Bez światłocienia
fot. djim loic ft0 / UNSPLASH.COM

Żeby być dzieckiem Bożym, nie wystarczy urodzić się jako człowiek. Nie wystarczy być dobrym człowiekiem. Trzeba przyjąć słowo, które jest posłane od Ojca, i uwierzyć w nie.

Dominik Jarczewski OP:  Z Ewangelią świętego Jana jest trochę jak z dobrą poezją: możemy się zachwycać, ale na ogół niewiele rozumiemy. To trudna Ewangelia.

Paweł Trzopek OP: A ja mam wrażenie, że jest na odwrót.

To znaczy?

Boimy się obrazów Janowych, prostoty jego języka, powtarzalności tematów, fraz, zdań. Gubimy się w tym, co jest niezwykle proste. Wystarczy sobie uświadomić, że w tej Ewangelii pojawia się nieco ponad 1000 słów, co odpowiada zasobowi słownictwa sześciolatka.

Ale to właśnie argument na rzecz trudności. Kiedy słów jest tak mało, wówczas gubi się precyzję. Musimy zmagać się z wieloznacznością.

Owszem, chociaż większą trudność widziałbym w tym, że tekst osadzony jest w obcej nam, semickiej rzeczywistości. My mamy linearny obraz świata: od przyczyny przechodzimy do skutku. Semici natomiast mają bardziej kontemplacyjny stosunek do rzeczywistości. Nie chodzi w nim o strukturę konsekwencji, ale o oglądanie rzeczy z różnych punktów widzenia. W Ewangelii Janowej powracające frazy mówią ciągle o tym samym, ale z drobnymi niuansami – żeby pokazać wielowymiarowość rzeczywistości.

Można by się tu posłużyć obrazem śruby. Kręcimy się wkoło, ale za każdym obrotem wchodzimy na głębszy poziom.

Wkręcamy się w prawdę, w światłość, w życie.

Święty Jan bardzo często posługuje się parami przeciwieństw. Mamy na przykład: światłość – ciemność, życie – śmierć. Niepokoi mnie to, bo zbyt łatwo kojarzy się z manicheizmem.

Nie ma powodu do niepokoju. Ja bym w tym widział raczej element bardzo zdrowego spojrzenia. Jednym z głównych zadań Wcielonego Słowa jest sąd, czyli z greckiego krisis – dokonanie ostatecznego podziału rzeczywistości na to, co jest Boże, i na to, co jest nie-Boże, co się Bogu sprzeciwia. Ujawnienie tego, co jest światłością, i tego, co jest ciemnością. To spojrzenie Jana, jasne i klarowne, bez światłocienia, może być bardzo pomocne w naszym chrześcijańskim życiu. Pewne rzeczy po prostu muszą być jasno określone. Bez niuansów. Co jest światłością i życiem, jest światłością i życiem. Co jest ciemnością i śmiercią, jest ciemnością i śmiercią.

W Mateuszowym Kazaniu na górze Jezus podaje bardzo konkretne przykazania, porady. U Jana nie ma konkretu i dlatego może wydawać się łagodniejszy. W Pierwszym Liście pisze o przykazaniu miłości, które wydaje się bardziej liberalne od szeregu nakazów i zakazów.

Ja myślę, że takie podejście jest wbrew pozorom ostrzejsze.

Na czym polega ta ostrość?

Na dokonywaniu podziału. Jezus u Jana nie moralizuje, nie daje przykazań moralnych, nie komentuje dekalogu…

Czyli daje większą swobodę.

Ale mówi jasno: Kto przyjmuje Moje słowa, ma życie. Kto nie przyjmuje Moich słów, trwa w śmierci. Takie ostre postawienie sprawy zrzuca na nas odpowiedzialność. Odpowiedzialność za wiarę, bo to wiara jest rzeczą najważniejszą dla Jana. Jezus mówi: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15). Pierwsza jest miłość. To z niej, z osobistej wi

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się