dziecko z pęczkiem marchewki
fot. Beth Macdonald / UNSPLASH

Poproszę kilo marchewki

Fanaberie przewrażliwionych rodziców – mówi o homeschoolingu pani Ewa, emerytowana polonistka. Jakie fanaberie? To po prostu jedna z form edukacji – uważa Anna, mama Franka, Michaliny i Zosi.

Homeschooling to edukacja domowa. Nic nowego. Raczej odkurzenie starego sposobu przekazywania i przyswajania wiedzy. Kiedyś opcja dla zamożnych. Z guwernantką. Dziś raczej dla wytrwałych i dobrze zorganizowanych rodziców. W roli nauczyciela najczęściej mama.

W Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Kanadzie taki sposób kształcenia jest niezwykle popularny – szacuje się, że korzysta z niego nawet kilka milionów dzieci. W Polsce wciąż jeszcze budzi kontrowersje, choć z roku na rok przybywa rodzin, które zamiast posłać dziecko do szkoły organizują szkołę w domu. – Trudno dokładnie oszacować, jak dużej grupy to dotyczy. Liczymy, że z nauczania domowego korzysta w naszym kraju kilkanaście tysięcy dzieci i młodzieży – mówi Marek Budajczak. Ponad dwadzieścia lat temu razem z żoną jako pierwsi w Polsce zdecydowali się na homeschooling dla swoich dzieci.

Edukacja domowa to, obok trybu stacjonarnego i indywidualnego, jeden z trzech sposobów realizowania obowiązku szkolnego w Polsce. Gwarantuje to ustawa o systemie oświaty z 1991 roku. W artykule 16 znajduje się zapis mówiący o tym, że uczeń za zgodą dyrektora szkoły, do której jest zapisany, może się uczyć w domu. Obowiązek zorganizowania takiego nauczania biorą na siebie rodzice i to oni są odpowiedzialni za poziom i sposób kształcenia dziecka. Uczeń przychodzi do szkoły jedynie na wyznaczone przez dyrektora egzaminy (najczęściej raz albo kilka razy w roku). Przystępuje też do testów przeprowadzanych na zakończenie nauki w klasie szóstej i w trzeciej klasie gimnazjum. Jeśli przejdzie je wszystkie pomyślnie, otrzymuje zgodę na kontynuowanie nauki w domu. Pod koniec roku szkolnego, tak jak pozostali uczniowie, dostaje świadectwo i promocję do kolejnej klasy. Najwięcej dzieci realizuje taki sposób nauczania na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum. Ale zdarzają się uczniowie, którzy chcą kontynuować naukę w takim trybie również w liceum.

Kiedy na początku lat 90. państwo Budajczakowie, zafascynowani ideą homeschoolingu, postanowili sami edukować swoje dzieci, musieli stoczyć niejedną bitwę na przepisy, paragrafy i przeskakiwać przez kłody, które co rusz ktoś rzucał im pod nogi. – Nigdy nie zapomnę, jak usłyszałem od kuratora: Nie możemy pozwolić na to, żeby pan skrzywdził te dzieci – przypomina sobie Marek Budajczak. Ale nie poddawali się. O homeschoolingu przeczytali w książkach Edukacja elastyczna i Socjologia edukacji brytyjskiego socjologa Rolanda Meighana. I postanowili spróbowa

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się