Na stos z Pulikowskim
Oferta specjalna -25%

Hewel. Wszystko jest ulotne oprócz Boga

3 opinie
Wyczyść

Po przeczytaniu artykułu „Jak nie wpędzić męża w nałóg”, jestem oburzony! Oburzony na tego drania Pulikowskiego. Jak on może za wszelkie zło i patologie na świecie winić kobiety i jednocześnie traktować mężczyznę jako „leniwego trutnia i prostaka”, ukazując go „ groteskowo fatalnym świetle”. Jak on może „przedstawić wypaczony obraz zarówno kobiecości, jak i męskości”. Na stos z Pulikowskim i jego książkami! Trzeba by stanowczo zabronić drukowania takich książek, zabronić udzielania im imprimatur i koniecznie zabronić czytania tych szkodliwych treści!

Szanowna Pani!

Poglądów, które mi Pani przypisuje, nie mam. Mam natomiast ogromny szacunek dla kobiet (praktykowany w życiu codziennym), a macierzyństwo uważam za najważniejsze i najwyższego uznania godne w świecie zadanie, wręcz misję. Kobiety pozostającej w domu z małymi dziećmi nie nazywam nigdy (w odróżnieniu od Pani) kurą domową czy osobą niepracującą. Przeciwnie, uważam (i głoszę), że ta praca o najważniejszych skutkach społecznych (i w efekcie ekonomicznych) powinna być doceniana, w tym również godziwie opłacana i objęta wszelkimi należnymi świadczeniami. Uważam ponadto (i to zapewne Panią boli), że w kontakcie z małym, nieporadnym i bezbronnym dzieckiem kobieta rozwija się nieporównywalnie bardziej niż w fascynującej i przynoszącej wysokie zarobki pracy zawodowej. Chodzi tu mi o rozwój osobowości, polegający w dużej mierze na ograniczeniu własnego egoizmu na rzecz postawy altruistycznej — postawy miłości. Tak więc, nie gloryfikuję czynności „prania majtek, odkurzania dywanów i szorowania ubikacji”, uważając je za ważniejsze od „bycia prezydentem” (co usiłuje Pani włożyć w moje usta), lecz gloryfikuję macierzyństwo. Tak, uważam, że dla losów świata najważniejsze jest rodzenie i dobre wychowanie dzieci, a kobiety w tym względzie są niezastąpione. Bynajmniej nie ze względów demagogiczno–ideologicznych! Wydaje się, że Pani tego uznać nie chce lub nie może. Nasuwa mi się nieśmiałe pytanie. Czy naprawdę Pani jest szczęśliwa z takim podejściem do sprawy? Czy szczęśliwy jest mąż, którego sobie Pani sama wybrała? Czy szczęśliwe są Wasze dzieci? (Jeżeli macie Państwo szczęście być rodzicami).

Wiele wniosków, które Pani wyprowadza z wyrwanych z kontekstu zdań z mojej książki jest z punktu widzenia logiki, najdelikatniej mówiąc, „nieuprawnionych”. (Zamiana moich słów: „czasem”, „bywa czasem” na: „bardzo często”, „chronicznie”, wydaje się być zwykłą nieuczciwością).

Nie podejmę polemiki z całym stekiem zarzutów i epitetów skierowanych pod moim adresem, bo jestem przekonany, że trzeźwo myślący czytelnik książki Warto być ojcem łatwo poradzi sobie z nimi sam, bez mojej pomocy. Jedynie zarzut niepodania źródła ankiety i autora opinii uważam za godny komentarza. Otóż książki nie traktowałem jako dzieła naukowego i z rozmysłem nie podawałem formalnej bibliografii, zwykle jednak wplatając nazwiska autorów w tekst. W dwóch wypatrzonych przez Panią miejscach rzeczywiście ich zabrakło.

Zastanawia mnie przyczyna tak tendencyjnie negatywnego i agresywnego podejścia do mojej książki (i osoby). Czy „recenzja” powstała z Pani własnej inicjatywy? Czy może kogoś zaniepokoiło powodzenie książki? Zakładam pierwszą wersję. Chcąc zrozumieć potencjalnie możliwe motywy takiego postępowania, posłużmy się przykładową sytuacją z życia.

Wyobraźmy sobie, że: kobieta dotknięta tragedią zabójstwa własnego dziecka (tzw. zabieg) przeczytała artykuł na temat syndromu poaborcyjnego (PAS), mówiący m.in. o konieczności leczenia. Co zrobi? Jaką przyjmie postawę?

1) Może treść zignorować, nie przyjąć do świadomości, „wyprzeć”, odrzucić. Nic w jej życiu się wówczas nie zmieni.

2) Może przejęta treścią, odkryć źródło swego bólu, uwierzyć w chorobę i podjąć terapię, leczenie! Jej życie może ulec radykalnej poprawie.

3) Może, wreszcie zaniepokojona treścią, rozdrażniona… zaatakować ją jako nieprawdziwą. Znajdzie wówczas (a jakże!) „autorytety”, które ogłoszą, że takiego syndromu w ogóle nie ma, a autor artykułu jest obsesyjnym demagogiem rodem z ciemnogrodu… Wrogiem ludu. Przy tej postawie kobieta niczego nie zyska, przeciwnie, blokując się w swej zaciekłości, naprawdę oddala moment ewentualnego (możliwego przecież) wyzdrowienia.

Wydaje się, że autorka „recenzji” w sposobie reagowania najbliższa jest trzeciej z wymienionych postaw. Taka postawa uniemożliwia właściwy — zgodny z intencją piszącego — odbiór treści. Skąd to mniemanie? Przykładowo — na wstępie pisze Pani: „Miałam nadzieję, że znajdę garść informacji i przemyśleń na temat… ojcostwo… Jakże się myliłam”. Bez szukania, na okładce książki znalazłaby Pani tekst: „Są… kluczowe sprawy dla ojcostwa: miłość i odpowiedzialność… Mężczyzna powinien kochać rodzinę miłością ofiarną… Najważniejsze, co może ojciec dać swoim dzieciom, to po prostu prawdziwie, mądrze, dojrzale, wiernie, wyłącznie i dozgonnie kochać ich matkę”. Smutkiem napełnia fakt, że książka nawołująca do męskiej odpowiedzialności i służby na rzecz rodziny, wzywająca do dowartościowania kobiet i macierzyństwa mogła być odczytana jako atak na kobiety i mężczyzn jednocześnie. Intencji takiej nie miałem — interpretacja nastąpiła. Cóż. Błąd w komunikacji. Powodem tego błędu mógł być niejasny przekaz lub nieżyczliwy odbiór. Rozstrzygnięcie pozostawiam czytelnikom.

PS. Ten autor wstępu, pisany przez Panią z małej litery, podzielający „zgubne” poglądy Pulikowskiego, to prof. dr hab. Włodzimierz Fijałkowski, szlachetny nestor polskich ginekologów, twórca polskiej szkoły rodzenia, członek Papieskiej Akademii Życia, ostatnio odznaczony Krzyżem Komandorskim Papieskiego Orderu św. Grzegorza — to tak gwoli uzupełnienia.

Na koniec czuję się w obowiązku przestrzec Panią przed czytaniem mojej najnowszej książki: Krokodyl dla ukochanej. Warto wspierać rozwój mężczyzny, Poznań 2000. Obawiam się, że jej lektura mogłaby przysporzyć Pani sporego dyskomfortu psychicznego.

Na stos z Pulikowskim
Jacek Pulikowski

urodzony 14 kwietnia 1952 r. w Lubrańcu – wykładowca Politechniki Poznańskiej oraz Studium Rodziny przy Wydziale Teologicznym UAM, zaangażowany w działalność Duszpasterstwa Rodzin, autor wielu publikacji i książek o tematyce rodzinnej....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze