Trwały ślad

Trwały ślad

Rozwód nie jest wydarzeniem, nad którym dziecko szybko przechodzi do porządku dziennego. Jest przyczyną poważnych i rozlicznych kłopotów ze zdrowiem. To kryzys o niewyobrażalnych rozmiarach, którego doświadczają dzieci na całym świecie.

Czy dzieci, które przeżyły rozwód rodziców, różnią się od pozostałych? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie. Śmieją się, płaczą, noszą modne rzeczy i oglądają te same programy telewizyjne co inne dzieci. Czy są jednak inne? Uważam, że tak, i moja opinia ma źródło zarówno w osobistym doświadczeniu, jak i w wiedzy zawodowej.

Moi rodzice się rozwiedli, gdy miałem 12 lat. To jedno wydarzenie zmieniło moje życie na zawsze. Jako psychoterapeuta pracowałem przez wiele lat z rodzinami, które miały za sobą doświadczenie rozwodu lub były w jego trakcie. Wraz z moją żoną byliśmy organizatorami wielu seminariów dla duchowieństwa, małżeństw i osób rozwiedzionych. Te doświadczenia przekonały mnie, że dzieci, które przeżyły rozpad małżeństwa, są przez to w jakiś sposób naznaczone, a w konsekwencji różnią się od swoich kolegów i koleżanek.

Dlaczego tak się dzieje? Choć rozwód jest jednorazowym wydarzeniem, nie jest nic nieznaczącym drobiazgiem w dziecięcym doświadczeniu. Stanowi początek serii rozdzierających, bolesnych i tragicznych zdarzeń wymuszających zmiany i konieczność adaptacji do nowej sytuacji, co dzieci nie zawsze są w stanie znieść. To za każdym razem zostawia ślad, pytanie tylko, jak duży pozostanie, gdy kurz już opadnie. Wtedy bowiem się zaczynają prawdziwe kłopoty. Zwykle czas po rozwodzie jest toksyczny i często czyni więcej szkody niż sam rozwód (…).

To, co widziałem i czego doświadczyłem, wystarczyło, by mnie przekonać, że rozwód nie jest czymś neutralnym.

Nie jest wydarzeniem — jak wiele osób nas przekonuje — nad którym dziecko szybko przechodzi do porządku dziennego. Jest on dziś przyczyną poważnych i rozlicznych kłopotów ze zdrowiem psychicznym. To kryzys o niewyobrażalnych rozmiarach, którego doświadczają dzieci na całym świecie. (…)

Co czuje dziecko rozwiedzionych rodziców?

Uczucia dziecka, które przeżyło rozwód rodziców, zmieniają się wraz z upływem czasu. Podobnie jak w procesie opłakiwania kogoś bliskiego, kto zmarł, także i tu można jasno wyróżnić stany emocjonalne, przez które przechodzą dzieci, próbując poradzić sobie z rozpadem rodziny. Poszczególne etapy to:

  1. Lęk i niepokój.
  2. Opuszczenie i odrzucenie.
  3. Samotność i smutek.
  4. Frustracja i złość.
  5. Odrzucenie i uraza.
  6. Odbudowanie zaufania.

Te stany emocjonalne są nieuniknione i normalne. Jako rozwiedziony rodzic nie oczekuj, że dziecko w cudowny sposób ominie którykolwiek z nich. Módl się raczej, by Pan Bóg pomógł mu przejść przez nie w zdrowy sposób i by przeżywanie ich było raczej pozytywnym niż negatywnym doświadczeniem. Módl się, by dziecko zrozumiało i zaakceptowało je.

Przyjrzymy się bliżej i zbadamy, co ty, jako rodzic, dziadek czy krewny możesz zrobić, by ułatwić dziecku przejście każdego z tych etapów.

Etap 1: Lęk i niepokój

Krótko przed rozwodem konflikt między rodzicami może przybierać różne formy. W niektórych domach jest on bardzo widoczny: wrzaski, krzyki i walka są dla dziecka wyraźną wskazówką, że zaistniał problem. Często jednak dzieci nie zauważają, że zbliża się rozwód. Zwykle nie traktują konfliktu poważnie i myślą życzeniowo, że wszystko zawsze będzie dobrze.

Na drugim biegunie znajdują się rodziny, które prowadzą ciche wojny. Przy dzieciach nie toczą żadnych walk i nic nie wskazuje na to, by coś miało być nie w porządku. Dzieci z takich domów mogą nie znosić długich okresów, gdy rodzice nie odzywają się do siebie, ale bardzo rzadko się zdarza, że czują niebezpieczeństwo czające się za drzwiami.

Płynie stąd wniosek, że niezależnie od tego, czy konflikt jest otwarty czy ukryty, informacja o separacji i rozwodzie jest prawie zawsze dla dzieci zaskoczeniem, dlatego pierwsza emocjonalna reakcja to zwykle panika, lęk lub niepokój.

Co wywołuje te uczucia? Nagle przed dzieckiem pojawia się ogromna nieznana przestrzeń, w którą jest ono popychane. Rozwód stanowi zagrożenie dla egzystencji dziecka, takiej, jaką ono zna, rozchwianie wszystkiego, co dotąd było stabilne i pewne w życiu. Jest emocjonalnym trzęsieniem ziemi o najwyższym natężeniu, które narusza najgłębsze podstawy poczucia bezpieczeństwa.

To naturalne, że twoje dziecko będzie przerażone i zaniepokojone. Może się pojawić wiele klasycznych oznak lęku i niepokoju: pocenie się, nerwowość, bezsenność, koszmary senne, hiperwentylacja, ucisk w klatce piersiowej, problemy gastrologiczne i różnego rodzaju dolegliwości bólowe. To normalne objawy i powinny być jako takie zaakceptowane. Nie wolno popadać w przesadę i oskarżać dziecka o to, że udaje. Należy spokojnie upewnić dziecko i jasno przedstawić swoje zamiary.

Ta ostatnia sprawa jest szczególnie istotna. Każdy z nas dużo lepiej może sobie poradzić z czymś, co zna, niż z czymś, czego nie zna lub co sobie wyobraża. Jeśli dziecko jest trzymane w nieświadomości i nieinformowane dokładnie o wszystkim, co jest związane z nieuchronnie zbliżającym się rozwodem, wówczas jest prawdopodobne, że będzie sobie wymyślało wszystko, co najgorsze. Skutkiem działania wyobraźni jest niepokój, podczas gdy fakty budzą lęki. Jednak z lękiem można sobie poradzić łatwiej niż z niepokojem i działa on mniej niszcząco. Na dłuższą metę dziecku, które dokładnie wie, co się dzieje, łatwiej będzie poradzić sobie z lękami, niż takiemu, które wyobraża sobie najgorsze.

Jeśli dziecko jest za małe, by zrozumieć wszystko lub by powiedzieć mu o wszystkim, albo jeśli są inne powody, by nie przekazywać informacji, bardzo ważne staje się dodawanie mu otuchy. Spędzaj z dzieckiem czas. Często i otwarcie okazuj mu miłość, ponieważ miłość jest najlepszym antidotum na wszelkie lęki i niepokoje. Jasno mówi o tym Pismo Święte: „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4,18). W rzeczywistości sens tego wersetu jest następujący: nie musimy się bać kogoś, kto bardzo nas kocha. Myślę też, że znaczy to coś więcej: gdy jesteśmy bardzo kochani, nasze lęki i wszystkie inne rzeczy znikają.

Etap 2: Opuszczenie i odrzucenie

Etap lęku i niepokoju szybko otwiera drogę do kolejnego, w którym pojawiają się uczucia opuszczenia i odrzucenia. Dzieci, nawet jeśli gdzieś w głębi serca wiedzą, że to nieprawda, często czują się opuszczone i odrzucone przez tego z rodziców, który odchodzi. „Gdyby tato naprawdę mnie kochał, nie opuściłby mamusi i mnie”, powiedziała mi kiedyś pewna zasmucona ośmioletnia dziewczynka, podsumowując swe uczucia.

Młodsze dzieci częściej doświadczają takich uczuć niż starsze. Nie zawsze bowiem są w stanie odróżnić fakt rozstania się rodziców i kwestię rozstania się jednego z rodziców z dziećmi.

Czasem osoba, które dąży do rozwodu, jest już z kimś związana lub wkrótce wiąże się z ewentualnym przyszłym małżonkiem. Jeśli w tym drugim związku są dzieci, wówczas poczucie odrzucenia może być jeszcze silniejsze. Ilustruje to opowieść 12–letniej dziewczynki:

Tatuś opuścił dom trzy tygodnie przed tym, gdy powiedział mi, że zamierza poślubić tę kobietę. Zaczął mi pokazywać zdjęcia jej dzieci — chłopca i dziewczynki, tylko trochę młodszych ode mnie. Chyba myślał, że mnie, jedynaczkę, która długo była samotna, to ucieszy. A ja — w restauracji, w której byliśmy – zaczęłam płakać i krzyczeć na niego. Jak mógł mi to zrobić? Nigdy nie nosił moich zdjęć w portfelu. To nie było w porządku. Opuszczał mnie dla nich.

Takie poczucie opuszczenia można w dużym stopniu zredukować, jeśli rodzic opuszczający dom będzie miał częsty kontakt z dzieckiem w pierwszym okresie separacji. W tym czasie jest zwykle najwięcej konfliktów między rodzicami i prawdopodobnie niewielki kontakt z tym z nich, które opuściło dom.

Dla dobra dzieci rodzice powinni wówczas ogłosić rozejm. Oznacza to, że należy zrobić wszystko, by mieć kontakt z wszystkimi członkami rodziny. Trzeba się o to starać, bo nie stanie się to w sposób naturalny. Same rozmowy telefoniczne także nie pomogą. Dziecku potrzebna jest rzeczywista fizyczna obecność, żeby przezwyciężyć poczucie opuszczenia.

Kiedyś zorganizowałem matce, która opuściła dom, możliwość przychodzenia do niego każdego ranka, by mogła zjeść śniadanie ze swoją 13–letnią córką. Jej mąż wychodził wcześniej do pracy i w ten sposób umożliwiał matce i córce spędzenie wspólnej godziny przed pójściem do szkoły. Matka mogła uporządkować rzeczy córki, zaplanować jej dzień i zająć się innymi sprawami, którymi się zajmowała wcześniej. Trwało to trzy miesiące, a potem stopniowo ograniczaliśmy częstotliwość porannych spotkań na rzecz innych form kontaktu. Głęboko wierzę, że miało to wpływ na zredukowanie poczucia opuszczenia u córki.

Etap 3: Samotność i smutek

Wcześniej czy później dochodzi do głosu poczucie zupełnego osamotnienia i izolacji. Wszystko wydaje się spokojniejsze i dzieci odnoszą wrażenie, że mają dużo więcej czasu niż kiedyś. Dzieje się tak, ponieważ normalna rodzinna aktywność jest wyciszana. Nie ma już stałych godzin posiłków ani regularnych rodzinnych wyjść. Nawet konflikt, który przepełniał atmosferę domu, zniknął i pozostawił pustkę. Zamieszanie panujące dookoła jest mniejsze i jego miejsce zajmuje samotność.

Niektóre dzieci są zaskoczone faktem, że po raz pierwszy w swoim życiu odczuwają głęboki smutek. Objawia się to bólami żołądka i uciskiem w klatce piersiowej. Dzieci przestają się zajmować hobby. Nie zwracają uwagi na ukochane dotąd zwierzaki. Czują mniejszy zapał do robienia czegokolwiek. Mają kłopoty z jedzeniem. Większość dzieci przestaje się interesować szkołą i spotykać się z przyjaciółmi. Snują się z kąta w kąt z nieszczęśliwą miną. Depresja bierze górę.

Na tym etapie dzieci spędzają dużo czasu na rozmyślaniach. W rzeczywistości to właśnie może być przyczyna ich smutku. Częściowo są to bowiem marzenia na jawie — dzieci wyobrażają sobie, że rodzice znów będą razem i wszelkie kłopoty znikną. Czasem prowadzi to do jeszcze większego smutku i wywołuje napady płaczu.

Nie powinno się odwodzić dzieci od płaczu. Rodzice powinni unikać zawstydzania dzieci i wprawiania ich w zakłopotanie w związku z płaczem. To ważny sposób uwolnienia smutku odczuwanego przez dzieci. Płacz pełni istotną fizjologiczną funkcję w przezwyciężaniu smutku i depresji.

Charakterystyczne dla naszej kultury jest to, że cenimy zdolność tłumienia uczuć. Większe przyzwolenie na płacz byłoby prawdopodobnie zdrowsze dla nas zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Jezus rozumiał znaczenie łez, a nawet sam płakał. Przypominam Jego słowa z Ewangelii według św. Łukasza: „Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie” (6,21). Jezus mówi nam po prostu: Płacz przygotowuje drogę do przyszłej radości!

Etap 4: Frustracja i złość

Zaraz po smutku pojawiają się uczucia frustracji i złości. Dzieci rozwiedzionych małżeństw chcą przede wszystkim bezpieczeństwa i szczęścia. Pragną także, by wszystko wróciło do normy z czasów sprzed rozwodu. Nie mogą otrzymać tego, czego chcą, ich potrzeby są blokowane lub niedostrzegane. Jeśli tak się dzieje, dzieci doświadczają głębokiej frustracji, która następnie rodzi złość.

Związek między złością a frustracją to ciekawe zjawisko. Złość jako reakcja na frustrację jest prymitywnym sposobem pokonania niemożności realizacji pewnych celów lub pragnień. Dzieci doświadczające wszystkiego, co związane z rozwodem, nie mogą zrealizować wielu celów i pragnień, naturalne jest więc, że pojawia się złość. Kłopot w tym, że złość nie pomaga w przezwyciężeniu przeszkód. Decyzje bowiem zapadają poza obszarem, na który dziecko ma wpływ, i nawet największa złość ze strony dziecka niczego nie może zmienić, dlatego daje skutek przeciwny do zamierzonego, i często dziecko uwewnętrznia ją, co może być powodem wielu szkód.

Pewien 14–letni chłopiec z rodziny, dla której pracowałem, poszedł do warsztatu swojego ojca i zranił się głęboko w nogę dłutem. „Sprawdzałem tylko, czy jest ostre” — tłumaczył. Jednak głębokość rany i fakt, że zrobił to rozmyślnie, jasno wskazywały, że zranienie siebie samego było jedynym sposobem, w jaki ów chłopak mógł wyrazić frustrację i złość na ojca. Był za mały, by wyładować się fizycznie na ojcu, wyładował się więc na samym sobie.

W wypadku dzieci doświadczonych przez rozwód rodziców złość stanowi większy problem związany z przystosowywaniem się do sytuacji. W tym momencie zwrócę tylko uwagę na to, że uczucie złości musi być akceptowane jako normalny etap w procesie przystosowywania się do rozwodu. Nie reaguj na to uczucie złością. Zaognisz bowiem tylko sprawę i wywołasz jeszcze większą złość.

Złość ze strony dzieci musi być odbierana w sposób naturalny i należy zapewnić, że rodzic rozumie, dlaczego się tak zachowują i nie wini ich za to. Stwierdzenie w stylu: „Nie wolno ci się złościć”, nic nie pomoże, dzieci mają prawo być rozzłoszczone! Trzeba im pomóc w poradzeniu sobie z tym uczuciem. „Powiedz mi, jak bardzo jesteś zły” — to zaproszenie do otwartości i dużo lepsze podejście do sytuacji.

Etap 5: Odrzucenie i uraza

Frustracja i złość otwierają drogę poczuciu odrzucenia i urazy, zwłaszcza w stosunku do rodziców. Dziecko niekoniecznie pozbywa się już uczucia złości, ale zajmuje ono dalsze miejsce.

Kiedy mamy do czynienia z tym etapem, dziecko odsuwa się i tworzy pewien emocjonalny dystans między sobą a rodzicem. Dlaczego to robi? Są dwa powody: zabezpiecza to je w pewnym stopniu przed przyszłym emocjonalnym cierpieniem oraz jest sposobem ukarania ojca lub matki za to, co się stało.

Odrzucenie może przyjąć postać dąsania się, nieodzywania się do rodziców. Dziecko nie przychodzi, jeśli się je woła, i nie odpowiada, gdy się je pyta. Proszone o coś nie robi tego lub po prostu „zapomina”. Starsze dzieci mogą się odnosić bardzo krytycznie do otoczenia, zwłaszcza do sióstr i braci. „Ta sukienka jest okropna” albo „Nie podoba mi się twoja fryzura” — tak często zwracają się chłopcy do swoich sióstr i matek.

Dziewczęta stosują inne metody. Żeby dopiec swoim ojcom, robią niepochlebne porównania. „Ojciec Mary zabiera ją zawsze na weekend” albo „Sara mówi, że jej tata nigdy na nią nie krzyczy”. Dzięki temu dziewczyna może wyrazić głęboko ukryte urazy.

Wszyscy ludzie mają skłonność do postępowania znanego jako „formowanie reakcji przeciwnych” i pomocne jest, jeśli rodzice to rozumieją. Gdy nienawidzimy kogoś, ale czujemy się winni i nie możemy tego wyrazić, uczucie nienawiści przekształcamy w uczucie miłości, które jest bardziej akceptowane. Inaczej mówiąc, formujemy reakcję na coś, czego nie lubimy w samych sobie, przez przekształcenie w coś przeciwnego. Problem polega na tym, że miłość, która zastępuje nienawiść, może być tylko powierzchowna. Czasem jest to jednak jedyny sposób, w jaki możemy sobie poradzić z naszą nieakceptowalną nienawiścią.

Formowanie reakcji przeciwnych działa też na odwrót. Gdy bardzo pragniemy miłości, ale obawiamy się, że możemy zostać odrzuceni, odwracamy owo pragnienie miłości i zaczynamy okazywać nienawiść.

Obie te reakcje są typowe dla dzieci przeżywających rozwód rodziców. Nienawidzimy rodziców, ale nie potrafimy stanąć twarzą w twarz z tą nienawiścią, udajemy więc, że kochamy. Lub też odwrotnie: pragniemy być kochani w okresie rozpadu rodziny, ale boimy się odrzucenia, przekształcamy więc miłość w nienawiść.

Dzieje się tak często, gdy dzieci przechodzą etap odrzucenia i urazy. Odpychają rodziców, gdy tak naprawdę chcą, by je przytulić, albo mówią okropne rzeczy, choć chcą być kochane. Dzieci w ten właśnie sposób bronią się przed odrzuceniem.

Mądry rodzic zrozumie właściwie to zachowanie: jako desperackie dążenie do bycia kochanym. Nie zniechęcajcie się pełnymi nienawiści zachowaniami dzieci.

W podobny sposób zachowywała się pewna 9–letnia dziewczynka, której mama opuściła swego męża. Miała zwyczaj wpadać do sypialni matki i wykrzykiwać: „Nienawidzę cię, nienawidzę cię”. Gdy matka próbowała ją przekonywać, córka wychodziła z pokoju. Matka czuła się zdezorientowana: „Jeśli teraz nienawidzi mnie tak bardzo, co będzie czuła, gdy dorośnie?” — pytała.

Uspokoiłem ją i wyjaśniłem, na czym polega „formowanie reakcji przeciwnych”. „Proszę nie zwracać uwagi na to, co mówi córka, ale dostrzec w jej zachowaniu desperackie wołanie o miłość i dodanie otuchy” — mówiłem. — „Proszę objąć ją i przytulić, a jeśli będzie chciała się wyrwać, proszę ją delikatnie przytrzymać” — poradziłem.

Matka zastosowała się do moich rad. Dziecko szarpało się, krzyczało i kopało, a matka trzymała ją delikatnie w ramionach i powtarzała: „Kocham cię, Jeannie, kocham cię, Jeannie”. Stopniowo złość ustępowała i dziecko przestawało się bronić.

Początkowo leżało w jej ramionach bezwładnie, ale później zaczęło odwzajemniać jej uścisk i przytuliło się do niej. Matka nauczyła się czegoś ważnego: dzieci nie zawsze myślą to, co mówią, i często mówią coś zupełnie przeciwnego temu, co chciałyby powiedzieć.

Etap 6: Odbudowanie zaufania

Ostatni etap, na którym następuje odbudowanie zaufania, daje poczucie wolności. Gdy przychodzi, mamy wrażenie, że do dusznego i zadymionego pokoju wpadło świeże powietrze. Jak dużo czasu upływa od momentu, gdy zaczyna się toczyć sprawa rozwodowa, do chwili, gdy następuje ostatni etap? Zależy to od konkretnych okoliczności.

Wpływa na to wiele czynników. Czas, który musi upłynąć, by nastąpiło uzdrowienie sytuacji, zależy od charakteru małżeńskiego konfliktu, wieku i osobowości dzieci, od tego, jak rodzic radzi sobie z pojawiającymi się problemami, i od tego, jak rodzice odnoszą się do siebie. Może więc upłynąć kilka miesięcy lub lat — a czasem zajmuje to wiele lat.

Jak powinni postępować rodzice, by uczucia dziecka wróciły do normy możliwie jak najszybciej? Oto kilka zasad, które powinny wpłynąć znacząco na przyśpieszenie tego procesu:

Spróbuj nie być pochłonięty tylko przez własne uczucia

W trudnym okresie separacji i rozwodu bardzo łatwo być niewrażliwym na uczucia własnych dzieci. Znajdź więc dla nich czas. Wybierz porę dnia lub wczesnego wieczoru, kiedy będziesz się mógł skupić na tym, co mają ci do powiedzenia. Pozwoli ci to zobaczyć własne uczucia we właściwej perspektywie, a także da dzieciom szansę, by zrozumiały swoje uczucia.

Daj czas na uleczenie

Rozwód to nie pora na bycie impulsywnym i oczekiwanie szybkiego zaradzenia problemom. Twoje dziecko potrzebuje czasu na przeżycie ważnych spraw, powinieneś więc być cierpliwy. Proś Boga o cierpliwość i zrozumienie tego, co musi się zdarzyć, nim nastąpi całkowite uleczenie. Jeśli sprawia ci to kłopot, poproś o pomoc w przykościelnej poradni rodzinnej lub zwróć się do innego specjalisty.

Zapewnij stabilną sytuację w domu

Jeśli to tylko możliwe, pozostaw dzieci w domu, w którym dotąd mieszkały, zapewnij możliwość uczestniczenia w dotychczasowych zajęciach, chodzenia do tej samej szkoły i zabawy z tymi samymi kolegami. Im mniej zmienisz, tym lepiej. Wystarczy, że dzieci muszą się przyzwyczaić do tego, do czego muszą się przyzwyczaić! Zmian można dokonać na późniejszym etapie, gdy wszystko inne już się ustabilizuje.

Nie ustawiaj się na pozycji obronnej

Bez wątpienia będziesz się czuć winny z powodu rozwodu, a w związku z tym będziesz mieć silną potrzebę bronienia samego siebie. Ustawianie się na pozycji obronnej prowadzi do jeszcze większych konfliktów. Szczególnie musisz zwrócić uwagę na to, by nie atakować byłego małżonka w związku z tym, jak ten postępuje. Działając w ten sposób, wywołujesz bowiem stan napięcia u dzieci, które muszą zadbać o zachowanie spokoju między rodzicami i nie powinny być zmuszane do stawania po niczyjej stronie. Zaufaj poczuciu sprawiedliwości swojego dziecka. Ono wie lepiej niż ty, kogo należy winić i jaką część winy należy przypisać każdemu z rodziców. Jesteś zraniony, więc nie jesteś w stanie sprawiedliwie ocenić sytuacji. Pozostaw to Bogu, który wie wszystko.

przeł. Magdalena Ciszewska

Tekst jest fragmentem książki Archibalda D. Harta, Helping children survive divorce, która się ukaże niebawem w Wydawnictwie W drodze.

Trwały ślad
Archibald D. Hart

urodzony 27 kwietnia 1932 r. w Kimberley, RPA – znany amerykański psycholog i psychoterapeuta, wykładowca Fuller Theological Seminary w Kalifornii. Członek m.in. Prescribing Psychologists Register oraz International Networ...