Léonard Amossou Katchekpele

urodzony w 1982 r. – kapłan związany z diecezją Atakpamé w Togo (Republika Togijska), na zaproszenie biskupa działa także we francuskiej diecezji Metz. 

Doktorat z teologii obronił na Uniwersytecie w Strasburgu. Interesuje się teologią systematyczną i teologią polityczną w kontekście postkolonialnym.

Léonard Amossou Katchekpele jest autorem książki Dieu est assez grand pour se défendre tout seul. L’apologie du témoin (2018), która ukazała się nakładem Wydawnictwa W drodze w serii „Nowa Apologetyka” pt. Bóg jest wystarczająco duży, by obronić się sam. Apologia świadka.

Jak czytamy we wstępie Katchekpele:

Ta niewielka książeczka to nic innego, jak scherzo. Autora naszła ochota, by się zabawić, a przy okazji rozbawić czytelnika, o ile się taki znajdzie. Innymi słowy, autor nie podchodzi do siebie zbyt poważnie – ale to nie znaczy, że musimy kierować się jego opinią na własny temat. Książka, która uderza w zabawny ton, może traktować o sprawach poważnych, i nawet jeśli autor z własnej powagi się podśmiewa, nie idźmy zbyt pochopnie w jego ślady. Można przecież, raz na jakiś czas, castigare mores ridendo [śmiechem poprawiać obyczaje]… Książka nie jest bezwartościowa, jeśli pisząc ją, autor zdołał ująć w sposób precyzyjny jedną czy dwie myśli.

Scherzo to forma muzyczna lekka i żwawa, tak pomyślana, by zaintrygować słuchacza, zanim ten do końca ją pojmie. By zdążyła wybrzmieć, zanim słuchacz skupi na niej uwagę, i skończyła się, gdy słuchacz wciąż jeszcze się uśmiecha, zachwycony początkiem. A jeśli tajemnicę Tego, o którym ośmiela się mówić niniejsza książka, dałoby się zdefiniować w podobny sposób?

Gdy Bóg Jezusa Chrystusa – bo o Nim rzecz będzie, nie o jakimś pierwszym lepszym bogu – postanawia się ludziom objawić, prawie zawsze pozwala ujrzeć się tylko z tyłu (jak Mojżeszowi, Wj 33,23), albo przechodząc, jak Eliaszowi (1 Krl 19,12). W historii Bóg pozwala się dostrzec dopiero, gdy przeszedł, już przeszedł, a nawet – zszedł ze świata żywych… Fides de absentibus, wykłada św. Tomasz z Akwinu: „Poznaniem przez wiarę nie uobecnia się zaś przedmiot wiary doskonale rozumowi. Wiara odnosi się bowiem do rzeczy nieobecnych, a nie do obecnych”. Nieobecnych – nie w sensie, że nigdy nie zaistniały, ale ponieważ poznajemy je za pośrednictwem tego, co już się wydarzyło (por. Hbr 11,1).

(…)

Drogi początkujący chrześcijaninie, chciałbym przede wszystkim przestrzec cię przed pułapką, jaką burzyciele zastawiają na takich jak ty. Otóż będą oni usiłowali cię przekonać, że musisz mianować się adwokatem Boga. Zrozum, że to bezcelowe. Boga nie trzeba bronić, nawet przed tymi, którzy robią wokół Niego niezdrową atmosferę.

Bóg to duży chłopiec i naprawdę potrafi sam o siebie zadbać.

– Skoro tak – zapyta ktoś – to po co w ogóle chrześcijanie mają zabierać głos, jeśli nie po to, żeby stawać w obronie Boga?

Odpowiedź jest prosta. Bóg nie potrzebuje adwokatów, tylko świadków. Bo cokolwiek by się działo, Bóg nadal przechodzi.

(…)

Nadając książce tej podtytuł Apologia świadka, nie chciałem dać do zrozumienia, że świadka trzeba bronić. Jestem pewien, że poradzi sobie sam. Chodziło mi o mowę obrończą, którą świadek mógłby wygłosić. Ktoś zaraz mi wytknie, że to nonsens – świadkowie przecież nie wygłaszają mów obrończych, robią to adwokaci. Owszem, to prawda, ale postaram się przekonać czytelnika, że ta konkretna sytuacja stanowi wyjątek od reguły. Gdy pozwanym jest Bóg, mowę obrończą powinien wygłosić świadek.

Z Bogiem Jezusa Chrystusa jakoś tak już jest, że tu u nas, na niskości, co i rusz ląduje na ławie oskarżonych. Czasy się zmieniają, ale On pozostaje sobą. Nieodmiennie przychodzi do swoich, a swoi Go nie przyjmują. Mało tego, osądzają Go i wydają na śmierć. Nie zmienimy tego.

On zresztą też nie zabiega o to, by bronili Go adwokaci. Piłatowi, który próbuje uświadomić Mu, jakie ma opcje: „Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować?”, uprzejmie zamyka usta…