Gdzie miłość prawdziwa…
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
Wyczyść

jeszcze raz na temat katolicko-luterańskiej Deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu

Ojcze Profesorze!

Pozwalam sobie napisać kilka uwag do tekstu zamieszczonego w styczniowym numerze „W drodze”. Tekst Ojca w rubryce „Szukającym drogi” nasuwa pytania czy wątpliwości, które spróbuję sformułować.

To oczywiste, że łaska usposabia do dobrych czynów i jest ich pierwszą przyczyną. W związku z tym pojawia się jednak pytanie: jak wytłumaczyć w Kościele katolickim odpusty (Rok Jubileuszowy) i modlitwę wstawienniczą?

Można oczywiście odpowiedzieć, że odpust jest wynikiem całkowitego odwrócenia się od grzechu. Postawa jest dziełem łaski. Jednak co się dzieje w przypadku, gdy odpust ofiarujemy za dusze w czyśćcu cierpiące? Przecież jest to jakieś zobowiązanie udzielenia łask według intencji proszącego, a nie odbiorcy łask. Tu też można przesuwać działanie łaski; że ta łaska była przewidywana wobec danej osoby w czyśćcu. Trochę wtedy zaczyna trącić sofistyką.

Ponadto pojawia się problem wolnej woli człowieka. To człowiek, dokonując wolnego wyboru, może przyjąć łaskę i współdziałać z nią albo ją odrzucić. I więcej, wydaje się, że człowiek — grzeszny przecież — w pewnych przypadkach współpracuje z łaską, a w innych ją odrzuca. Życie ludzkie nie jest przecież pasmem jednostajnego wzrostu ani też permanentnego sprzeniewierzania się Bogu. W tym kontekście wyjaśnienia musi doczekać się problem predestynacji, przeznaczenia. Czy jest ono efektem wolnego wyboru człowieka, czy też wcześniejszego wybrania?

I jeszcze jedna uwaga. Dotyczy „majstrowania” przy wierze. Wydaje się, i na to logika wskazuje, że w jakiejś części wybranego wyznania tkwi błąd, który spowodował rozejście. Błąd ten musi być uznany, aby możliwe było pojednanie. Ktoś więc musi przyznać się do niego i zaakceptować zmianę swoich wierzeń. Trudno sobie wyobrazić jedność zbudowaną poprzez podpisywanie deklaracji, że wierzymy w to samo, choć w gruncie rzeczy pozostajemy przy swoim. Kłóci się to jakoś z poszukiwaniem prawdy.

Zaznaczyć przy tym pragnę, iż uważam, że to, czego naucza Kościół katolicki, jest prawdziwe.

Zbigniew Żak

1.

Zacznę od ostatniej Pana uwagi. Podzielam Pana przekonanie, że „trudno sobie wyobrazić jedność zbudowaną poprzez podpisywanie deklaracji”, że prawdziwa droga do jedności to również budowanie w sobie postawy nawrócenia, w tym również gotowość do uznania własnych błędów i porzucenia ich.

Warto jednak zauważyć, że dialog, jeżeli jest prowadzony rzetelnie w duchu prawdy oraz wzajemnej miłości, może już częściowo wyrażać tę postawę nawrócenia. Świadczą o tym takie jego owoce, jak usuwanie narosłych uprzedzeń i nieporozumień czy odnawianie się w wierności prawdzie objawionej poprzez przekraczanie jakichś płycizn czy jednostronności w jej rozumieniu.

Pełnej jedności zapewne w ten sposób nie osiągniemy. Ważne jest jednak, żebyśmy jej realnie szukali i czynili to we wzajemnym szacunku, w duchu posłuszeństwa słowu Bożemu i postawie całkowitego zawierzenia Bogu. Do pełnej jedności doprowadzić nas może tylko Ten, który jest naszym wspólnym Panem — w czasie, który On sam wybierze. Chodzi jednak o to, ażeby, kiedy Mu się spodoba przyjść do nas jako sprawca jedności, zastał nas przygotowanymi.

2.

Zwraca Pan uwagę na to, że Kościół katolicki — jednoznacznie wierząc, iż łaska jest całkowitą przyczyną naszego usprawiedliwienia przed Bogiem i naszej drogi do życia wiecznego — zarazem z wielkim naciskiem podkreśla możliwość, a nawet więcej: powinność naszego współdziałania z łaską.

Ten właśnie moment Deklaracja wydobywa jako pierwszą różnicę między nauką obu Kościołów o usprawiedliwieniu: „Gdy katolicy mówią, że człowiek «współdziała» podczas przygotowania usprawiedliwienia i jego przyjęcia przez wyrażenie zgody na usprawiedliwiające działanie Boga, to widzą w takiej personalnej akceptacji działanie łaski, a nie czyn człowieka wypływający z własnych sił. W ujęciu luterańskim człowiek nie jest zdolny do współdziałania w ratowaniu samego siebie, gdyż jako grzesznik przeciwstawia się aktywnie Bogu i Jego zbawczemu działaniu. Luteranie nie zaprzeczają, że człowiek może odrzucić działanie łaski. Gdy podkreślają, że człowiek może tylko biernie przyjmować usprawiedliwienie, to negują przez to wszelką możliwość własnego wkładu człowieka do usprawiedliwienia, lecz nie jego pełne osobiste zaangażowanie w wierze, dokonujące się pod wpływem Słowa Bożego” (nr 20–21).

Konsekwencją tej właśnie różnicy jest m.in. fakt, że oba Kościoły mają zupełnie inny stosunek do odpustów. Dla luteran nauka o odpustach jest nie do przyjęcia. Natomiast dla katolików zdobywanie odpustów jest jednym ze sposobów współpracy z łaską, która ogarnia bez reszty naszą drogę do zbawienia. Wystarczy sobie uprzytomnić, że brak łaski uświęcającej czyni nas radykalnie niezdolnymi do uzyskania odpustu.

Katolicka nauka o odpustach daje szczególną okazję do pokazania, że współpraca z łaską — której podmiotem jestem przede wszystkim ja, człowiek dążący do życia wiecznego — dokonuje się we wspólnocie Kościoła, która mnie w tej drodze realnie wspomaga. Tę właśnie prawdę wyraża obraz czerpania „ze skarbca zasług Chrystusa i świętych” (KKK 1471). Kościół bowiem jest przystrojony „w bisior lśniący i czysty, bisior zaś oznacza czyny sprawiedliwe świętych” (Ap 19,8).

O realnym (zarazem w całości zanurzonym w jedynym pośrednictwie zbawczym Chrystusa) wspomaganiu współbraci w Chrystusie pisał również Apostoł Paweł: „ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24).

3.

Predestynacja (przeznaczenie nas do zbawienia) w żaden sposób nie jest efektem naszego wolnego wyboru. Już „przed założeniem świata” (co nie znaczy przed miliardami lat, ale w niepojętej dla nas boskiej wieczności) Bóg „wybrał nas, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem: z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa” (Ef 1,4n).

Co to znaczy praktycznie? Chodzi o to, że mnie i ciebie, i wszystkich ludzi, Pan Bóg ukochał, kiedy nas jeszcze nie było. Wszyscy przychodzimy na ten świat ogarnięci wcześniejszą od nas miłością Boga, który chce nas doprowadzić do życia wiecznego.

Jak to się ma do naszej wolności? Tam, gdzie jest prawdziwa miłość (a Bóg nie umie kochać inaczej niż prawdziwie), tam się szanuje wolność tego, kogo kocham. O Panu Bogu mało byłoby powiedzieć, że szanuje naszą wolność: On nas do wolności uzdalnia, bez Niego w ogóle nie bylibyśmy zdolni do wolności. Więcej: kiedyśmy wskutek grzechu bardzo wiele z naszej wolności utracili, On — żeby nam pomóc w odzyskaniu wolności — przysłał nam własnego Syna.

Szerzej temat ten przedstawiłem w artykule pt. Czy Bóg nas zaprogramował? Przeznaczenie a wolność (Jacek Salij, Rozpacz pokonana, Poznań 1998, s. 99–124).

Gdzie miłość prawdziwa…
Zbigniew Żak

czytelnik, szukający drogi....

Gdzie miłość prawdziwa…
Jacek Salij OP

urodzony 19 sierpnia 1942 r. w Budach na Wołyniu – polski prezbiter rzymskokatolicki, dominikanin, profesor nauk teologicznych, pisarz, publicysta, autor setek książek i tysięcy artykułów, przez 40 lat prowadził rubrykę...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze