Chrześcijaństwo kulturowe

Chrześcijaństwo kulturowe

Podczas podróży po Europie wielokrotnie zdarzało mi się spotykać młodych ludzi, którzy deklarowali, że co prawda nie wierzą w Boga, ale są chrześcijanami w sensie kulturowym. Jak wygląda takie „kulturowe” chrześcijaństwo, pokazuje eksperyment, który przeprowadzono na jednym ze skandynawskich uniwersytetów. Przeczytano mianowicie studentom fragment z Księgi Rodzaju o ofiarowaniu Izaaka przez Abrahama na górze Moria. Lekturę przerwano jednak w momencie, gdy Abraham wznosił nóż, by zadać ostateczny cios, i zapytano zebranych, czy znają ciąg dalszy. Okazało się, że nikt nie miał pojęcia, co było dalej, wszyscy jednak byli zaciekawieni, jak skończy się ta dziwna opowieść.

 „Chrześcijaństwo kulturowe” bez żywej wiary jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Po co bowiem ktoś miałby się interesować kulturą wywodzącą się z religii, która jest mu obca? Nic więc dziwnego, że kiedy owi „kulturowi” chrześcijanie wchodzą do kościołów, to czują się tak, jak my w egipskich piramidach lub prekolumbijskich świątyniach Inków, w których większość obrazów i symboli jest dla nas nieczytelna. Czy mamy jednak wobec tego prawo nazywać się „kulturowymi Inkami”?

Takie spostrzeżenia przywiozłem niedawno z Czech. W górskim paśmie Jesioników znajduje się pomnik Chrystusa frasobliwego. Siedzący na kamieniu Jezus trzyma w dłoni trzcinę, na której końcu rozkwitają trzy listki. Znalazłem się tam akurat po gwałtownej burzy, która zniszczyła rosnący w pobliżu sosnowy las. Kilkanaście potężnych sosen leżało zwalonych wokół pomnika, lecz sam monument nie został nawet draśnięty. Pewnie jeszcze sto lat temu okoliczna ludność uznałaby to za znak od Boga. Teraz nikt nawet tak nie pomyśli, a młodzież z pobliskiego miasteczka Dvorce umawia się na spotkania pod… Neptunem. Trzcina z mizerniutkimi listkami uznana została za trójząb. Nie należy jednak całej winy zwalać na młodzież, skoro ta pochodząca z 1710 roku barokowa kolumna z Chrystusem nawet na mapach katastralnych magistratu figuruje jako pomnik Neptuna.

Dobrze, że miejscowi kojarzą jeszcze Neptuna, bo wkrótce i to może stać się wątpliwe, a to dlatego że podmywanie chrześcijańskich fundamentów świata zachodniego prowadzi także do erozji jego dwóch pozostałych filarów – greckiego i rzymskiego.

Podam jeden tylko przykład dotyczący tym razem etyki lekarskiej. Niewątpliwie jednym z największych skarbów starożytnej Grecji, który stał się dziedzictwem całej naszej cywilizacji, była przysięga Hipokratesa stanowiąca niezwykłe świadectwo szacunku dla życia i ludzkiej godności. Treść tej przysięgi określała istotę i powinności medycyny, począwszy od roku 450 p.n.e., kiedy to została sformułowana na greckiej wyspie Kos, aż do roku 1949, gdy Światowe Stowarzyszenie Lekarzy zastąpiło ją tzw. deklaracją genewską. Główna zmiana – dokonana po dwudziestu czterech wiekach – polegała na tym, że wykreślono z przysięgi Hipokratesa następujące słowa: „Nikomu nie dam trucizny, choćby mnie o nią prosił, ani nie będę dawał rad, które mogą śmierć spowodować. Podobnie nie dam kobiecie środka na spędzenie płodu. Zachowam czystość mojego życia i mojej sztuki”. Twórcy nowej przysięgi zrezygnowali z zachowania owej czystości ludzkiej i lekarskiej zarazem, znosząc bezwzględny zakaz aborcji i eutanazji.

Symptomatyczna jest też argumentacja, która doszła do głosu w wypowiedziach zwolenników aborcji. Na przykład sędzia Sądu Najwyższego USA Harry Blackman, uzasadniając w 1973 roku legalizację zabijania dzieci w łonach matek, powiedział, że należy arbitralnie zbilansować ze sobą dwa prawa – prawo kobiety do wyboru i prawo dziecka do życia. Wynikiem tego zbilansowania było orzeczenie o dopuszczalności aborcji między 16. a 18. tygodniem ciąży. Decyzja ta była jednak sprzeczna z dziedzictwem prawodawstwa rzymskiego, a co za tym idzie – z całą tradycją świata zachodniego. Kiedy bowiem na jednej szali kładzie się ludzkie życie, nie można przywoływać argumentu konfliktu wartości, gdyż prawo do życia jest ważniejsze od innych, nawet najbardziej słusznych praw.

Tak więc wypędzenie Chrystusa ze współczesnych polis nie odbywa się samotnie – razem z Jezusem na wygnanie udają się Mojżesz, Hipokrates, Katon.

Chrześcijaństwo kulturowe
Grzegorz Górny

urodzony 30 marca 1969 r. – polski dziennikarz i publicysta, redaktor naczelny kwartalnika „Fronda”, publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów. W latach 2003-2009 publikował felietony na łamach miesięcznika „W drodz...