Wiara w rytmie hip-hop

Wiara w rytmie hip-hop

W miarę jak śpiewał raper, wyłaniała się coraz wyraźniejsza wizja tego, kim jest Bóg w jego świecie. Sięgnąłem po jego teksty, by poszukać odpowiedzi na pytanie, w co i jak wierzy chłopak z blokowiska.

Specyficzną formą publicznego dyskursu, w którym udział bierze zwłaszcza młodzież, jest muzyka. Dla młodego człowieka jest ona podstawowym sposobem wyrażania siebie, mówienia o tym, co ważne. Muzyka jest także jednym z kryteriów, według których można by się doszukiwać podziałów istniejących wśród młodzieży. Trawestując znane powiedzenie, można więc zapytać: powiedz mi, czego słuchasz, a powiem ci, kim jesteś 1. Słuchacze poszczególnych gatunków muzyki różnią się od siebie, prezentują też odmienny stosunek do świata.

Raper i jego Pan Bóg

Nie ma nic odkrywczego w stwierdzeniu, że określona muzyka wyrasta z konkretnego doświadczenia. Jest jego muzycznym echem. Klasyczny przykład to muzyka reggae, której geneza ściśle związana jest z Jamajką, kulturą murzyńską i doświadczeniem niewolnictwa, z czego zrodził się religijny ruch rastafarian 2. Określony gatunek muzyki uznają za swój ludzie o podobnym doświadczeniu. Kto inny słucha rapu, kto inny techno, a kto inny jeszcze dance’u czy tzw. muzyki klubowej.

Utwory nie różnią się tylko warstwą muzyczną, tzn. melodią, rytmem czy użytym instrumentarium, choć już tutaj przebiegają ostre granice, które dla wielu są nieprzekraczalne. Wystarczy przysłuchać się temu, co raperzy mówią o disco polo. Utwory, których słuchają, różnią się także tekstem. Nawet gdy mówią o tym samym, nie mówią w ten sam sposób. Raper i rockman inaczej będą śpiewać o miłości. Czy tylko użyją innych słów i innej muzyki, by wyrazić to samo? Czy może to, jak różnie śpiewają o miłości, mówi także o tym, jak różnie kochają? Nie czas tu ani miejsce na szczegółową analizę sceny muzycznej, ale jestem skłonny na postawione tu pytanie odpowiedzieć twierdząco. Każdy gatunek muzyki to inna wrażliwość, inne widzenie świata i inny sposób kochania.

Czy podobnie jest z relacją między muzyką a wiarą? Czy to, jakiej słucham muzyki (i jeszcze bardziej — jaką muzykę tworzę?), mówi coś o mojej wierze? O moim widzeniu Boga i Jego miejscu w moim życiu? Czy można zaryzykować tezę, że zupełnie inaczej swoją wiarę rozumieją i przeżywają słuchacze muzyki hardrockowej, popu, hip–hopu, techno czy też muzyki spod szyldu „krainy łagodności”? Czy każdy gatunek muzyki to także inny sposób na wiarę? Czy raper wierzy inaczej niż rockman?

Któregoś dnia studenci przynieśli mi na wykłady płytę Grammatika — zespołu, o którym wcześniej nie słyszałem 3. Proponując posłuchanie fragmentu tej płyty, zapowiedzieli, że będzie to polski hip–hop. Miałem krytyczny stosunek do tego gatunku muzyki i bliski byłem pytania z cyklu: „Cóż może być dobrego?”. Po raz pierwszy w życiu wysłuchałem wtedy w całości hiphopowego tekstu. Był to utwór (bo czy można mówić o hiphopowych tekstach „piosenka”?) Każdy ma chwile z płyty Światła miasta. Z głośników popłynęły słowa:

Czasem są chwile, gdy problem jest w każdym kroku W pięści ściskasz frustracje Bezsilne łzy ci płyną z oczu Są takie momenty, gdy ufa się już tylko Bogu A wszystko, czego chce się, to jakiś na szczęście sposób.

I w ten oto sposób usłyszałem słowa o Bogu tam, gdzie się ich nie spodziewałem. W tej piosence Grammatika o Bogu było więcej. W miarę jak śpiewał raper, wyłaniała się coraz wyraźniejsza wizja tego, kim jest Bóg w jego świecie. Sięgnąłem po inne teksty tego zespołu 4, by poszukać odpowiedzi na pytanie, w co i jak wierzy — jak śpiewa o sobie Grammatik — „chłopak z blokowiska”.

Na klęczkach

Relacji do Boga poświęcony jest przede wszystkim wspomniany już utwór Każdy ma chwile. Bóg pojawia się tutaj przede wszystkim w kontekście sytuacji granicznej.

Wtedy, gdy wpada się w problem jak w bagno, w wir nicości A świat twych zasad prostych już runął Jak domek z kart

w perspektywie pojawia się Bóg. W takich właśnie dramatycznych momentach życia człowieka, gdy „świat mój nagle legnie w gruzach”, raper wyznaje, że „ufa się już tylko Bogu”. Według Grammatika nikt nigdy nie jest wolny od dramatycznych doświadczeń życiowych, bo przecież „każdy ma takie chwile, że w duszy deszcz pada”. Nikt też nie jest wówczas na tyle silny, by samemu dać sobie radę. Nie ma wyjątku, „każdy ma chwile, że się po cichu żegna”, „każdy ma chwile, że się po cichu modli/I prosi Boga, aby się nie upodlić” — przyznaje Grammatik. Wtedy wznosi się do Boga błagalną modlitwę:

Boże, proszę byś problem usunął Bym lepszy świat zobaczył jutro rano się budząc Uspokojenie, pomóż znaleźć to, co w sercu drzemie Co siedzi we mnie, proszę cię o to Pomóż usunąć mi z duszy kłopot Panie proszę! (…) W odwadze przed następnym krokiem pomóż I daj schronienie jak w rodzinnym domu I cicho cię proszę, chroń przed ścieżką ciemną

Nawet najtwardsi mają chwile, kiedy potrzebują klęknąć (Każdy ma chwile).

Raper ze szczerą skruchą wyznaje Bogu: „Zbłądziłem i przestałem kiedyś w Ciebie wierzyć”. Dlaczego teraz powraca do Boga? Odpowiedź jest równie szczera: „Właśnie strach do mych drzwi puka/To normalna skrucha, gdy ma się chwile słabości”. Czym różni się życie przed — nazwijmy to — „nawróceniem” i po nim? Kiedyś „pewny swojej mądrości, nie widzący swoich wad/Teraz na usługach Tego, który stworzył świat”. Uznanie Boga i wiara w Niego prowadzą do podporządkowania Jemu własnego życia.

Słowa te pozwalają nam odtworzyć swoistą historię wiary chłopaka z blokowiska. Po okresie naiwnej wiary dziecięcej przyszedł zapewne etap buntu, gdy człowiek odrzuca często niezrozumiałą mądrość Boga i stawia w centrum samego siebie z własną oceną dobra i zła, własną definicją cnoty i wady. Dopiero trudne doświadczenia życiowe, owe chwile, gdy „patrzy się w lustro, jak łzy mu ciekną”, prowokują go do poszukiwania sensu, którego już nie dostrzega we własnej egzystencji. Było to „życie na krechę”, a w nim „tyle chwil, w których myślałem, że to koniec” — przyznaje raper. Nie znaczy to oczywiście, że teraz, gdy w perspektywie życia znów pojawił się Bóg, nie ma chwil trudnych. Są, ale różnica między nimi jest zasadnicza: „te same myśli, ale inny sens wynika”. Teraz Tym, kto określa, czym jest dobro i zło, jest Bóg, do Niego więc skierowana jest prośba: „Boże, daj mi siłę, powiedz mi, co mam robić”.

Relacja do Boga zaczyna z czasem dojrzewać. Bóg przestaje być tylko Tym, który pojawia się w życiu zgodnie z maksymą „jak trwoga, to do Boga”. Teraz otrzymuje właściwe Mu miejsce w świecie. Od wiary rozpaczliwej przechodzi się teraz do afirmacji Boga jako Pana świata i losu. Wtedy rodzi się wyznanie:

Dobrze wiesz, cały świat oddany Tobie Każda minuta życia, od Ciebie je mam Marzenia, szczęście, chwile piękne i bolesne Te z bólu krzyku dźwiękiem (Znalazłem schronienie).

Chłopak z blokowiska ma świadomość, że wszystko w tym życiu ma swoje konsekwencje, że każdą chwilę można wykorzystać dwojako, że nie da się żyć bezkarnie, że „nie ma takich kredytów, których nie trzeba spłacać”. „Jak każdy człowiek stanę przed swoim sądem” — wyznaje, ale świadomość sądu nie paraliżuje go ani nie budzi strachu, bo „po to jest wiara, aby mieć nadzieję”.

W stronę nadziei

Podstawowym doświadczeniem, które determinuje obraz świata, jest przemijanie. Grammatik bardzo często odwołuje się do życia, które mija bezpowrotnie i które może mieć swój nieoczekiwany koniec, bo przecież „śmierć za rogiem”. Oczywiście nie jest to jakieś wyjątkowe doświadczenie: „Od wieków to samo pragnienie w człowieku/Chęć oszukania czasu, zabicia przemijania lęku”. Świadomość życia w nieustannej perspektywie jego końca nie prowokuje jednak do bezmyślnego, hedonistycznego korzystania z niego. „O dragach, o alkoholu — po co mam o tym mówić/W tym wszystkim łatwo sens swojego życia zgubić” — przyznaje raper i dodaje ze szczerością: „Ja chcę być trzeźwy, budząc się rano w wyrze”. I to nie z błahego powodu, ale dlatego, że „z moimi ludźmi chcę być wysoko i wyżej”. Grammatik więc staje się wręcz piewcą ascezy, czyli wyrzeczenia, którego dokonuje się ze względu na wyższe cele.

To prawda, że z ust młodego rapera słyszymy deklarację: „Jutro jest za późno, póki mogę, żyję sobie”, ale nie ma w niej nic z filozofii: jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy (por. 1 Kor 15,32). Przeciwnie, Grammatik jest — nazwijmy to — swoistym smakoszem życia:

Największe błogosławieństwo to budzić się o świcie Otworzyć oczy, to szczęście prawdziwe, to sztuka Szczęście widzieć w zwykłych ruchach (Znalazłem schronienie).

Życie, o którym opowiada Grammatik, nie należy jednak do najłatwiejszych. Padają więc słowa pełne goryczy, że „przecież życie to miał być przywilej”. Niestety,

To razi świat, co Upokarza, uczucia zamraża Takie sytuacje stwarza Że masz wszystkiego dosyć (Każdy ma chwile).

Trudy życia są rozumiane przez Grammatika bardzo dojrzale jako doświadczenia dane nam przez Boga, Jego bezpośrednia interwencja, a może nawet upomnienie się o Niego samego i Jego miejsce w życiu człowieka. „Wiem, to kolejna próba, których dużo było w sumie” — wyznaje raper. Czasem jednak tych prób od Boga jest tak dużo, że stawia się Mu wręcz żądanie: „z życia dużo już wyniosłem, więc przestań mnie doświadczać”.

Mimo bolesnych doświadczeń Grammatik chwali życie:

Kocham to życie mimo zła i mimo smutku I zawsze trwam na swoim stanowisku aż do skutku I do końca aż kurtyna opadnie (Płaczę rymami).

Życie dla Grammatika nie jest ślepym losem ani fatum, ale otwartą księgą: „Nigdy nie jest za późno, by odwrócić bieg wydarzeń/I pokonać dni nieszczęścia, które chodzą w parze”. Taka otwarta perspektywa życia pozwala więc na pełne nadziei stwierdzenie, że „nikt od razu nie jest spisany na straty”. Ból, zło, upadek, doświadczenie, choć są nieodłącznymi elementami życia, w ostatecznym rozrachunku opłacają się, „bo życie mnie uczy widzieć świat i być mądrym”. Tylko takie widzenie świata pozwala na stwierdzenie: „Warto czasem złapać bliznę od życia/By unieść ręce wraz z ostatnim gwizdkiem”. Liczy się więc wielki finał, a wszystko, co po drodze, trzeba widzieć w jego perspektywie. Bo człowiek

Po to ma stopy, żeby zostawiać ślady Po to ma życie, żeby po nim kroczyć I samotności pewnie patrzeć w oczy (Puste pokoje).

Muzyka miasta

Oczywiście, to tylko zarysy świata szkicowanego w rytmie rap. Jednak już teraz można sobie postawić pytanie, czy to, co śpiewa Grammatik, jest reprezentatywne? I dla kogo jest reprezentatywne? W czyim imieniu śpiewają chłopcy z blokowiska z formacji Grammatik? Oczywiście jedyna metodologicznie poprawna odpowiedź brzmi, że w swoim.

W jednym z wywiadów dla magazynu Hip–hop.pl (z roku 2001) na pytanie „Dla kogo gracie i co chcecie przekazać?” Grammatik odpowiedział: „Przekazujemy swoje myśli. Przekazujemy wszystko to, co chcemy, takie, jakie mamy możliwości”. W grudniowym wydaniu Hip–hopu.pl w wywiadzie zapowiadającym reaktywację Grammatika i nagranie trzeciej płyty czytamy: „To, co wyjdzie, będzie wykładnią tego, co chcemy i tego, co aktualnie mamy do powiedzenia” 5.Trudno więc odmówić Grammatikowi szczerości tekstów, tym bardziej, że sami ją po wielokroć deklarują:

Nie bzdury, ale swoje myśli w swoich rymach Mówię o wydarzeniach dnia i o codzienności O życia realności, nigdy o bajkowości (To co w cenie).

To, co śpiewają, nie jest więc artystyczną kreacją pod publikę. Przeciwnie, teksty tego składu wyraźnie przeciwstawiają się populistycznym tendencjom.

Hip–hop, jak rzadko która muzyka, wyrasta z rzeczywistości. Jako współczesna, miejska odmiana folkloru jest odzwierciedleniem życia miasta, a właściwie jednej jego części — blokowiska 6. Nieprzypadkowo Eldo z Grammatika był jednym z bohaterów filmu Sylwestra Latkowskiego Blokersi. Na jednej z internetowych witryn poświęconych kulturze hiphopowej internauta napisał: „Grammatik reprezentuje swymi produkcjami »prawdę słowa«, a nie wieczne już i wtórne nawijanie o ulicy i spalaniu zieleni”.

Teksty Grammatika wyróżniają się na tle innych zespołów hiphopowych, tętnią bowiem autentycznym życiem blokowiska, które dokonuje się „w ptasich skrzydłach i w bólu krzykach”. Słuchając ich tekstów, trudno nie zgodzić się z autorami, którzy rymują, że to „historia prosta, uliczne życie”, „twórczość autentyczna uliczna”. Są to przecież w końcu — jak deklaruje sam Grammatik — „przemyślenia chłopaczyny, który dorósł w blokach”.

„Blokersi — pisze Paweł Wujec — są pierwszym pokoleniem, które poznało na własnej skórze, co oznacza brak pieniędzy w świecie, w którym pieniądze są najważniejsze, decydują o przyszłości i pozycji w grupie rówieśniczej. Dla niektórych sposobem na zdobycie pieniędzy staje się przemoc: handel narkotykami, kradzieże samochodów, kij bejsbolowy” 7. Trudno się więc dziwić, że hiphopowe manifesty blokersów mówiły często o „mieście pełnym cudów, brudów, śmieci, żuli, dziwek, ćpunów, księży, uprzęży, sklepów pełnych węży” (Liroy) 8. Świat Grammatika jest inny. W jego manifestach nie ma typowej dla rapu agresji czy frustracji. Nawet wulgaryzmy, które oczywiście się pojawiają, są nieliczne i — powiedziałbym — uzasadnione. Trudno więc zgodzić się z tezą, że rap pomaga jedynie w integracji negatywnej. Przypadek Grammatika dowodzi, że kultura hiphopowa nie tylko kontestuje zastaną rzeczywistość, ale wzywa do jej pozytywnej przemiany 9.

Jak wyrwać się z takiego świata? Może się wyrwać z blokowiska i rozpocząć karierę? Teksty Grammatika są kategoryczną negacją wyścigu szczurów „do szklanych domów z szarych murów”. Ten wyścig szczurów Grammatik ocenia jednoznacznie:

Niejeden się tym zachłysnął Niejednemu sen z oczu prysnął Przysnął, a gdy się obudził Były szczury, nie było ludzi.

Tym, co dominuje w takim stylu życia, jest egoizm: „Nikt nie podał mu dłoni/Każdy szczur gonił za szczurem/Spadł w dół, a tak szedł w górę”. Nie dziwi więc deklaracja:

Chciałem być normalnym chłopakiem, a nie panem Nie z teczkami i nie w czarnych garniturach Wiesz, bo ja wolę chować się w osiedla murach (Mówią mi).

Grammatik chce powiedzieć tym, którzy go słuchają, że żyjąc „w osiedla murach”, można pozostać prawym, uczciwym człowiekiem, że można przynajmniej podjąć walkę o sensowne życie. Manifest wypływający z tekstów Grammatika jest niezgodą na obraz życia blokersów, które można zamknąć w wyrażeniu: „Bez pieniędzy, bez autorytetów, bez perspektyw” 10. Pieniądze szczęścia nie dają — odpowiada Grammatik — są tylko środkiem do celu, autorytetem w zasięgu ręki pozostaje ciągle Bóg, a wiara pozwala nie ulec rozpaczy, bo „człowiek jest człowiekiem niespisanym na straty”.

Głos ludu Bożego

Czy tak jak Grammatik myśli i wierzy cały polski hip–hop? Czy tak widzą świat i Boga polscy blokersi? I choć według samych przedstawicieli kultury hiphopowej, czyli polskich raperów, pojęcie „blokers” nie odnosi się bezpośrednio do nich, a jedynie do młodzieży zamieszkującej wielkie osiedla miejskie, co według nich nie jest tożsame (sami raperzy nigdy tak o sobie nie mówili) 11, to przecież teksty Grammatika odwołujące się bardzo często do blokowiska jako środowiska życia pozwalają na jakąś, choćby niepełną, diagnozę.

Odpowiedź twierdząca na pytania o „blokerską” wiarę byłaby chyba naiwna. Pewno bliżej Grammatikowi do bycia wyjątkiem niż reprezentantem. Teksty Grammatika nie są zapewne pokoleniowym manifestem. Nie wiem, czy raperzy z Bemowa chcieliby nawet być uznani za reprezentację jakiejś grupy. Śpiewają w swoim imieniu i za siebie. Myślę jednak, że wielu jest takich, którzy z ich śpiewaniem się identyfikują, którzy uznają je za swoje. Ilu jest tych, którym bliski jest świat Grammatika? Nie wiem, ale gotów jestem stwierdzić — a może bardziej mam nadzieję — że jest ich wielu.

W opisie współczesnej młodzieży z punkty widzenia Kościoła i wiary zbyt często dokonuje się skrótowych uproszczeń, zaszufladkowań i kategoryzacji. Zbyt łatwo dzielimy młodzież na dwie wykluczające się kategorie: wierzącą i niewierzącą. Zbyt często dostrzegamy jedynie skrajne formy wiary i niewiary; z jednej strony — młodzież zaangażowaną w ruchy, stowarzyszenia, tę będącą blisko Kościoła, z drugiej — niewierzącą, zbuntowaną, czasami agresywną wobec Kościoła, a nawet Pana Boga. Między tymi ekstremami, które zawsze widać najlepiej, są masy młodych ludzi, które nader szybko gotowi jesteśmy oskarżyć o niewiarę i moralny indyferentyzm. Zjawisko pt. Grammatik uświadamia nam, że tak nie jest, że ci, na których często patrzymy jedynie z perspektywy nietypowego stroju czy nietuzinkowych zachowań, też mają swoją historię, która „ogniem płonie”, w tym zmagania z samym sobą i z Panem Bogiem.

„Blokersi są zjawiskiem wstydliwie pomijanym w rozważaniach o młodzieży, a przecież niemałym” — pisze wspomniany już Paweł Wujec 12. Myślę, że są także pomijani w pastoralnych perspektywach Kościoła. W naszym widzeniu blokersów i całej ich kultury dominuje lęk, kojarzą się bowiem nam z agresją, malowaniem po murach, rozciągniętą bluzą i kijem bejsbolowym. Przykład formacji Grammatik pokazuje, że to nie jest ani jedyna, ani wyczerpująca wizja blokerskiej kultury. Za kulturą hip–hop, za breakdance’em, bluzami z kapturem, spodniami z obniżonym krokiem, graffiti wymalowanym na murze czy składzie pociągu stoi człowiek z całą swoją dramatyczną egzystencją, w której niebagatelną rolę odgrywają wiara, Bóg, nadzieja. Okazuje się przy tym, że o tej relacji chce nam opowiedzieć. Czas tego posłuchać, a wtedy ku naszemu zaskoczeniu usłyszymy taką oto deklarację:

Wiem, że Bóg jest z nami, a życie jest próbą Wciąż żyjąc słowem księgi, ją czytam i nie myślę O tym, co złe, bo życie chcę mieć tylko czyste (Płaczę rymami).

Żeby nie było niejasności. Nie chodzi oczywiście o to, aby teraz zaanektować Grammatika i okrzyknąć go zespołem śpiewającym chrześcijański hip–hop (tak określany jest zespół 3miel), ani też, aby wyruszyć z krucjatą przeciw blokersom. Nic bardziej błędnego. Chodzi o to, by nikogo z góry — o co apeluje niejednokrotnie Grammatik — nie spisywać na straty, ale uważnie każdego posłuchać. Okaże się bowiem nagle, że w Boga wierzą ci, którzy — jak nam się często wydaje — w nic nie wierzą, a że nie jest to być może relacja — nazwijmy ją — katechizmowa… Jakby powiedział Herbert: „bądźmy szczerzy — to jest także boży lud” 13. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka na Boży lud wcale nie wygląda.

1 Na temat związków między muzyką a stylem życia zob. Alain Busschaert, Czy muzyka może niszczyć?, przeł. P. Kantyka, w: Obecni 1/2003 (6), s. 51–63.
2 Zob. Steve Turner, Głód niebios. Rock & roll w poszukiwaniu zbawienia, przeł. T. Bieroń, Kraków 1997, s. 126–137.
3 Grammatik to warszawska grupa powstała w roku 1997 na Bemowie. W roku 1999 wydali na nielegalu płytę EP, a w tym samym roku w wytwórni Blend Record nagrali pierwszą legalną płytę EP+, którą okrzyknięto najlepszym albumem hiphopowym. Później powstały Światła miasta, po których zespół zapowiedział, że nie nagra nowej płyty. Pod koniec roku 2003 ogłoszone reaktywację grupy i na rok 2004 zapowiedziano nowy album.
4 Teksty Grammatika zostały zaczerpnięte ze strony http://asyaa.republika.pl/text.html oraz http://www.pipol.pl
5 Rozmowy z Grammatikiem dostępne są na stronie http://www.hiphop.pl
6 Krótka charakterystyka kultury hip– –hop znajduje się w: Bartek Chaciński, Wypasiony słownik najmłodszej polszczyzny, hasło: Hip hop. Krótki przewodnik w jedenastu krokach, Kraków 2003, s. 48–59.
7 Paweł Wujec, Na wyspie skarbów, w: Młodzi końca wieku. Pokolenie 2000 czy pokolenie ’89; dzieci wolnego rynku czy blokersi. Artykuły z „Gazety Wyborczej”, Warszawa 1999, s. 19.
8 Cyt. za ibidem.
9 Zob. Czy muzyka może…, s. 59.
10 Paweł Wujec, Na wyspie skarbów…, s. 19.
11 Zob. Bartek Chaciński, Wypasiony…, s. 48–49.
12 Paweł Wujec, Na wyspie skarbów…, s. 19.
13 Z. Herbert, Homilia, w: Rovigo, Wrocław 1993, s. 26.

Wiara w rytmie hip-hop
ks. Andrzej Draguła

urodzony 5 stycznia 1966 r. w Lubsku – prezbiter diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, doktor habilitowany teologii, profesor na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, kierownik Katedry Teologii Praktycznej w Instytucie Nauk Teologicznych US, członek Komitetu Nauk...