Tomasz Grabowski OP

Rozmowa Anity Czupryn z Tomaszem Grabowskim OP

„Pasterka. Czym jest dla wierzących ta wyjątkowa msza odprawiana nocą przy dźwiękach kolęd” to tytuł wywiadu z ojcem Grabowskim, który ukazał się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia w wielu tytułach należących do Polska Press.

W Kościele katolickim pa­sterka upamiętnia tych, któ­rzy jako pierwsi przyszli po­kłonić się Dzieciątku Jezus. Jaka jest historia tego nabo­żeństwa?

O. Tomasz Grabowski: Nie sposób wyłożyć tutaj całej hi­storii pasterki. Zwrócę jedynie uwagę na to, jak celebrowano ją w nieodległym czasie, mniej więcej wtedy, gdy nasi dziad­kowie byli dziećmi. Otóż, i wte­dy, i dziś odprawiano trzy msze Narodzenia Pańskiego: w nocy, o świcie i w dzień. Każda z tych mszy opowiadała o innym na­rodzeniu Jezusa. Pierwsza (w nocy) mówiła o zrodzeniu przed czasem, a więc o tajem­nicy, którą wypowiadamy w Credo (Wyznaniu wiary) -„zrodzony, a nie stworzony, Bóg z Boga…”. Jezus jest od­wiecznym Synem Bożym, któ­ry z Ojca jest zrodzony, wszyst­ko, kim jest, otrzymał od Ojca. Co prawda, skoro rzecz się dzieje poza czasem, nie może­my postrzegać jej jako następs­twa, ale nasz umysł słabo radzi sobie z myśleniem o wieczno­ści, więc proszę mi wybaczyć uproszczenie. Druga msza (o świcie) dotyczyła narodzenia się Chrystusa w duszy. Po to stał się człowiekiem, byśmy mogli na powrót być w pełnej jedności z Bogiem. Owa jed­ność zaczyna się w duszy wła­śnie, możemy powiedzieć „w sercu”. W końcu dopiero msza w dzień opowiadała o narodze­niu w czasie, a więc wspomina­ła wprost Boże Narodzenie w Betlejem. Tradycyjnie te trzy msze określano jako anielską, pasterską i królewską, ponie­waż przy narodzeniu byli naj­pierw obecni aniołowie, potem dopiero pasterze, a na końcu dotarli mędrcy, trzej królowie, jak zwykliśmy ich nazywać. Za­tem pasterką właściwie jest msza w dzień, a nie w nocy. Przez zwyczaj śpiewania kolęd przez tłumne uczestnictwo w mszy w nocy, rozdzielone wcześniej przez liturgię trzy na­rodzenia, zlały się nam w jedną celebrację, a dosłowność obrazów ewangelicznych, związa­nych z pasterzami, żłóbkiem i śpiewem „Chwała na wysoko­ści”, wyparła subtelność prawd o odwiecznym zrodzeniu i du­chowym narodzeniu Syna Bo­żego.

Ale to na pasterkę przycho­dzi najwięcej ludzi. Jak ojciec sądzi, dlaczego?

Duże święta, takie jak Zmar­twychwstanie, Narodzenie, ale również inne (chociażby Obja­wienie i Zesłanie Ducha Święte­go) były celebrowane przez uroczyste wigilie liturgiczne, czyli nabożeństwa rozpoczyna­jące się wieczorem dnia po­przedniego. Wiązało się to ze specyficzną, biblijną rachubą czasu – dzień rozpoczynał się po zachodzie słońca. W środku nocy sprawowano pierwszą mszę z danej uroczystości. Ważne święta wymagają odpo­wiednich rytuałów, które pod­kreślą istotność wspominanych wydarzeń. Skoro święta są ważne, to wypada ująć snu, by uczcić Jego urodziny. Myślę, że prowadzeni tą intuicją, poja­wiamy się na pasterce.

Każda msza ułożona jest we­dług określonego porządku. Czy jest różnica miedzy pa­sterką a innymi mszami?

Nie ma. Pasterka, podobnie jak inne msze związane z wy­darzeniami z życia Chrystusa, pozwala nam spojrzeć na Niego z konkretnej perspektywy, przyglądamy się Mu jako nie­mowlęciu. Dziewięć miesięcy wcześniej (25 marca) mogliśmy przyglądać się tajemniczemu poczęciu Syna Bożego, a póź­niej będziemy patrzeć na Niego przez pryzmat chrztu w Jorda­nie, przemienienia na górze, męki, zmartwychwstania i wniebowstąpienia. Każda z tych uroczystości zbliża nas do Jezusa, który w różnych wy­darzeniach swojego życia da­wał się poznać swoim ucz­niom. Dziś przez liturgię daje poznać się nam. Aby mieć pe­łen obraz, należy towarzyszyć Mu w kolejnych dniach Jego życia, przez kolejne święta po­znawać Go bliżej. Podobnie jak w życiu z kimś bliskim, wspól­nie spędzony czas zbliża nas do siebie, tak też tutaj w ciągu kolejnych lat zbliżamy się do Niego jakby po spirali.

Skupmy się na liturgii. Jak ją dobrze przeżyć? Konkretnie mówiąc, jak należy się przy­gotować do mszy świętej?

Dobrze jest zadbać o trzy sprawy dotyczące naszego wnętrza i trzy dotyczące tego, co na zewnątrz. Wewnętrznie należy przede wszystkim za­dbać o czystość sumienia, czyli o łaskę uświęcającą, jak o tym mówi teologia, a najprościej mówiąc – o możliwość przyję­cia komunii. Po drugie, o sku­pienie wewnętrzne, które pozwala nam słyszeć to, co jest mówione i widzieć, co się dzie­je. Po trzecie, o poszerzenie ser­ca na innych uczestników mszy. Mam na myśli dostrzeże­nie, że na mszy nie jesteśmy sa­mi, ale osoby wokół nas czy przy ołtarzu potrzebują naszej miłości, którą najprościej moż­na wyrazić przez modlitwę za nich i z nimi. Zewnętrznie dobrze jest zadbać o czas, głód i strój .Czas, żeby się nie spie­szyć, nie wpadać w biegu na os­tatni moment. Głód, żeby ciało przypominało mi, że potrzebu­ję Bożego działania, pokarmu i Jego obecności, i że dopiero wtedy, kiedy nimi się napełnię, to będę realnie nasycony. „Strój” to hasło wywoławcze, owszem chodzi o odpowiednie ubranie, ale jedynie jako ele­ment, który ma mi uświado­mić, że biorę udział w wydarze­niu ważnym, wzniosłym i ta­kim, które mam uszanować, ponieważ zostałem obdarzony przywilejem uczestnictwa w nim, a nie jest czymś, co mi się należy. Lubię msze porów­nywać do ceremonii wręczenia orderu Virtuti Militari. Nikt o zdrowych zmysłach nie przy­jmuje go bez odpowiedniego stroju i nastroju, w przeciwnym razie umniejszy rangę ceremo­nii, a przez to obniży wagę sa­mego odznaczenia. Przez oka­zanie braku szacunku, sami so­bie odbieramy szansę wzięcia udziału w mszy jako czymś nie z tego świata. Msza dalej będzie największym cudem, ale sami tego nie dostrzeżemy, ponie­waż podejdziemy do niej, jak do czegoś zwyczajnego.

Odpowiedni strój, post eu­charystyczny – to są czynno­ści, jakich dokonujemy przed przyjściem do kościo­ła. A kiedy już w kościele je­steśmy? Jak się zachowy­wać, jakie modlitwy wybrać, czy dobrze mieć ze sobą ksią­żeczkę, w której są czytania? Podczas samej mszy propo­nuję słuchać modlitw i wewnę­trznie potwierdzać ich sens

I słowa. Tak, by w nas miały swoje echo. Żeby nie były jedy­nie słowami celebransa, ale faktycznie modlitwami, które ksiądz wypowiada w naszym imieniu. Co do czytań sugeruję słuchać ich z nastawieniem: Bóg chce mi coś powiedzieć. Czasem to będzie jedno zdanie, czasem myśl, która pojawi się na kanwie usłyszanych słów. Dobrze jest wyczekiwać tego jednego słowa, zdania, które dziś chce powiedzieć do mnie Bóg. Nie mniej ważne jest świa­dome wykonywanie gestów. One mają swoje znaczenie, swój wewnętrzny sens. Dlatego dobrze jest wykonywać je świadomie. Gdy się klęka, nie kucać, a gdy się robi znak krzy­ża, nie machać bezwiednie rę­ką, gdy się znaczy czoło krzy­żykiem, pomyśleć „po co?”.

Co to znaczy w pchli przeżyć mszę świętą?

Pozwolić się jej poprowa­dzić. Przez zaangażowanie w kolejne modlitwy, gesty i ce­remonie, będę wprowadzany w wewnętrzną logikę mszy i jej tajemnicę. Ostatecznie jest nią Chrystus, który oddaje się Oj­cu. Przez włączenie się w mszę, jestem wciągany w Jego działa­nie, On sam oddaje mnie w rę­ce Boga Ojca. W pełni przeżyć mszę to nie tyle coś zrobić, ale pozwolić Bogu, by robił coś ze mną. Ale to osobny temat, na którego zgłębianie mamy całe życie. Im szybciej świado­mie zaangażujemy się w mszę, tym większe szansę na ciekawe i głębokie życie wiary.