Czy mój syn jest narkomanem?
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Marka

0 votes
Wyczyść

– Mamo, czy ty z choinki się urwałaś, to ty nie wiesz, że maryśka pomimo delegalizacji jest w Polsce hodowana na szeroką skalę, nawet na balkonach? Poza tym, to jest narkotyk miękki, rekreacyjny, daje poczucie jedności ze światem, ma się lepiej wyczulone zmysły: dotyku, smaku i słuchu, daje odczucie fizycznego relaksu, pozwala łatwiej zasnąć.

Nie jest łatwo pisać o własnej porażce. Zwłaszcza matce, której się nie udało. To prawda, że oboje z mężem nie mieliśmy od kilku lat dla dwojga naszych dzieci zbyt wiele czasu, ale wydawało się nam, że od maleńkości żyły w takiej atmosferze, że nic złego nie powinny zrobić.

Co do Zosi, byłam całkowicie spokojna. Dziś, kiedy ma 20 lat, mogę stwierdzić, że się nie myliłam. W przypadku Michała okazało się, że jest inaczej.

Intymny mały świat

Wszystko zaczęło się, kiedy Michał miał 12 lat. Powiedziałam wówczas mężowi, że musi bardziej się nim zająć, bo inaczej dla chłopca ważniejszy będzie autorytet rówieśników niż rodziców. Mąż jednak, zabiegany, ciągle nieobecny, nie miał z nim wspólnego języka, wspólnych zainteresowań. Nie starał się też specjalnie, by znaleźć dla niego czas. Nie, nie chcę obciążać męża tym, co się stało.

Jednak Michał coraz częściej znikał z domu na całe godziny, tłumaczył, że on jest inny niż jego siostra, że nie jest domatorem, że pragnie poznawać życie i ludzi, że muszę mu zaufać. Proponowałam, żeby zapraszał kolegów do siebie, ale on tego nie chciał. Chciał za to mieć swój, niedostępny dla nas świat.

Był grzecznym, rozsądnym chłopcem, dotrzymywał słowa, dużo czytał, uczył się najlepiej spośród wszystkich dzieci w klasie. Ciągle wydawało mi się, że mam z nim dobry kontakt i nic nam nie grozi. Rodzina i przyjaciele naszego domu zachwycali się jego oczytaniem, jasnością wypowiadania myśli, sposobem bycia.

Szpitalna lekcja

To było dwa lata temu. Pewnego dnia, kiedy Michał wrócił wieczorem do domu, zauważyłam, że ma rozszerzone źrenice. Zajęłam go rozmową i dokładnie się mu przypatrzyłam. Znajomi, którzy przeżywali początki narkotykowej przygody swojej córki, pouczyli mnie kiedyś, że jest to najłatwiej rozpoznawalny dowód rozpoczynających się problemów narkotykowych. To był dla mnie szok. Wiedziałam, że wokół nas dostępność narkotyków jest bardzo duża, że nawet dzieci w szkole podstawowej są zagrożone, ale wydawało mi się, iż moje dziecko nie ulegnie tej pokusie. Kiedy więc zobaczyłam pierwszy symptom tego, że dzieje się coś nie tak, postanowiłam działać natychmiast. Powiedziałam:

— Michał, co ty zażywałeś?

Syn nerwowo zaoponował, mówiąc, że to ja mam halucynacje i że nie brał żadnych narkotyków, ale w końcu wsiadł ze mną do samochodu. Pojechaliśmy do szpitala, na toksykologię. Był późny wieczór. Dyżurny lekarz, starszy, doświadczony pan, bardzo uprzejmie i spokojnie porozmawiał najpierw ze mną. Michał czekał na korytarzu. Powiedziałam o moich wątpliwościach i niepokoju. Pan doktor po chwili zabrał chłopca do sąsiedniego pokoju. Wreszcie wyszedł do mnie i powiedział:

— Wydaje mi się, że on nie brał żadnych narkotyków, a jeżeli, to ilości śladowe. Moglibyśmy mu zrobić test, ale raczej nic nie wykaże, a to kosztuje 50 złotych. Ponadto, jeśli wynik będzie dla Michała korzystny, chociaż spróbował, będzie mu się wydawało, że może dalej w to brnąć. Radzę więc nie robić testu, tylko nadal obserwować.

Zaakceptowałam tę sugestię, może zbyt szybko.

— No widzisz — mówił Michał w drodze do domu — ciągle te podejrzenia, a ja mówiłem ci, że jestem w porządku.

Symptomy niebezpieczeństwa

Młody — jak mówiliśmy o nim w domu — znikał nadal wieczorami. Czasem gdy wracał, przychodził do mojego pokoju, opowiadał na przykład o tym, jak troszczy się o innych, jak pomaga młodej narkomance na Starówce, by mogła wrócić do domu. Jak rozmawia z nią o niebezpieczeństwie trwania w nałogu. Czasami pytał, czy może wynieść jej z domu coś do zjedzenia. Myślałam, że wychowałam takie szlachetne dziecko, a jestem przewrażliwiona i może rzeczywiście mam nadmierną wyobraźnię.

Podświadomie jednak czułam, że z synem jest coś nie tak. Mimo że bywały momenty rzeczywiście — wydawało mi się — szczerych rozmów, to jednak intuicja podpowiadała mi, że za tą jego szczerością kryje się jakaś gra.

Ten epizod w naszym życiu, o którym chcę teraz opowiedzieć, trwał chyba pół roku. Bez przerwy dzwoniły telefony, jacyś dziwni ludzie o męskich głosach chcieli rozmawiać z Michałem. Tłumaczył, że to jego szkolni koledzy, którzy są już po mutacji i dlatego mają takie głosy. A ja jak zwykle węszę coś, czego w rzeczywistości nie ma. Jedno w każdym razie było pewne — Michał prowadził jakieś tajemnicze rozmowy. Na pytania nie odpowiadał, całkowicie zamknął znów przede mną swój świat. Gdy rozmawiałam o tym z mężem, on to zupełnie bagatelizował, mówił, że jestem przewrażliwiona, że nasłuchałam się jakichś opowieści, że dojrzewanie ma swoje prawa i Michał musi mieć grupę przyjaciół. Syn nadal nie chciał ze mną rozmawiać o swoich sprawach. Zdawał jedynie codziennie suchą relację z tego, co było w szkole, jakie dostał stopnie, kiedy z czego będzie klasówka, i to wszystko.

Szantaż

Wreszcie kiedyś przeżywaliśmy we trójkę — z córką i synem — taki wyjątkowo ciepły rodzinny wieczór. Mąż był jeszcze w pracy, a my dyskutowaliśmy o naszych ostatnich lekturach, kiedy zadzwonił telefon. Nic nie wskazywało na to, że teraz miała wyjść na jaw cała prawda. Syn rozpoczął rozmowę, ale odpowiadał zdawkowo: tak, mhm, nie, później. Kiedy odłożył słuchawkę, był blady, trzęsły mu się ręce, miał łzy w oczach.

I wtedy właśnie pękł. Opowiedział nam, że od pół roku jest szantażowany, że grupa dwudziestoletnich osiłków chce go zmusić do tego, by w swojej szkole został dealerem narkotyków, że on nie chce tego robić. Zaczęło się od tego, że chłopak koleżanki z klasy przyniósł jej wiadomość, iż stanął w obronie Michała, na którego czaili się jacyś mężczyźni, bo im się nie spodobał sposób, w jaki Michał się ubiera. Podobno mieli go pobić za niewinność. Żeby go nie tknęli, chłopiec klasowej koleżanki miał zapłacić im za Michała 300 złotych. Po pewnym czasie admirator koleżanki zażądał zwrotu tych pieniędzy. To była swoista psychodrama. Codziennie dzwonił albo on, albo jego koledzy. Zastraszali Michała. Syn wykręcał się, sądził, że pomoże perswazja, tłumaczył, że takich pieniędzy nie ma, ale to nic nie pomagało. Czuł się w potrzasku tym bardziej, że przychodzili do niego pod szkołę i gdy wychodził z lekcji, wyjmowali pistolet, mówiąc, że jeżeli jutro nie będzie miał tych pieniędzy, które jest im winien, to przestrzelą mu kolana. Ostrzegli, by przypadkiem nie informował policji, bo mają tam doskonałe wejścia. Podawali przykłady, że kartoteka dotycząca któregoś z nich zniknęła z komputera w jednej z komend, bo ktoś z nich ma ojca w policji. Mówili też, że jeśli Michał nie skombinuje tych pieniędzy, to uprowadzą jego siostrę, bo wiedzą, do którego liceum chodzi.

Recepta

Tego wieczoru długo uspokajałam syna. Czyniłam mu wyrzuty, że tak długo żył samotnie w napięciu. Zapewniałam, że ten problem uda nam się razem rozwiązać. Dzięki znajomym dotarłam do jednego z najlepszych w województwie specjalistów od walki ze zorganizowaną przestępczością. Ów oficer powiedział mi, że mam zadzwonić do jednego z prześladowców, przedstawić się jako mama Michała i stanowczo powiedzieć, że jeżeli nie dadzą mu spokoju, to zawiadomię tę komórkę w policji. Drżąca z niepokoju, ale i wściekła z buntu, że muszę być narażona na takie sytuacje, postanowiłam zadzwonić. Mąż powiedział, że nie nadaje się do załatwiania tego rodzaju spraw. Wykręciłam numer, który dostałam od Michała, i zdecydowanym głosem powiedziałam do mężczyzny, który odebrał telefon, że jeżeli kiedykolwiek jeszcze będą starali kontaktować się z Michałem, szantażować go albo kogokolwiek z naszej rodziny, to zawiadomię specjalną policyjną ekipę. Potem odłożyłam słuchawkę. Wydawało mi się, że wygrałam. Michała profilaktycznie wysłałam na dwa tygodnie do siostry na wieś, na wypadek, gdyby prześladowcom przyszła do głowy myśl odwetu. Ta akcja okazała się skuteczna i Michał twierdził, że nigdy potem z nimi się nie spotkał, że dali mu spokój.

Otwarcie

W tym roku, jeszcze przed wakacjami, miałam okazję pojechać sama z Michałem na tydzień do Grecji. Mieliśmy czas tylko dla siebie. Podczas jednej z wędrówek Michał pokazał mi jakiś dziko rosnący krzak.

— To konopie, z tego robi się marihuanę — powiedział beznamiętnym głosem i popatrzył na roślinę okiem znawcy.
— Skąd o tym wiesz? — zapytałam.
— Bo się tym interesuję — odpowiedział.

Brnęłam dalej, kierując się niekłamaną ciekawością.

— Mamo, czy ty z choinki się urwałaś, to ty nie wiesz, że maryśka pomimo delegalizacji jest w Polsce hodowana na szeroką skalę, nawet na balkonach? Poza tym, to jest narkotyk miękki, rekreacyjny, daje poczucie jedności ze światem, ma się lepiej wyczulone zmysły: dotyku, smaku i słuchu, daje odczucie fizycznego relaksu, pozwala łatwiej zasnąć.
— Skąd o tym wiesz?
— Palimy czasami na imprezach w pubie. W ręcznie skręcanych papierosach zwanych jointami, po wymieszaniu z tytoniem lub, ale to już podczas imprez domowych, poprzez użycie specjalnej fajki z filtrem wodnym, zwanej bongo.
— Od kiedy zażywasz marihuanę?
— Od kilku lat, ale mamo, żeby się na to zdecydować, trzeba poznać siebie. Ja wiem wszystko o tym narkotyku, on nie wywołuje uzależnienia ani skutków ubocznych, jak alkohol czy nikotyna. Ty, mamo, przecież palisz i narażasz się na większe niebezpieczeństwo.
— Gdzie ją kupujecie?
— Trzeba się trochę na tym znać, ale dostępna jest na czarnym rynku, gdzie chcesz, w każdym pubie. Za 40 złotych możesz mieć pięć dobrej jakości papierosów. To, że wpadam w sidła niebezpieczeństwa, to bzdura, precz z tą przesadą — argumentował. — Przecież w Holandii marihuanę można nabyć i używać legalnie. To nie jest narkomania, to nie jest zło.

Żyć w lęku

Teraz uzmysłowiłam sobie, że Michał wszystko już sobie wytłumaczył. To nie jest zło, to ja jestem słaba, bo palę papierosy, a marihuana jest od nich łagodniejsza, on nie zamierza rezygnować z tej przyjemności.

— Denerwujesz się, jakbyś nie miała większych zmartwień. Ja nie robię nic złego — powtarza.

To, co usłyszałam, nadal jest dla mnie szokiem. Powiedziałam Michałowi stanowczo, że na pewno się z tym nie pogodzę, że wymagam od niego dojrzałej decyzji, żeby z tym skończył. Ograniczam mu możliwości wieczornych wyjść, ale żyję w ustawicznym lęku. Nigdy nie przypuszczałam, że może mnie coś takiego spotkać. Dla męża to coś zupełnie normalnego, że Michał spróbował narkotyku. Mąż ma zdecydowanie bardziej liberalne poglądy.

— Powiedz mi — mówi — kto w młodości nie robił głupstw, kto nie próbował. A Michałowi na pewno przejdzie.

 Jednak dla mnie każde wyjście Michała z domu to wielki stres. Boję się, czy coś złego się znów nie dzieje. Straciłam całkowicie zaufanie do niego. Mąż ma inne zdanie, uważa, że skoro Michał mi powiedział o tym, to jest w porządku. Tak, ale on nie powiedział, że zdecydowanie z tym kończy. Syn ma już 18 lat, w tym roku szkolnym otrzyma świadectwo dojrzałości, zdaje maturę. Czy ja zdam swój egzamin? Pytałam różnych mądrych ludzi, co robić. Odpowiadali: „Rozmawiać, tłumaczyć i obserwować, bo nie można zamknąć go w domu na klucz”.

Czy mój syn jest narkomanem?
Katarzyna Andrzejewska

urodzona w 1965 r. – studiowała filozofię na ATK, związana z ruchem Odnowy w Duchu Świętym. Mężatka, ma dwie córki. Mieszka we Wrocławiu....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze