Starzec Paisij

Starzec Paisij

Przynajmniej od ubiegłego stulecia do dziś nasi bracia Ukraińcy sercem Ukrainy nazywają Połtawę. To połtawski język ukraiński uchodzi za najczystszy, jest wzorcem dla innych regionów kraju. Niełatwa to rola. Rezultatem wielowiekowych podziałów i intensywnego procesu rusyfikacji w ciągu ostatnich czterech stuleci jest kulturowy i mentalnościowy podział Ukrainy, szczególnie bolesny i widoczny dziś podczas budowy niepodległego państwa. Połtawa w tym procesie zajmuje szczególne miejsce, przede wszystkim ze względu na tradycję historyczną. Na połtawskiej ziemi rodzili się ludzie drogowskazy, najwięksi synowie Ukrainy, budowniczowie — nie burzyciele: święty Paisij Wełyczkowśkyj 1 i Taras Szewczenko.

W początkach XVIII wieku jedną z najważniejszych prawosławnych świątyń Połtawy był sobór pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy. Przez wiele lat na czele tej ważnej i wielkiej parafii stali protojereje 2 z rodziny Wełyczkowśkich. Urzędowe następstwo we wspólnotach parafialnych, przede wszystkim ze względów socjalnych, było w tym czasie jednym z najpoważniejszych problemów organizacyjnych Kościoła prawosławnego. Wątek ten będzie miał też niemałe znaczenie dla losów bohatera naszej opowieści.

Rodzinny dom i młodość

21 grudnia 1722 roku, w dzień patronalny świętego metropolity Piotra Moskiewskiego — cudotwórcy, w rodzinie protojereja Wełyczkowśkiego urodziło się jedenaste dziecko — chłopiec. Na chrzcie świętym otrzymał imię Piotr. Ojciec Piotra był kapłanem tak jak jego dziad, pradziad, w jego zaś pokoleniu — starszy brat. Wszyscy służyli Panu Bogu i Cerkwi prawosławnej w parafii soboru pod wezwaniem Zaśnięcia Najświętszej Bogurodzicy w Połtawie. Kiedy Piotr miał zaledwie cztery lata, jego ojciec umarł, a protojerejem został jego starszy brat, który odszedł do Pana po kolejnych ośmiu latach. W szóstym roku życia Piotr opanował w stopniu doskonałym sztukę pisania i czytania. Uczył się ówczesnym zwyczajem w domu, na Psałterzu, tak zwanym Czasosłowie 3, księgach Pisma Świętego, żywotach świętych, pouczeniach świętych ojców Efrema i Doroteusza 4. Niemal wszyscy biografowie 5 przyszłego ojca Paisija, podkreślając wpływ jego umiłowanych dziecięcych lektur, w szczególności Pisma Świętego, a także wspomnianych wyżej żywotów świętych i pouczeń świętych greckich Ojców Kościoła, na ukształtowanie jego drogi życiowej, piszą: „od takich lektur zaczęło pojawiać się w duszy młodzieńca Piotra namiętne pragnienie pozostawienia świata i przyjęcia świętego życia mniszego”.

Tymczasem od 1735 do 1739 roku Piotr uczył się w Akademii Mohylańskiej w Kijowie. O przyjęcie zaledwie dwunastoletniego chłopca do sławnej Kijowskiej Akademii uprosiła ówczesnego Metropolitę Kijowskiego jego pochodząca z prawosławnej rodziny żydowskiej matka — Irina. Miała przy tym na względzie zachowanie przez rodzinę Wełyczkowśkich urzędu protojereja połtawskiego soboru Zaśnięcia Bogurodzicy. Ten urząd stanowił podstawę materialną utrzymania ich licznej rodziny i to Piotr po ukończeniu Akademii miał go z racji przynależności do rodziny Wełyczkowśkich objąć.

W Akademii ukończył programowy pierwszy etap kształcenia, tak zwaną „szkołę niższą”. W tym czasie zasadniczą wagę przykładano do nauki języków: łaciny, greki, staro–cerkiewno–słowiańskiego zwanego wówczas po prostu słowiańskim i polskiego. Nauczano także katechizmu, arytmetyki, solfeżu i muzyki. Jednak już wtedy jego serce było gdzie indziej. Jego hagiografowie twierdzą, że w okresie szkolnym Piotr ustanowił dla siebie trzy fundamentalne zasady życiowe:

1. Jeśli mój bliźni zgrzeszy — nie osądzę go.

2. Nikogo nie będę mieć w nienawiści.

3. Z całego serca daruję zniewagi.

Swoje akademickie wykształcenie zakończył przyszły Ojciec Paisij w klasach retoryki. Podobno mimo zauważonego przez wychowawców talentu w tym zakresie uważał, że retoryka nie przynosi mu żadnej korzyści. Pisał o tym w autobiografii 6

Słyszę wyłącznie imiona pogańskich bogów i mędrców — Cycerona, Arystotelesa, Platona… Poszukując mądrości u nich, współcześni ludzie zeszli z właściwej drogi: głoszą mądre słowa, wewnątrz zaś pełni są mroku i ciemności, i wszystka ich mądrość — tu na ziemi. Patrząc na owoce tej nauki na przykładzie osób duchownych, które podobnie jak świeccy hierarchowie żyją w czci wielkiej i sławie u ludzi, stroją się w drogie szaty, jeżdżą na wspaniałych rumakach, boję się i drżę, bym i ja sam, kiedy już tę zewnętrzną mądrość posiądę i stanę się mnichem, nie popadł w jeszcze gorsze od nich położenie.

Rzeczywiście początek XVIII wieku był trudny dla ruskiego prawosławia. Były to czasy rządów twórcy bezwzględnie absolutystycznego imperium rosyjskiego — Piotra Wielkiego, czasy, kiedy to pokusy zewnętrznej uczoności rzeczywiście mogły niejednego zwabić. Gwarantowały wygodne życie tu, na ziemi. Był to też okres otwartej, podsycanej przez władzę państwową, mnichofobii. To wtedy właśnie ruscy i rosyjscy mnisi masowo opuszczali ziemie imperium i wyruszali do sąsiedniej Mołdawii. Młody Piotr nie uległ pokusom swojego czasu, formacja wyniesiona z rodzinnego domu zrobiła swoje.

W Akademii odnalazł przyjaciół myślących podobnie jak on. Obok niego był jego akademicki ojciec duchowny, jeroschimnich 7 Pachomij z Braterskiego Bogojawlieńskiego Monastyru Kijowskiego, był mnich Antoni, przyszły metropolita czernihowski. Oni pierwsi powiedzieli mu o życiu pustelników i monastyrach na mołdawskiej ziemi. Kiedy zaś usłyszał świętą liturgię w języku mołdawskim — wpadł w zachwyt. Wtedy to jego serce opanowała wielka miłość do mołdawskiego języka i narodu, który tym językiem włada. Mołdawia stanie się kiedyś jego ziemskim domem. Parfienij i Antoni pomogli dokonać mu niełatwego wyboru. Siedemnastoletni Piotr opuścił na zawsze Akademię i ruszył w drogę. Jak po wielu latach, w XX wieku napisze wielki historyk i teolog prawosławia, ojciec Gieorgij Fłorowski: „z łacińskiej szkoły odszedł do greckiego monastyru”.

Mnich Parfienij czy Platon

Pierwszą próbę życia monastycznego podjął w wieku zaledwie siedemnastu lat. Opuściwszy Akademię Kijowską, poszedł do Pustelni Kitajewskiej położonej w niewielkiej odległości od Kijowskiej Ławry Peczerskiej. Przełożony zaprosił go do celi i zaproponował mu, by usiadł obok niego. Piotra przeraziła sama myśl, że mógłby usiąść obok świętego 8 człowieka. Stanowczo odmówił. Przełożony jeszcze dwukrotnie powtórzył swoje zaproszenie, ale Piotr pozostał na swoim miejscu pełen lęku i pokory — tak mu się przynajmniej zdawało — stojąc u drzwi. I wówczas wydarzyło się coś, co nie tylko sprawiło chłopcu ogromny ból, ale stało się nauką na całe życie: przełożony uznał jego postawę za brak pokory. Powiedział do niego: „Prosisz mnie, żeby przyjąć ciebie do świętego monastyru, abyś mógł stać się mnichem. Nie widzę jednak w twojej duszy ni śladu mniszej postawy, Chrystusowej pokory, ducha posłuszeństwa czy wyrzeczenia się twojej woli, twoich racji, widzę zaś jeden bunt”. Po czym odmówił Piotrowi spełnienia jego prośby. Prawdziwy mnich w takiej sytuacji powinien odpowiedzieć: „Wybacz, ojcze święty, zgrzeszyłem”. Po latach jako kierownik duchowy opowiadał to zdarzenie, które napełniło go wielkim smutkiem, młodym postulantom i nowicjuszom.

Obolały powędrował dalej, nie zrezygnował. Podjął kolejną próbę w założonym według legendy przez świętego Antoniego Peczerskiego — ojca ruskiego życia monastycznego — monastyrze w Lubeczu. Tam serdecznie go przyjął ihumen 9 Nikifor Kochańśkij. Przydzielono mu funkcję: został klasztornym szafarzem. Miał wydawać do kuchni i refektarza klasztornego potrzebne produkty spożywcze. Była to dla niego, nieprzywykłego do pracy fizycznej, dobra i trudna szkoła. W tym monastyrze znający języki posłusznik 10 otrzymał po raz pierwszy w życiu inne zadanie: przepisał księgę Ojca Kościoła. Była to słynna Drabina świętego Jana Klimaka.

Po wspomnianym ojcu Nikiforze, który w pamięci Paisija pozostał na całe życie wzorem przełożonego klasztornego, na czele lubeckiej wspólnoty stanął ihumen Herman Zahorowśkij. Zarządzał klasztorem bezwzględnie. Kiedy młodemu mnichowi, bez złej woli, zdarzyło się wydać złą liczbę produktów — potrafił go brutalnie spoliczkować. Kiedy zaś niedługo po tym zdarzeniu pod adresem Piotra posypały się nowe groźby, zimową nocą opuścił monastyr, wyszedł nad skuty lodem Dniepr, pomodlił się nad jego brzegiem i ruszył dalej w drogę.

Opuściwszy Lubecz, skierował się w stronę gór Mońszeńskich – nazwa własna niewielkich wzgórz w centralnej Ukrainie, pragnął bowiem przyłączyć się do pustelnika Isichija, który tam właśnie żyjąc, zajmował się przepisywaniem świętych ksiąg. Dwa razy prosił Isichija, by ten zgodził się przyjąć go jako postulanta i dwukrotnie spotkał się z odmową. Smutny powędrował dalej. Tułacza droga zawiodła go do Miedwiedowskiego — nazwa własna pochodząca od miejscowości — Monastyru świętego Mikołaja Cudotwórcy nad brzegiem rzeki Tiasmin, zachodnim dopływem Dniepru, na terytorium Rzeczypospolitej. 6 sierpnia 1741 roku, w święto Przemienienia Pańskiego, w tym właśnie monastyrze Piotr przyjął pierwsze postrzyżyny 11 zakonne. Przełożony klasztoru pobłogosławił jego riasofor 12, który miał pełne prawo od tej chwili nosić. Otrzymał też swoje pierwsze zakonne imię: Parfienij. Jednakże bracia zakonni, jakby przez pomyłkę, ale stanowczo i uparcie zaczęli nazywać go Platonem. Młody mnich wiele razy prosił ihumena i braci, by nazywali go imieniem zakonnym, wszystko na próżno. Musiał się pogodzić z Platonem… Męczyło go jeszcze jedno: nie potrafił odnaleźć swojego kierownika duchownego. Problem ten będzie go trapił przez całe życie. W Autobiografii zapisze następującą uwagę:

Wybrany przez mnie [uwaga dotyczy więc wyraźnie epizodu w Miedwiedowskim Monasterze] mój ojciec duchowy jeden tylko tydzień po moich postrzyżynach w klasztorze przeżył, po czym opuścił go, udając się na miejsce, którego i dziś nie znam, przed odejściem zaś powiedział mi: „Bracie, tyżeś jest piśmienny. Tak więc jak cię Bóg nauczy — tak i żyj”. I tak jak owca pozostawiona bez pasterza, przez nikogo nienakarmiony zacząłem tułać się tam i owam, poszukując korzyści dla duszy swojej, pokoju i duchowego pokarmu, i nie odnajdując ich, dopóki nie doszedłem do cichej i wolnej od burz Góry Świętej, gdzie znalazłem przystań, mając nadzieję uzyskać tam dla duszy swojej pociechę.

W Monasterze Miedwiedowskim nie pozostał długo. Kiedy ówczesne władze Rzeczypospolitej przekazały monastyr ukraińskim unitom — znów ruszył w drogę. Chciał osiąść w Ławrze Kijowskiej, ale mający dar widzenia przyszłości tamtejszy wiekowy mnich o polsko brzmiącym nazwisku Kowalski przepowiedział mu nowe pielgrzymowanie. Niebawem do Ławry przybył jego przyjaciel z czasów Akademii Mohylańskiej Alieksij Filewicz, który przypomniał Piotrowi–Parfienijowi ich młodzieńcze zobowiązanie: żyć w pustelni pod kierownictwem doświadczonego kierownika duchowego. I znów ruszył w drogę.

W drodze na Górę Athos

W 1742 roku opuścił Ukrainę. Czy wiedział wówczas, że na zawsze? Jego celem była prawosławna Wołoszczyzna, tam wciąż — w przeciwieństwie do ruskich ziem — kwitło życie klasztorne.

Gdy przyszły ojciec Paisij przybył do Mołdawii, tylko w okolicach Treisteni było około 40 pustelni. Żyli w nich głównie ruscy, serbscy i bułgarscy mnisi. Ci ostatni porzucili swoje ojczyzny wskutek tureckich prześladowań. Na początku Parfienij–Platon zatrzymał się w pustelni Dencheuc, potem przeszedł do pustelni Tereisteni. Kierownikiem duchowym obydwu pustelni był ojciec Wasyli Polianomierulski. On to, poznawszy zalety osobowości młodego mnicha, próbował nakłonić Parfienija do przyjęcia święceń kapłańskich. Parfienij bał się kapłaństwa, tego wielkiego sakramentu. Po latach pouczał braci:

Możesz przyjąć ten największy dar, największe dla człowieka ziemskiego wyróżnienie, kiedy jesteś doń gotowy, kiedy duchowa dojrzałość opanuje twoje emocje i namiętności. Nie decyduj się nań, kiedyś nieprzygotowany.

Na zawsze zapamiętał przepisującego święte księgi ojca Rafaela, mnicha Dosifieja, schimnicha 13 Timofieja, schimnicha Protierieja, który tak jak Parfienij urodził się na połtawskiej ziemi. Nade wszystko zaś zapamiętał starca Michaiła. Ten ostatni w niedzielę i w świąteczne dni zbierał mnichów we wspólnotowym ogrodzie i opowiadał im o różnych sytuacjach życiowych spotykanych często w życiu ascetycznym. Dla Parfienija był to radosny czas, za który gorąco Panu Bogu dziękował. Jednakże po dwóch latach, zapragnąwszy większej samotności i zjednoczenia z Panem, przeniósł się do pustelni Kyrnul, o której usłyszał od starca Onufrija. Była to bardzo surowa pustelnia prowadzona według reguł Świętej Góry Athos. Bracia spotykali się tylko w niedzielę na świętej liturgii, po jej zakończeniu spożywali agapę i do wieczornego nabożeństwa (wieczernia) spędzali czas na wspólnych rozważaniach duchowych. Potem rozchodzili się po swoich celach, gdzie każdy żył według swojej reguły. Parfienij bardzo pragnął poznać prawdziwie duchowe milczenie.

Na Wołoszczyźnie przebywał Parfienij–Platon około czterech lat. Poznał w tym czasie język rumuński, ale największy pożytek dały mu bezpośrednie kontakty ze współbraćmi. Napisał po latach, że to oni nauczyli go, co to jest modlitewne skupienie, prawdziwe milczenie, co to jest modlitwa serca i rozumu.

W kyrnulskiej pustelni podjął bodaj najważniejszą w swoim życiu decyzję: opuścił bliską sercu Mołdawię i ruszył na Świętą Górę Athos. Skąd ta decyzja? Czy tylko dlatego, że bał się kapłaństwa, a mołdawscy starcy chcieli jego święceń? Może była to realizacja młodzieńczych marzeń? Miał 24 lata, kiedy wraz z jeromnichem Trifonem, mając błogosławieństwo przełożonych: ojców Wasilija Polianomierulskiego, Michaiła Tereistińskiego i Onufrija Kyrnulskiego, wyruszył w drogę.

Góra Athos

W lipcu 1746 roku przyszli na Świętą Górę. Cztery dni po osiągnięciu zamierzonego celu ojciec Trifon zachorował i niedługo potem odszedł do Pana. Parfienij zaś na kilka dni zatrzymał się w ławrze świętego Atanazego (Afanasija). Jednakże kiedy dowiedział się, że niedaleko od monastyru Pantokratora żyją bracia–Słowianie, przeprowadził się i zamieszkał w domu (kaliwie) nazywanym Kaparis. Zaczął obchodzić pustelników w poszukiwaniu kierownika duchowego. Nie znalazł go. Gnębiona przez tureckiego okupanta podatkami Góra przeżywała w tym czasie polityczny i duchowy kryzys. Na Parfienija przyszedł czas najtrudniejszych w życiu doświadczeń: nędzy, bezbronności i beznadziei, walki wewnętrznej i wielu, wielu przelanych łez. Po czterech latach z prostego, naiwnego i nadwrażliwego młodzieńca zrodził się doświadczony i świadomy mężczyzna. O swoich pierwszych latach na Świętej Górze tak napisze w korespondencji:

Kiedy przyszedłem z mojej prawosławnej Ojczyzny na Górę Świętą, znajdowałem się w takiej nędzy, że nie mogłem zapłacić nawet trzech groszy długu wobec braci przybyłych wraz ze mną. Przy mojej cielesnej słabości podtrzymywałem swoje biedne istnienie jedynie jałmużną. I jeśli by tylko święci ojcowie ze słowiańskiego plemienia znajdujący się na Świętej Górze nie pomogli mi, nie mógłbym przetrwać. Wiele razy chodziłem zimą boso i bez koszuli, i taka to moja egzystencja trwała do czterech lat. Zdarzało mi się dopełznąć z ławry czy z Chilandaru (monaster na Świętej Górze Athos — przyp. autora) do ubogiej mojej celi z jałmużną albo też z lasu donieść drwa czy też wykonać inną ciężką pracę, po czym dwa lub trzy dni leżałem bezsilny 14.

W początku 1750 roku przybył na Górę Athos wspominany schimnich Wasilij Polianomierulski — kierownik duchowny wszystkich mnichów mołdawskich. Długo rozmawiał z bratem Parfienijem i stanowczo odradził mu życie w samotności. Na prośbę Parfienija Wasilij oblókł go w mantię 15 i dał mu przy tym nowe imię — to samo, pod którym Piotr Wełyczkowśkyj jako święty przejdzie do historii świata prawosławnego — Paisij.

Wkrótce do brata Paisija przyszedł mnich Wissarion z prośbą, by mógł żyć z nim razem i korzystać z jego kierownictwa duchowego. Paisij na początku odmówił. Ze łzami w oczach powiedział mu: „Bracie, ja sam, tak jak i ty, szukam nauczyciela”. Uważał się za niegodnego, by objąć w stosunku do kogokolwiek kierownictwo duchowe. Czy pamiętał wtedy wspomniane wyżej słowa, które usłyszał niebawem po swoich postrzyżynach: „Bracie, tyżeś piśmienny…”? Uparty Wissarion nie odszedł i Paisij zgodził się, by ten pozostał, jednak nie w charakterze ucznia, a przyjaciela, który podzieli z nim trudy i znoje mniszego życia. Pod tym warunkiem przyjął do swojego nowego monastyru i kolejnych mnichów, którzy do niego przyszli. Tak powstała wokół niego pierwsza, niewielka wspólnota. Kiedy jednak liczba członków przekroczyła 12 osób, kapłan i ojciec duchowny był konieczny. Bracia zwrócili się wtedy do Paisija, żeby przyjął święcenia kapłańskie. Nie chciał o tym słyszeć, jednak gdy do próśb jego współbraci dołączyli swe prośby i starcy, a także inni heroiczni mnisi z Góry Athos — uległ prośbom i w 1758 roku, w dwunastym roku swego pobytu na Górze Athos, w wieku 36 lat przyjął święcenia kapłańskie. Opowiada się o nim, że będąc kapłanem, w trakcie liturgii nigdy nie mógł pohamować łez.

Wspólnota tymczasem rosła i stała się znakiem czasu na ówczesnej Świętej Górze Athos. Otrzymała pustą celę proroka Eliasza przy soborze Pantokratora do swoich potrzeb liturgicznych. Dbałość o liturgię, braterska miłość we wspólnocie sprawiały jej ciągły wzrost. Nawet były patriarcha Konstantynopola żyjący wówczas w monastyrze Pantokratora poprosił ojca Paisija o kierownictwo duchowe. Liczba braci we wspólnocie wciąż rosła, rosły również nakładane przez Turków podatki. Ojciec Paisij zaprzestał przez pewien czas przyjmować nowych członków wspólnoty. Zaczął poszukiwać nowej przystani. W ostatnim roku pobytu ojca Paisija na Górze liczba mnichów poszukujących jego kierownictwa duchowego wynosiła około 700 osób. Rozpoczął się w tej wspólnocie powrót do korzeni, do myśli i nauczania wielkich wschodnich Ojców Kościoła.

Historycy i biografowie podają różne przyczyny odejścia Paisija i jego uczniów z Góry Athos. Jedni piszą o wzrastającym ucisku ze strony tureckiego okupanta — Grecja była wówczas pod turecką okupacją, drudzy (np. ojciec Wasilij Zienkowskij, bodaj najwybitniejszy rosyjski historyk filozofii 16) piszą o niemożności utworzenia tam szkoły i rozwinięcia pełnej działalności w zakresie kierownictwa duchowego (starczewskiej działalności) jako głównej przyczynie tego kroku, jeszcze inni piszą o zaproszeniu wystosowanym do ojca Paisija i jego uczniów przez hospodara mołdawskiego, księcia Ghiki.

Mołdawski dom

Na Górze Athos pojawili się wysłannicy wspomnianego hospodara mołdawskiego i w 1763 roku po siedemnastu latach przebywania na Świętej Górze ojciec Paisij, wraz z 64 braćmi pobłogosławieni na kolejną podróż przez metropolitę Mołdawii Gabriela wyruszyli na ziemię wołoską do monastyru pod wezwaniem Ducha Świętego w Dragomirnie.

W krótkim czasie zakwitło tam życie monastyczne według reguł Świętej Góry Athos, ojciec Paisij zaś przedstawił mołdawskiemu metropolicie i Świętemu Synodowi do zatwierdzenia regułę monastyru zredagowaną według prawideł świętego Bazylego Wielkiego, Teodora Studyty i Nila Sorskiego. W regule szczególną uwagę zwrócił na życie duchowe monastyru. Zalecił wspólnocie milczenie, „w rozumie zaś i w sercu niech tajnie działa i zachowuje się modlitwa”. W celach obowiązywała braci lektura pism Ojców Kościoła i modlitwa odprawiana „z największą starannością, rozumem i sercem”. Inne wartości zawarte w regule wspólnoty to: posłuszeństwo starcowi i bezwzględne ubóstwo. Żaden z mnichów nie miał prawa do posiadania jakiejkolwiek rzeczy, zaimki zaś „moje”, „twoje” nie mogły być używane we wspólnocie. W Dragomirnie ojciec Paisij ustanowił codzienne czytanie pism Ojców Kościoła, dodatkowo uzupełniane komentarzami starca na temat ascetyki. Wspomniane pisma jednego dnia czytano po rumuńsku, drugiego zaś — po słowiańsku. Liczba mnichów we wspólnocie wciąż rosła, dlatego Ojciec Paisij poprosił miejscowego władykę o wyświęcenie niektórych braci na kapłanów. Stali się oni ojcami i kierownikami duchowymi całej wspólnoty. Sakrament kapłaństwa, który przyjęli współbracia, okazał się początkiem wychodzenia wspólnoty na zewnątrz. Uczniowie Paisija wyruszyli poza obszar bezpośredniego kontaktu z nauczycielem. Pojawiło się zjawisko określane przez historyków mianem paisianizmu — ruchu religijnego wyrosłego w XVIII wieku w Dragomirnie. Gdy w wyniku kolejnej wojny rosyjsko–tureckiej Dragomirna zostaje włączona w granice imperium Austro–Węgier, ojciec Paisij i jego bracia opuszczają monastyr i przenoszą się — zaproszeni przez tamtejszego ihumena — do Sekulu, który otrzymuje regułę monastyru w Dragomirnie. Gościnny to dom, ale bardzo ciasny, skrajnie nędzny. Trudne dla dynamicznie rozwijającej się wspólnoty warunki sprawią, że ojciec Paisij prosi o pomoc hospodara, księcia Konstantina Muruzę. Książę przekazał wspólnocie monastyr w Neamt — największy i najbogatszy monastyr na rumuńskiej ziemi. Ta decyzja napełniła starca niepokojem; przeraził się zgiełku i bogactwa. Książę był jednak stanowczy:

My ten święty klasztor oddajemy wam nie tylko, aby umocnić waszą wspólnotę, ale i po to, żeby porządek waszej wspólnoty posłużył jako przykład dla innych klasztorów.

Nie było wyjścia. Ojciec Paisij musiał podjąć decyzję, kto pozostanie w Sekulu, a kto przeniesie się wraz z nim do Neamt.

Okres neamcki był okresem największego rozkwitu wspólnoty ojca Paisija. Okazało się, jak mądra i dalekowzroczna była decyzja księcia Muruzy: wspólnota skoncentrowała się przede wszystkim na działalności oświatowej. Dwie grupy tłumaczy i przepisywaczy na czele z ojcem Paisijem nieustannie pracowały nad słowiańskimi i rumuńskimi przekładami tekstów filokalicznych. W ten sposób

Neamcka Ławra stała się centrum i prawdziwym światłem prawosławnego monastycyzmu i szkołą heroicznego życia i duchowego oświecenia dla Wschodu.

Wieści o ojcu Paisiju i jego monastyrze rozchodziły się po całym świecie. Do Neamt ruszyli pielgrzymi z całej prawosławnej cywilizacji. Oto, co o odwiedzinach monastyru zapisał bogaty Grek Konstantin Koradża:

Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem na własne oczy ucieleśnioną i nieobłudną świętość. Poraziła mnie jego twarz; świetlista i blada, bez kropli krwi, ogromna, biała broda błyszcząca jak srebro i niezwykła czystość jego odzieży, a także całego otoczenia (celi). Rozmowa z nim była krótka i absolutnie szczera. Sprawiał wrażenie człowieka zupełnie oderwanego od ciała.

Pod koniec życia otrzymał starzec Paisij dar łez, biografowie zaś piszą również o jego darze proroctwa.

Zmarł 15 listopada 1794 roku i został pogrzebany w głównej świątyni monastyru. Pozostawił po sobie dwie wspólnoty: w Neamt i w Sekulu, więcej niż tysiąc braci mniszej z różnych narodów: Rumunów, Rosjan, Bułgarów, Serbów, Węgrów, Ukraińców, Greków, Ormian, Żydów i Turków. Kiedy przyjdzie czas, ta brać — wierna Chrystusowemu poleceniu: „idźcie na cały świat” — rozejdzie się po całym prawosławnym świecie.

1 W polskim piśmiennictwie, również w środowiskach prawosławnych, używa się często spolszczonej albo zgrecczonej wersji jego imienia: Paisjusz. Autor stoi na stanowisku, że tego typu zabiegi tłumaczy zaciemniają rezultaty ich własnej pracy i nie widzi powodów, dla których ukraiński Paisij miałby być w języku polskim – greckim Paisjuszem. Tak samo jak nie uważa za słuszne zruszczanie jego nazwiska. W Rosji jego nazwisko pisze się w brzmieniu bliższym polskiemu: Wieliczkowski, takiej pisowni używają też polscy bracia prawosławni. Jednak uważam, że skoro święty Paisij był Ukraińcem, to nie ma powodu, żeby o tym zapominać.
2 Protojerej: starszy pop; przełożony kleru katedralnego w Kościele prawosławnym — przyp. red.
3 Czasosłow — księga pomocnicza dla lektorów i kantorów na klirosie (kliros miejsce dla lektorów i kantorów z dwóch stron tak zwanej solei, wywyższonego miejsca przed ikonostasem), zawierająca pełen porządek wszystkich codziennych nabożeństw, za wyjątkiem liturgii.
4 Jeszcze jedna uwaga metodologiczna: greckie imiona powszechnie znane w polskiej tradycji pisze autor w ich polskim brzmieniu, imiona nieznane — w brzmieniu ruskim.
5 Mimo ogromnego znaczenia osoby ojca Paisija Wełyczkowśkiego dla duchowości całego Kościoła wschodniego jego życie — tak przynajmniej twierdzi jeden z najwybitniejszych żyjących teologów prawosławnych, profesor wydziału teologii Uniwersytetu w Salonikach, Antonios–Emilios Tachiaos — do dziś nie stało się przedmiotem dokładnych badań, w szczególności — niestety — dotyczy to jego wielkiej działalności tłumacza patrystyki.
6 Pod koniec życia starzec Paisij zaczął zestawiać swoją biografię. Dał jej tytuł Opowieść o świętym soborze umiłowanych przez Pana ojcach i braciach, i dzieciach moich duchownych, zebrawszych się w imię Chrystusa przy mnie niegodnym, dla zbawienia dusz według zamysłu Bożego przebywających w świętych i dostojnych (cziestnych) wspólnotach (obitielach): w świętej i wielkiej wspólnocie Wniebowstąpienia Pańskiego i Boga i Zbawiciela naszego Jezusa Chrystusa, nazwanej Neamt, i w świętej wspólnocie dostojnego proroka Poprzednika i Chrzciciela Pańskiego Jana, nazywanej Sekul. Ta opowieść, która stosownie do jej tytułu powinna opisać historię wspólnoty utworzonej przez ojca Paisija, nie została ukończona. Doprowadził ją autor zaledwie do lat czterdziestych XVIII wieku. Wydawcy nazwali ją Autobiografia i własnoręczna opowieść. W tej opowieści ojciec Paisij opowiedział swoje dzieciństwo i młodość aż do czasu swojego pobytu w wołoskiej pustelni Kyrnul.
7 Jeroschimnich – mnich, który przyjął tak zwaną wielką schimę, w tradycji katolickiej – mnich po ślubach wieczystych. W języku polskim używa się niekiedy terminu hieroschimozakonnik, zdaniem autora – terminu nazbyt spolszczonego.
8 Wnikliwy czytelnik w tym miejscu postawi pytanie: dlaczego święty? W ruskiej tradycji już w stosunku do prostego mnicha używa się określenia inok, czyli inny, co odpowiada greckiemu hagios, czyli święty. Każdy mnich w tradycji wschodniej jest inny, jest w tym rozumieniu święty.
9 Przełożony klasztoru w Kościołach wschodnich — przyp. red.
10 Nowicjusz — przyp. red.
11 W Kościele wschodnim używa się terminu postrig, czyli postrzyżyny, nie śluby. Faktycznie są to pierwsze śluby zakonne, postrzyżyny zawsze wiążą się ze złożeniem ślubów posłuszeństwa i czystości.
12 Riasofor oznacza pierwszy stopień święceń, nazwa ta pochodzi od słowa riasifora oznaczającego szatę mnicha; riasa — długa czarna szata o szerokich rękawach noszona przez duchownych prawosławnych i mniszy kołpak — kaptur.
13 Mnich, który przyjął wielką schimę — śluby składane bardzo rzadko. Przyjęcie wielkiej schimy oznacza dla mnichów prawosławnych wejście w stan bliski aniołom, ich zadaniem jest post i modlitwa za cały świat — przyp. red.
14 Na podstawie A. J. Karpow i A. A. Juriew, Najwięksi święci i cudotwórcy Rosji, Wydawnictwo Wiecze, Moskwa 2000, s. 365–366.
15 Mantia — drugi stopień życia zakonnego, nazwa pochodzi od mantii, czyli płaszcza bez rękawów, który jest spinany u góry i dołu, mnich składa wieczyste śluby posłuszeństwa, czystości i ubóstwa, tzn. przyjmuje małą schimę, umiera dla świata doczesnego.
16 Por. Wasilij Zienkowskij, Istorija russkoj fiłosofii, Wydawnictwo Folio, Charków 2001, s. 55–56

Starzec Paisij
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...