Tako rzecze Lupa, czyli umieranie nadczłowieka

Tako rzecze Lupa, czyli umieranie nadczłowieka

, 0 recenzji

Zaratustra, reż. Krystian Lupa Kraków, Stary Teatr, premiera: 7 maja 2005 roku

Nadczłowiek według Krystiana Lupy ponosi chyba jeszcze większą klęskę niż jego nietzscheański prototyp. Mit proroka, który uśmiercając starego Boga, miał zaprowadzić nowy ład, obumiera w drobnomieszczańskich dekoracjach, skazany na współczucie najbliższych. Ludzi spotkanych na drodze duchowych poszukiwań Zaratustry odnajdziemy ostatecznie na ulicach Babilonu w upokarzającej kolejce po zupę. Nie będzie już w nich nic z nadludzi. Przeciwnie, łatwiej będzie można rozpoznać w nich objawiający się nad miską jedzenia zwierzęcy instynkt samozachowawczy niż jakąkolwiek duchową moc.

Bóg, który musiał umrzeć

„Będę nauczał was nadczłowieka. Człowiek jest czymś, co trzeba przezwyciężyć. Coście zrobili, żeby go przezwyciężyć?” 1 — rzuca swe pytanie młody Zaratustra (Michał Czarnecki) w tłum czekający na występ linoskoczka. Tak rozpoczyna się spektakl Lupy i tak zaczyna się duchowe poszukiwanie Zaratustry. Trzeba się wyzwolić z człowieczeństwa, gdyż — jak powie — „pełne jest zatajonej sromoty i szpetności, brudnem stworzeniem jest człowiek”. Duchowa droga proroka bierze swój początek z niezgody na samego siebie, z niezgody na własne człowieczeństwo. Trzeba się wyzwolić z nędzy ludzkiej, z tego, co stanowi o człowieku, który „jest liną rozpiętą między zwierzęciem i nadczłowiekiem — liną ponad przepaścią”. Możliwe jest to jedynie, kiedy wyzwolimy się od Boga, który widzi tę nędzę i współczuje jej; wyzwolić się z nędzy ludzkiej można tylko, zabijając Boga — zdaje się, że mówi Nietzsche alias Zaratustra.

„Nie zniosłeś tego, kto ciebie widział — kto cię zawsze na wskroś przezierał, ty najszpetniejszy człowieku! Zemściłeś się na tym świadku!” — mówi Zaratustra (Zbigniew Kaleta) do Zabójcy Boga, zwanego także Człowiekiem Najszpetniejszym, którego dojrzały już prorok spotyka w drugiej części spektaklu. „On jednak — umrzeć musiał: oczyma, które wszystko widzą — widział człowiecze głębie i dna, całą jego zatajoną sromotę i szpetność. Jego litość wstydu nie znała: wpełzł w me najbrudniejsze zakątki. Ten najciekawszy, nad miarę natrętny, ten nadlitościwy umrzeć musiał. Zawsze mnie widział: na takim świadku zemstę wywrzeć musiałem — lub też sam przestać żyć. Bóg, co widział wszystko, nawet i człowieka, Bóg ten umrzeć musiał! Człowiek nie ścierpi, aby taki świadek żył” — deklaruje Zabójca Boga.

Duchowe poszukiwanie Zaratustry nie ma w sobie nic z heroicznego zmagania się z Bogiem. Jeśli można odwołać się do tego toposu, to trzeba powiedzieć, że w Nietzscheańskim poszukiwaniu nie ma nic z Konradowskiego: „Ja, proch, będę z Panem gadał”. Zaratustra nie gada z Bogiem, nie wchodzi z Nim w jakikolwiek dialog, dialog bowiem zakłada, że każda ze stron ma choć częściowo rację. Nietzsche po prostu detronizuje Boga, a w konsekwencji zajmuje Jego miejsce.

Obłęd zamiast mistyki

Słowem, które nieustannie powraca w spektaklu, jest litość. „Od strony litości zbliża się wielka chmura” — mówi Zaratustra w dziele Nietzschego. Litość jednak zdaje się nieuchronna. Zaratustra Lupy to zderzenie wieszczego tekstu samego filozofa ze sztuką niemieckiego dramaturga Einara Schleefa Nietzsche. Trylogia. Trzecia część widowiska oparta jest na tekście Schleefa. Prorok Zaratustra staje się tutaj Fritzem (Krzysztof Globisz), niedołężnym, ubezwłasnowolnionym człowiekiem, zdanym na litość i współczucie matki (Iwona Bielska) i siostry (Małgorzata Hajewska–Krzysztofik). Fritz jest nie tylko zdany, ale wręcz „skazany” na ich litość i miłosierdzie, które najlepiej ukazane są w scenie kąpieli Fritza. Matka i siostra pomagają niedołężnemu Fritzowi wejść do wanny, a na jego twarzy maluje się uśmiech typowy dla twarzy dziecka lub zdziecinniałego starca.

Fryderyk Nietzsche ostatnie lata swego życia spędził w zakładzie opiekuńczym dla umysłowo chorych, a potem pod opieką matki, a następnie siostry. Zmarł w 1900 roku w stanie kompletnego rozkładu fizycznego i umysłowego. W spektaklu Lupa konfrontuje prorocze wizje filozofa z jego własną życiową kondycją. To zderzenie jest okrutne. Mit nadczłowieka rozbija się o ludzkie ciało z jego niedołęstwem i o ludzki umysł z jego starczym rozkładem. Nadczłowiek Lupy kończy swój żywot w starych, drobnomieszczańskich dekoracjach, miejsce mistyki zajmuje obłęd, a sam Nietzsche staje się — jak pisze Łukasz Drewniak — „antywcieleniem nadczłowieka” 2.

Po Bogu

Najbardziej przejmująca scena spektaklu to spotkanie Zaratustry z Ostatnim Papieżem, zwanym także Człowiekiem Wysłużonym. Stary papież podłączony jest do skomplikowanego mechanizmu rurek i kroplówek, które prowadzą do zamkniętego w rodzaju akwarium Sumiennika obłożonego pijawkami. W rozmowie z Zaratustrą wypowiada najważniejsze chyba słowa o kondycji człowieka „po Bogu”: „I otom jest wysłużony: bez pana, a jednak nie wolny, o żadnej godzinie życia już nie radosny, chyba tylko we wspomnieniach”. Okazuje się, że człowiek wyzwolony od Boga wcale nie staje się wolniejszy, niż był. Tym, co go ogranicza, jest odpowiedzialność, która teraz ostatecznie spadła na niego. Prócz niego nie ma już żadnej instancji, które orzekałaby o tym, co dobre i co złe. Teraz człowiek jest ostatecznie odpowiedzialny za losy świata.

Lupa pokazuje ten świat. Mieszkają w nim prostytutki, mordercy, bezdomni i biedni stojący w kolejce po zupę z darmowej jadłodajni. Ludzkie nieszczęście jest dojmujące i ciche. Gwizd sztucznych ogni zamienia się w tym świecie w salwę bomb. Człowiek, który uważał się za nadczłowieka, objawia swoją „siłę”, mordując kochankę. Ten świat jest wokół nas — mówi Lupa. W swoim notatniku, którego fragmenty zamieszczono w programie spektaklu, Lupa pisze o swoich spotkaniach z bezdomnymi:

ci ludzie, biedni, bezdomni — którzy nie tylko nie przezwyciężyli człowieka, ale są pod człowiekiem, są przygnieceni człowiekiem, leżą pod człowiekiem, pod własnym losem i pod godnością conditio humana — leżą pokorni, leżą na pysk… ich ciała tylko dalej żyją, jak piwniczne rośliny. Stoją w kolejce po zupę, potem dostają zupę i jedzą tę zupę i nie chcą sobie przeszkadzać żadną rozmową, nie chcą sobie przeszkadzać żadną myślą, żadnym słowem, żadną muzyką — chcą być sam na sam z wlewanym do wnętrza ciepłem pożywnego płynu, który daje możność przeżycia do jutra — ciało pańskie, choć bóg przecież umarł 3.

W tym kontekście jakżeż okrutnie brzmi wezwanie Zaratustry kierowane do ludzi: „Zaklinam was, bracia, pozostańcie wierni ziemi i nie wierzcie tym, co wam o nadziemskich mówią nadziejach!”.

Pogański rytuał

Zaratustra Lupy wywołuje wśród krytyków zarówno zachwyt, jak i zupełne odrzucenie. Jedno trzeba przyznać, nie jest to spektakl łatwy w odbiorze. Pozbawiony klasycznie rozumianej fabuły, zbudowany z luźno powiązanych ze sobą epizodów, skonstruowany z bardzo różnej materii, od teatru słowa przez gest, a nawet taniec, aż po klasyczne sceny rodzajowe. Jest rodzajem snu na jawie, chwilami męczącego (jak w scenie monologu Zaratustry wzmacnianym tekstem Cienia wygłaszanym po niemiecku), chwilami olśniewającym (jak scena z królami), w którym tak samo ważna jest muzyka jak oniryczne obrazy metrializowane w projekcjach wideo.

Lupie udało się przetłumaczyć filozoficzny traktat pisany w formie przypowieści na język teatru. Reżyser uzupełnił tekst Nietzschego i Schleefa własnymi scenami, które dopisują współczesny kontekst i łączą filozoficzną ideę z życiem. Jednak, by rozpoznać Lupę, trzeba znaleźć własny szyfr, jest bowiem wiele w tym spektaklu scen, które nie tłumaczą się same, nabrzmiałe symboliką wymykają się jednoznacznym interpretacjom. Jak pisze Łukasz Drewniak, „Lupa zmienia spektakl w pogański rytuał odarty z wszelkiej celebry i pompatyczności, lepiony z tego, co niskie, wstydliwe, głęboko ukryte w ciele i duszy” 4. Czy jednak da się przetłumaczyć na zupełnie jednoznaczny kod emocje, psychologię, filozoficzne intuicje i obrazy wyrastające z podświadomości reżysera? Wiele podpowiada nam sam Lupa w swoim notatniku. Tam znajduje się cała, wielowątkowa geneza Zaratustry.

Wybór Lupy?

Kiedy oglądałem Zaratustrę Krystiana Lupy w Starym Teatrze w Krakowie, ciągle przychodziły mi do głowy dwie myśli. Pierwsza, pobrzmiewająca niejaką złośliwością, odwoływała się do… kampanii reklamowej w Singapurze, której jednym z elementów był billboard z tekstem: „Nietzsche umarł. Bóg” 5. Druga myśl wędrowała do tekstu Stefana Chwina Traktat o dłoniach i rzeczach, w którym autor odwoływał się do własnego doświadczenia z czasów młodości:

Gdy kiedyś, w chwili wzburzenia — było to w porze gimnazjalnych buntów, które Parandowski ochrzcił piękną nazwą „nieba w płomieniach” — powiedziałem do niej [Babci] twardo: „Bóg umarł” […], spojrzała na mnie ze smutkiem znad okularów: „To prawda. Bóg umarł w Wielki Piątek” 6.

Z tych trzech „umierań” w spektaklu Lupy obecne są dwa: (ob)umieranie Zaratustry/Nietzschego i deklaracja śmierci Boga. Nie ma nic o śmierci wielkopiątkowej. Lupa pokazał świat, w którym — że użyję słów Jana Pawła II —

człowiek został sam: sam jako twórca własnych dziejów i własnej cywilizacji; sam jako ten, który stanowi o tym, co jest dobre, a co złe, jako ten, który powinien istnieć i działać etsi Deus non daretur — nawet gdyby Boga nie było 7.

jakby Bóg nie był dany — mówiąc nieco dosłowniej. Przeciwieństwem tego świata jest tamten, którego epicentrum stanowi śmierć wielkopiątkowa, ów dzień, gdy Deus pro nobis tradetur — gdy Bóg został dla nas (wy)dany, o czym przypominają nam nieustannie słowa eucharystycznej anamnezy.

Zaratustra Krystiana Lupy jest traktatem teologicznym wpisującym się w misteryjny nurt teatru. To nie jest spektakl, który owocuje moralnym katharsis. Zaiste, z monumentalnego theatrum Lupy nie wychodzimy w żaden sposób oczyszczeni, uspokojeni czy rozgrzeszeni. Lupa nie rozwiązuje naszych egzystencjalnych problemów, nie uprawia dydaktyki, pozostawia nas z tajemnicą ostatecznego wyboru. Skoro

problemy są po to, by je wyjaśniać; tajemnica natomiast nie poddaje się wyjaśnianiu, lecz otwiera się tylko w akcie jej przyjęcia 8

reżyser tego właśnie od nas wymaga: odrzucenia bądź przyjęcia. Czy on sam opowiada się za którąś z wizji? Czy Zaratustra jest spektaklem konfesyjnym? Lupa — pisze Pawłowski na łamach „Gazety Wyborczej” —

dał portret człowieka pozbawionego teologicznych podpórek, bezbronnego wobec świata, w którym zło i dobro są splecione, tak że nie sposób ich od siebie odróżnić.

W tym świecie (nad)człowiek ponosi klęskę — mówi Lupa, sam — jak się zdaje — dokonując wyboru.

1 Fryderyk Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra, przeł. W. Berent. Korzystałem z tekstu zamieszczonego na stronie: http://timotheos.webpark.pl/z4.html. O ile nie zaznaczono inaczej, wszystkie cytaty pochodzą z tego dzieła.
2 Łukasz Drewniak, Osły i Nadludzie, „Przekrój” nr 45/46, 07.11.2004.
3 Krystian Lupa, Dziennik, 27.11.2003, w: Zaratustra [program do spektaklu], Kraków 2005.
4 Łukasz Drewniak, op. cit.
5 Piotr Alchimowicz, Wpadniesz dziś do mnie? – Bóg. Jak można reklamować Stwórcę, „Więź” 3/2005, s. 70.
6 Stefan Chwin, Traktat o dłoniach i rzeczach, „Tygodnik Powszechny” 2/2002, s. 8. Cyt za: Jerzy Szymik, W poszukiwaniu Pańskiego oblicza, w: Ad plenam unitatem, red. P. Jaskóła, R. Porada, Opole 2002, s. 453.
7 Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005, s. 19. Do myśli tej odwołał się także kard. Ratzinger w wykładzie wygłoszonym 1 kwietnia 2005 roku w klasztorze św. Scholastyki w Subiaco.
8 Joseph Ratzinger, Nowa pieśń dla Pana, przeł. J. Zychowicz, s. 187.
9 Roman Pawłowski, Wierzgnięcie Krystiana Lupy, „Gazeta Wyborcza” nr 121, 27.05.2005.

Tako rzecze Lupa, czyli umieranie nadczłowieka
ks. Andrzej Draguła

urodzony 5 stycznia 1966 r. w Lubsku – prezbiter diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, doktor habilitowany teologii, profesor na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, kierownik Katedry Teologii Praktycznej w Instytucie Nauk Teologicznych US, członek Komitetu Nauk...