Żart mistrza Fulberta

Żart mistrza Fulberta

Jeśli jesteś człowiekiem, to musisz pracować, jeśli zaś aniołem, to nie masz tu czego szukać. Jest to nauka prostej i zdrowej ascezy, która nie czyni z życia duchowego okazji do ucieczki w krainę fantazji i mrzonek, ale spokojnie i dogłębnie przemienia serce człowieka. Jan, skruszony, prosi o przebaczenie i naprawia swoje życie.

Fulbert z Chartres nie był Francuzem, nie dajmy się zmylić jego przydomkowi. Urodził się w Italii, prawdopodobnie w okolicach Rzymu, w roku 960. Pewne elementy swojej biografii odkrywa przed nami w ponad stu listach skierowanych do przyjaciół.

Z nędzy

Był dzieckiem ubogiej rodziny. Kiedy, wstąpiwszy na tron biskupi, wspomina swoje dzieciństwo, mówi, iż na wyżyny społecznej i kościelnej hierarchii został powołany de sorde, co można przetłumaczyć „z brudu” lub „z nędzy”. Jego inteligencja wcześnie zwróciła uwagę miejscowego biskupa: chłopiec zostaje skierowany do szkoły i w kilka lat potem wyświęcony na kapłana. Nie wiemy, dlaczego znalazł się w Rzymie, ale możemy domyślać się, że wysłano go tam, by kontynuował studia, skoro — jak sam wspomina — zachodził regularnie do biblioteki papieskiej, aby czytać, a nawet wypożyczać księgi. To właśnie tam poznał papieża Jana IX i jego przyjaciela, wielkiego uczonego, Gerberta z Aurillac.

Wędrówki za wiedzą

Wieki X i XI są świadkami narodzin sieci szkół teologicznych zorganizowanych najczęściej wokół katedr lub opactw, przyciągających studentów sławą wykładających tam mistrzów. Bogactwo tych, często niewielkich, ale silnych centrów naukowych powoduje, iż w Europie rozpoczyna się proces osiągający swe apogeum w XII wieku, ale trwający z mniejszym lub większym nasileniem przez całe średniowiecze; proces, który można by nazwać intelektualną migracją. Kiedy młody chłopiec, poznawszy tajniki abecadła i posiadłszy umiejętność pisania pod kierunkiem własnego proboszcza, pragnął kontynuować naukę, musiał opuścić rodzinne sioło lub miasteczko. Ośrodki takie jak Reims, Troyes, Laon, Kolonia, Bec czy Bolonia, które mogły pozwolić sobie na utrzymanie bibliotek i wykładowców, przyciągały rzesze głodnej wiedzy młodzieży. Dotarłszy do któregoś z nich, młody człowiek pobierał naukę przez kilka lat, jednak długo nie zagrzewał tam miejsca. Powody były różne. Niektórym wystarczaławiedza, którą posiedli, i opuszczali szkołę, by zająć się karierą urzędniczą, prawniczą, medyczną lub nawet kupiectwem. Inni stwierdzali, że stary mistrz niczego ich już nie nauczy. Inni wreszcie pragnęli rozpocząć nauczanie na własną rękę. Przemieszczanie się od szkoły do szkoły stało się zjawiskiem powszechnym.

Musimy dobrze rozumieć określenie „szkoła”, kiedy mówimy o tym okresie. Nie była to instytucja, raczej grupa uczniów skupiona wokół mistrza i związana z nim więzami przyjaźni i pragnienia wiedzy. Jeszcze nie pojawił się uniwersytet, który wypracuje stałą i skomplikowaną strukturę przywiązującą młodych ludzi do jednego miejsca na wiele lat studiów i zdobywania naukowych stopni. Lecz nawet on nie zdoła zupełnie wyeliminować wędrówek studentów i profesorów poszukujących nowych możliwości i lepszych warunków intelektualnego rozwoju bądź naukowej kariery.

Nauczyciel

Fulbert należy do grona takich intelektualnych wagantów. Kiedy poznany w Rzymie Gerbert zacznie nauczać w Reims, Fulbert bez wahania podąży za nim. Filozofia, a szczególnie jej wątek platoński, teologia oraz poezja — oto czym zajmuje się Fulbert, trafiwszy na północ Francji. Jednak jego umysłowy apetyt nie maleje. Kiedy więc docierają do niego wiadomości o innej szkole, gdzie studiuje się nie tylko nauki humanistyczne, lecz także kosmologię, pisma przyrodnicze Arystotelesa oraz medycynę, opuszcza przyjaciela i w roku 992 udaje się do Chartres. Wiele napisano o tym ośrodku, który przez z górą sto lat dzierżył palmę pierwszeństwa na naukowej scenie średniowiecznej Europy, pobity dopiero w końcu XII wieku przez rosnący autorytet niedalekiego Paryża. Niektórzy z francuskich historyków, zauroczeni naturalistycznymi prądami szkoły w Chartres, usiłowali przedstawiać ją jako ośrodek scjentystycznej, laicyzującej nieomal reakcji wobec tradycyjnego, kościelnego sytemu nauczania. Dziś pogląd ten znajduje coraz mniej zwolenników. Dla nas istotne jest, iż właśnie w Chartres Fulbert znalazł wreszcie właściwe dla siebie miejsce. Rzuca się w wir studiów, także medycznych, i sam rozpoczyna karierę nauczyciela. Szybko zdobywa sobie sławę wśród uczniów i uznanie ze strony przełożonych. W roku 1004 zostaje mianowany kanonikiem kapituły, a zaledwie dwa lata później zasiada na katedrze biskupiej.

Jego przyjaźń z diukiem Akwitanii oraz królem Francji Robertem sprawiła, że szybko zaangażował się w życie polityczne. Jednak nigdy nie porzucił nauczania. Zrezygnował jedynie z praktykowania medycyny, gdyż nie widział, w jaki sposób mógłby połączyć ją z funkcją biskupa, jednak aż do swojej śmierci w roku 1028 wciąż wykładał, zyskując podziw i miłość swych studentów. Udało się ustalić, iż spośród znanych osobistości tej epoki ponad 50 było uczniami Fulberta. Wielu z nich w swoich pismach odwoływało się do jego nauk, a po jego śmierci układało żałobne panegiryki. „Dobry ojciec”, „nowy Sokrates” — oto jakimi obdarzano go przydomkami. Porównanie do starożytnego mędrca pozwala przypuszczać, że na jego wzór Fulbert umiał być dla swych studentów nie tylko wykładowcą, ale także mistrzem i przyjacielem. W kilkanaście lat po śmierci nad jego wizerunkiem umieszczonym w jednym z witraży w katedrze w Poitiers zabłyśnie aureola. Nigdy oficjalnie niekanonizowany, zapewnił sobie miejsce w kalendarzu liturgicznym Chartres dzięki umiłowaniu wiedzy, która zbliżała go do Boga i ludzi.

Historia z Żywotów

Wspomnieliśmy wyżej, że Fulbert był poetą. Jego wiersze układane według klasycznych wzorów starają się dorównać doskonałości antyku. To jeszcze jeden dowód na to, jak bardzo średniowiecze było kontynuacją, a nie zaprzeczeniem czasów starożytnych. Parę lat temu w jakiejś popularnonaukowej książce natknąłem się na jeden z wierszy Fulberta, De Johanne abbate, przypisany zresztą, nie wiedzieć czemu, jednemu z jego wybitnych i osławionych uczniów, heretykowi Berengarowi z Tours. Kilka miesięcy temu mogłem przeczytać najstarszą wersję tego tekstu zachowaną w pięknym XII–wiecznym rękopisie ze zbiorów Biblioteki Watykańskiej.

Fulbert nie wymyślił historii, którą opowiada, i uczciwie się do tego przyznaje. Pisze bowiem: „Przeczytałem w starożytnych Żywotach Ojców pewną zabawną historię, która może być dobrym i zręcznym przykładem, a którą przekazuję wam wierszem”. W istocie, historię eremity Jana odnajdujemy w Żywotach, które są opowieścią o życiu i naukach pobożnych i ascetycznych anachoretów, żyjących u schyłku starożytności w okolicach egipskiej Aleksandrii. Powszechnie nazywano ich abba, co znaczy „ojciec” lub „mistrz”. Słowem tym zacznie się potem określać opatów.

Powtarzane z ust do ust, a następnie spisywane, Żywoty stały się bodaj najpopularniejszą lekturą chrześcijańskich mnichów wszystkich czasów. To właśnie tam, w trzeciej księdze (PL 73, 916–917), opowiedziana jest tragikomiczna przygoda małego wzrostem pustelnika. Młody Jan dzielił pustelnię ze starszym i bardziej doświadczonym mnichem, którego imienia historia nie przekazuje. Jak wielu adeptów życia zakonnego, Jan ciężko znosił rozdźwięk pomiędzy gorącym, duchowym pragnieniem służenia Bogu i poświęcenia się wyłącznie kontemplacji, a codziennymi, szarymi i trudnymi obowiązkami mnicha, które z pozoru nie pomagają, ale wręcz przeszkadzają duchowemu rozwojowi. Wpada na nieco zaskakujący i ryzykowny pomysł. Skoro aniołowie cały czas spędzają, chwaląc Boga, nie troszcząc się o nic, to czemuż by nie spróbować anielskiego życia? Wybór Jana jest radykalny: nie będzie więcej pracował ani starał się o pożywienie. Nawet odzienie uznaje on za zbytni balast na drodze ku duchowej doskonałości. Wyzwolony od ziemskich trosk, nagi, opuszcza erem i starszego towarzysza, by samotnie wyruszyć na pustynię. Ciekawe, iż w wersji tej historii przekazanej przez Żywoty, inaczej niż w wierszu Fulberta, starszy mnich nie usiłuje odwieść Jana od ekstrawaganckiego pomysłu. Jego doświadczenie podpowiada mu z pewnością, jaki obrót przybiorą wydarzenia, zachowuje się więc jak dobry pedagog, który pozwala uczniowi na popełnienie błędu i na samodzielne wyciągnięcie wniosku. I rzeczywiście, po tygodniu abba Jan powraca do pustelni zmęczony i wygłodniały. Dopiero teraz jego towarzysz udziela mu nauki: jeśli jesteś człowiekiem, to musisz pracować, jeśli zaś aniołem, to nie masz tu czego szukać. Jest to nauka prostej i zdrowej ascezy, która nie czyni z życia duchowego okazji do ucieczki w krainę fantazji i mrzonek, ale spokojnie i dogłębnie przemienia serce człowieka. Jan, skruszony, prosi o przebaczenie i naprawia swoje życie.

Fulbertowi spodobała się ta historia. Być może wśród swoich uczniów lub mnichów swojej diecezji napotykał on takie angeliczne postawy, postanowił więc w żartobliwy sposób udzielić im nauki lub raczej nauczki. Wybrał do tego formę wiersza, którego jambiczny, wesoły rytm szybko wpada w ucho, daje się łatwo recytować, a nawet śpiewać. Nic dziwnego, że odnajdujemy go w zbiorach studenckich pieśni z Oksfordu z XIII wieku. Pobożne zapędy mnicha Jana, choć ukazane z ironią, budzą w nas nie tyle pogardliwy, ile wyrozumiały uśmiech, bo przecież w jego pozbawionym rozsądku entuzjazmie odnajdujemy elementy naszych własnych postaw i wyborów. W ten sposób, zgodnie z zamysłem mistrza z Chartres, wiersz staje się „dobrym i zręcznym przykładem”, a jego autor — rzecznikiem i propagatorem zdrowej pobożności, która nie odrywa się od codzienności, ale właśnie w niej szuka udoskonalenia ducha. Choć minęło już tyle wieków, to sądzę, iż warto posłuchać żartobliwej poezji Fulberta i poszukać w niej antidotum na dręczące nas często poczucie ciężaru i szarości naszego życia, kiedy to z zazdrością spoglądamy ku uśmiechniętym i beztroskim zastępom niebiańskich chórów.

Żart mistrza Fulberta
Paweł Krupa OP

urodzony 4 lipca 1965 r. w Żyrardowie – dominikanin, doktor teologii, historyk mediewista, studiował w Krakowie, Paryżu i Rzymie, charyzmatyczny kaznodzieja, rekolekcjonista, dyrektor Instytutu Tomistycznego w Warszawie (2010-2016), od 2020 roku dziekana dekanatu północnego...