Rozkołysany krok eseju

Rozkołysany krok eseju

Przeznaczenie, które krótko przed wybuchem wojny wysiadło z pociągu na stacji Drohobycz-Rafinerie, przyjęło postać urzędnika z walizką prospektów Zakładu Ubezpieczeń „Spokojne jutro”. (…) Od początku 1939 roku przedsiębiorstwa ubezpieczeniowe w Polsce cieszyły się z ożywienia koniunktury, jakby polisa na życie miała chronić ludzi przed wybrykami historii.

Kto ma za sobą lekturę choćby jednej książki eseistycznej Włodzimierza Paźniewskiego lub jego znakomitej (tłumaczonej także na język francuski) powieści Krótkie dni, ten już po samym stylu cytowanego wyżej fragmentu natychmiast rozpozna autora. Najnowszy, opublikowany pod koniec ubiegłego roku przez Wydawnictwo „Arcana” w Krakowie, tom szkiców pt. Kołnierzyk Słowackiego stanowi niewątpliwie kontynuację takich zbiorów, jak Życie i inne zajęcia, Deportacja ogrodu, Gramatyka rozproszenia czy Biustonosz Marylin Monroe. We wszystkich tych książkach śledzimy uporczywe zmagania o „zrozumienie sensu” — nie tylko sensu historii, ale i kształtującej się na naszych oczach współczesności, ponieważ, zdaniem pisarza, nie da się oddzielić od siebie obu tych warstw. Trzeba je nieustannie diagnozować, poddawać krytycznej ocenie.

Jednak do opisania przemian zachodzących w mentalności, w kulturze czy sferze zachowań zbiorowych, nie wystarcza język dyskursywny, używany w rozprawach naukowych, na konferencjach i sympozjach. Przyjrzyjmy się tytułom niektórych spośród prawie 90 szkiców ostatniego zbioru: Kultura pszenicy, Żywność jako obserwacja, Logika tropikalna, Strzała czasu, Historia jako spektakl, Filozofia zakłopotania, Dyżurny frazes, Metafizyka banału, Rower marki „Wieczność”, Epoka na krześle elektrycznym… Paźniewski wybiera język eseju i to pewnej specyficznej jego odmiany, którą określił kiedyś jako esej wiedeński lub galicyjski, co w kontekście kulturowych preferencji autora głośnego niegdyś szkicu o monarchii austro–węgierskiej (Kakania) wydaje się dość oczywiste.

Esej nie cierpi sądów kategorycznych, te zostawmy magom operującym w salach zebraniowych za palisadą zbudowaną z doniczek z zielonymi paprotkami.

Baron Frankenstein

Sceptycyzm Paźniewskiego wobec naukowych diagnoz nie wynika, jak sądzę, z lekceważenia przez niego nauki jako takiej, lecz raczej z głębokiej nieufności do humanistów, którzy wiele razy w historii zawiedli, bo nie potrafili albo po prostu nie chcieli ukazać ludziom prawdy o świecie i czekających go lub istniejących w danym momencie zagrożeniach.

Freud był sympatykiem Mussoliniego. Dziesiątki myślicieli i pisarzy wylewało łzy nad trumną Stalina. Platon został doradcą sycylijskiego despoty. (…) Wolter nienawidził Żydów. Sartre przez długie lata usprawiedliwiał istnienie Gułagu i dobrze wiedząc, co się dzieje w Chinach, fałszował wiedzę na ich temat, od czasu gdy wystroił się w błękitną marynareczkę ŕ la Mao, w której przypominał clowna z podrzędnego cyrku.

Błękitna marynarka Sartre’a

W eseistyce Paźniewskiego opozycja prawdy i kłamstwa zajmuje istotne miejsce. Ukazywana jest w skali globalnej, europejskiej, narodowej, a także prywatnej. Ogromna erudycja pozwala autorowi poruszać się ze swobodą i lekkością po różnych obszarach. Można powiedzieć, że w tropieniu prawdy pisarz ten wykazuje cechy archeologa i globtrotera w jednej osobie. Jego błyskotliwe wyprawy w przeszłość zawsze zawierają jakąś naukę dla nas, współczesnych. Szczególnym sentymentem darzy Kresy. Uważa, że to, co najwartościowsze w kulturze, powstaje w punkcie przecięcia różnych tradycji. Paźniewski pisze wprost:

O charakterze krajów przesądzają peryferie.

Teza Zdziechowskiego

A w innym miejscu:

Dzieje kultury są w istocie kroniką peryferii, ponieważ małe miejscowości rodzą wielkie tęsknoty.

Kołnierzyk Słowackiego

Stąd też bierze się miłość pisarza do Krzemieńca, któremu poświęcił niejeden tekst; do najpiękniejszych i najbardziej wzruszających należy, moim zdaniem, Deportacja ogrodu (szkic opublikowany przed kilku laty w tomie pod tym samym tytułem).

W sumie stosunek Paźniewskiego do opisanej przezeń rzeczywistości jest mocno krytyczny. Autor nie szczędzi gorzkich słów i surowych ocen przede wszystkim swoim rodakom:

Dekady kłamstwa i pustosłowia zniweczyły umiejętność rozpoznawania rzeczywistości. W atmosferze katastrofy nastąpiło skażenie języka, które sugeruje głębię. Całe chmary spryciarzy plądrują bez przeszkód życie umysłowe, perorując o demokracji w taki sposób, jakby to pojęcie wymyślono przed chwilą, zaś wątpliwości rzadko kiedy kłopoczą ich mierną inteligencję, która grzęźnie w przerażającej nijakości.

Błękitna marynarka Sartre’a

W duchowej spuściźnie epoki totalitarnej mieszczą się również, podejmowane niekiedy przez pokolenie „nowych kombatantów”, próby zakłamywania obrazu dwóch ostatnich, solidarnościowych dziesięcioleci walki z komunizmem:

Literatura pif–paf o stanie wojennym i zalew kombatanckich wspominków, jacy to byliśmy wspaniali (tak jakby nikt nie służył w ZOMO, nie donosił i nie strzelał do górników „Wujka”), przypomina płaty piany, które zasłaniają okno.

Bestiarium polskie

Autor Kołnierzyka Słowackiego docenia wielkość Sierpnia 80 roku (z upodobaniem mówi np. o „gdańskiej rewolucji”, Gdańsk jest zresztą jego ulubionym miastem), jednak pisząc o przemianach politycznych, które nastąpiły dziewięć lat później w konsekwencji tamtego wydarzenia, ubolewa nad niewykorzystanymi szansami i połowicznością polskiego zwycięstwa. Daje temu wyraz zarówno w esejach, jak i felietonach drukowanych co pewien czas na łamach „Rzeczpospolitej”. Połowiczność, bylejakość w działaniu, duchowe lenistwo, polityczna poprawność, a także przejawy ksenofobii oraz funkcjonowanie w świadomości narodowej wielu zgubnych mitów — to szczególnie chętnie poruszane przez Paźniewskiego tematy.

Można oczywiście stwierdzić, że nie brak w Polsce pisarzy i publicystów zajmujących się podobnymi lub wręcz identycznymi problemami. Jestem jednak głęboko przekonany, iż niewielu czyni to z taką pasją i z taką przenikliwością jak autor Krótkich dni. Rzecz jasna, nie zawsze jego sądy i opinie bywają sprawiedliwe, niektóre sformułowania czy diagnozy wydają się przesadzone, a nawet mogą irytować, ale z pewnością nie pozostawiają nas obojętnymi.

Paźniewski, wychowanek „szkoły myślenia” Henryka Elzenberga, zdaje sobie sprawę z faktu, że aby dotrzeć do prawdy, przekazać ją odbiorcy i w dodatku przekonać go do niej, nie wystarczy tylko wygłaszać słuszne poglądy. Trzeba jeszcze nadać im odpowiednią formę, sięgając obficie po takie środki literackie, jak obraz, symbol, metafora, dowcipny kalambur, parafraza, anegdota.

Talent eseistyczny — czytamy w szkicu pt. Gry i skupienie — to nade wszystko umiejętność odnajdywania związków między zjawiskami mającymi na pozór niewiele wspólnego. Oto jeden z przykładów: sposób poruszania się modelek, prezentujących stroje, zapożyczony z Legii Cudzoziemskiej, której żołnierze maszerują niezbyt szybko, lecz energicznie. Jest to krok pustynny, trochę rozkołysany, jak u wielbłądów, idących w karawanie. Esej przypomina w równym stopniu grę, co skupienie, gdyż podejmuje wyzwanie krótkiej formy i ma powikłane kontakty ze współczesnością.

Myślę, że Kołnierzyk Słowackiego wszystkie wymienione przez autora postulaty realizuje z dużym powodzeniem.

Rozkołysany krok eseju
Andrzej Babuchowski

urodzony 13 lutego 1944 w Krasnem k. Chełma (woj. lubelskie) – absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, studiował także slawistykę, dziennikarz, krytyk literacki, tłumacz literatury czeskiej.Przetłuma...