Przekorne dziewictwo
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
Najniższa cena w ostatnich 30 dniach: 59,90 PLN
Wyczyść

Seksualność dziewictwa posiada niezwykłą siłę. Motywy dziewicy nie pozostawiają cienia wątpliwości: źródłem mocy takiej kobiety jest nieuleganie chwilowym zachciankom. Jej seksualność jest nastawiona na nadzieję, na przyszłość, na miłość małżeńską, na dzieci i na Boga. Dziewictwo jest jednocześnie znakiem dojrzałej niezależności od mężczyzn. Zobowiązanie do czystości służy jako przygotowanie do kolejnego zobowiązania, którym jest całkowita i wyłączna miłość jednego mężczyzny.

No dobrze, przyznaję: mam dwadzieścia dwa lata i ciągle jestem dziewicą. Bynajmniej nie z braku okazji — spieszy dodać moja próżność. Gdybym kiedykolwiek w przeszłości czuła, że moja staromodna niewinność jest dla mnie niepotrzebnym ciężarem, z pewnością znalazłabym kogoś, kto pozwoliłby mi się go pozbyć. Jednak nigdy tak nie było. Dominujący prąd naszej kultury podpowiada mi, że za tym, iż jestem tak długo dziewicą, na pewno stoi jakaś przemożna siła. Może jest to nieopanowany strach przed mężczyznami, Bogiem czy przyłapaniem. Jestem w stanie wymienić kilka czynników, które przyczyniły się do tego, że jestem ciągle dziewicą. Matka uczyła mnie, że szacunek do samej siebie opiera się na samokontroli, a ojciec powtarzał, żebym wymagała tego samego od mężczyzn. Jestem też do tego stopnia nierozgarnięta, iż sądzę, że środki antykoncepcyjne mogą nie wystarczyć, aby zapobiec niechcianej ciąży czy chorobie. Uważam także, że aborcja to zabójstwo dziecka. Podpisuję się wreszcie pod całą chrześcijańską doktryną o prawie i obietnicy, która oznacza, że niewygodne, stare przykazania ciągle obowiązują mnie w sumieniu. Jestem przy tym na tyle naiwna, że wierzę w stałą, wyłączną i obdarzoną boskim błogosławieństwem miłość między kobietą i mężczyzną, która jest tak cenna, że stanowi dla mnie zachętę do trzymania nóg razem w najbardziej kuszących okolicznościach.

Ekspresja seksualności

Mimo to nie przestaję myśleć o sobie jako o feministce, gdyż dziewictwo prowadzi do szacunku dla kobiety, która ma zamiar w nim wytrwać oraz podkreśla jej wartość. Panujący obecnie feminizm poświęca tej kwestii mało uwagi. Był okres, kiedy w swej naiwności wierzyłam, że znajdę w publikacjach feministycznych poparcie dla mojej decyzji. (Bo jest to przede wszystkim sprawa wyboru, jak sądzę). Szczupłość informacji odnoszących się do kwestii dziewictwa mogłaby doprowadzić do przeświadczenia, że jest to w istocie temat tabu. Udało mi się jednak znaleźć krótki artykuł na interesujący mnie temat w szacownym tomie studiów feministycznych pt.: Our Bodies, Ourselves. Najświeższe wydanie tej książki ma bardziej pozytywny stosunek do dziewictwa niż wcześniejsza edycja, bo traktuje się je jako pełnoprawny wybór, a nie wyłącznie produkt uboczny patriarchatu. Mimo to artykuł zamyka w obrębie niepełnej strony tekstu całą różnorodność uczuć i doświadczeń łączących się z dziewictwem, które, jakby się wydawało, sprowadzają się do poglądu, że kobieta winna poczekać, aż będzie naprawdę gotowa wyrazić swoją seksualność. To wszystko, co artykuł mówi w tej kwestii. Najwidoczniej ekspresja seksualności ma miejsce jedynie w trakcie i po zakończeniu stosunku płciowego. Cokolwiek subtelniejszego, jak na przykład kobieca pasja gotowania, skłonność do płaczu podczas oglądania filmów, przemożny instynkt macierzyński, troska o garderobę, będącą niejednokrotnie obiektem nieskrywanej zazdrości czy nawet namiętny pocałunek na dobranoc, uważane są za niedostateczne przejawy identyfikacji z własną płcią. Książka Our Bodies, Ourselves daje w pośredni sposób do zrozumienia, że jak długo kobieta pozostaje dziewicą, tak długo pozostaje całkowicie aseksualna.

Nie wiem, co tracę

Co dziwnego, postawa taka przeniknęła do myślenia wielu moich rówieśniczek, które zbyt krótko poruszają się w sieci kłamstw, zwanej dorosłością, aby wyrobić sobie na ten temat lepszy pogląd. Jednym z najbardziej żywych wspomnień z college’u jest rozmowa z dobrą przyjaciółką o mojej, jak to stwierdziła, dziwacznej aberracji polegającej na byciu dziewicą. Razem z koleżanką rozwodziły się nad ponurymi szczegółami swych dotychczasowych stosunków seksualnych. W końcu moja przyjaciółka nie wytrzymała i głośno wyraziła swoje zdziwienie: „Jak ty to robisz?”. Nieco zaskoczona, zapytałam, o co jej chodzi. „No wiesz” — odparła, ociągając się przed użyciem brzydkiego słowa „dziewictwo”. „Ty jeszcze nigdy… z nikim nie spałaś. Jak ty to robisz? Czy naprawdę tego nie chcesz?”.

Pytanie to zaintrygowało mnie, ponieważ zupełnie nie dotyczyło głównego problemu. Oczywiście, że chcę, co za dziwne pytanie, ale sama chęć nie jest chyba odpowiednim motywem moralnego postępowania. Zapewniłam zatroskaną przyjaciółkę, że z moim libido wszystko w porządku, ale później musiałam uzasadnić długoletnią wstrzemięźliwość. Podałam te same, co zwykle, powody: troska o zdrowie emocjonalne i fizyczne, przekonania religijne czy uchronienie dziewictwa do chwili zawarcia małżeństwa. Niczym jej jednak nie przekonałam, a ucieszyła się dopiero, gdy przyznałam, że pewnie nie wiem, co tracę.

W pewnym sensie faktycznie nie wiem, co tracę. Bardzo często właśnie osoby, które wiedzą, co tracą, dokładają wszelkich starań, aby nie brakowało im tego zbyt długo. Z drugiej strony mogłabym wymienić całą masę rzeczy, o których wiem, że właśnie dzięki mojej zdecydowanej postawie mnie omijają. Na przykład zranienie, zdrada, niepokój, oszukiwanie samej siebie, lęk, podejrzenia, złość, niepewność czy wreszcie przerażenie na myśl o byciu wykorzystaną. Są to tylko aspekty emocjonalne. Dochodzi do nich choroba, niechciana ciąża czy aborcja. Słuszność moich poglądów udowodniły losy mojej wspomnianej wyżej przyjaciółki: w niespełna dwa miesiące po naszej rozmowie przeżyła szok zdrady przez mężczyznę, który ochoczo szedł z nią do łóżka, ale zdecydowanie nie chciał, aby ich znajomość przerodziła się w „prawdziwy związek”. Niestety, tę smutną prawdę poznała dopiero po fakcie.

Siła i wybór

Wedle nabytej mądrości feministycznej seksualność definiowana jest za pomocą koncepcji siły i wyboru. Nie jest to sprawa czegoś tak banalnie biologicznego jak rodzenie dzieci czy nawet bardziej szczytnego tworzenia atmosfery intymności i zaufania. Wydaje się nawet, że seks, według feminizmu, nie ma dawać rozkoszy. Celem kobiecej seksualności jest pokazanie siły własnej płci nieszczęsnym mężczyznom, kontrolowanie ich czy nawet branie odwetu. Dążeniem kobiety jest osiąganie własnej przyjemności lub zmuszenie drugiej strony do określenia się. Kobieta, która nie wypowiada się poprzez aktywność seksualną, pada ofiarą społeczeństwa zdominowanego przez mężczyzn, starających się nie dopuścić do ujawnienia kobiecej siły. Analogicznie, uważa się, że kobieta, która staje się aktywna seksualnie, odkrywa swoją siłę i przewagę nad mężczyznami oraz czyni z niej użytek na rzecz własnego rozwoju.

Jest to absurdalne kłamstwo. Pojmowanie seksualności jako wojny płci może przynieść jedynie pyrrusowe zwycięstwa. To raczej pułapka, szczególnie dla kobiet. Mężczyźni nie zachodzą w ciążę; nikt też nie słyszał o mężczyźnie, który zakupiłby kolorowe pismo, aby poznać sekret tego, jak przykuć uwagę swej żony. Poświęcenie i wyrzeczenie się siły są dla kobiet czymś naturalnym — wystarczy zapytać którąkolwiek matkę. Stanowią one także sekret kobiecego seksapilu. Udawanie, że agresja i walka są jedyną drogą do osiągnięcia przez kobietę sukcesu w dziedzinie seksualnej, otwarło drzwi drapieżnym mężczyznom, a brak równowagi sił staje się coraz większy w kulturze łatwego dostępu.

O wiele bardziej wymagająca alternatywa dziewictwa wyraźnie kontrastuje z systemem wzajemnego wykorzystywania. Unika ona wplątania się kobiety w okrutną grę zwycięstw i porażek właśnie poprzez odmowę przystąpienia do takiej gry. Osoby obu płci, często zmieniające partnerów seksualnych, nadal będą polowały na łatwe zdobycze, nazywając niewierność i samolubstwo wolnością i niezależnością, obwiniając się wzajemnie za wszelkie niepowodzenia. Nikt natomiast nie może rościć sobie praw do sprawowania kontroli nad dziewicą. Dziewictwo to nie pokaz siły w celu manipulacji, lecz odmowa wykorzystywania innych i samego siebie. To jest właśnie realna i odpowiedzialna siła.

Chodzi tu o coś więcej aniżeli tylko o ucieczkę. Jest w dziewictwie niezaprzeczalna siła przyciągająca, coś, co wychodzi poza pogardliwą łatkę „świętoszkowatości”, przyklejaną przez zawzięte feministki. Kobieta–dziewica jest niedoścignionym przedmiotem pożądania i to właśnie czyni ją jeszcze bardziej pożądaną. Feminizm skłamał, gdy w obronie wyznawanej przez siebie częstej zmiany partnerów stwierdził, że dziewictwo pozbawione jest jakiejkolwiek seksualnej mocy. Wręcz przeciwnie, seksualność dziewictwa posiada niezwykłą siłę. Motywy dziewicy nie pozostawiają cienia wątpliwości: źródłem mocy takiej kobiety jest nieuleganie chwilowym zachciankom. Jej seksualność jest nastawiona na nadzieję, na przyszłość, na miłość małżeńską, na dzieci i na Boga. Dziewictwo jest jednocześnie znakiem dojrzałej niezależności od mężczyzn. Pozwala ono kobiecie stać się w pełni osobą; nie potrzebuje ona mężczyzny po to, by z nim prowadzić walkę ani po to, by był uzupełnieniem tego, czego jej brakuje. To bardzo proste, naprawdę: bez względu na to, jak wspaniały, czarujący, przystojny, inteligentny, rozsądny, bogaty czy przekonujący jest mężczyzna, nie może on takiej kobiety posiadać. Dziewica jest w sposób doskonały „nie do zdobycia”. Oczywiście, niektóre kobiety próbują osiągnąć niezależność od mężczyzn poprzez stosunki seksualne w obrębie własnej płci. Jest to jednak jeszcze jedna, może nawet dalej idąca, forma odrzucenia własnej kobiecości. Obie płcie słusznie definiują się poprzez swoją odrębność. Homoseksualizm u kobiet zaprzecza tejże odrębności poprzez zatopienie kobiecości w morzu jednorodności, w wyniku czego zatraca się wszystko to, co jest w kobiecie kobiece. Dziewictwo w sposób prosty i uczciwy podkreśla to, co w kobiecie jest cenne i wyjątkowe.

Ogólna dostępność

Podstawą siły jest dokonywanie wyboru. Tu znowu feminizm zakłada, iż kobiety mocne seksualnie będą w stanie wybrać własną drogę. Mamy do czynienia z kolejnym kłamstwem. Nie można uprawiać seksu pozamałżeńskiego i mieć nad nim kontrolę. Nigdy nie było to bardziej widoczne niż w sytuacji koszmaru moralnego po rewolucji seksualnej, w jakiej znajduje się nasze społeczeństwo. Jakiś czas temu widziałam w telewizji zapowiedź wprowadzenia na rynek nowej prezerwatywy dla kobiet. Podczas konferencji prasowej, zapowiadającej pojawienie się tego przełomowego wynalazku, pani rzecznik radośnie oznajmiła, że kobiety będą miały obecnie większą siłę przetargową, gdyż w przypadku odmowy założenia prezerwatywy przez mężczyznę kobieta będzie mogła odparować: „No dobrze, w takim razie ja założę”. Oniemiałam, widząc entuzjazm tej pani. Dlaczego dwoje ludzi żywiących do siebie tyle niechęci miałoby w ogóle myśleć o stosunku seksualnym? Co za wspaniałego wyboru pozwolono im dokonać!?

Oczywiście nie można mówić o wolnym wyborze wtedy, kiedy kobieta musi przekonać mężczyznę, by ją kochał, a samą siebie, że nie jest tylko „używanym towarem”. Znam bardzo wiele młodych kobiet, dla których swobodny wybór w zakresie aktywności seksualnej oznacza krótki moment przyjemności — o ile w ogóle ona następuje — po czym mają miejsce niechciane skutki uboczne, takie jak paraliżująca niepewność, złość na mężczyznę, z którym się przespało, a w końcu głęboka nienawiść do samej siebie, w którą nie wnikają już studia feministyczne. Tak zwana swoboda seksualna to w gruncie rzeczy deklaracja, że jest się „swobodnie dostępnym”, a co za tym idzie — bezwartościowym. Wybór takiej wolności równoznaczny jest z ukazaniem swojej zerowej wartości.

Oczywiście są tacy, którzy uważają, że seks nie jest niczym ani istotnym, ani poważnym, ale zaledwie jedną z wielu możliwości relaksu, nie różniącą się zbytnio od ping–ponga. Nie wierzę w to. Co znaczy destrukcyjna siła seksu wyzbytego wszelkiej kontroli, dowiedziałam się akurat w czasie, kiedy byłam sama pod presją żądań seksualnych ze strony pewnego mężczyzny. Rozmawiałam o tym z moją przyjaciółką, która w końcu stwierdziła: „Nie rób tego. Jak dotąd w życiu udawało ci się dokonywać właściwych wyborów, podczas gdy ja wybierałam nieodmiennie źle. Zbyt mi na tobie zależy i nie chciałabym, żebyś skończyła tak, jak ja”. Jak się można spodziewać, to zadecydowało. Seks jest ważny, bardzo ważny. Dlatego żywię nadzieję, że ci, którzy temu zaprzeczają, uznają swój błąd, zanim wyrządzą sobie jeszcze większą krzywdę.

Złamane serce

To, że feminizm rozpowszechnia wiele destrukcyjnych dla kobiet kłamstw, uważam za karygodne. Stworzono iluzję, jakoby poza sferą zachowań seksualnych nie było miejsca na samorealizację. Jest to kłamstwo nie tylko groteskowe, ale w dodatku niesłychanie nudne. Oprócz implikowanego nieistnienia bogactwa doznań poza sferą seksualną ta fałszywa koncepcja ograniczyła w poważnym stopniu zasięg związków pomiędzy ludźmi. Mówi się nam, że przyjaźń pomiędzy mężczyzną i kobietą skrywa tak naprawdę czające się pożądanie. Choć romans jest naturalnym wyrazem miłości pomiędzy mężczyzną i kobietą, nie jest on bynajmniej jedyną opcją. W klimacie zażartej konkurencji seksualnej wydaje się, że nawet miłość romantyczna nie zasługuje na swoją nazwę. Dla tych, którzy szukają miłości w małżeństwie, dziewictwo jest bez wątpienia elementem wzmacniającym i utrwalającym miłość małżonków, stwarzając atmosferę uczciwości i odkrycia, zanim nastąpi równie konieczne i oczekiwane spełnienie. Tam, gdzie feminizm dopatruje się wolności od mężczyzn w oddaniu im do dyspozycji pewnych części ciała, używanych do dziwacznej zabawy w samooszukiwanie się, dziewictwo uznaje często zapominaną wrażliwość męskich serc i znajduje sposób na prawdziwą miłość względem nich.

Dziwi i niepokoi mnie bardzo fakt, że panujący feminizm nigdy nie uznał przemożnej wartości dziewictwa. Przekonuję się, że studia feministyczne więcej miejsca poświęcają kulturze autonomii płci i darwinizmowi seksualnemu aniżeli rzeczywistemu dowartościowaniu roli kobiety. To jasne, że dziewictwo jest walką z pokusą seksualną, współczesna zaś kultura popularna wybiera rozwiązania łatwe, odrzucając te trudniejsze, dzięki którym wykuwa się nasz charakter. Produktem takiej kultury są powierzchowne, stereotypowe kobiety, uformowane przez bezwartościowe wybory, nie zaś godne pochwały i szacunku osoby z charakterem.

Być może dziewictwo wydaje się postawą nieco zimną, a nawet wyniosłą czy bez serca. Ale nie posiada ono wyłączności na powyższe przymioty, jeśli w ogóle je posiada. Częste zmiany partnerów (promiskuityzm) są w tym względzie znacznie gorsze. Mam bliską przyjaciółkę, która jest, niestety, bardziej „światowa” aniżeli ja. Według libertyńskich standardów feminizmu powinna być dumna ze swoich podbojów i gotowa na coraz to dalsze, ale bardzo często wcale tak nie jest. Najbardziej wymownym momentem, w którym odsłoniła przede mną, w jakim opłakanym stanie jest jej serce, była rozmowa telefoniczna, podczas której spekulowałyśmy o naszej przyszłości. Najczęściej mówi się przy takich okazjach o egzotycznych podróżach, przygodach, obronionych doktoratach. Tym razem tak nie było. Przyjaciółka przyznała się mi, że tak naprawdę pragnie zamieszkać na farmie, gdzieś na wsi w Connecticut, wychować gromadkę dzieci i wyszywać ściereczki do naczyń. To cudowne marzenie, choć przekornie mało ambitne i domowe. Jednakże jej krótkie, nieudane związki nie przybliżyły spełnienia takiego marzenia i nie pozostawiły wiele nadziei na jego realizację w przyszłości. Muszę być w tym miejscu uczciwa: to, że jestem dziewicą, też nie przyczyniło się do tego, że mieszkam na wsi w Connecticut. Czystość seksualna nie chroni przed złamanym sercem. Jednak pomiędzy mną i moją przyjaciółką jest jedna istotna różnica: ja nie oddałam części samej siebie komuś, kto by później mój dar podeptał, odrzucił, a prawdopodobnie nigdy go nie doceniał.

Mam szczerą nadzieję, że nie będę dziewicą przez całe swoje życie. Wręcz przeciwnie, moje przekorne zobowiązanie do czystości służy jako przygotowanie do kolejnego zobowiązania, którym jest całkowita i wyłączna miłość jednego mężczyzny. Jest w moim życiu pewna drobna frustracja — jak dotąd nie spotkałam takiego mężczyzny (przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo). Lecz nadzieja, która nie zawodzi, umacnia mnie.

tłum. Marcin Turski

Przekorne dziewictwo
Sarah Hinlicky Wilson

jest proboszczem luterańskiego kościoła św. Pawła i luterańskim duszpasterzem akademickim na Duke University w Durham w Karolinie Północnej. Doktorantka teologii w seminarium teologicznym w Princeton. Publikowała w „First...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze