Dzwonek pana woźnego
fot. bernard hermant / UNSPLASH.COM

Dzwonek pana woźnego

Moja szkoła podstawowa w Falenicy obchodziła 90. rocznicę istnienia. Kończyłem ją w 1962 roku, kiedy powstawał zespół The Rolling Stones, Beatlesi w ostatecznym składzie nagrali Love Me Do, Marilyn Monroe śpiewała prezydentowi Kennedy’emu Happy Birthday, a świat zbliżał się do kryzysu kubańskiego. Kiedy odbierałem świadectwo ukończenia szkoły, Olga Tokarczuk miała pięć miesięcy.

Wspominałem czasy sprzed ponad pół wieku, krążąc podczas uroczystości jubileuszowych po starych korytarzach szkoły wzniesionej jeszcze przed wojną. Szerokie schody, wysokie drzwi do klas, łukowate przejścia z korytarza na korytarz. Słyszałem ręczny dzwonek pana woźnego. Brzmiał jak miła muzyka, kiedy dzwonił na koniec lekcji, i groźnie, kiedy oznajmiał koniec przerwy.

Znajdowały się tu również mieszkania naszych nauczycieli. Zapraszali nas czasami do siebie na upieczone własnoręcznie ciasteczka i lemoniadę. Jak byśmy byli ich dziećmi. Wielu z nich było cichymi bohaterami, narażającymi podczas okupacji życie, organizując tajne komplety. Większość nie marzyła o takiej Polsce, jaką zapowiadał manifest lipcowy. Ale to była nadal ich Polska, nie obrażali się na nią, bo wiedzieli jedno: etos pracy nauczyciela kazał im tak uczyć, aby szkołę

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się