Nerw święty. Rozmowy o liturgii
Między światami, reżyseria: Feo Aladag, występują: Ronald Zehrfeld, Moshin Ahmady, Saida Barmaki, Abdul Salam Yosofza, Niemcy 2014, dystrybucja: Bomba Film
W grudniu 2014 roku, trzynaście lat po wkroczeniu wojsk NATO do Afganistanu, oficjalnie zakończyła się misja pokojowa. To chyba dobry moment, by zdobyć się na pierwsze podsumowanie najdłuższej wojny od czasu konfliktu w Wietnamie. Datę jej rozpoczęcia – 2001 rok – zapamiętamy na długo, ale nikt chyba jeszcze nie ośmiela się dopisać daty jej zakończenia. Wojska alianckie opuszczają kraj (pozostaną tylko oddziały szkolące afgańskie siły zbrojne). Dla nich ta wojna się kończy. W Afganistanie jednak trudno, nie popadając w hipokryzję, powiedzieć, że nastał pokój.
Powrót do jądra ciemności
Najnowszy film austriackiej reżyserki Feo Aladag Między światami można odczytać jako próbę bilansu trzynastu lat wojny, nie z perspektywy globalnej, ale z perspektywy jednostek. Towarzyszymy przez kilka tygodni dwóm bohaterom, niemieckiemu żołnierzowi Jesperowi i jego afgańskiemu tłumaczowi Tarikowi.
Jesper (Ronald Zehrfeld) służył już kiedyś razem z bratem w Afganistanie. On wrócił do domu, brat został. Jednak teraz, po jego śmierci znów przybył do Afganistanu. Aby przepracować żałobę? Pomścić brata? Kontynuować ich wspólną misję? Do końca nie wiadomo. Dowództwo również zadaje sobie pytanie, czy wcześniejsze przeżycia nie zaciążą na decyzjach podejmowanych przez nowego dowódcę małego oddziału chroniącego wioskę przed atakami talibów i budowę drogi na północy kraju.
Austriackiej reżyserce Feo Aladag udało się zbudować pełen napięcia klimat. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut filmu czekamy, aż nastąpi strzał. Wróg może być wszędzie. Czy jest nim mężczyzna w nadjeżdżającym ni stąd, ni zowąd samochodzie? Czy zagubione dziecko jest pułapką? Czy zza muru nagle odezwie się kanonada? Cisza. Nic. A przecież nie wolno tracić czujności. Napastnik uderzy w najmniej oczekiwanym momencie. Nieraz. I nie będzie przy tym trzymał się jakiegoś planu.
Obcy
Jak na film wojenny stosunkowo niewiele jest w nim scen batalistycznych, bo nie wojna jest w nim najważniejsza, ale człowiek. Nie widzimy, skąd padają strzały. Przemoc nie ma twarzy. Za to aż za dobrze widzimy twarze ofiar.
Sceny batalistyczne zostają przesunięte na dalszy plan, jednak przed bohaterami staje o wiele trudniejsza wojna do stoczenia. W bazie współpracować mają ze sobą Niemcy i Afgańczycy, dlatego potrzebny jest im tłumacz.
W ten sposób na scenie pojawia się drugi bohater tej opowieści, młody Afgańczyk Tarik. Jego rodziców zamordowali talibowie. Życie jego i jego siostry wciąż jest zagrożone. Składa kolejne podania o wizę na Zachód i wciąż spotyka się z odmową: nie ma wystarczających dowodów na to, że jest w niebezpieczeństwie. Czy pobicie będzie wystarczającym dowodem? Próba zamachu?
Tarik staje między Jesperem a Haroonem, dowódcą Afgańczyków. Włosi mają takie powiedzenie: traduttore traditore – tłumacz to zdrajca. Tarik zdradza słowa – często nieprzemyślane, emocjonalne, dzielące, aby ocalić coś większego: jedność, zaufanie, szacunek. Byłoby nawet w tych przekręcanych wypowiedziach coś komicznego, gdyby nie ponura rzeczywistość, która nie pozwala o sobie zapomnieć. Coś jednak się dzieje. Obcy zaczynają być swoi. Czyżby granica między światami została otwarta? Nie miejsce tu na optymizm. Chyba raczej Jesper pozwolił się Tarikowi wciągnąć w tę efemeryczną ziemię niczyją – między światami. A wiadomo, że tam szansa na oberwanie kulą z obu stron jest największa.
Brat
Feo Aladag stawiała swoje pierwsze kroki za kamerą, przygotowując dla Amnesty International materiały filmowe poświęcone sytuacji kobiet w świecie muzułmańskim. Jej pierwszy pełnometrażowy film Obca (2010) opowiada historię młodej Turczynki, która nie mogąc znieść przemocy ze strony męża, ucieka z dzieckiem z Istambułu do mieszkającej w Niemczech rodziny. W najnowszym filmie reżyserka kontynuuje tę linię. Nie jest zainteresowana wielką kampanią wojskową, bitwami, negocjacjami, polityką. Zatrzymuje się na zwyczajnym człowieku – bezlitośnie mielonym przez młyny historii.
Od początku jedno było dla niej jasne: chciała nakręcić niemiecko-afgański film o Niemcach i Afgańczykach, których drogi przecinają się w niewielkiej bazie wojskowej w okolicach miasta Kunduz. Zdjęcia kręcono więc w Afganistanie z afgańskimi aktorami. I, dodajmy, na tle niezwykłych krajobrazów. Z granicami, z którymi mierzą się bohaterowie, musieli skonfrontować się najpierw aktorzy. Część z nich mieszkała u miejscowych rodzin. Do licznych spotkań dochodziło też na planie. Afgańczycy bardzo dobrze rozumieli dylematy swoich postaci. W końcu, decydując się na współpracę z niemiecką reżyserką, niewiele mniej ryzykowali ze strony fundamentalistów. Zaskakujące są zresztą liczne paralele między losami bohaterów i aktorów. Odtwórca roli Tarika, Mohsin Ahmady, podobnie jak grany przez niego bohater, stracił ojca i jako najstarszy syn musiał się zatroszczyć o utrzymanie całej rodziny. Tarik musi zapewnić byt i bezpieczeństwo siostrze, jednej z pierwszych studentek w Afganistanie. Nie ma wyboru – musi być dojrzały, ma być oparciem dla innych. A sam – na kim się oprze?
Tu rozpoczyna się najpiękniejszy, ukryty między klatkami, wątek filmu: opowieść o przyjaźni. Piszę „przyjaźń”, ale chyba bardziej pasuje tu słowo „braterstwo”, bo Jesper staje się dla Tarika starszym bratem, dzięki któremu poczuje się mocny.
Poza granicą
Jest taka scena w filmie, która co jakiś czas powraca: Bezkresny płaskowyż. Pośrodku tego pustkowia – droga. Tarik jedzie na motorze. Nagle, ni stąd, ni zowąd pojawia się zamknięty przejazd kolejowy. Pociągu nigdzie nie widać. Jest szlaban. Kolejna granica. Choćby wydawała się absurdalna. Czy od początku nie oszukujemy się, że da się ją przekroczyć? W końcu rachunek prawdopodobieństwa i zdrowy rozsądek od pierwszej sceny podpowiadają zakończenie. Zwycięski czy przegrany Jesper wróci do kraju. Dla niego ta wojna się skończy. Właściwie to gra na przetrwanie. Byle dożył do końca misji. Potem wyjdzie z piekła.
Wspomniałem na początku o próbie bilansu wojny. Nie jest ona w oczach reżyserki jednoznaczna. Nie potępia samej interwencji. Przecież rodzina Tarika była prześladowana przez talibów na długo przed przybyciem alianckich wojsk. Nala, siostra Tarika, skończy studia inżynierskie i, jak szumnie przemawiać będzie jeden z jej wykładowców, stanie do zadania odbudowy Afganistanu. Jest więc nadzieja.
Gdzie zatem głos krytyczny? Czy chodzi o konflikt wartości między sztywnymi procedurami wojskowymi a obowiązkami przyjaźni? Konflikt pokazany w dużym nawiasie, co jest zresztą powtarzanym przez reżyserkę zabiegiem – pomijać oczywistości, zostawić je domysłowi widza. Myślę, że pytanie, które stawia autorka, jest jednak inne. Chodzi o odpowiedzialność. Nie tylko żołnierzy, nie tylko dowódców, ale jak reżyserka napisze w komentarzu do filmu – całego społeczeństwa, które poprzez demokratycznie wybrane władze dało mandat do podjęcia misji wojskowej, a później pokojowej. Epizod dla jednych jest całym życiem drugich. Na rok przed wycofaniem wojsk (film wchodzi do polskich kin z rocznym opóźnieniem) Aladag pyta: Co z tymi, którzy zostaną? Czy tak łatwo nam zwolnić się z odpowiedzialności?
Oceń