Święty Jerzy na pocieszenie

Święty Jerzy na pocieszenie

Przyznanie Medalu Świętego Jerzego za rok 2003 Adamowi Michnikowi może dziwić, ale tylko tych, którzy nie znają relacji między laureatem a „Tygodnikiem Powszechnym”. A to zespół tego pisma Medal Świętego Jerzego przyznaje.

Przyznanie nagrody zdumiewać może, gdyż to właśnie w minionym roku ujawnił się dobitnie i publicznie fundamentalny błąd poglądów i postawy redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” (i legionu jego naśladowców) wobec postkomunistycznej Polski.

Sprawa Rywina ukazała to, co wprawdzie zasłonięte było przed opinią publiczną (m.in. za sprawą „Gazety Wyborczej”), ale co oczywiste było dla każdego, kto miał odwagę patrzeć, a więc odsłoniła głęboką chorobę III RP. Państwa, którym rządzą niejawne układy środowiskowe traktujące demokrację jako fasadę, w którym prawo używane jest jako dowolnie kształtowany instrument wpływów i zysku; państwa skorumpowanego i oligarchicznego. Zło III RP wyrasta z PRL–u, tak jak z PRL–u wyrastają kariery bohaterów afery Rywina włącznie z osobą nadającą jej imię, acz w sprawie tej dalece nie najważniejszą.

To konsekwentne działania Michnika przyczyniły się do uniemożliwienia odcięcia nowej Polski od PRL–owskich korzeni i w efekcie miały swój udział w przeniesieniu układów wpływu i własności postkomunistycznego towarzystwa w nowe czasy. To te układy zdominowały i zdeformowały polską demokrację.

Czy więc ujawnienie propozycji Rywina można potraktować jako akt rozliczenia się Adama Michnika ze swoich błędów? Otóż nic takiego redaktor nawet nie zasugerował. Przyznał wprawdzie, że mylił się co do skali korupcji w Polsce, ale oświadczenie to nie wiązało się z żadnymi konsekwencjami. Nie powiedział Michnik, że kiedy jego gazeta i on sam bagatelizowali ten problem, byli w Polsce ludzie, którzy wskazywali na jego istnienie i groźbę jego konsekwencji, ludzie dezawuowani przez środowisko „Gazety”, których udokumentowane rewelacje nazywane były aferomanią.

Ujawnienie propozycji Rywina jest zasługą Michnika. Szkoda tylko, że nie zrobił on tego bezzwłocznie. Czekanie blisko pół roku z jej opisaniem pod niewiarygodnym pretekstem dziennikarskiego śledztwa, po którym nie zostało ani śladu, musi budzić wątpliwości. Wszystko wskazuje na to, że redaktor traktował nagranie propozycji Rywina jako element przetargu, a więc presji na władze w celu uzyskania korzystnej dla siebie wersji ustawy. Przy okazji bowiem sprawy Rywina ujawniło się całe uwikłanie Michnika w układ postkomunistycznej władzy. Okazało się, że oligarchiczny model nie przeszkadzał mu do chwili, gdy nie zagroził stanowi jego wpływów i posiadania. Uderzające było stwierdzenie Michnika, że cenił prezesa TVP Roberta Kwiatkowskiego do czasu, gdy ten rozpoczął wojnę z Agorą. Nie przeszkadzało więc redaktorowi „Wyborczej” podporządkowanie telewizji publicznej interesom SLD i traktowanie jej jako instrumentu propagandy; nie wadziło jej uczestnictwo w prowokacjach wymierzonych w ludzi niewygodnych dla władzy. Stan rzeczy przestał Michnikowi odpowiadać, gdy sprawa dotknęła jego interesów. Nie przeszkadzała Michnikowi ustawa, która prowadziła do podporządkowania mediów elektronicznych uzależnionej od SLD Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji dopóty, dopóki nie pokrzyżowała projektów Agory, i w tym tylko aspekcie uznana została przez Michnika (a więc „Wyborczą”) za ustawę złą. Nie dostrzegał Michnik korupcji, zanim nie dostał propozycji łapówki. Itd.

Można wnosić, że działo się tak, gdyż w tamtym układzie Michnik i kierowana przez niego gazeta znajdowali się na uprzywilejowanych pozycjach. I to nie z powodu swojego (niewątpliwego) sukcesu wydawniczego. Pozycję redaktora „Wyborczej” określała jego zażyłość z układem władzy. Powodowało to, że on i dziennik, którego jest redaktorem naczelnym, traktowani byli na zupełnie innych zasadach niż wszystkie inne podmioty medialne i ich szefowie. Z całej korporacji jedynie Michnik, którego nikt nie desygnował do tej roli, lub wskazane przez niego osoby dopraszani byli przez premiera na nieformalne spotkania, na których ustalany był ostateczny kształt projektu ustawy o mediach (elektronicznych, a więc niedotyczących bezpośrednio „Gazety Wyborczej”). Inną sprawą jest, że partnerzy chcieli okpić redaktora „Wyborczej”.

Cała ta sytuacja pokazuje zresztą po raz kolejny błąd rachub Michnika. Współtworzony przez niego golem nie miał zamiaru być posłuszny. Redaktor „Wyborczej” funkcjonował w układzie, dopóki był potrzebny, po wygranych triumfalnie wyborach postkomuniści uznali, że czas podporządkować sobie również media. A Michnik, choć sojusznik, był bytem niezależnym. To wtedy układ trzymający władzę rozpoczął działania na rzecz zepchnięcia na margines, a z czasem podporządkowania sobie Agory. Fakty ujawnione przez komisję śledczą wskazują, że Michnik traktował to jako wojnę frakcyjną i nadal wydawało się mu, że potrafi pozostać wewnątrz na szczególnej pozycji. Świadczy o tym jego zachowanie po propozycji Rywina i ciągłe próby konfidencjonalnego dogadania się z rządzącymi. Nawet gdy Michnik zmuszony został do ujawnienia całej sprawy, nadal usiłował wygrywać „dobrych” przeciw „złym” członkom układu rządzącego. Arbitralnymi oświadczeniami „oczyszczał” premiera od uczestnictwa w sprawie, czy „zapominał” zeznać, że o wszystkim zawiadomił prezydenta (ujawnienie tego prowokowałoby pytanie, dlaczego ani prezydent, ani premier, nie występowali bardziej energicznie na rzecz rozstrzygnięcia sprawy zgodnie z prawem).

Podsumowując: afera Rywina ukazała patologię III RP i umożliwiła mediom odsłonięcie jej również w innych sferach życia społecznego. Adam Michnik ujawnił aferę, której konsekwencje daleko przerosły jego oczekiwania. Uruchomiła ona bowiem proces prowadzący do upadku układ, w którym wcześniej redaktor „Wyborczej” odgrywał uprzywilejowaną rolę. W tym kontekście można zrozumieć, że koledzy z „Tygodnika Powszechnego” przyznali mu nagrodę pocieszenia. Po co jednak mieszali w to świętego Jerzego?

Święty Jerzy na pocieszenie
Bronisław Wildstein

urodzony 11 czerwca 1952 r. w Olsztynie – polski publicysta, dziennikarz i prezenter radiowy i telewizyjny, pisarz, aktor, przedsiębiorca, polityk, prawnik i działacz samorządowy.W latach siedemdziesiątych działacz opozyc...