Chwilo, trwaj…
fot. kim alvino / UNSPLASH.COM

Z racji wieku matuzalemowego (mierzonego oczywiście w skali współczesnej) pytany jestem często, co było w moim życiu najważniejsze. To pytanie zabójcze, bo każda odpowiedź brzmi albo patetycznie, albo megalomańsko, albo po prostu głupio i nieprawdziwie.

Choć, w gruncie rzeczy, takie pytanie ma rację bytu, ponieważ dotyczy fundamentalnego pytania o sens życia. Nie czuję się jednak powołany, by na nie odpowiadać. Odwracając przysłowiowego kota ogonem, wspomnę raczej o Chwilach (nie Zdarzeniach!), które mi w jakiś, czasami daleki, sposób pomagały się zbliżyć, zrozumieć, odczuć, uzmysłowić sobie wagę i sens tego pytania. Były i są to chwile, które ułatwiają mi życie, które dają mi dystans do świata i które chciałbym przywołać, kiedy kończyć się będzie mój Czas.

Japonia. Jesień. Centrum Tokio. W tym niewyobrażalnym molochu enklawa. Świątynia buddyjska. Siedzę na przyzbie, przede mną klasyczny japoński kamiennopiaskowy, przepełniony symbolicznymi znaczeniami ogród. Tłem – wysokie, odgradzające od świata zewnętrznego drzewa bambusowe. W oddali, jakby zza kurtyny oddzielającej scenę od widowni, odgłosy wielkiego miasta. Przestają istnieć Przestrzeń i Czas. Gdzie jestem? Co czuję? Czy myślę?…

Północne Włochy. Bergamo. W przerwie między festiwalowymi pokazami wymykam się na królujące nad miastem wzgórze. Przede mną cała, po Monetowsku zamglona dolina Padu. Kiedy usiłuję zobaczyć, gdzie się kończy, widzę, że Ziemia połączyła się z Niebem. Jest południe. I nagle powoli, najpierw pojedynczo, potem coraz gromadniej rozlegają się dzwony kościołów. Bliskie – dalekie, wyraźne – stłumione dalą. Cała dolina, delikatnie rozświetlona bladym słońcem wypełnia się tymi niezwykłymi dźwiękami. Rozbrzmiewa Symfonia Wszechświata, jego Wieczność?

A w mediolańskiej Brerze – w zaciemnionej sali wystawowej – Chrystus, już martwy, leży na marach. Ale artysta (Mantegna) widzi go na Jego poziomie, od strony stóp, w takim nierzeczywistym skrócie… Nie mogę oderwać wzroku. I ta Chwila trwa… Po dziś dzień.

Moje lata wczesnomłodzieńcze. Bielsko (jeszcze bez Białej). Rekolekcje przed Wielką Nocą. Ta cisza, ten półmrok kościoła św. Trójcy, ta ulga po spowiedzi, ale jednocześnie ta konfuzja, ten niepokój. Z jakiego powodu? Dziś wiem – za dużo słów…

Sycylia – przejechana wzdłuż i wszerz – tchnienie starożytnego świata. Jakie bogactwo, jednocześnie jakie okrucieństwo, niewolnictwo, wyzysk, poniżanie innych! I to idzie w parze z zapierającą dech w piersi sztuką…

Mam taki, chyba infantylny, obyczaj, że swoje wrażenia ujmuję czasami w formie klasycznego japońskiego haiku (sylaby 5 – 7 – 5).

Kiedy znalazłem się kilka miesięcy temu (po raz pierwszy!) w Izraelu, po kilku dniach napisałem:

Starożytnością
była Sycylia. Izrael
Początkiem świata.

Bo tu nasz świat się zaczął. Przewodnik wskazywał kamienistą górę i – jakby mimochodem – mówił: Tu Mojżesz otrzymał od Jahwe Dekalog… A tu tenże Mojżesz przeprowadzał swój lud przez morze…

Już bez przewodnika: Na Górze Oliwnej… Znalazłem furtkę do nieoficjalnego ogrodu, sadu na tej Górze. Żywej duszy. Cisza. Widok na otoczoną murem starą Jerozolimę. Ale za chwilę zjawili się liczni pielgrzymi turyści i czar prysnął. Został tylko niezwykły w zachodzącym słońcu widok Świętego Miasta.

Tego dnia był szabat. Widok rodzin żydowskich, które z niemowlakami i wózkami szły po schodach wielkiego hotelu na górne piętra, bo według odwiecznych zasad nie wolno w te dni „pracować” (używać windy), budził zarówno zdziwienie przybysza z egzotycznego kraju, jak i podziw, i szacunek dla przestrzegania kiedyś ustalonych zasad. Jak daleko odeszliśmy od tego, szukając ciągle usprawiedliwień dla naszych wybiegów, bo „czasy się zmieniły”. A kiedy znalazłem się przed Ścianą Płaczu, zrozumiałem i poczułem, że tu Mój Krąg się zamknął. Tu mogę – bez żadnych zaszłości, uwarunkowań, zastrzeżeń, obaw – zetknąć się bezpośrednio z Tym, do którego całe życie dążyłem, poczuć z Nim swą Jedność.

Tylko proszę nie zrozumieć tego katechetycznie. Jestem niepoprawnym heretykiem, bliskim radykalnym, skrajnym protestantom. Również bliskim i żydowskim, i panteistycznym wyznawcom, tym, którzy głoszą, że Bóg (jakkolwiek Go rozumiemy) jest wszędzie. Że powierzone zostało nam nasze życie i ten świat – i tylko od NAS zależy, co ze sobą i z tym światem zrobimy. I za to, a nie za jakieś tam grzeszki, będziemy odpowiadać.

Zdaje się, że jednak wpadłem w ton nieco kaznodziejski.

Chwilo, trwaj…
Stanisław Janicki

urodzony 11 listopada 1933 r. w Czechowicach-Dziedzicach – polski pisarz, dziennikarz i scenarzysta, krytyk filmowy i historyk kina, autor cyklicznego programu telewizyjnego W starym kinie – najdłużej nadawanego programu filmowego w historii polskiej telewizji (od 1...