Iluzja indywidualności
fot. leos hruban 6EW / UNSPLASH.COM

Kiedy brakuje ukierunkowania, zachowujemy się jak korek na wodzie – płyniemy tam, gdzie rzuci nas fala, gdzie większość. Biorę kredyt, bo inni wzięli. Jadę do Egiptu, bo jadą sąsiedzi. Ale czy sam tego chcę?

Paulina Wilk: Co pojawia się w życiu pierwsze: samodzielność czy odpowiedzialność?

Olaf Żylicz: Odpowiedzialność jest kategorią społeczną, a samodzielność to rodzaj wyzwania, które stoi przed nami od chwili narodzin, gdy musimy samodzielnie zaczerpnąć powietrza. Słyszałem niedawno piękne kazanie o tym, jak orły usamodzielniają swoje dzieci. Pisklę najpierw zaczyna wyglądać z gniazda na świat, potem podskakuje, podejmuje pierwsze próby lotu. Jeśli nie ma odwagi, by w końcu odlecieć, rodzice zaczynają mu utrudniać życie: dają mniej jedzenia, demontują gniazdo. A jeśli i to nie działa, przenoszą pisklę na inną gałąź i zostawiają je.

Usamodzielnianie się człowieka jest zdeterminowane genetycznie i wpisane w proces dojrzewania. Cudownie jest patrzeć na pierwsze kroki dziecka. Albo na to, jak maluch, który nie umie dobrze mówić, wyrzuca z siebie: „Ja sam!”. Bo sam chce pójść, sam coś zrobić, sam po coś sięgnąć. Potrzeba przekroczenia siebie i płynąca z tego radość są człowiekowi zadane. Ale my, dorośli, ten proces często psujemy.

Dlaczego?

Bo chcemy zatrzymać dzieci przy sobie, niejednokrotnie z egoistycznych względów. Stąd polska tradycja budowania dużych domów. Rodzice zakładają, że dzieci i wnuki będą z nimi mieszkać, po czym prawie zawsze zostają sami z wielkim strychem i pustym piętrem. To trudne, ale rolą dorosłych jest wspieranie dzieci i młodych w znajdowaniu własnej drogi – światopoglądowo, emocjonalnie, intelektualnie. Tymczasem jako rodzice mamy ogromną potrzebę – a wiem, co mówię, bo jestem ojcem czworga dzieci – by one potwierdzały, że to obrana przez nas droga jest właściwa, że nasze jest dobre – dotyczy to wszystkich sfer: wyborów politycznych, postaw religijnych czy kwestii moralnych. I jeszcze dorabiamy ideologię, mówiąc, że wiemy, co jest dla niego najlepsze. Dziecko to podróżny, musimy je oddać światu.

Czy nie zawsze tak było? Może to nieuchronna dynamika między pokoleniami?

Jest taka przypowieść o trzech żydowskich matkach, które rozmawiają o swoich synach w niebie. Dwie z nich to matki patriarchów. Jedna mówi: „Och, myśmy chcieli, żeby nasz syn miał wielkie stada owiec, żeby mu się dobrze i bogato żyło, ale Najwyższy ciągle wzywał go do różnych zadań, więc musiał uciekać, był prześladowany i tracił wszystko”. Druga przytakuje: „Z moim było dokładnie tak samo”. Trzecią jest matka Jezusa, która wzdychając, mówi: „A myśmy chcieli, żeby nasz Syn został lekarzem”. To, że mamy jakąś wizję przyszłości swoich dzieci, nie jest złe. Co więcej, w świecie, w którym wszystkiego jest tak dużo i niemal wszystko można, rodzice mogą pomóc w dokonywaniu usamodzielniających wyborów. Ale to wymaga mądreg

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się