Mój tydzień z Biblią
fot. matheus ferrero / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Spowiedź

0 votes
Wyczyść

Dzień pierwszy

Dzisiaj podczas mszy świętej ksiądz proboszcz ogłosił, że rozpoczyna się VII Ogólnopolski Tydzień Biblijny pod hasłem „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”, i zachęcił wiernych, by przeczytali codziennie fragment Pisma Świętego. Zdecydowałam się na własną drogę, z osobistym wyborem tekstów. W dość dziecinny sposób otwieram Biblię i czytam.

Późnym wieczorem natrafiam na końcówkę Księgi Koheleta (12,1–14).

Nie jest to radosny fragment, szczególnie z tym męczącym refrenem: „Marność nad marnościami, wszystko jest marnością”. Promyk nadziei, jak zwykle zresztą, tkwi w szczegółach i oto jeden z nich: „drzewo migdałowe zakwitnie/ i ociężała stanie się szarańcza/ i pękać będą kapary; bo człowiek zdążać będzie do swego wiecznego domu”. Różnie egzegeci tłumaczą to zdanie, mnie najbardziej odpowiada obraz wiosny niosący obietnicę nowego życia.

Dzień drugi

Mądrość Syracha 30,21–25.

Tekst o radości trafia do mnie wieczorem, po dniu pełnym zmartwień i niepowodzeń. Pierwszym odruchem jest szukanie czegoś, co bardziej by odpowiadało mojemu obecnemu stanowi duszy. Słowa o radości wydają mi się absolutną kpiną. Może wrócić do Koheleta i rozkoszować się marnością wszystkiego? Pozostaję jednak przy tym krótkim tekście, czytając go wielokrotnie, aż słowa opadają na moje serce jak lekka, ciepła kołdra: „Nie wydawaj duszy na pastwę smutku… Przetłumacz sobie samemu, pociesz swoje serce i oddal długotrwały smutek od siebie… Zazdrość i gniew skracają dni… Serce pogodne szczęśliwe jest też przy posiłkach…”

Jednym z moich większych grzechów jest gniew. Kiedyś moja dewiza życiowa brzmiała: „Jestem kobietą z Południa, rzadko wybaczam, a nigdy nie zapomnę” i – wstyd się przyznać – byłam z tego nawet dumna. Staram się przyjąć do wiadomości, że wyrządzona nam krzywda nie powinna prowokować stałego rozpamiętywania krzywd. Niech gniew będzie gwałtowny jak letnia burza, po której na niebieskim niebie znowu świeci słońce, a nie jak groźny wulkan, który bulgocze i syczy, by nagle wybuchnąć, bo lawa, która z niego się wydobywa, zabija wszystko, co żyje dookoła. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że taki gniew jest jak wypicie trucizny z nadzieją, że zaszkodzi komuś innemu.

Dzień trzeci

List św. Jakuba Apostoła 3,13–18.

Trafiam na kolejny tekst o mądrości. Tym razem o różnicy między prawdziwą a fałszywą mądrością. Ta pierwsza jest „skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy”, w drugim wypadku, „gdzie zazdrość i żądza sporu, tam też bezwład i wszelki występek”.

W sporze często pojawia się pokusa obłudnego współczucia przeciwnikowi. Frazesy typu: „Biedny, taki nieszczęśliwy” albo „No wiesz, ma takie nieudane życie, dlatego jest po prostu zazdrosny i zawistny” to fałszywa dobroduszność, która jeszcze bardziej pogłębia podziały. Dlatego zdobycie się na akt prawdziwego miłosierdzia, które uwalnia duszę od wrogości, jest czymś heroicznym, jest po prostu łaską.

Dzień czwarty

List do Kolosan 3,5–17.

Tym razem ostrzeżenie na temat gniewu pochodzi od św. Pawła: „A teraz i wy odrzućcie to wszystko: gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę wychodzącą z ust waszych (…) obleczcie się w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem”.

Jestem pewna, że Pan wzywa mnie, bym odnalazła w sobie łagodność, cierpliwość, wybaczenie. Rozumiem, że jest to nieustająca walka z sobą i że oprócz niektórych bardzo pomocnych rozwiązań terapeutycznych na samym końcu jedyną bronią jest modlitwa. Nie modlitwa o to, żeby ten nielubiany ktoś się zmienił na mój obraz i podobieństwo, ale żebym to ja potrafiła znaleźć w sobie owo „serdeczne współczucie”.

Dociera do mnie powoli, że razem z osobami, których naprawdę nie lubimy, jesteśmy jak wędrowcy na pustyni: głodni, spragnieni, brudni, spaleni słońcem. Potykając się na każdym kamieniu, ledwo żywi, ignorujemy się nawzajem i idziemy ślepo przed siebie w tym samym kierunku, drogą donikąd.

Gdzie we mnie ta „miłość, która jest spoiwem doskonałości”? Gdzie ten „pokój Chrystusowy, do którego zostaliśmy wezwani w jednym ciele”?

Zasypiam bez odpowiedzi. cdn.

Mój tydzień z Biblią
Tessa Capponi-Borawska

urodzona 3 marca 1959 r. we Florencji – ukończyła studia historyczne na tamtejszym uniwersytecie, do Polski przyjechała w 1983 roku, przez wiele lat wykładała na Uniwersytecie Warszawskim. Od wielu lat publikuje w „Twoim...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze