultatywnym, autorskim oznaczeniem tekstu. Dostojewskiemu było to niezbędne dla stworzenia autorskiego systemu pojęć. Jeśli kursywa jest ekspresywna, intonuje tekst, tworzy charakterystyczny, estetyczny kamerton służący przyjęciu przez czytelnika autorskiego sensu utworu, to pierwsza litera, wyraźnie realistyczna — tworzy hierarchiczny porządek w tekście, ustanawia hierarchię pojęć, tworząc swego rodzaju „metafizykę tekstu”.

W tym miejscu jako przykład autor artykułu przytacza dobrze ilustrujący — jego zdaniem — ów problem fragment poematu Wielki inkwizytor, w oryginalnym zapisie Dostojewskiego.

W oryginale Dostojewskiego wszystko, co odnosi się do Chrystusa: Jego, Niego, Jeńca — napisane jest dużą literą. Tak samo od dużej litery zapisuje autor nazwę własną: Święty Sąd. W tekstach sowieckich, oprócz zmian czysto gramatycznych, wszystko, co dotyczy Chrystusa, zapisano małą literą, podobnie jak nazwę „święty sąd”. Autor artykułu podsumowuje te zmiany następująco: „Chrześcijański tekst przedstawiono jako ateistyczny, antychrześcijański. W tym i w podobnych tekstach znika autorska interpretacja tekstu”. Oprócz zmian gramatycznych i dużych liter sowieccy redaktorzy zupełnie zmienili autorską interpunkcję. Ten fakt komentuje autor artykułu następująco:

Więcej, za Dostojewskiego wprowadzono znaki interpunkcji, które nie przypadkiem w mowie bohatera nie występują.

Wszystkie współczesne wydania Dostojewskiego ignorują autorską interpunkcję, do której przywiązywał on duże znaczenie. Nie zawsze poddawała się ona regułom gramatycznym obowiązującym od lat 40. do 70. XIX wieku, ale i wtedy, kiedy poddawała się zasadom ogólnym, jego interpunkcja była intonacyjna. Tworzy ona znaczący i estetycznie wyraźny rytm narracji.

W tym miejscu autor przytacza fragment współczesnego wydania Notatek z podziemia i wersję autorską. Wyraźnie widoczne są w nim różnice w interpunkcji, przy czym u Dostojewskiego przecinków jest dużo mniej. Dlaczego? Otóż autor artykułu twierdzi, i bezwzględnie ma rację:

To oczywiste, że jeśli czytać Dostojewskiego nie według norm współczesnej gramatyki, a według znaków interpunkcji intonacyjnej, powstanie inny rytm mowy jego bohaterów i inny rytm narracji, a przecież już dawno stwierdzono, że Notatki z podziemia są melodyjne. Po dziś dzień czytamy je według korektorskiej, a nie autorskiej partytury.

Koniecznie należy przywrócić autorską wersję pisarza i dać współczesnemu czytelnikowi możliwość przeczytania Dostojewskiego w języku Dostojewskiego.

Artykuł zamieścił w końcu swojego tekstu takie oto jeszcze optymistyczne postscriptum:

W 1994 roku Instytut Filologii Rosyjskiej przy Uniwersytecie Pietrozawodzkim i Wydawnictwo Uniwersytetu Pietrozawodzkiego przystępują do wydania utworów Dostojewskiego w języku Dostojewskiego. Edycję przygotowano na podstawie nowych studiów nad wydaniami przygotowanymi za życia pisarza i jego rękopisami.

Jest więc nadzieja, że przyjdzie czas i również polscy tłumacze Fiodora Dostojewskiego — i nie tylko jego, bo w analogiczny sposób postąpiono z innymi, nawet z Aleksandrem Siergiejewiczem Puszkinem — będą mogli pracować na autorskich, nie zaś przerobionych przez bolszewicką korektę tekstach, które próbowano pozbawić ruskiego ducha.

Tyle język… Język wielkiej kultury, wielkiej duchowości chrześcijańskiej. Poddany wraz z narodem jednemu z najstraszniejszych eksperymentów w historii ludzkości. Czy ten język się odrodzi? Odrodzi się, jeśli Rosja stanie się znów chrześcijańska.

1 Doskonały artykuł „Język zwycięzców (o sowieckiej nowomowie)” — z wyjaśnieniem również niektórych wyżej przytoczonych imion — zamieścił w wydanym pierwotnie poza cenzurą zbiorze swoich artykułów zatytułowanym Spór o Rosję profesor Andrzej Drawicz (Warszawa 1987, s. 66–78).

Nowomowa
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...