Patrick E. Kelly 14 Najwyższy Rycerz Rycerzy Kolumba zaprasza do lektury biografii błogosławionego Duszpasterz Błogosławiony ksiądz Michael McGivney

Najwyższy Rycerz Patrick E. Kelly zaprasza do lektury „Duszpasterza”

Wyczekując 13 sierpnia – pierwszego liturgicznego wspomnienia ks. Michaela J. McGivney`a, założyciela Rycerzy Kolumba, zachęcamy do sięgnięcia po bestseller „The New York Times”: biografię błogosławionego księdza

W roku 1998, kiedy wspólnie pracowaliśmy nad książką dla wydawnictwa American Heritage, w przerwie jednego ze spotkań zwróciliśmy uwagę na artykuł w dzienniku „New York Times” na temat zupełnie nieznanego, przynajmniej nam, księdza ze stanu Connecticut, którego brano pod uwagę jako kandydata na ołtarze. Ów tekst, napisany przez Frances Chamberlain i zatytułowany Czy w Waterbury urodził się święty?, opisywał życie Michaela McGivneya (1852–1890), konkludując, że kapłan ten spełnia ogólnie przyjęte kryteria świętości (Frances Chamberlain, Was There a Saint Born in Waterbury?, „The New York Times”, 13 września 1998, sekcja 14CN, s. 15.).

Artykuł ten nie mógł pojawić się w bardziej sprzyjającym dla nas momencie. Podczas dyskusji w związku z przygotowywaną przez nas książką dla wydawnictwa American Heritage pod tytułem Historia Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej zdumiewaliśmy się zmianą, jaka dokonała się w postrzeganiu katolików w Stanach Zjednoczonych: od statusu obrzucanych inwektywami ofiar przemocy z czasów partii Know-Nothing (popularna w latach 1854–1859 w Stanach Zjednoczonych partia polityczna sprzeciwiająca się imigracji do USA, zwłaszcza osób wyznania rzymskokatolickiego, popierająca jednocześnie niewolnictwo. Jej nazwa pochodziła od słów „I know nothing” (ang. „Nic nie wiem”), którymi jej członkowie odpowiadali na pytania odnoszące się do ich poglądów oraz działalności partii – przyp. tłum.) w połowie XIX wieku do reputacji szanowanych obywateli amerykańskich zaledwie kilka pokoleń później. Życie ks. McGivneya przypadło właśnie na ten okres w historii Ameryki i miał on swój wkład w odnalezienie przez katolików swego miejsca w głównym nurcie społeczeństwa. Stało się tak głównie za sprawą utworzonej przez niego grupy bratniej pomocy – Rycerzy Kolumba – w roku 1882.

Jednocześnie artykuł o ks. McGivneyu stworzył okazję do wznowienia niekończących się rozmów, jakie prowadziliśmy ze sobą na temat kapłaństwa. Od dawna intrygował nas kontrast pomiędzy ideałami a rzeczywistością życia katolickich księży. Patrząc historycznie, duchowni reprezentują ciągłość stuleci, a nawet tysiącleci. Inne profesje bądź powołania charakteryzują się tym, że zmieniają się wraz z upływem czasu: dzisiejsi lekarze całkowicie olśniliby osiągnięciami swych poprzedników. Artyści postmodernistyczni, no cóż, pewnie wprawiliby w zakłopotanie starych mistrzów. Natomiast kapłanów najpełniej charakteryzuje to, pod jakim względem ich posługa zmieniła się najmniej.

Ksiądz McGivney zdawał się łączyć te nasze dwie, z pozoru zupełnie niepowiązane ze sobą, fascynacje. Był duszpasterzem – ową stałą wartością historyczną – któremu przyszło żyć w epicentrum ogromnych zmian, a nawet częściowo samemu się do nich przyczynić. Owo intelektualne wyzwanie było dla nas główną motywacją, by dowiedzieć się więcej na temat wzbudzającej szacunek postaci ks. McGivneya. Z natury był to człowiek pełen współczucia i łagodny jak baranek, a jednak musiał rozwinąć w sobie również bardziej twarde, zdecydowane cechy charakteru, by być w stanie wypełniać swoje obowiązki duszpasterskie. Oboje byliśmy zachwyceni, gdy dowiedzieliśmy się, że przez całe dorosłe życie uwielbiał baseball. Z należnym szacunkiem podchodziliśmy też do jego niewzruszonej wiary w Boga. Choć nie jesteśmy teologami, coraz bardziej zagłębialiśmy się w życie Michaela McGivneya, by poznać i zrozumieć istotę jego powołania oraz czasy, w których przyszło mu żyć.

Niedługo potem, w roku 2002, gdy światem wstrząsnęły skandale wokół molestowania dzieci przez księży rzymskokatolickich,  zaczęliśmy zauważać, że przeżywamy pewien konflikt wewnętrzny. Podobnie jak inni, oboje mogliśmy umieścić na liście najbardziej godnych podziwu znanych nam osób przynajmniej po kilku księży. Im więcej na ten temat mówiliśmy, tym bardziej pomysł, aby na nowo przyjrzeć się duchowieństwu w Ameryce przez pryzmat jednego z jego najbardziej wzorowych przedstawicieli, stawał się nie tylko coraz bardziej intrygujący, ale wręcz naglący. Podjęliśmy zatem decyzję, by napisać książkę o ks. Michaelu McGivneyu. Książkę mówiącą z jednej strony o człowieku, który był założycielem największej na świecie katolickiej organizacji bratniej pomocy dla mężczyzn, a z drugiej – co równie istotne – o człowieku, który prywatnie był jednym z najskromniejszych katolickich duchownych.

Innymi słowy, podjęliśmy decyzję, aby napisać biografię ks. McGivneya przede wszystkim dlatego, że był „zwykłym księdzem z parafii”. Historia katolicyzmu w Ameryce najczęściej skupia się na hierarchii kościelnej, zupełnie tak, jak historia powszechna zbyt często skupia się na monarchach i prezydentach. Przez lata napisano wiele wspaniałych biografii słynnych biskupów i kardynałów. To dobrze, ale sercem katolicyzmu w Stanach Zjednoczonych pozostają parafialni księża, którzy stają się ważną częścią zwykłego życia swoich parafian. Odprawiają msze św., chrzczą niemowlęta, odwiedzają chorych i umierających, są obecni podczas ślubów i pogrzebów. To właśnie do księdza z parafii zwraca się  wielu spośród 65 milionów katolików w Ameryce w przypadku kryzysu w życiu prywatnym albo gdy bieda dotknie ich rodzinę. Pełnią oni posługę, pomagając drugiemu człowiekowi. A zatem, pisząc na temat ks. McGivneya, korzystamy ze sposobności, aby opisać te mało znane fakty i oddać hołd wszystkim parafialnym księżom lub, co więcej, spróbować nieco lepiej zrozumieć istotę ich powołania. Nazbyt często historie opisujące ich życie, jeśli w ogóle powstają, są głęboko ukryte w parafialnych biuletynach i miejscowych gazetach. Co gorsza, z powodu tych, którzy winni są skandalicznych przestępstw, w powszechnej opinii reputacja księży również została splamiona. Mamy nadzieję, że niniejszy opis życia ks. McGivneya okaże się pomocny w pobudzeniu opinii publicznej do świeżych refleksji na temat kapłaństwa i tkwiących w nim możliwości podejmowania działań w konkretnych okolicznościach życia wspólnoty wiernych.

Próba napisania poważnej biografii parafialnego księdza napotkała na swej drodze wiele przeszkód. Do dziś zachowały się jedynie nieliczne listy autorstwa ks. McGivneya, a poza nimi nie prowadził on żadnych bieżących zapisków. Zmarł w wieku zaledwie 38 lat. Pozostawił po sobie bardzo niewiele dokumentów pisanych. Ale pojawiły się też informacje bardziej optymistyczne. Rycerze Kolumba – z siedzibą główną w New Haven zaledwie kilka przecznic od Uniwersytetu Yale – posiadają szczegółową dokumentację dotyczącą początków swej organizacji. Już od wielu lat ten świecki zakon gromadzi materiały związane z ks. McGivneyem i w ostatnich latach sprawy te znacząco przyspieszyły. Ponieważ rozpoczął się proces beatyfikacyjny ks. McGivneya, o. Gabriel O’Donnell OP, postulator, wiele czasu spędza w podróży w poszukiwaniu materiałów dotyczących życia naszego bohatera. Wszystkie te pierwszo- i drugorzędne źródła informacji okazały się przydatne w naszej pracy, przy czym najwięcej korzystaliśmy z zapisków kościelnych, które pomogły nam odtworzyć okoliczności życia i specyfikę czasów, w których przyszło żyć temu niezwykle pracowitemu kapłanowi. Przeważająca część materiałów w naszej pracy badawczej pochodziła jednak z lektury wszystkich dostępnych nam miejscowych periodyków z przedziału lat od 1878 do 1890, czyli okresu, gdy ks. McGivney pracował jako duszpasterz. Na ostatecznej liście znalazło się 14 gazet, a przede wszystkim „The New Haven Union” i „Connecticut Catholic”. Dotarliśmy do nich w bibliotece Sterling Memorial na Uniwersytecie Yale oraz w siedzibie Stowarzyszenia Historycznego stanu Connecticut w Hartford. Pozostałe luki zostały uzupełnione dzięki zapiskom sądowym oraz innym materiałom pochodzącym z tamtych czasów.

Opanowany, obdarzony łagodnym usposobieniem ks. McGivney znany był w kręgach katolickich Nowej Anglii jako reformator z prawdziwego zdarzenia. Jednocześnie, według relacji współczesnych mu osób, miał w swojej naturze coś zarazem stoickiego i niemal anielskiego. Jednym z nadrzędnych przyświecających mu celów było upowszechnianie ubezpieczeń wśród katolików pochodzących z klasy robotniczej. Był to główny powód, dla którego założył świecki Zakon Rycerzy Kolumba. Od momentu jego powstania w piwnicy kościoła pw. Najświętszej Maryi Panny przy Hillhouse Avenue w New Haven grono Rycerzy Kolumba znacząco się powiększyło.

Dopiero czas pokaże, czy faktycznie ks. McGivney będzie pierwszym amerykańskim księdzem, który zostanie ogłoszony świętym. Jego przypadek spełnia niektóre ze stawianych wymogów. Choć ks. McGivney nie żyje już od wielu lat, wśród części wiernych pamięć o nim jest przedmiotem czci. „Aby mogło dojść do beatyfikacji danej osoby, konieczny jest dowód na to, że dokonała ona jakiegoś cudu, a osoby popierające wyniesienie ks. McGivneya na ołtarze może będą czekać na takie wydarzenie nawet całe dekady” – napisała Frances Chamberlain w „New York Timesie”. „Jednakże pojawiły się już doniesienia o pewnych cudach, które są właśnie analizowane (…). Kanonizacja, czyli uznanie, że dana osoba znajduje się już w niebie i może zostać uznana za świętą, jest następnym etapem. Aby ruszyła procedura przejścia od beatyfikacji do kanonizacji, niezbędny będzie kolejny cud. Kiedy już ów cud zostanie zbadany i określony jako prawdziwy, papież będzie mógł oficjalnie uznać daną osobę za świętą”.

Naszym celem jako historyków nie jest bynajmniej rozważanie, czy ks. Michael McGivney zasłużył na to, by zostać świętym. Najlepiej zostawić zbadanie tej kwestii Kościołowi. Wiemy jednak, że zasługi ks. McGivneya wykraczają poza historię Kościoła katolickiego. W niedalekiej przyszłości w podręcznikach do historii Stanów Zjednoczonych znajdzie się zapewne jego nazwisko oraz akapit wyjaśniający wpływ, jaki jego działalność wywarła na rozwój amerykańskich wartości i ducha. Biografia tego niezwykłego człowieka z Connecticut, parafialnego księdza, powinna była ujrzeć światło dzienne już dawno temu.

Douglas Brinkley, Nowy Orlean, Luizjana
Julie M. Fenster DeWitt, Nowy Jork
W ten sam sposób do każdej z ludzkich dusz – wstęp do książki Duszpasterz. Błogosławiony ksiądz Michael McGivney.

Sięgnij po książkę, odwiedź stronę Rycerzy Kolumba w Polsce.

Wspomnienie liturgiczne błogosławionego ks. McGivney’a zostało wyznaczone na 13 sierpnia – dzień, który przypada pomiędzy dniem jego urodzin (12 sierpnia 1852 roku) a dniem, w którym odszedł do życia wiecznego (14 sierpnia 1890 roku).