Spojrzenia

Spojrzenia

, 0 recenzji

Nasze spojrzenie – miecz w walce ze złem. By tak mogło być, potrzeba czujności. Nie gap się, lecz patrz! Spuszczaj oczy, gdy zło atakuje.

Tkwimy w kulturze migających obrazów, a więc i w kręgu spojrzeń. Świat pełen strategii przyciągania cudzego wzroku. Świat oczu uwiedzionych, roznamiętnionych, zahipnotyzowanych. Co wiemy o tym wszystkim, co wiemy o tym świecie? Jak w nim żyć, jak się poruszać?
Wysoce niewystarczająca jest wiedza tylko psychologiczna, która odróżnia spojrzenie bystre od tępego, uważne od roztargnionego. Potrzeba wrażliwości moralnej, by widzieć spojrzenie wścibskie, zawstydzone, by zachwycić się skromnym spuszczeniem oczu i czuć obrzydzenie wobec spojrzenia nieczystego, wobec wzroku, który obmacuje. Potrzeba jeszcze czegoś więcej. Potrzeba przenikliwości spojrzenia, gdy wzrok wspomaga serce, bo „dobrze widzi się tylko sercem, a najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”

Pożądliwość oczu

Ilu ludzi przegapia rzeczy najważniejsze, bo się gapi. Czy drapieżna ciekawość dostrzeże spojrzenie pełne miłości? Czy chłopak pożerający dziewczynę oczami widzi w niej cokolwiek oprócz jej urody? Oczy: zwierciadło duszy. Czy potrafimy patrzeć w to lustro tak, by dostrzegać chociaż jej refleksy?

W dawnych czasach uczono, że istnieje niestosowna ciekawość. Dzisiaj pełno przeróżnych talk-show, w których mamy do czynienia z takim właśnie rodzajem ciekawości. Ciekawi to, co w ogóle nie powinno obchodzić. Ciekawość gapiów oglądających egzekucję, ciekawość erotomana, podglądacza. Patrzą na to, co nie jest do patrzenia. Chcą tego, wybrali. Obecni w naszym świecie od zawsze. Jednak dopiero dzisiejsza kultura stworzyła tłumy podglądaczy mimo woli. Jest nim każdy, kto oglądając film, zostaje zmuszony do obejrzenia przy okazji stosunku seksualnego. Nie chciał, a patrzy.

Ciekawość zła. Osobny rodzaj ciekawości, z której żyje brukowa prasa. Opisy nieszczęść, opisy patologii. Obserwowanie świata z perspektywy tego, co w nim mroczne, niskie, pokrętne, podłe. Gdy wskazuje się cudzy motyw, to zawsze najniższy. Człowiek jest prostą sumą seksu i przemocy w przeróżnych wariantach. Już nie tylko w „Nie” Urbana, ale w większości tygodników. Zalew insynuacji, pomówień, oczerniania. I tłumy, coraz większe tłumy, które od takiej strony chcą patrzeć na bliźnich, na świat. Może nie chcą, ale już nie potrafią inaczej, bo w międzyczasie skamieniało ich serce. Docelowym produktem współczesnych mediów jest niewątpliwie żona Lota. Z babskiej ciekawości obejrzała się, by zobaczyć nieszczęście Sodomy i Gomory. Skamieniała, stała się goryczą i solą. Tak dzieje się z człowiekiem, który nierozważnie ogniskuje swoje spojrzenie, by patrzeć na nieszczęście, na zło.

Jak sugestywnie obrazowa stała się dziś pożądliwość „wołu i osła” – roznamiętniona obrazami. Pragnienie cudzych dóbr, cudzych rzeczy pojawia się jako mimetyzm pragnienia. Chcę tego, co on ma – chcę tego, czego on chce. Pożądliwość przedmiotów jest czynnością ze swej natury, rzec można, towarzyską. By zapragnąć dóbr, bez których świetnie się obywaliśmy, najpierw trzeba zobaczyć cudze. Reklama sprawia, że już nie trzeba patrzeć przez płot na podwórko sąsiada i jego BMW, ale wystarczy włączyć telewizor. Obrazy pociągają urokiem i nie chodzi o to, że samochód ma paraseksualne walory, że kobiety, które jedzą reklamowane lody, mają usta agresywnie seksualne. Przedmioty reklamowane są doskonalsze, piękniejsze od faktycznie istniejących. Doskonałość tyle urokliwa, co nieistniejąca. Nieprawdziwa, ale wpływa na wyobraźnię, rozbudza pragnienie posiadania. Ludzie włączają się w tę grę z uśmiechem na ustach. Jest „niewinna”. Daj dziecku – niech się napatrzy. Pożądliwość oczu – początek pożądliwości przedmiotu.

Bezwstyd

Pornografia – potężny przemysł zbudowany na nieczystych męskich spojrzeniach. Od spojrzenia fotografa, reżysera, po spojrzenie tego, kto te obrazy kupuje. Wspólnictwo. Obrazy kobiecej nagości, zachowań seksualnych to jeden z towarów emblematycznych dla naszych czasów. Bezwstyd oczu kobiet patrzących z billboardów reklamujących damską bieliznę. I postępująca utrata wrażliwości na nieczystość męskich spojrzeń.

Bohaterka filmu Dziewczyna z perłą, która biegnie oddać się swojemu chłopcu, bo to naturalne i w tym sensie czyste w zestawieniu z pożądliwymi spojrzeniami portretującego ją malarza, przed którymi ucieka. Olśniewająca czystość żony Vermeera, która od jednego spojrzenia widzi nieprzyzwoitość portretu. Odrzuca swoje perły, w które malarz ubrał modelkę, bo zostały skalane udziałem w nieczystym pożądaniu seksualnym.

Mamy całą gamę spojrzeń, które obejmuje Janowy termin – pożądliwości oczu. I na tle tego wszystkiego wypowiedź Jezusa: I jeśli twoje oko gorszy cię – wyłup je i odrzuć za siebie. Lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do życia niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła ognistego. Jaka jest jej antropologiczna, a nie infantylna interpretacja?

„Oko” jako symbol rozbestwionych spojrzeń producentów pornografii, symbol złej ciekawości, gapienia się, które ma podniecać seksualnie, rozpasanych spojrzeń podglądaczy, nieposkromionego niczym wścibstwa. Spojrzenia, które wrzucają do piekła ognistego – bo, czyż pożądliwość nie jest namiętnością, która pali się, a nie wypala? Życie zaś to wolność spojrzenia, które nie musi widzieć. Wyłup sobie oko – pozbądź się niewoli pewnego sposobu poznawania świata. Opuść wzrok tam, gdzie coś hipnotyzuje.

Niewolnicy cudzych spojrzeń

Czas totalnej reklamy. Trzeba reklamować, to znaczy opisywać wartość i znaczenie towaru. Opisywać w terminach sprzecznych: cenny – a jaki tani, wyjątkowy – a dla każdego. Ponieważ człowiek jest towarem na rynku pracy, więc też wymaga reklamy. Jest tu towarem jedynym w swoim rodzaju, bo umie sam siebie reklamować. Ciągłe samoprezentacje przed innymi, nieprawdziwe w swej regule, jak cała reklama: trzeba ukryć słabości, eksponować zalety. Oceniający ma coś zobaczyć, a czegoś nie ma widzieć. Trybunał cudzych oczu, przed którymi się gra, oszukańczo występuje. Jak wypadłem? Jak mnie odebrali? Nieustanne aktorstwo – gra się tu nie siebie, gra się tego, kim się nie jest.

Ludzie są z natury próżni, grają przed innymi nie swoje role, wielu lubi błyszczeć. W świecie, w którym rządzi kamera, w świecie mediów, celebrytów, w świecie zmasowanego aktorstwa – każdy się tego uczy. Zapłakana osoba, która straciła bliskiego w wypadku – w kręgu kamery przestaje być sobą – zaczyna grać, naśladuje zachowania tych, których widzi codziennie w telewizji. Życie jak w reality show: przed kamerą i dla kamery. Powstaje medialna wydmuszka rzeczywistości – treść zgoła nieważna, cała uwaga skupiona na formie. Treść jak w politycznym PR może być całkowicie nieprawdziwa – byle „dobrze robiła na cerę”. Byle nie spadały słupki poparcia, byle mieć dobry wizerunek. Reszta nie ma znaczenia. Niewolnicy cudzych oczu.

I jeszcze wszystko pokazać. Ekshibicjonizm jako znaczący fenomen kultury. Czego się tu nie wystawi na publiczny widok: defekację, nagość, łzy, intymność wyznania miłości, prośbę o przebaczenie.

Jak w tym klimacie medytować nad Jezusem, który u świętego Jana mówi Nie odbieram chwały od ludzi. Totalna niewrażliwość na znaczenie. Nie jest niewolnikiem żadnego spojrzenia. Nikomu się nie chce przypodobać, cienia próżności, żadnej woli błyszczenia. Nie chce robić na nikim wrażenia, żadnego aktorstwa, udawania.
Wszędzie tam, gdzie przez marnych komentatorów Ewangelii daliśmy sobie wmówić, że Jezus chce zrobić wrażenie, że przedstawia swą boskość jak aktor rolę, mamy Jego nieprawdziwe wyobrażenie. Nie ma w Nim żadnej teatralności, nie chce dobrze wypaść. Jest sobą. Pełna wolność w stosunku do oczu Nim zachwyconych i oczu rozwścieczonych, oczu szpiegujących, krytycznie osądzających i tych rozentuzjazmowanych.

Patrzeć, a nie dostrzegać

Oczy ciała często nie pozwalają widzieć oczom duszy. Brakuje nam przenikliwości widzenia. Taka sytuacja nie dziwi w przypadku spojrzeń rozpasanych. Są ślepe. Czy mężczyzna, który przejrzał tony „świerszczyków”, patrząc na swoją nagą żonę, jest w stanie w ogóle ją zobaczyć? Ją, a nie jej nagość. Czy ta nagość może objawić mu osobę? Kochana osoba jest niepowtarzalna. Gdyby widział tylko tę jedyną nagość, wtedy objawiałaby mu osobę. Zbyt wiele widział nagich kobiecych ciał – jaskrawe tło, które nie pozwala w nagości swej żony dojrzeć osoby – kogoś, kto jest jedyny w tym, kim jest i jaki jest.

Ale ten brak przenikliwości widzenia obecny jest też w tym, kto czysty. Uroda, walory seksualne tak przyciągają wzrok, tak absorbują, że młody człowiek nie umie już dostrzec wartości moralnych osoby kochanej. Młody w swej niedojrzałości odbiera świat nie etycznie, a estetycznie. Nie dostrzega cnót i wad – ten drugi mu się podoba lub nie podoba. Polityk niskiego wzrostu jest pocieszny, przynosi wstyd swoim wyborcom, bo niemodny. Będą wybierać wysokiego, wysportowanego. Zupełnie im nie przeszkadza, że ten drugi jest pajacem, lokajczykiem bez charakteru. U pierwszego całkowicie nie dostrzegają rzeczywistej wrażliwości na dobro wspólne – warunek sine qua non w polityce, nie widzą jego męstwa, poczucia godności.

Nie lepiej jest z naszymi spojrzeniami miłosnymi. Ile to cech w drugich nie pozwala nam dostrzec wartości ich człowieczeństwa. Odpychający, bo odkształcony, bo brzydki, wymagający. Mizerna miłość bliźniego przejawia się w tym braku przenikliwości miłosnego spojrzenia. Ten, kto prawdziwie kocha bliźniego, widzi jego cenność spoza wrogości, odmienności nieakceptowalnej inności. Kto nie kocha lub kocha marnie, nie jest w stanie dostrzec czystej wartości drugiego, wartości jego człowieczeństwa.

Tak samo jest w miłości osobowej, w miłości drugiego człowieka, gdzie na pierwszym planie nie stoi wartość człowieczeństwa, a tylko wartość niepowtarzalności tego oto człowieka. Znany jest tu fenomen „różowych okularów”. Kochająca osoba dostrzega wartość kochanej, wartość jej jedyności, ale to, co w strukturze kochanej osoby jest idealne i dopiero musi być zrealizowane, bierze za faktycznie istniejące. Młoda żona kochająca swego męża jest zauroczona jego szarmanckością – widzi w tym wyraz jego rycerskości, jego szlachetności. Tymczasem życie we dwoje boleśnie ją poucza o małostkowości męża. Pomyliła się? Rzeczywiście zdejmuje teraz różowe okulary? Wcale nie. Jej mąż stanie się człowiekiem wspaniałomyślnym, wyzwoli się z małostkowości, gdy uważnie przeżyje życie u jej boku. To miłość stanie się środowiskiem, w której idealna, a nie realna struktura jego osobowości będzie mogła się zrealizować. Młodzieńcze szarmanckie zachowania staną się faktyczną wspaniałomyślnością.

Ten brak wnikliwości naszego widzenia i poznawania warto zestawić z dwoma obrazami biblijnymi, by na ich tle zobaczyć problem. Samuel, który przybył do Jessego, dostrzega jego syna Eliaba i jest przekonany, że właśnie jego ma namaścić na króla Izraela. Wtedy słyszy: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem go, nie tak bowiem, jak człowiek widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce.

I jeszcze bardziej poruszająca scena. Jezus pod Cezareą Filipową pyta uczniów, za kogo Go uważają. Piotr powie Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Jezus natomiast w odpowiedzi odsłania tożsamość Piotra. „Spojrzenie” – ściślej: wgląd w drugiego człowieka nie sięga głębiej, niż ma tu miejsce. Nie musi. Naszą najgłębszą tożsamość określa bowiem to, kim jesteśmy dla Boga. Dno duszy.

Miecz Jedi

Tym może się stać nasze spojrzenie – mieczem w walce ze złem, mieczem w obronie dobra. By tak mogło być, potrzeba czujności. Nie gap się, lecz patrz! Spuszczaj oczy, gdy zło atakuje. To podstawowy sztych w walce ze złem. Asceza spojrzenia. Używając jej, czynimy nasze spojrzenie wolnym. Wybieram to, na co chcę patrzeć, i odrzucam to, czego poznać nie chcę. Walka o czystość swego wnętrza. Metafora szermierza pozwala myśleć o tarczy. Jest nią modlitwa do Pana, o którym mówi prorok Habakuk „Zbyt czyste oczy Twoje, by na zło patrzyły”.

Spuszczaj oczy w obronie wstydliwości drugiego – niech twoje spojrzenie nie zawstydza niewinnych. Strącaj z siebie lepkie, nieczyste męskie spojrzenia. Strącaj nieugięcie.

Ćwicz się w spojrzeniach miłosnych, a wzoru szukaj dla siebie w opowieściach Jezusa. Samarytanin „zobaczył pobitego i wzruszył się głęboko”, ojciec dostrzegł powracającego marnotrawnego syna, gdy ten był jeszcze daleko, i wzruszył się głęboko. Trzeba się uczyć tak patrzeć, by serce wspomagało wzrok.

Ucz się spojrzeń dodających odwagi tym, którym jej potrzeba. Masz wzór. Spojrzenie, którym Jezus obdarza Piotra po jego zaparciu się na dziedzińcu pałacu arcykapłana. Piotr zaś rzekł: „Człowieku, nie wiem, co mówisz”. I w tej chwili, gdy on jeszcze mówił, kogut zapiał. A Pan obrócił się i spojrzał na Piotra. (Łk 22.60-61) Nie było w tym spojrzeniu wyrzutu. Nie było smutku rozczarowania. Żadna z ewangelii tego spojrzenia nie odnotowuje. Tylko Łukasz, tylko Ewangelia Maryi. Pozostałe opowiadają wyłącznie o łzach skruchy, którymi płacze Piotr, słysząc pianie koguta. Myślę, że Maryja doskonale zna i pamięta takie spojrzenia. Widziała wielokrotnie, jak Józef obdarzał nim dorastającego Jezusa, przed którym stawiał zadanie. Słuchając wyznania Piotra, zwróciła na ten szczegół uwagę. Zwróciła, bo był jej znany i jej serce zawsze czuło, jak był ważny. Dopatrzyła, by Łukasz o nim napisał. Spojrzenie, które dodaje odwagi – sprostasz, idź!

I jeszcze sztych mistrza – spojrzenie niezłomne. Jezus wyszydzany na dziedzińcu pretorium. Pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie.

Dlaczego biją po głowie? Coś w zachowaniu Jezusa było takiego, że nie dawała im spokoju głowa. Jezus musiał jakoś tak ją trzymać, że nie mogli tego ścierpieć, że chcieli Go zmusić do przyjęcia innej postawy. Fizycznie torturują tylko głowę. Trzcina nie kaleczy prawicy Jezusa, płaszcz nie sprawia bólu plecom, a ciernie wbite w głowę bolą, a jeszcze na nie spadają razy. Zawzięli się i torturują głowę. Ta zajadłość w pastwieniu się nad głową Jezusa jest próbą zniszczenia czegoś nieuchwytnego, co wzbudza w nich wściekłość, a kojarzy im się z głową.

Istnieje mowa twarzy, oczu, rąk, która objawia ludzkie wnętrze. Do niej należy też sposób trzymania głowy. Któż nie zna najprostszych słów tego języka? Dumnie podniesione czoło, spuszczona głowa dziecka, które zawiniło. Bardzo rzadko, ale można spotkać ludzi, których sposób trzymania głowy odróżnia od grupy, w której funkcjonują. Inni mają im za złe ich postawę. Twierdzą, że się wynoszą, mają za lepszych od innych. Oni nie mają się za lepszych od innych, oni tacy są, a uniesiona głowa jest niewinnym tego wyrazem. Jest jak maszt okrętu ciągle wystający spośród wzburzonych fal małostkowości innych ludzi, miliona odruchów spontanicznego krętaczenia, zgody na drobne świństwa.

Obrażani, wyśmiewani ludzie przyjmują zasadniczo dwie postawy: kulą się pod upokarzającymi ciosami bądź lekko pochylają głowę i napinają plecy jak łuk – gotują się do walki. Zaraz odpowiedzą tym samym. Naprawdę nieliczni, gdy grupa z nich drwi, potrafią wysoko trzymać głowę. Bardzo niewielu patrzy prosto w oczy tym, którzy ich opluwają. Nie zachowują się tak na złość swoim krzywdzicielom, nie jest to wyraz ich oporu, ale spontaniczny, właściwy im wyraz sposobu bycia.

Gdy się to wie, wtedy z rodzaju prześladowania można odgadnąć to, czego ono dotyczy, w co celują jego oprawcy, co chcą zniszczyć. Jest to niezłomność Jezusa, którego zewnętrznym wyrazem jest wysoko podniesione czoło. Patrzy prosto w oczy swoim prześladowcom.

Spojrzenia
Marian Grabowski

urodzony w 1951 r. – doktor habilitowany fizyki teoretycznej, profesor zwyczajny nauk humanistycznych i kierownik Zakładu Filozofii Chrześcijańskiej Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Autor p...