Tomasz Grabowski OP

Rozmowa z T. Grabowskim OP, „Polska Metropolia Warszawska” (15 kwietnia 2022 r.)

Tomasz Grabowski OP: Oskarżanie Boga, że milczy wobec zła, jest próbą wyłgania się od odpowiedzialności Władze Rosji właśnie demonstrują, jak można wykorzystać wolność, której każdy z nas się po cichu domaga. Dziwię się, że musi dojść do wojny, żeby niektórzy ludzie uznali, że zabijanie jest czymś złym. Większość i tak będzie trwała w przekonaniu, że można zabijać – mówi o. Tomasz Grabowski OP, prezes Wydawnictwa Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze.

Gdzie jest Bóg? – to pytanie pada zwykle, kiedy mamy do czynienia z ludobójstwem, a teraz tak właśnie się dzieje na Ukrainie. Rosjanie mordują cywili, zabijają ciężarne matki, dzieci, ostrzeliwują humanitarne korytarze. Dlaczego Bóg na to pozwala?

A dlaczego pozwala na to, że każdego roku ginie ponad pięćdziesiąt milionów dzieci w wyniku aborcji? To największe ludobójstwo, z którym mamy do czynienia obecnie. Ani Hitler, ani Stalin, ani Rosja nie zgładzi tyle istnień ludzkich, co własne matki z pomocą lekarzy. Demagogia? Nie. Straszna prawda o ludziach. Bóg zgodził się na to, że będziemy wolni i nie naruszy naszej wolności. Nie powinniśmy pytać, gdzie jest Bóg, tylko pytać, gdzie są ludzie? Zarówno w kontekście zbrodniarzy – co się stało z ich człowieczeństwem, jak i w kontekście tych, którzy mogliby skutecznie zakończyć wojnę przez mocniejsze sankcje, realną pomoc militarną i działania polityczne. Co stało się z ich człowieczeństwem, że ważniejsza jest kalkulacja ekonomiczna od obrony bezbronnych?

Benedykt XVI podczas wizyty w Auschwitz w 2006 roku mówił, że nie potrafimy przeniknąć tajemnicy Boga i błądzimy, gdy chcemy stać się sędziami Boga i historii. Uważa też, że człowieka również w ten sposób nie obronimy, ale powinniśmy wołać do Boga, aby nie zapominał o człowieku, którego stworzył. Jak te słowa rozumieć dzisiaj?

Zazwyczaj w sytuacjach tragicznych pytamy, dlaczego Bóg pozwala, aby przytrafiło się nam jakieś nieszczęście? Dlaczego dopuszcza pandemię, która bezsensownie – mogłoby się wydawać – zabija? Dlaczego nie ochronił dzieci maltretowanych psychicznie i fizycznie przez pedofila? Zdania rozpoczynające się od słowa „dlaczego” pytają o przyczynę, w tym wypadku o motywację działania Stwórcy. Stawiając takie pytanie sugerujemy, że jesteśmy w stanie zrozumieć Boga, a więc naszym ograniczonym umysłem ogarnąć nieskończony intelekt Boga. On ma miliardy powodów, każdy z nich ma imię i nazwisko; cokolwiek robi Bóg, działa ze względu na konkretnych ludzi żyjących dziś i tych, którzy pojawią się później. Lepiej jest pytać „po co”, czyli zastanawiać się nad celem Bożego działania. W Bożym planie każde wydarzenie, które mnie dotyczy, ma odnieść konkretny skutek w moim życiu. Ten jestem w stanie zrozumieć.

Co się dzieje z ludzką duszą, kiedy człowiek cierpi niewinnie?

Nie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Dusza ludzka jest tym, co w nas jest najbardziej indywidualne. Jest ona bardziej indywidualna niż nasze ciała. Owszem, podobnie jak w biologii, tak też w duchowości obowiązują pewne ogólne reguły. Na przykład, podobnie jak witaminy są potrzebne do życia, tak łaska Boża jest konieczna do osiągnięcia zbawienia. Ale sposób przyjęcia łaski, czyli działania Boga, jej owoce, charakter, dynamika – to wszystko jest całkowicie indywidualne. Podobnie cierpienie przynosi w nas skutek indywidualny. Może być nim bunt, zgorzknienie, rozpacz, smutek albo przeciwnie: uległość, ofiara, pokój. W zależności od tego jaki sens nadamy cierpieniu, taki będzie jego wpływ na nasze życie, na naszą duszę.

Dlaczego w ogóle Bóg dopuszcza cierpienie?

Na to pytanie próbujemy odpowiedzieć od początku istnienia ludzkości. Pomimo wysiłków podejmowanych przez proroków, świętych teologów i subtelnych filozofów, mimo objawienia w Chrystusie, wciąż najpełniejsza odpowiedź brzmi podobnie: nie wiemy. Można wyrazić ją wzniośle i powiedzieć: „To tajemnica”. Albo z pretensją wykrzyczeć, że to wszystko nie ma sensu. Nie wiem, dlaczego, ale mogę próbować odpowiedzieć na pytanie: „Po co”? Nie ośmielę się jednak tego zrobić ogólnie, a zawsze w konkrecie poszczególnych życiorysów. Wiem, że dla mnie cierpienie będzie próbą, oczyszczeniem motywacji, dla których wierzę, może będzie pokutą za zło, które popełniłem, albo sposobem na poznanie Chrystusa, który cierpiał za mnie. Gdy sam doświadczę bólu, odrzucenia, śmierci, Jego droga krzyżowa i śmierć przestanie być abstrakcją, tematem medytacji, a stanie się czymś realnym i zbliżającym mnie – mam nadzieję – do mojego Zbawiciela.

Dlaczego istnieje zło na świecie?

To podobne pytanie do poprzedniego. Choć w tym wypadku możemy pokusić się o dokładniejszy szkic odpowiedzi. Zło weszło na świat, ponieważ diabeł nas nienawidzi i chce nas zniszczyć, a ludzie są wystarczająco naiwni, żeby uwierzyć jego namowom. Wierzą diabłu chętniej i bardziej niż Bogu, ponieważ znajdują w szatanie sprzymierzeńca w buncie wobec spełniania Bożej woli. Gdybyśmy żyli według przykazań Boga, nie byłoby zła na świecie. To aż tak proste!

Nie chcemy ich spełniać, ponieważ żądamy niezależności od Boga. Nazywamy ją wolnością. Władze Rosji właśnie demonstrują, jak można wykorzystać wolność, której każdy z nas się po cichu domaga. Wolność od boskich praw zawsze prowadzi do zła, czyjegoś cierpienia, ograniczenia wolności innych. Dziwię się, że musi dojść do wojny, żeby niektórzy ludzie uznali, że zabijanie jest czymś złym. Większość i tak dalej będzie trwała w przekonaniu, że można zabijać. Owszem, nazwą to inaczej: spędzeniem płodu lub przerwaniem bezsensownego cierpienia staruszków. Dalej będą trwać w przekonaniu, że bez Boga można stworzyć życzliwy ludziom świat życzliwych ludzi. Naprawdę ludzka naiwność w tym względzie nie ma granic. Próbowaliśmy już tyle razy, nigdy się nie udało, ale będziemy próbować po raz kolejny. Jak brzmiała przypisywana Einsteinowi definicja głupoty? Oczekiwanie nowego efektu przy powtarzaniu tego samego działania. Tak, to już nie jest naiwność, to głupota.

Bóg jest tak miłosierny, że piekło jest puste – trudno dziś w taką wizję uwierzyć. W kontekście tego, że dziś wiele osób na świecie domaga się osądzenia Putina – czy domaganie się zabicia go jest grzechem?

Przekonanie o pustym piekle jest herezją. Kościół nigdy nie mówił o tym, że piekło będzie puste. Podobnie, jak nasz Nauczyciel, nigdy nie dał podstaw do tego, aby miłosierdzie mylić z pobłażliwością. Dokładnie taki błąd kryje się w przekonaniu, że Bóg nikogo nie potępi, ponieważ za bardzo kocha. To czystej wody bzdury. Sprawiedliwość nie jest sprzeczna z miłosierdziem. Przeciwieństwem miłosierdzia jest okrucieństwo, a sprawiedliwości – niesprawiedliwość. Sprawiedliwy wyrok daje szansę na nawrócenie, możliwość zadośćuczynienia, naprawienia win, a przede wszystkim nie pozwala zignorować krzywd doznanych przez ofiary. Sprawiedliwość zatem jest działaniem miłosiernym.

Głosy domagające się zabicia Władimira Putina, dodam specjalnie: „naszego brata”, są wyrazem gniewu, bezsilności i rozpaczy. Należy go obalić, osądzić i wymierzyć karę. Jednak nie z powodu wypełniającej nas wściekłości, ale z powodu miłosierdzia, jakie jesteśmy mu winni. Właśnie wymierzenie sprawiedliwości będzie dla niego miłosierdziem. Tak, nauczanie Chrystusa, naszego Pana wydaje się być bulwersujące – domaga się okazania miłosierdzia prezydentowi Rosji. Ale pamiętając o tym, że miłosierdzie to nie pobłażliwość, a sprawiedliwość jest jego narzędziem, okazuje się, że bulwersująca jest jedynie opieszałość możnych tego świata, którzy nie dość mocno przeciwstawiają się złu.

Często w rozmowach, które przeprowadzam, słyszę, że Putin to czyste zło, to szatan. Ale to zło samo się nie stworzyło. Czy ludzie, którzy go wspierali są również współodpowiedzialni?

Przedstawienie wojny w Ukrainie, jako prywatnego działania prezydenta Putina, to wielkie osiągnięcie propagandy zachodnich mocarstw. Taka narracja jest wygodna dla tych wszystkich, którzy wciąż prowadzą interesy z Federacją Rosyjską, dla państw i osób, który mają udziały w rosyjskich spółkach wydobywczych. Skoro to wojna Putina, to Rosja jest niewinna. Niestety ten typ kłamstwa nie jest niczym nowym. Czy ktokolwiek próbował rozliczyć Stalina za dostawy zbóż i stali przekazywane Niemcom, które akurat były uwikłane w wojnę Hitlera? Udajemy, że Rosjanie nie wspierają tej wojny, a – jeśli można wierzyć doniesieniom prasowym – ponad połowa z nich popiera „specjalną akcję militarną” w Ukrainie. Usprawiedliwia się ich, ponieważ są narodem poddanym manipulacji. Na różne sposoby nauczyliśmy się unikać odpowiedzialności. Stosujemy te uniki również w odniesieniu do innych.  

Kiedy jedni uważają, że Bóg w tej sytuacji milczy, drudzy zwracają się do tych, którzy doświadczyli najgorszych okropieństwa i nie odeszli od Boga, wytrwali w wierze. Co dziś mówią nam takie postaci jak na przykład św. Maksymilian Kolbe, ks. Jerzy Popiełuszko? Inne postaci?

Oskarżanie Boga, że milczy wobec zła, jest jedynie próbą wyłgania się od odpowiedzialności. Zamiast zapytać samego siebie, ile zrobiłem, by powstrzymać zło w świecie, wskazuję palcem w niebo, krzycząc: „On też nic nie zrobił!”. Czyżby? Dodatkowo jest przejawem moralności Kalego. Czy chcemy, by Bóg zaczął zabierać głos w sprawie zła, które popełniamy? Naturalnie bagatelizujemy własne postępowanie. On nie. Na szczęście do dnia sądu nie będzie mówił o naszych zdradach, obojętności, kłamstwach czy też o wiele większych grzechach.

Postacie, które Pani przywołała, to ludzie, którzy tak długo, jak można było, robili wszystko, co w ich mocy, aby budować świat pełen dobra. W sytuacji bez wyjścia natomiast poddali się złu, żeby samych siebie ofiarować za innych. W tym przypominali Chrystusa. On też do ostatnich chwil, wszelkimi sposobami próbował przekonać ludzi, by zaufali Bogu a nie diabłu. Gdy ostatecznie został odrzucony, wówczas oddał samego siebie. Pozwolił, by zło trafiło w Niego, ale nie zgodził się, aby w Nim znalazło kontynuację. Okrucieństwo nie zrodziło w Nim nienawiści, ale zostało „utopione” w przebaczeniu.

Wojnę na Ukrainie można też widzieć w Polsce w kontekście wyzwania, jakie Bóg ma dla nas. Takim wyzwaniem jest na przykład przyjmowanie uchodźców, pomaganie. Co jeszcze?

Najpierw dobrze jest podziękować za tę możliwość niesienia dobra i za dobro, które już się wydarzyło. Pośród gęstych ciemności wciąż świeci się światło. To wielka radość być jednym z tych, którzy nie pozwalają zgasnąć nadziei. Możemy być dumni z Polski i z siebie nawzajem, możemy też się cieszyć i być wdzięczni, że tak a nie obojętnością zareagowaliśmy na kryzys humanitarny.

Potrzebujemy jednak ostrości widzenia i wierności podjętym wysiłkom. Pierwsze potrzebne jest nam, byśmy potrafili dobrze ocenić sytuację i odpowiednio się w nią zaangażować. Drugie, abyśmy wytrwali. Pomoc będzie potrzebna długo, a jej skala będzie różna w zależności od dynamiki wojny. Żeby nie skończyło się na krótkotrwałej akcji, musimy się wzajemnie wspierać. Pomagać w centrach alokacji uchodźców, pośredniczyć pomiędzy szukającymi pracy a pracodawcami, może na jakiś czas otworzyć drzwi mieszkań, a co jakiś czas drzwi szaf z ubraniami czy artykułami spożywczymi. Nie zapomnijmy o wspieraniu tych, którzy bezpośrednio niosą pomoc poszkodowanym. Życzliwość pomiędzy nami jest równie nieodzowna jak tak, której potrzebują Ukraińcy.

Za kilka dni przeżywać będziemy Zmartwychwstanie Pańskie; w jaki sposób – skupiając się na osobistym, wewnętrznym wymiarze naszego człowieczeństwa – rozumieć wyjście Chrystusa z grobu?

Dosłownie. Opuścił grób na trzeci dzień po swojej śmierci. Kropka. Jak tego dokonał? W sposób, który nie mieści się w głowie. W ewangeliach nie znajdziemy opisu chwili zmartwychwstania. Uczniowie widzieli jedynie ślady, a potem spotkali Chrystusa. Najważniejszym śladem był całun, w który zawinięto martwe ciało Jezusa. Został na miejscu w grobie, a opaski wciąż go oplatały. Chusta, którą obmyto ciało Pana i na koniec obrzędu pogrzebu położono ją na twarzy zmarłego – została nietknięta na tym miejscu, gdzie ją zostawiono. Wszystkie płótna były nienaruszone. Brakowało natomiast ciała. Dodatkowo kamień na grobie spoczywał tak, jak po pogrzebie. Zatem Chrystus opuścił grób nie wyplątując się z całunu, nie odsuwając kamienia, a przecież miał rzeczywiste ciało, ponieważ podczas spotkania uczniowie dotykali Go i widzieli jak spożywa rybę.

Jak spojrzeć na Zmartwychwstanie w kontekście osobistym?

Jeśli ktoś nie chce się nawrócić, lepiej niech tego nie robi. Każdy z uczniów, który spotkał Zmartwychwstałego, stał się misjonarzem, a większość z nich umarła śmiercią męczeńską. Dopuszczenie myśli o zmartwychwstaniu wywraca świat do góry nogami. Jeżeli ktoś był martwy, a teraz żyje (żyje od blisko 2000 lat!), to znaczy, że nic nie jest ciekawsze, bardziej wartościowe, cenniejsze niż spotkanie Go, a w konsekwencji niż otrzymanie takiego życia właśnie.

Większość ludzi woli trzymać prawdę o zmartwychwstaniu wśród bajek, legend lub w magazynie osobliwości. Rozumiem ich. Jeśli jest prawdą, że Jezus żyje, wówczas faktycznie trzeba się zacząć z Nim liczyć, a to wywraca życie do góry nogami. 

Jak wyjść z własnego grobu, grobu ciemności, w których skrywamy własne grzechy?

W naszej rozmowie dużo miejsca poświęciliśmy złu. Obecnie nie trzeba być szczególnie bystrym, by je dostrzec. Ale we własnym życiu jest trudniej widzieć to, co złe. A od tego należy zacząć. Przyjrzeć się, jakie rodzaje zła dotykają mnie i jakie zło wprowadzam w świat. Nie należy upiększać ani kamuflować rzeczywistości. Jedynie to, co widzimy i traktujemy jako własne, możemy komuś oddać. Ze złem sami nie możemy zrobić wiele. W szczególności ze złem, którego dopuściliśmy się w przeszłości. Możemy nad nim ubolewać, smucić się lub zapomnieć, zaakceptować. Chrystus może więcej. Może ze skutków zła wyzwolić. Żeby to zrobił, należy Go o to poprosić. Metaforycznie położyć własne zło pod Jego krzyżem. Jeżeli odważymy się na modlitwę, skierowanie prośby do Niego o to, by odkupił, uwolnił nas od naszych złych czynów, On tego dokona.

Wychodzenie z własnego grobu polega na uznaniu swojej niewystarczalności. Nie potrafimy o własnych siłach być dobrzy. Nie jesteśmy zdolni dać odpowiedniego zadośćuczynienia wobec popełnionego zła i zadanych krzywd. W szczególności nie możemy wynagrodzić Bogu oskarżeń, które kierujemy w Jego stronę, buntu wobec Niego, obojętności, z jaką Go traktujemy, odrzucenia Jego woli i wyrażających ją przykazań. Nie stać nas na to, aby wykupić się z niewoli zła. Od nas Bóg tego nie oczekuje. Sam zapłacił cenę. Teraz wystarczy, że poprosimy, aby wydobył nas z naszych grobów i pokornie wrócimy do Niego. On dokona reszty.