Jestem trąbą
fot. maxime lebrun / UNSPLASH.COM

Jeśli ktoś pyta, co ma zrobić, to w tym pytaniu widzę z jednej strony jego tęsknotę za tym, żeby nie popełnić błędu, a z drugiej strony oczekiwanie, żeby usłyszeć: Jakkolwiek zdecydujesz, będzie dobrze. Masz prawo popełnić błąd.

Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Napisałeś książkę zatytułowaną Dojrzała niedojrzałość. Jest coś paradoksalnego w tym sformułowaniu.

Wojciech Prus OP: Pamiętam, jak opowiadałem o tym tytule ks. Krzysztofowi Grzywoczowi. Powiedział mi: Bardzo mi się ten tytuł podoba, bo większość ludzi prezentuje postawę niedojrzałej dojrzałości. To znaczy, pozornie są dojrzali, a tak naprawdę w środku wszystko jest w nich niedojrzałe. Krzysztof przywołał wtedy Zenomenę Płużek, na której wykłady chodził na KUL-u, i powtarzał za nią, że przejawem dojrzałości jest odkrycie swojej niedojrzałości, pogodzenie się z tym, a nawet zaprzyjaźnienie.

A gdybyś słowo „niedojrzałość” miał zestawić ze słowem „bezradność”?

Dojrzałą niedojrzałość postrzegam raczej jako przejaw „radności”, a nie bezradności. Ta „radność” w praktyce wyraża się proszeniem o pomoc: odkrywam jakiś obszar swoich trudności, na przykład jestem nałogowym palaczem papierosów, nie potrafię rzucić palenia, a bardzo tego chcę, więc szukam pomocy. Chcę schudnąć, ale mimo wieloletnich wysiłków mi się to nie udaje. Dlatego decyduję się na spotkanie z dietetykiem, który mi w tym pomoże. Oczywiście w sformułowaniu „dojrzała niedojrzałość” tkwi paradoks, bo większość z nas chce sama sobie radzić ze swoimi problemami.

Gdzie jest granica między „radnością” a bezradnością? Ktoś może się przecież uwiesić czyjegoś rękawa i powiedzieć: Prowadź mnie, bo sam nie mogę.

W tym poproszeniu, symbolicznym czepianiu się czyjegoś rękawa, jest jednak mimo wszystko coś pozytywnego. Bo to jest próba wyjścia ze swojego świata, szansa na dialog.

Czy ten dialog nie jest przypadkiem takim ukrytym sposobem przerzucania odpowiedzialności na kogoś? Podejmij za mnie decyzję, a jeśli coś nie wyjdzie, to nie ja będę temu winien.

Tu można popaść w skrajności. Wyobraźmy sobie, że idziemy z kimś w wysokie góry. W pewnym momencie kogoś zaczyna boleć głowa, źle się czuje, ma problem aklimatyzacyjny, czyli chorobę wysokościową. Nie chce nikomu robić kłopotu swoją osobą, więc nie mówi o tym, co się z nim dzieje. Zamiast poprosić o pomoc, o radę – kontynuować wyprawę czy zawrócić – zagryza zęby i idzie dalej. Ale w pewnym momencie słabnie, potrzebna jest akcja ratunkowa.

Z drugiej strony można sobie wyobrazić, że ktoś ma delikatny ból głowy i natychm

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się