Weselisko

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Pewnego razu zaproszono mnie na weselisko. Było wystawne, że ho, ho. Państwo młodzi jechali do kościoła wielką, białą limuzyną, a za nimi długa kawalkada samochodów, cały kościelny parking został zupełnie zastawiony. Młodzi zażyczyli sobie, by ślub odbył się podczas mszy. Kościół był pełen jak na sumie, tyle że wszyscy obecni elegancko ubrani, panowie pod muchą, panie w fantazyjnych kapeluszach. Najwyraźniej rodzina należała do religijnych, bo do komunii ustawiła się długa kolejka chętnych. Zdziwiło mnie tylko jedno: panna młoda przed przystąpieniem do tego sakramentu zawahała się przez moment, a potem odmówiła. Spoglądała przy tym w jedno miejsce między kolumnami, najwyraźniej w kogoś się wypatrując. Skierowałem tam wzrokiem i zobaczyłem bardzo nietypowego gościa: dziewczynę bez wykwintnego kapelusza, nieuczesaną, o włosach ufarbowanych na kilka różnych kolorów, do tego w pomiętej sukience w kwiatki. Osoba ta kontrastowała mocno ze zgromadzonym towarzystwem, wśród tej elegancji i wyszukanych kreacji wyglądała jak jakaś Łoblodra z Łobornik. Kręciła głową, patrząc na pannę młodą. Bardzo to wszystko było dziwne. Ślub się jednak odbył, po czym orszak pojechał na przyjęcie w ogrodzie państwa młodych.

Przyjęcie też było wystawne. Stoły z zakąskami i napitkami stały na boku, z ukrytych głośników dochodziła łagodna muzyczka, a tłum gości przechadzał się po trawniku z kieliszkami w dłoniach. Zdziwiłem się, kiedy ujrzałem nagle tę pstrokatą Łoblodrę z Łobornik pochylającą się nad stołem i kosztującą smakołyki. Podszedłem do niej i począłem ją pouczać, że nie jest jej rzeczą powstrzymywanie kogokolwiek od przyjęcia komunii świętej. Pstrokata ta osoba pochylona była właśnie nad talerzem pełnym misternie wykonanych ciasteczek, a słysząc moje kazanie, obróciła się i spojrzała na mnie z wyrazem nieprawdopodobnego zdumienia w oczach. Tymczasem zupełnie nieoczekiwanie odezwał się ktoś stojący obok:

– Ale czyż Łoblodra nie miała racji? Pani młoda jest przecież rozwódką!

Tym razem to ja obejrzałem się zdumiony. Ów ktoś lepiej pasował do towarzystwa niż ta Łoblodra z Łobornik, ale tylko nieco lepiej. Ubrany był wprawdzie w elegancki garnitur tak jak wszyscy, ale włosy miał długie i związane w kitkę z tyłu głowy, a w butach miał przewleczone zielone sznurowadła. Znałem sytuację państwa młodych dość dobrze, mogłem więc go skorygować:

– Poprzedni związek panny młodej był tylko cywilny, czyli z punktu widzenia prawa kanonicznego nieważny. To znaczy, że ona ma pełne prawo przystępować do sakramentu komunii.

Miałem oczywiście rację, jednakże osobnik z zielonymi sznurowadłami uznał za stosowne wejść ze mną w spór:

– Jestem pewien, że Łoblodra miała na myśli nie prawo kanoniczne, lecz przykazanie ewangeliczne. Czyż nie mówi Pismo, że jeśli przyniesiesz dar swój przed ołtarz i przypomnisz sobie, że twój brat ma coś przeciwko tobie, to powinieneś zostawić dar swój przed ołtarzem i wpierw pogodzić się z bratem swoim? Prawo kanoniczne nie znosi przecież ewangelicznych przykazań!

Na tę impertynencką wypowiedź zareagowałem gniewnie:

– A pan kim jest, żeby podważać autorytet prawa kanonicznego? Czy ma pan odpowiednie wykształcenie?

On na to odpowiedział:

– Odpowiednie wykształcenie? Skądże! Ja jestem tylko Szuszwolem ze Swarzyndza i moją opinią nie warto się przejmować.

To powiedziawszy, wmieszał się w tłum i zniknął z mojego pola widzenia”.

Weselisko
Włodzimierz Fenrych

urodzony 10 maja 1955 r. w Poznaniu – absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w „Czasie Kultury”, „Spotkaniach” i „Tygodniku Powszechnym”. Autor cyklu felietonów pt....