Krzyk i milczenie

Krzyk i milczenie

Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Jana

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Należy zareagować stanowczo i szybko, by w zarodku zniszczyć niebezpieczny wirus, trzeba sprzeciwić się banalizacji zła — postulował na łamach brukselskiego „Le Soir” Luc Delfosse. Przekonywał w swoim redakcyjnym komentarzu, iż nawet pozornie niewinna choroba okazuje się czasem zaraźliwa i to, do czego doszło w Austrii, może zagrozić całej Europie. Komentując wyniki austriackich wyborów, belgijska prasa i telewizja biły na alarm. Choć Jörg Haider został wybrany w demokratyczny sposób, trudno mówić o prawdziwej demokracji, kiedy do głosu dochodzą ekstremiści — powtarzano. „Mandat polityczny musi być codziennie uwiarygodniany” — pisał w rubryce „Carte blanche” Nicolas Goubau. Na brukselskim Wolnym Uniwersytecie zorganizowano debatę: Jak przeciwdziałać wzrostowi prawicowego ekstremizmu w Europie? Belgijscy politycy zachęcali do bojkotu austriackich produktów i kurortów. Od czasów Hitlera i anszlusu Wiedeń nie widział takich tłumów — donosiły media, wzywając jednocześnie do udzielenia swego poparcia „austriackim demokratom”.

Wśród manifestujących w stolicy Belgii przeprowadzono ankietę, z której płynął jasny wniosek, iż skrajnej prawicy tolerować nie wolno. Swój lęk przed pronazistowskimi ekstremistami i miejscowym Vaams Blok wyznał… 10–letni Harold. Znakomitą orientację polityczną wykazała też zajmująca się bezrobotnymi w Izegem 40–letnia Suzy. Jedynie Marie–Claire — przybyła z Konga do Europy w 1989 roku — miała wiele wątpliwości. Dlaczego nie przeciwstawiamy się afrykańskim despotom? Dlaczego nie mówimy o Czeczenii? Dlaczego nie chcemy zasiąść do stołu z Haiderem, a debatujemy z Kabilą czy Putinem? — pytała.

We Francji, podobnie jak w Belgii, wiele tysięcy ludzi wyszło na ulicę. Austriacką ambasadę na paryskim Placu Inwalidów oblegano niemal codziennie. Tak wśród wojennych weteranów, jak i pośród młodzieży nie zabrakło chętnych, by wyrazić swoje oburzenie. Między protestującymi można było dostrzec czerwone flagi z sierpem i młotem. Austria należy do Unii i nikomu nie powinno być obojętne to, co się tam dzieje — głoszono. Znany aktor, Michel Piccoli, postanowił wesprzeć „prawdziwych demokratów” na miejscu, czyli w Wiedniu. Bernard–Henri Lévy zaś, filozof i pisarz obecny wszędzie tam, gdzie coś się dzieje, zapewniał na wiedeńskim Heldenplatz: „Chcemy powiedzieć Austriakom, że nie są sami”.

Wolfgang Schüssel dziwił się w wywiadzie dla „Le Figaro”, iż Zachód nerwowo zareagował na wyniki wyborów w jego kraju. Zapewnił, że Austria nadal należy do europejskiej rodziny i nie ma zamiaru jej opuścić. Demokratyczne zasady — jego zdaniem — wciąż są uznawane, a porównywanie Haidera z Hitlerem jest błędem. „To nie koniec świata; to nowy początek” — mówił. „Nasi partnerzy potępiają Austrię, ale podają rękę prezydentowi Konga, kraju nękanego wojną domową, zapraszają Kadafiego do Brukseli. Mimo sytuacji w Czeczenii prowadzą dialog z Rosją, a nie chcą rozmawiać z Austrią” — skarżył się nowy Kanclerz. Zarzucając europejskim przywódcom hipokryzję, przypomniał francuskie próby z bronią atomową i zwlekanie z interwencją w Jugosławii, a zarazem szybką reakcję przeciw swojemu partnerowi.

Na niewiele się zdały wyjaśnienia Schüssela czy dymisja szefa Partii Wolności ze swojej funkcji. Europejska prasa nie stroniła od analogii między partią Haidera i NSDAP. Jednym z głównych tematów berlińskiej konferencji Tożsamość polityczna i społeczna Europy stał się „wirus Haidera”. „Lepiej zapobiegać niż leczyć” — mówił w wywiadzie dla „Le Monde” hiszpański premier José Maria Aznar i zapewnił, że nie będzie w Europie paktowania z ekstremistami. Tymczasem jak niegdyś próbowano porozumieć się z Hitlerem i Stalinem, tak dziś paktuje się z byłym agentem KGB, a obecnie szefem rosyjskiego państwa. Jak niegdyś zlekceważono raporty Jana Karskiego i obojętnie przyglądano się zagładzie Warszawy, tak dzisiaj, po zagładzie Groznego, raportach Human Rights Watch i Amnesty International, świadectwach Andreja Babickiego czy wstrząsającym filmie BBC, ukazującym gehennę Czeczenów, brytyjski minister spraw zagranicznych Robin Cook (ten sam, który zabiegał o szybką interwencję w Jugosławii) zaapelował jedynie o „drobiazgowe zbadanie sprawy”, zaś europejski komisarz praw człowieka Alvaro Gil–Robles spokojnie, w towarzystwie rosyjskiego generała Genadija Troczewa, oglądał ruiny czeczeńskiej stolicy.

„Haider nikogo nie zabił i cały świat go krytykuje, Putin ma ręce poplamione krwią Czeczenów i wszystkie rządy zalecają się do niego” — mówił przed kamerami telewizji jeden z rozgoryczonych wiedeńczyków. „Panowie ministrowie spraw zagranicznych, krzyk mężczyzn i kobiet, dzieci, ofiar rosyjskich oprawców nie rani waszych uszu?” — pytał jeden z paryskich czytelników „Le Monde”. Peter Bouckaert, przedstawiciel genewskiej organizacji Human Rights Watch badającej zbrodnie popełnione na Kaukazie, nie zawahał się określić reakcji Zachodu hańbą dla Europy. Stwierdził, że historia surowo nas osądzi za milczenie i obojętność.

Już w listopadzie ubiegłego roku Sergiej Kowaljew, członek Dumy i były rzecznik praw człowieka w Rosji, ostrzegał na łamach „Die Welt”, że mówienie o operacji antyterrorystycznej w Czeczenii jest zwykłym kłamstwem. Rosja odrzucała wszelkie porozumienie z Asłanem Maschadowem, przyczyniając się tym samym do wzrostu anarchii i wzmocnienia fundamentalizmu. Z kolei ani Stany Zjednoczone, ani państwa Unii Europejskiej nie miały zamiaru wtrącać się w poczynania Rosji na Kaukazie. Zagłada Groznego, mordy dokonywane na ludności cywilnej, łamanie zasad Konwencji Genewskiej, obozy „filtracyjne”, tortury, demagogia i rosyjskie kłamstwa — jak wskazują znawcy zachodniej sceny politycznej — raczej nie wpłyną na zmianę postawy względem Moskwy. Reakcje na wydarzenia w Austrii są jedynie przykrywką, odwróceniem uwagi od własnych wewnętrznych problemów. Belgia, która przeżyła w ostatnich latach kilka poważnych wstrząsów i była atakowana przez groźne „wirusy”, nie ma bynajmniej powodu, by sycić się swoim zdrowiem. Niemcy po aferze związanej z nielegalnym finansowaniem CDU, Hiszpania wstrząsana bombowymi zamachami czy Francja trawiona przez korupcję i paraliżowana przez ciągłe protesty nie są wolne od zagrożeń. Nowe epidemie mogą okazać się równie niebezpieczne, co stare „choroby demokracji”.

Wielkie kłamstwa nie usprawiedliwiają małych. Wojna o Kosowo nie usprawiedliwia agresji na Czeczenię, populizm Putina niewiele się różni od populizmu Haidera, rozliczenie z przeszłością jest potrzebne nie tylko Austrii. Nie ma chorych i zdrowych społeczeństw, a granica między złem i dobrem nie przebiega wzdłuż państwowych granic. O obliczu Europy decydują konkretni ludzie, a także ci, którzy ich wybierają. Kardynałowie Austrii, Franz König i Christoph Schönborn, w apelu skierowanym do swoich rodaków przypomnieli, że choć Kościół nie powinien ingerować w sprawy polityki, jednak „musi przypominać o tym, że człowiek i jego godność mają pierwszeństwo przed interesami politycznymi i światopoglądowymi”. Za największą pomyłkę ideologii XX wieku uznali nieliczenie się z człowiekiem, lecz podporządkowywanie się określonym systemom politycznym. Sprzeciwili się izolacji Austrii na arenie międzynarodowej i wezwali do otwartej dyskusji — nie tylko obywateli swojego kraju, ale i innych narodów Europy. Trzeba dzisiaj zapytać, czy fala oburzenia, jaka przepłynęła przez Belgię czy Francję, to nie próba pokrycia wyrzutów sumienia za kolaborację i inne grzechy przeszłości? Czy „człowiek i jego godność” mają mniejszą wartość w Czeczenii niż w innych krajach świata? Czy krzyk czeczeńskich, algierskich i timorskich ofiar zasługuje na taką samą obojętność i milczenie, jak ofiary nazizmu i komunizmu?

Łatwo powiewać czerwoną flagą pod paryską ambasadą czy popisywać się demagogicznymi hasłami przed własnym społeczeństwem, trudniej usłyszeć krzyk niewinnych ofiar czy przeciwstawić się zmowie milczenia i ludzkiej niepamięci.

Krzyk i milczenie
Marek Wittbrot SAC

urodzony 16 września 1960 r. w Polanowie – pallotyn, dziennikarz, redaktor, fotografik, autor tekstów poświęconych literaturze i sztuce współczesnej, duszpasterz środowisk twórczych, działacz polonijny we Francji, był redaktorem miesięcznika katolickiego „Nasza Rodzina" (199...