Jeśli ktoś po lekturze mojego poprzedniego felietonu zastanawiał się, czy liny wytrzymały i czy nowe organy szczęśliwie wylądowały na chórze naszej bazyliki, to śpieszę donieść, że owszem, wszystko się udało. Samego procesu podnoszenia nie widziałem, bo siedziałem odwrócony plecami. Cóż, w moim wieku nerwy trzeba oszczędzać. Organy stoją z całym koniecznym sztafażem, grają cudnie, a nasz do tej pory dosyć zagracony chór wygląda jak scena koncertowa.
Kilka dni temu, w uroczystość Objawienia Pańskiego, czyli po naszemu Trzech Króli, biskup pomocniczy archidiecezji moskiewskiej Nikołaj Dubinin poświęcił nowy instrument, według wszelkich tradycji, łącznie z obrzędem „wybudzenia” organów, który na tę okazję należało przetłumaczyć na język rosyjski, bo jakimś cudem nie znalazł się w tutejszych książkach liturgicznych. Rankiem tego dnia pomyślałem, że to dobry moment, aby spod figury Świętego Józefa, stojącej na naszym klasztornym korytarzu, wyciągnąć list, który do niego napisałem, kiedy poprzedni proboszcz ojciec Tomasz (dziś w Jałcie, na Krymie) polecił mi zająć się sprawą nowych organów. Podniosłem figurę, żółta kartka wciąż tam leżała, co mnie wzruszyło i skłoniło do przelotnych rozważań na temat jakości naszego sprzątania. Odczytałem: „12.10.2020 r. Kochany Święty Józefie! Polecam Twojej wstawienniczej modlitwie i Twojej opiece nasz dom, braci, którzy tu
Zostało Ci jeszcze 75% artykułu
Oceń