Notatki rosyjskie

Notatki rosyjskie

Ojciec Zenon Styś przysłał mi na Ukrainę piękny prezent: drugi tom z biblioteki IRE PER MUNDUM Franciszkanizm w spotkaniu z duchowością Kościołów Wschodnich. Mogłem wreszcie, po kilku latach spóźnienia, zabrać się za lekturę dokumentu, którego wagę, z perspektywy rosyjsko–ukraińskich doświadczeń doceniam i rozumiem w sposób szczególny. Ojciec Święty Jan Paweł II List Apostolski Orientale Lumen darował Kościołowi Powszechnemu w setną rocznicę Listu Apostolskiego Orientalium Dignitas Papieża Leona XIII. W miejscu, w którym z wyroków Opatrzności przyszło mi żyć, niejeden raz przyjdzie mi wracać do tego dokumentu. Będę powracał, bo rozumiem, że „grzech naszego podziału jest bardzo ciężki”. Bo tak bardzo dosłownie rozumiem tę potrzebę, o której pisze Jan Paweł II: „by wzrastała nasza wspólna gotowość do podporządkowania się Duchowi, który wzywa nas do nawrócenia, do przyjęcia i uznania drugiego z braterskim szacunkiem”. Bo tak bardzo bliskie jest mi to pragnienie Ojca Świętego: „by ponownie prześledzić dzieje Kościołów i napisać wreszcie historię naszej jedności”, tej jedności, o której w swoim rozważaniu „Drogi Krzyżowej” pisał cytowany w Liście Patriarcha Konstantynopola, Jego Świątobliwość Bartolomeos I: „Jesteśmy zjednoczeni w tych męczennikach z Rzymu, ze Wzgórza Krzyży, z Wysp Sołowieckich, z tak wielu innych obozów zagłady. Jednoczą nas męczennicy, nie możemy nie być zjednoczeni”. Cóż my wiemy, dziś w Polsce, o męczennikach za wiarę chrześcijańską na Wschodzie? Cóż oni nas dziś interesują? Czy interesują? Potraktujmy te pytania w kategoriach rachunku sumienia i bynajmniej nie retorycznie…

Cóż wiemy o męczennikach za wiarę katolicką, cóż wiemy o męczennikach za wiarę prawosławną dziś, kiedy komuniści zupełnie bezkarnie, tak jakby był to jakiś koniec lat czterdziestych a nie czas wolnej Polski, wmawiają nam, że sowieccy agenci topiący Hiszpanię we krwi, sprzedający Polskę GPU, tworzący w niej rodzime bezpieki i „informacje wojskowe”, to demokraci? Mogą tak czynić, bo zapomnieliśmy o ich ofiarach, bo „męczennicy nas nie jednoczą”.

W Rosji i na Ukrainie wiedza o męczennikach za wiarę przez wiele lat była wiedzą zakazaną, ale żyła. Wiem to na pewno, pamiętam, jak pewnego wieczoru młody, wysoki urzędnik rosyjski, opowiadał mi historię śmierci prawosławnego kapłana ze wsi, w której mieszkała jego babcia, wszyscy we wsi kochali go, a przecież nikt nie przeciwstawił się „żelaznej” woli komisarza–bandyty, kiedy ten postanowił „klesze dać szansę: własnoręcznie zrzuci krzyż ze swojej piersi — albo pod lód…” Babci pamięć odziedziczył wnuk, jak wyrzut sumienia. Ta pamięć kazała mu wrócić, ta pamięć kazała mu ochrzcić dziecko. Ile razy ta pamięć kazała niemłodym ludziom pytać mnie, człowieka młodszego wiekiem: „Panie Konsulu, to już nie wróci…?” Pytali mnie na Lewaszowie pod Petersburgiem, pytali w Kotłasie, przez który przeszły miliony zesłańców, gdzie w łagrach obok siebie cierpieli Aleksander Sołżenicyn i polski Żyd–tułacz, Tobiasz Weisman 1, który pozostał tam po dziś dzień, który dzieci polskich zesłańców, a nie wszystkim los pozwolił do Ojczyzny powrócić, uczy języka ich dziadów i który księdzu Krzysztofowi Pożarskiemu pomagał tworzyć parafię rzymskokatolicką, pytali na VI kwartale w Charkowie, tam, gdzie spoczywają polscy oficerowie ze Starobielska…

Wierzę, że komunizm nie wróci, mam też nadzieję, że nikt już nie pozwoli zwieść się jakiejkolwiek starej czy nowej ideologii, obiecującej raj na ziemi. Wierzę, mam nadzieję, ale wiem też, że chrześcijaństwo to odpowiedzialność, to pamięć. Pamiętam też, co zwykł powtarzać świętej pamięci ojciec Aleksander Mień, rosyjski męczennik za wiarę, męczennik z naszych dni, tak jak ksiądz Jerzy Popiełuszko: „Boże dzieło — jednoczyć, diabelskie — dzielić”.

Ojciec Święty pisze: „Jestem przekonany, że ważną drogą wzrastania we wzajemnym zrozumieniu i w jedności jest pogłębianie wiedzy o sobie nawzajem”, pisze też o potrzebie „bezpośredniego spotkania”. O ileż łatwiej spotykać się ludziom, którzy cokolwiek o sobie wiedzą: ksenos — obcy, fobia — strach, ksenofobia pochodzi w prostej linii od niewiedzy, pochodzi w prostej linii od niewiedzy, pochodzi z nieznajomości tego, którego lękamy się. Jak więc się spotykać?

Powiadają, że każdy kapłan w swoim życiu głosi tak naprawdę jedno kazanie, jedno przesłanie… Ojciec Święty od początku swojego pontyfikatu woła nam: „Nie lękajcie się…!” W Liście Apostolskim Orientale Lumen woła też: poznajcie się wzajemnie, macie wobec siebie obowiązki, wszak jesteście chrześcijanami, sąsiadujecie ze sobą i cierpieliście razem.

Brat Roger z Taizé w swojej maleńkiej książeczce: Zachować we wszystkim pokój serca, pod datą 29 lutego pozostawił dwa pytania bez odpowiedzi: „Czy bez przebaczenia, bez pojednania byłaby przyszłość dla człowieka jako osoby ludzkiej? A bez pojednania, jaka jest przyszłość dla chrześcijan?” Jaka…?

* * *

Pamiętacie Krzyżaków Sienkiewicza i początek opisu bitwy grunwaldzkiej? Pamiętacie króla Władysława Jagiełłę wydającego strategiczne rozkazy? —„Na prawym skrzydle pójdzie Wielki Nowgorod!”

Wielki Nowgorod — ruskie miasto i republika kupiecka, związane z Hanzą, nigdy tak do końca nie poddał się mongolskim wpływom. W ruską historię wniósł wodzów i świętych, wniósł oryginalny wkład cywilizacyjny. Tradycje republiki kupieckiej krwawo zniszczył Iwan Groźny, moskiewski car–schizofrenik. Pozostały jednak wspaniałe pamiątki wielkiej kultury, pozostała pamięć jakże innego władcy — świętego Aleksandra Newskiego, przetrwały do dziś budowle klasztorów, przetrwał nowgorodzki Kreml, zachowały się również mury monastyru świętego Cyryla. To z tego klasztoru wyruszył na północ święty mnich Sawwataj. Z Walaamskich Pustelni zabrał ze sobą innego nowgorodzkiego świętego — Zosimę, dołączył do nich German, jakże nietypowe dla Rusi imię, wszyscy oni byli nowgorodczykami z urodzenia. Już przed nimi młodzi nowgorodczanie na lekkich łodziach — nazywano je tam uszkujami — wyprawiali się daleko na północ, ale zakładać klasztor za kołem polarnym? Sawwataj, Zosima i German chcieli uciec od świata w miejsce, gdzie można byłoby spokojnie oddać się Bogu w modlitwie. Takie miejsce odnaleźli na morzu Białym, tam stworzyli monastyr, który złotymi zgłoskami zapisał się w historii Wschodniego Chrześcijaństwa. Większość kronik i dokumentów z historii Monastyru Sołowieckiego przechowywanych pieczołowicie przez setki lat zginęła w czasie pożaru Soboru Przemienienia Pańskiego w 1922 roku, na Wyspach Sołowieckich byli już wtedy inni gospodarze…

Zatrzymajmy się jednak na chwilę na sołowieckiej historii: głównym organizatorem Sołowieckiego klasztoru był święty Zosima, nie tylko asceta, ale i bardzo praktyczny gospodarz i organizator. To on właśnie nadał Sołowieckiemu Monastyrowi charakter, który przetrwał wieki: tamtejsi mnisi nie tylko modlili się, pościli i trwali w kontemplacji z myślą o zbawieniu swoich i nie tylko swoich dusz. Mnisi z Wysp Sołowieckich pracowali, rozprzestrzeniając wokół dobrze pojęte błogosławieństwa cywilizacji, tak jak Benedyktyni, tak jak Cystersi, tak jak mnisi iroszkoccy w Europie końca „seculum obscurum — wieków ciemnych”.

Tak jak nie byłoby Europy bez uczniów świętego Benedykta, tak nie byłoby Rusi Nowożytnej bez świętych Zosimy, Sawwataja, Germana i tych wszystkich, którzy podążyli ich sołowieckim szlakiem. To nie są tylko słowa: święty Filip, sołowiecki igumen i moskiewski Patriarcha, którego życie męczennika i wyznawcy tak bardzo przypomina życie i świętego Tomasza Becketa, i świętego Stanisława–Biskupa, zanim został Patriarchą, wynalazł mechaniczną suszarnię do ziarna, uruchomił też na Wyspach Sołowieckich cegielnię i hutę szkła. To on szaleństwu i samowoli Iwana Groźnego odważył się przeciwstawić, płacąc za to swoim życiem. Wschodni despoci nigdy nie znosili sprzeciwu. Jeszcze w XVI wieku ojciec Taras opracował metodę wydobywania z wody morza Białego czystej soli. Niewielu też Rosjan wie dzisiaj, że duże jednostki pływające na Rusi budować ponad sto lat przed carem Piotrem zaczął św. Trifon z Wysp Sołowieckich. Jego statki z nikim jednak nie wojowały, a w naszym świecie wciąż lepiej znamy historie wojen i wodzów. Św. Trifon pierwszy też na północy zaczął hodować ostrygi. Nigdy też nie przestały Wyspy Sołowieckie dawać Rosji i światu chrześcijańskiemu świętych. Kiedy po bolszewickim przewrocie w listopadzie 1917 roku do władzy w Rosji doszedł Lenin ze swoimi towarzyszami, najpotężniejsze uderzenie ten ateistyczny reżim skierował w to, co święte. Ten reżim wypowiedział wojnę Bogu, zaprawdę nie sposób go pojąć bez metafizyki. To tak bardzo jaskrawo widać z perspektywy polskich tragedii: oficerowie polscy, ofiary Katynia, wcześniej zanim ich rozstrzelano w katyńskim lasku, więzieni byli w obozie w Kozielsku. Kozielsk to święte miejsce Prawosławia, słynna Pustelnia Optyńska. Ofiary Miednoje to wcześniej więźniowie Pustelni świętego Nila. Pomordowanych w Charkowie więziono w starobielskim klasztorze. Szatan zawsze pragnie splugawić to, co najświętsze, pierwszy swój obóz koncentracyjny utworzyli bolszewicy na Wyspach Sołowieckich. Rozkaz o utworzeniu obozu osobiście podpisał „wódz” — Lenin. Ten rozkaz dotknął przede wszystkim kapłanów — prawosławnych i katolickich, dotknął i protestanckich religioznikow. Szatan wciąż nie wie, co znaczą męczennicy. Wyspy Sołowieckie znów przyniosły Kościołowi Powszechnemu świętych… To tych świętych wspominają Ojciec Święty Jan Paweł II i Patriarcha Konstantynopola Bartolomeos I.

Kiedy wielki rosyjski pedagog i pisarz Borys Szyrajew dowiedział się w butyrskim więzieniu, że zamieniono mu karę śmierci na dziesięć lat sołowieckiej zsyłki — był wtedy rok 1922 — inny wielki Rosjanin, malarz Michaił Niestierow powiedział mu: „Niech się Pan nie boi Sołowek. Tam Chrystus blisko”.

Myślę, że jeszcze wrócimy do Sołowieckich świętych… Dziś powrócili na Wyspy mnisi, powróciła praca i modlitwa.

„Nie unoś się z powodu złoczyńców *
ani nie zazdrość czyniącym nieprawość,
bo prędko znikną jak siano *
i zwiędną jak trawa zielona.
Miej ufność w Panu i czyń, co dobre, *
byś mieszkał na ziemi i żył bezpiecznie”.

1 Tobiasz Weisman zmarł na początku lutego 1997 roku. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych — po Tobiaszu w Kotłasie pozostała wielka pustka. I nawet katolicki kapłan rzadziej tam przyjeżdża…

Notatki rosyjskie
Zdzisław Nowicki

(ur. 17 grudnia 1951 r. w Pile – zm. 6 czerwca 2006 r.) – polski dyplomata, ekonomista, senator I kadencji, ambasador RP, w latach 1992-1998 oraz 2000-2004 przebywał na placówkach dyplomatycznych w Sankt Petersburgu, Charkowie i Astanie, publikował po polsku, rosyjsku, ukrai...