Serce lezie do tego, co lubi
fot. jr korpa Cs _u0AY / UNSPLASH.COM

Serce lezie do tego, co lubi

Wydaje się nam, że wierzący katolik to taki, który ma zawsze czyste sumienie. To znaczy nie ma żadnego poczucia winy, a jeśli, to jedynie takie mszalno-liturgiczne, ograniczające się do trzykrotnego „moja wina”.

Nawróćcie się! Nawracajmy pogan! Nawracajmy Żydów! Chyba już nie, bo Watykan, a właściwie Bergoglio, wydał nowy dokument zabraniający misji wśród wyznawców judaizmu. Ale ateistów powinniśmy nawracać. Genderowców też! Módlcie się, bo ja już nie daję rady, o nawrócenie mojego syna, żeby wreszcie zaczął chodzić do kościoła. Jak to wygląda, żeby tak bezbożnie żyć? Trzeba dawać dobre świadectwo, mocno wierzyć, żeby ci, co nie wierzą, nawrócili się na naszą wiarę. Co? Mówisz, że nie? Że nie jesteśmy od nawracania? Sam Pan Jezus nam to nakazał, a na początku mszy ksiądz przypomina, że zapominając o tym zadaniu, obrażamy Boga i trzeba Go za ten grzech, i inne grzechy, przeprosić.

Nie my umiłowaliśmy

O nawróceniu słyszymy nieustannie, warto się więc zastanowić, skąd się bierze ta misjonarska gorliwość i jaką reakcję ten apel w nas wywołuje. O kim w pierwszym rzędzie myślimy, słysząc wezwanie do nawrócenia? Kto przede wszystkim ma się nawrócić? Sądzę, że najczęściej myślimy wtedy o innych. To oni, zwłaszcza ci, którzy przysparzają nam większych lub mniejszych kłopotów, powinni się nawrócić, to znaczy stać się na miarę naszych o nich wyobrażeń. A jak jest, łatwo sprawdzić.

Na początku mszy najczęściej słyszymy: „Przeprośmy Boga za nasze grzechy”, znacznie rzadziej: „Uznajmy przed Bogiem, że jesteśmy grzeszni”. Pierwsza formuła kieruje naszą uwagę na Boga. Nim mam się zająć, przepraszać Go i upraszać, żeby zmienił swoje nastawienie do mnie i przestał się gniewać, by znowu spojrzał na mnie życzliwie. A przecież to nie Bóg zawinił, nie On odszedł ode mnie, ale ja od Niego, i teraz nie Bóg, ale ja powinienem uznać swoją winę i wyciągnąć do Boga rękę z prośbą o pojednanie. W takiej postawie Boga względem ludzi wyraża się ta dobra nowina, z jaką Jezus wciąż przychodzi do każdego człowieka: „Nie my umiłowaliśmy Boga, lecz On nas umiłował” (1 J 4,10).

Dlatego głosić dobrą nowinę, to nie znaczy odmieniać przez wszystkie przypadki słowo „Ewangelia”, w kółko recytować Biblię czy tezy żywcem wzięte ze skryptów dla studentów teologii: Jezus przyszedł na świat, żeby nas zbawić. Po to umarł na krzyżu. Bez łaski nie ma zbawienia. Każdy, kto się ochrzci, będzie zbawiony i pójdzie do nieba. Albo bardziej uczenie, bo do inteligencji: Przez misterium paschalne zostaliśmy odkupieni i dzięki łasce uświęcającej partycypujemy w życiu Trójcy immanentnej itd. W gruncie rzeczy jest tak, że można głosić dobrą nowinę bez używania słownictwa religijno-kościelnego. Więcej, dobrą nowinę można skutecznie przekazywać w ogóle bez słów. Wystarczy np. pogładzić po policzku, uśmiechnąć się, milczeć i słuchać. Człowiek mówi całym sobą i jeśli jakiś gest podniesie drugiego na duchu, to będzie niechybnym zna

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się