Czy święty Augustyn chodził do spowiedzi?

Czy święty Augustyn chodził do spowiedzi?

Ścięło mnie z nóg to, co znalazłem niedawno na religijnej stronie Internetu. „Boże, również w Polsce to się zaczyna!” — to była moja pierwsza reakcja na artykuł, który przesyłam. Samemu proszę go ocenić. Już tytuł mówi wszystko: „Dlaczego święty Augustyn nigdy się nie spowiadał?”. Od wielu lat mieszkam w Niemczech i na moich oczach dokonywało się odchodzenie tamtejszych katolików od sakramentu pokuty. To był jeden z najczęściej powtarzanych wtedy argumentów, jakiego używali nieodpowiedzialni księża, którzy starali się oduczyć ludzi chodzenia do spowiedzi: „Sam święty Augustyn nigdy nie chodził do spowiedzi!”.

Słyszę w tym artykule ten sam fałszywy ton, który znam od podszewki. Wielki „szacunek” dla sakramentu pokuty, żadnych wyraźnych podpowiedzi, żeby przestać się spowiadać, tylko rzucona niby przypadkiem informacja, że w dawnym Kościele przystępowano do sakramentu pokuty co najwyżej raz w życiu. Potem pobiadolenie, że mało kto po uzyskaniu rozgrzeszenia słyszy słowa Jezusa: „Idź i więcej nie grzesz!”. Do tego kąśliwa uwaga, że wielu penitentów wcale nie zamierza się nawracać, tylko traktują spowiedź jako magiczny ryt dający przystęp do sacrum. Na dokładkę udające uczoność stwierdzenie, że wielu ludzi spowiada się w celu stłumienia lęku, bo nie są pewni, czy naprawdę znajdują się w stanie łaski. Słowem, dokładnie te same argumenty, których tutaj używano podczas niszczenia w ludziach zwyczaju chodzenia do spowiedzi.

Staram się chronić niniejszą rubrykę przed doraźnymi polemikami, dlatego skupię się wyłącznie na podniesionym przez Pana problemie i w ogóle nie będę się odnosił do przysłanego mi artykułu.

Przepraszam, że zacznę o sobie. Tekstów religijnych napisałem niemało. Nie przypuszczam, żebym w którymś z nich się chwalił, że regularnie chodzę do spowiedzi. Ponadto, mniej więcej od ćwierć wieku spowiadam się prawie wyłącznie u jednego z moich zakonnych współbraci i sądzę, że nawet zakonnicy z mojego klasztoru nie widują mnie, jak się spowiadam. A jednak, gdyby ktoś na podstawie tych przesłanek twierdził, że nie chodzę do spowiedzi, myliłby się gruntownie. Mniej więcej tyle samo warta jest teza, że święty Augustyn nigdy nie chodził do spowiedzi.

Ktoś może na to odpowiedzieć: „Jednak święty Augustyn żył w czasach, kiedy regularnej spowiedzi jeszcze nie praktykowano, bo w starożytnym Kościele spowiadano się co najwyżej raz w życiu”. Również ten argument nie wytrzymuje krytyki, ale o tym może za chwilę.

Przede wszystkim chciałbym pokazać, że obraz świętego Augustyna, który przez całe lata, dzięki łasce Bożej, ani razu nie popełnił grzechu śmiertelnego — i wobec tego zamiast szukać Bożego miłosierdzia, raczej wysławiał Boga za Jego miłosierdzie — jest sfałszowany. Tylko pierwsza część tego obrazu jest prawdziwa, bo istotnie starał się Augustyn rzetelnie pamiętać o obietnicach, które złożył podczas swojego chrztu, i wolno nam się domyślać, że po swoim chrzcie naprawdę nigdy nie popełnił grzechu śmiertelnego. Jednak teza, jakoby czuł się on coraz bardziej bezgrzeszny i nie potrzebował już Bożego przebaczenia, jest frontalnie niezgodna z jego własnymi świadectwami.

Prawda jest taka, że po latach wiernego trwania w łasce Bożej, kiedy miłość Boża ogarniała go tak realnie, że pragnął już tylko tego, żeby wypełniła go naprawdę całego i do końca, Augustyn zaczął jako tako rozumieć, jak niewyobrażalnie jest grzeszny i jak bardzo potrzebuje Bożego miłosierdzia. Ale zacznijmy może tę relację od początku.

Przed swoim nawróceniem, podobnie jak wielu innych ludzi żyjących z dala od Boga, przyszły biskup Hippony miał poczucie własnej bezgrzeszności. Ponieważ był zbyt inteligentny na to, żeby nie zauważać różnych swoich wad i grzechów, chętnie przyjmował wyjaśnienia manichejczyków, że za to, co w nas złe, my w gruncie rzeczy nie jesteśmy odpowiedzialni. Zauważmy na marginesie, że również dzisiaj nie brak doktryn, które proponują nam różne fałszywe samorozgrzeszenia.

Ciągle trwałem w mniemaniu — spowiadał się później w swoich Wyznaniach (5,10) — że to nie my grzeszymy, lecz grzeszy w nas jakaś obca nam natura. Dogodne było dla mojej pychy to przekonanie, że nie ciąży na mnie żadna wina i że wtedy, gdy coś złego uczyniłem, nie muszę się z tego spowiadać — prosząc, abyś uzdrowił duszę moją, bom zgrzeszył przeciw Tobie. Wolałem ją usprawiedliwiać, a oskarżać coś innego, co było ze mną, a mną nie było. W rzeczywistości to wszystko należało całkowicie do mnie i tylko moja bezbożność dokonywała takiego podziału i przeciwstawiała jedną część mego „ja” drugiej części. Grzech mój był tym trudniejszy do uleczenia, że nie uważałem siebie za grzesznika 1.

Pierwsze przebłyski świadomości, że grzech jest grzechem, wcale nie rozbudziły w nim pragnienia nawrócenia: „Zamiast lękać się, że tyle brzemion mnie przygniata i pęta, raczej się lękałem, że będę od nich uwolniony” (Wyznania 8,5).

Tak naprawdę wstręt do swoich grzechów Augustyn poczuł dopiero pod wpływem opowieści przyjaciela o nawróceniu dwóch jego znajomych.

Słowami tej opowieści — jak później opisywał to w formie modlitwy — Ty, Panie, odwracałeś mój wzrok, abym wreszcie spojrzał na samego siebie. Bo ja samego siebie umieściłem gdzieś za swoimi plecami, aby siebie nie dostrzegać. I oto mi stawiałeś przed oczyma mnie samego, abym zobaczył, jaki jestem wstrętny, pokręcony, brudny, okryty wrzodami, ociekający ropą. Patrzyłem i ogarniało mnie przerażenie, a nie było dokąd uciec od tego widoku (8,7).

Nie chcę tu się skupiać na samym momencie nawrócenia, na tym, jak to się stało, że Augustyn wreszcie uwierzył Panu Jezusowi i u Niego szukał siły do przeciwstawienia się złym nałogom, której sam w sobie nie miał. Przedstawię stan jego ducha w piętnaście lat po nawróceniu, tak jak on sam go opisuje w Wyznaniach. Przekonamy się, że prawdziwy biskup Hippony był dokładnym przeciwieństwem tego (jak to trafnie nazywa język rosyjski) łże–Augustyna, popularyzowanego za pomocą błyskotliwego twierdzonka, że święty Augustyn nigdy nie chodził do spowiedzi i nigdy sakramentu pokuty nie potrzebował.

Przedtem jedno słowo o tym, że Augustyn dokładnie wiedział, jak potężna jest łaska Boża i że realnie wyzwala ona człowieka z mocy grzechu. Na tej ziemi zawsze będziemy grzeszni — wyjaśniał wielokrotnie — ale łaska Boża ma moc sprawić, że grzech w nas nie króluje, że Królem naszego życia jest naprawdę Chrystus. Innymi słowy, chrześcijanin może i powinien iść przez całe swoje życie w stanie łaski uświęcającej. Osobiście nie mam wątpliwości co do tego, że tak właśnie od dnia swojego chrztu szedł przez życie Augustyn.

Posłuchajmy teraz, jak ostrą potrzebę wyspowiadania się ze swojej grzeszności odczuwa biskup Augustyn, od piętnastu lat najwierniej służący swojemu Bogu:

Dla Ciebie, Panie, przed którego oczyma cała otchłań ludzkiego sumienia jest obnażona, cóż we mnie mogłoby być zakryte, choćbym nawet nie chciał się spowiadać? Tylko Ciebie przed sobą bym ukrył, a nie siebie przed Tobą. Kiedy wydzierający się z mej piersi jęk daje świadectwo, jak bardzo się Tobie nie podobam, Ty mi rozbłyskasz na nowo, raduję się Tobą, kocham Cię, tęsknię za Tobą, wstydząc się siebie, odrzucając siebie precz (10,2).

Okazuje się, że z Augustynem nie było tak, jak ktoś by chciał nam wmówić, że im bliżej był Boga, tym bardziej stawał się bezgrzeszny. Było z nim podobnie jak z tylu innymi wielkimi świętymi: im bliżej był Boga, tym bardziej przerażała go jego grzeszność, mimo że przecież od dawna już grzech w nim nie królował.

Zarazem nie można powiedzieć, żeby nie widział w sobie różnorodnego dobra. Przede wszystkim był świadom tego, że łaska Boża działa w nim bardzo realnie:

I nie tylko Tobie, lecz i sobie samemu mogę się podobać tylko w Tobie. Wyraźnie widzisz, Panie, to wszystko, czym jestem. A jak jest dla mnie pożyteczne spowiadanie się Tobie, już powiedziałem. Składam wyznanie nie tylko słowami wypowiadanymi językiem, lecz głosem duszy, wołającą do Ciebie myślą. Dobrze słyszysz takie wołanie. Kiedy jestem zły, już samo to, że się sobie nie podobam, jest wyznaniem złożonym wobec Ciebie. Kiedy jestem dobry, wyznaniem wobec Ciebie jest to, że nie przypisuję sobie zasługi (tamże).

Zastanawia się dalej Augustyn — skoro Bóg wie o nim wszystko — jaka logika kryje się za jego potrzebą spowiadania się przed ludźmi:

Czemu więc zależy mi na tym, by ludzie usłyszeli moje wyznania? (…) Ale, o Panie Boże mój, któremu codziennie się spowiada moje sumienie, bezpieczniej ufając Twemu miłosierdziu aniżeli własnej niewinności — jaki może być z tego pożytek, jeśli spowiadam się w tej książce już nie z tego, czym byłem, ale z tego czym jestem? (10,3).

Spowiadam się ludziom — odpowiada na to pytanie Augustyn — bo oczekuję, że spowiedź moją przyjmą oni w podobnym duchu, w jakim ja się spowiadam, tzn. w duchu wiary. Może m.in. zechcą „modlić się w mojej intencji, gdy im powiem, jak bardzo moje brzemię opóźnia moją wędrówkę” (10,4).

Wróćmy do szczegółowego pytania, postawionego w tytule tego listu. Otóż bardzo trudno sobie wyobrazić, żeby autor powyższych rozważań, obdarzony tak niezwykłą wiarą, tak ostro dostrzegający swoją grzeszność, nie spowiadał się ze swojej duchowej sytuacji przed którymś ze swoich przyjaciół. Mógł to być towarzysz jego nawrócenia, biskup Alipiusz albo jego późniejszy biograf, biskup Possydiusz, a może któryś z kapłanów mieszkających w jego biskupim domu. Osobiście przypuszczam, że były to spowiedzi sakramentalne.

Zbyt dużo świadectw patrystycznych przeczy powtarzanej w niektórych opracowaniach tezie, jakoby w starożytnym Kościele spowiadano się co najwyżej jeden raz w życiu, mianowicie w przypadku popełnienia któregoś z najcięższych grzechów. Instytucja publicznej pokuty i publicznego rozgrzeszenia z grzechów najcięższych — zabójstwa, odstępstwa od wiary oraz cudzołóstwa — na pewno nie była wówczas jedyną formą sakramentalnej pokuty.

Proszę uważnie przeczytać chociażby list papieża, św. Leona Wielkiego, do biskupów Kampanii. Owszem, jest on o jedno pokolenie młodszy od świętego Augustyna, ale tekst listu jednoznacznie świadczy o tym, że wtedy — w połowie V wieku — spowiedź nie jest niczym wyjątkowym, ponadto jest to spowiedź tylko przed kapłanem, co więcej, papież Leon osobiście nie ma wątpliwości, iż ta forma spowiedzi pochodzi od samych apostołów, zatem ten rodzaj spowiedzi musiał istnieć w Kościele co najmniej od czasów dla tamtego pokolenia niepamiętnych:

Nakazuję na wszelki sposób usunąć tę zuchwałą nowość przeciwną regule apostolskiej, na którą, słyszę, niektórzy sobie pozwalają. Chodzi o to, żeby przy pokucie nie żądać od wiernych głośnego odczytania grzechów spisanych na kartce, podczas gdy wystarczy wyjawić je samym kapłanom na cichej spowiedzi. (…) Wystarczy to wyznanie, które najpierw wyjawia się Bogu, a potem kapłanowi będącemu orędownikiem za grzechy pokutujących. Wtedy dopiero da się większą ilość ludzi wezwać do pokuty, kiedy w uszach ludu nie będzie się odsłaniać sumienia spowiadającego się 2.

Starszy od Augustyna św. Hieronim zadanie spowiednika porównuje do obowiązku starotestamentalnych kapłanów, do których należało orzekanie, czy trędowaty powinien zostać odseparowany od zdrowych, czy powrócił już do zdrowia: „Podobnie jak o trędowatym kapłan orzekał, że jest czysty lub nieczysty, tak i tu [w Kościele] biskup i prezbiter związuje i rozwiązuje nie jako niewinnych i winnych, ale gdy pełniąc swój obowiązek, słyszy różne grzechy, wie, kogo należy związać lub rozwiązać” 3.

Niespełna dwieście lat starszy od Augustyna Orygenes zna taki sposób pokuty, kiedy grzesznik „nie wstydzi się wskazać grzech swój kapłanowi i szukać lekarstwa według wskazówki tego, który powiedział: «Rzekłem: wyznam przeciwko sobie niesprawiedliwość moją Panu, a ty odpuściłeś bezbożności serca mego»” 4.

Zamiast konkluzji przypomnę tylko słowa Jana Pawła II z jego pierwszej encykliki Redemptor hominis (20):

W ostatnich latach bardzo wiele uczyniono w tym celu, aby uwydatnić — zgodnie zresztą z najstarszą tradycją Kościoła — wymiar wspólnotowy pokuty, a zwłaszcza samego sakramentu pokuty, w praktyce Kościoła. Są to pożyteczne poczynania, które z pewnością posłużą dla wzbogacenia praktyki pokutnej Kościoła współczesnego. Nie możemy jednak zapominać, że samo nawrócenie jest aktem wewnętrznym o szczególnej głębi, w którym człowiek nie może być zastąpiony przez innych, nie może być „wyręczony” przez wspólnotę. Chociaż więc wspólnota braterska wiernych uczestniczących w nabożeństwie pokutnym ogromnie dopomaga w akcie osobistego nawrócenia — to jednak w ostateczności trzeba, ażeby w tym akcie wypowiedział się człowiek sam całą głębią swego sumienia, całym poczuciem swej grzeszności i swego zawierzenia Bogu, stojąc tak jak Psalmista wobec Niego samego z tym wyznaniem: „Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem”. Kościół przeto, zachowując wiernie wielowiekową praktykę sakramentu pokuty, praktykę indywidualnej spowiedzi związanej z osobistym żalem za grzechy i postanowieniem poprawy, strzeże szczególnego prawa ludzkiej duszy. Jest to prawo do najbardziej osobistego spotkania się człowieka z Chrystusem ukrzyżowanym i przebaczającym. Z Chrystusem, który mówi — przez posługę szafarza sakramentu pojednania — „odpuszczają ci się twoje grzechy”; „idź, a od tej chwili już nie grzesz”. Jest to, jak widać, równocześnie prawo samego Chrystusa do każdego z tych, których odkupił, prawo do spotkania się z każdym z nas w tym kluczowym momencie życia duszy, jakim jest moment nawrócenia, a zarazem odpuszczenia.

1 Wszystkie cytaty z Wyznań podaję w tłumaczeniu Zygmunta Kubiaka.
2 Św. Leon Wielki, List do biskupów Kampanii, Samnium i Picenum, w: Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, Poznań 1989, s. 426–427. Równie „współcześnie” brzmi inna dyrektywa tegoż papieża, skierowana do Teodora, biskupa Frejus w Galii: „Każdy chrześcijanin powinien mieć tak urobione sumienie, aby pojednania z Bogiem nie odwlekał z dnia na dzień… i nie wybierał owej krótkiej chwili [na łożu śmierci], w której zaledwie będzie miał czas czy to penitent na wyznanie grzechów, czy kapłan na udzielenie pojednania. Wprawdzie — jak powiedziałem — także potrzebom takich ludzi należy przyjść z pomocą i nie odmawiać im pokuty i łaski Komunii, nawet gdyby utracili władzę mowy…” (tamże).
3 Św. Hieronim, In Evangelium Matthaei, 3,16 (PL 26,118).
4 Orygenes, Wykład Księgi Kapłańskiej, hom. 2,4, w: Andrzej Bober, Światła ekumeny. Antologia patrystyczna, Kraków 1965, s. 69.

Czy święty Augustyn chodził do spowiedzi?
Jacek Salij OP

urodzony 19 sierpnia 1942 r. w Budach na Wołyniu – polski prezbiter rzymskokatolicki, dominikanin, profesor nauk teologicznych, pisarz, publicysta, autor setek książek i tysięcy artykułów, przez 40 lat prowadził rubrykę Szukającym drogi w miesięczniku „W drodze”, którego naz...