Dopuścić Słowo do słowa

Dopuścić Słowo do słowa

Dla nas ważniejsze jest pytanie, jak do tego doszło, że wśród ludzi zaczęła się szerzyć pogłoska, że w Kościele nie ma Boga.

Od wielu już lat na zajęciach z homiletyki omawiam z klerykami V roku proces tworzenia homilii. Korzystam przy tym z ciekawego i wielce przydatnego modelu wypracowanego przez Rolfa Zerfassa 1. Zgodnie z jego założeniem na projekt i szkic homilii powstały po przebyciu kilku istotnych faz przygotowania trzeba spojrzeć jeszcze przez pryzmat dwóch pytań kontrolnych (można to zrobić w pojedynkę lub w grupie). Pierwsze z tych pytań brzmi: „Jaki jest cel mojej homilii?”, i służy ustaleniu, czy cel homilii jest jasny i czytelny, w jakim stopniu jest ważny dla kaznodziei, a w jakim dla słuchaczy oraz tego, czy to, do czego ta homilia wzywa, zgadza się z orędziem tekstu biblijnego. Natomiast drugie pytanie kontrolne: „Co moja homilia mówi o Bogu?”, ma przede wszystkim zapobiec wygłoszeniu homilii, która mówi o wielu rzeczach, ale nie mówi, co to wszystko ma wspólnego z Bogiem i jak On na to patrzy. Ażeby sprawdzić, czy Bóg nie został w homilii potraktowany pobieżnie lub wręcz pominięty albo czy kaznodzieja nie posłużył się Jego fałszywymi, niebiblijnymi obrazami, należy zadać sobie jeszcze takie oto trzy pytania pomocnicze: „W których fragmentach mojej homilii jest mowa o Bogu?”, „O jakim Bogu mówi moja homilia?”, „W jaki sposób przedstawia ona Boga?”. Odpowiedzi na te pytania często, niestety, pokazują — ku wielkiemu zdziwieniu autorów — że przygotowane homilie są wyrazem tzw. „eklezjalnego ateizmu”, który szerzy się w naszym kościelnym przepowiadaniu. Fakt ten skłania mnie co roku do wygłoszenia krótkiego wykładu na temat „eklezjalnego ateizmu”.

Śladami ankiety sprzed prawie 20 lat

Termin „eklezjalny ateizm” pojawił się po raz pierwszy w latach 80. w publikacjach znanego wiedeńskiego pastoralisty ks. profesora Paula M. Zulehnera i jego współpracowników 2. W 1986 roku niemiecka telewizja ZDF miała wyemitować specjalny program na rozpoczęcie Zjazdu Niemieckich Katolików w Akwizgranie. W tym celu zleciła Instytutowi w Allensbach opracowanie i przeprowadzenie ankiety na temat rozumienia religii i Kościoła wśród niemieckich katolików i protestantów 3. Zulehner brał aktywny udział w jej przygotowaniu. Za główny cel postawił sobie znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak ankietowani postrzegają relację między Bogiem a Kościołem i czy w świadomości przeciętnych obywateli nie istnieje przypadkiem podejrzenie eklezjalnego ateizmu oraz w czym miałby się on przejawiać.

Okazało się, że zdecydowana większość ankietowanych łączy ze słowem „Kościół” przede wszystkim Boga. Kościół jest zatem dla nich rzeczywistością, która ma coś wspólnego z Bogiem. Czy z Jego perspektywy jest on także oceniany? — pytał Zulehner.

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba według niego zatrzymać się na chwilę przy obrazach Boga, które ludzie w sobie noszą. Na podstawie odpowiedzi ankietowanych można było stwierdzić, że ludzie najczęściej przypisują Bogu dwie cechy: to, że łączy ludzi, i to, że troszczy się o ubogich (jest sprawiedliwy). Porównanie tych dwóch obrazów Boga z Bogiem Biblii pozwala, zdaniem Zulehnera, na sformułowanie trzech wniosków. Po pierwsze, w wyobrażeniu wielu ludzi Bóg funkcjonuje jako coś w rodzaju ściany, na którą projektują swoje wielkie nadzieje i oczekiwania, zwłaszcza tęsknotę za bezpieczeństwem i pragnienie sprawiedliwości. Po drugie, tylko nieliczni chcą, by Bóg ich wspierał w układaniu sobie życia, i nie chcą jednocześnie, by im w tym przeszkadzał. Gdyby zatem skonfrontować ich wyobrażenie o Bogu z prawdziwym biblijnym Bogiem, Bogiem Objawienia, to pewnie powtórzyliby pytanie wielkiego inkwizytora Dostojewskiego: „Po cóżeś przyszedł nam przeszkadzać?”. W świadomości przeciętnego obywatela zadomowił się więc na wskroś oświeceniowy obraz Boga: Boga, który nie miesza się ani w sprawy prywatne, ani w życie polityczne. I po trzecie, mimo różnic między obrazami Boga, które noszą w sobie ludzie, a Jego obrazami biblijnymi, nie można nie zauważyć, że podawane przez ankietowanych dwa podstawowe przymioty Boga: Bóg jednoczy, Bóg jest sprawiedliwy, są jak najbardziej biblijne, mało tego: wśród wszystkich cech Boga, które znajdziemy w Biblii, zajmują miejsce centralne.

Kościół podejrzany o bezbożność

Wiele przymiotów tego „Boga ludzi” (Leutegott) odnajdziemy także w idealnym obrazie Kościoła, który nosi w sobie przeciętny zjadacz chleba. Okazało się, że ankietowani również i od Kościoła oczekują — i to w jeszcze większym stopniu niż od Boga — że będzie jednoczył ludzi (Bóg 42%, idealny Kościół 64%) i że będzie stawał po stronie ubogich lub zabiegał o sprawiedliwość w świecie (Bóg 53%, idealny Kościół 76%). Inne cechy „Boga ludzi” też pojawiają się w idealnym obrazie Kościoła: jest święty (Bóg 50%, idealny Kościół 27%); umożliwia życie, nadaje mu określoną jakość (Bóg 49%, idealny Kościół 25%); jest tajemnicą (Bóg 30%, idealny Kościół 5%), jest potężny, możny, (Bóg 38%, idealny Kościół 8%). Na tle tych danych nie powinno nas dziwić, że 63% ankietowanych mówi o Kościele jako będącym blisko Boga.

A co ludzie mówią o Kościele realnym? Zulehner uważa, że byłoby naiwnością twierdzić, iż Kościół jest w stanie sprostać wysokim wymaganiom, które na ogół stawiają mu ludzie. Dobrze wiemy, że głęboka przepaść dzieli ideał i rzeczywistość, to, co powinno być, i to, co jest. Kościół jest Kościołem grzeszników, tzn. ciągle nie dorasta do tego, do czego został powołany przez Boga. Pożyteczne jest jednak wiedzieć, w których zakresach jest on bliżej, a w których dalej od swego ideału. Z przeprowadzonej ankiety wynika, że większość ankietowanych uznawała Kościół za rzeczywistość bliską Boga (64%). Jednakże jeśli weźmie się pod uwagę cechy, które są wspólne idealnemu Kościołowi i „Bogu ludzi”, to niestety w zakresie realizacji oczekiwań ludzi Kościół pozostaje daleko w tyle za Bogiem. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że tak krytyczną ocenę wystawili Kościołowi przede wszystkim ludzie sytuujący się daleko od niego. Ich podstawowy zarzut kierowany pod adresem Kościoła brzmi zatem tak: za mało angażuje się on w jednoczenie ludzi i walkę o sprawiedliwość na świecie. Do podobnych rezultatów doszedł Zulehner, kiedy przeanalizował odpowiedzi na pytanie o główne zadania Kościoła i o to, czy Kościół wystarczająco angażuje się w ich wypełnianie. Okazało się, że i tutaj oczekiwania były bardzo duże i że większość ankietowanych uważała, iż oczekiwania te są w zdecydowanie za małym stopniu spełniane. Z jednym wyjątkiem: prawie wszyscy twierdzili, że Kościół czyni bardzo wiele w kierunku szerzenia i pogłębiania wiary, to znaczy, że Kościół mówi dużo o Bogu. W tej sytuacji trudno być zaskoczonym faktem, że większość respondentów postulowała, żeby Kościół mówił więcej o człowieku, a mniej o Bogu. Jeżeli Kościołowi czegoś brakuje — mówili — to nie jest to Bóg, lecz Jego troska o człowieka. Sąd ten potwierdzają odpowiedzi na pytanie, czy Kościół jest ludzki: idealny Kościół: „tak” 54%, realny Kościół: „tak” 29%.

Wszystkie poprzednie pytania ankiety zmierzały tak naprawdę do jednego: czy Bóg żyje w dzisiejszym Kościele? Odpowiadając na nie, ankietowani podzielili się na trzy grupy: tych, którzy w to wierzą, tych, którzy w to nie wierzą, i tych, którzy nie mają wyrobionego zdania na ten temat. Z badań wynika, że ci, którzy nie wierzą w obecność żywego Boga w Kościele, to w większości ludzie sytuujący się z dala od Kościoła. Trzeba jednak pamiętać, że łącznie tylko 36% obywateli Niemiec, a pośród katolików jedynie 43% wierzy, że Bóg żyje w Kościele, a reszta ma wrażenie, podejrzewa albo wręcz twierdzi, że Bóg nie żyje w Kościele, tzn. umarł, że nie ma Go dziś w Kościele.

Ażeby „wieść o Bogu” poszła znowu w świat

Zulehner pyta zatem: jak to możliwe, że dzisiaj, gdy Kościół — jak nigdy dotąd — tyle mówi o Bogu w świątyniach, szkołach i mediach, szerzy się podejrzenie o eklezjalny ateizm? To prawda, że zarzut eklezjalnego ateizmu, bezbożności Kościoła pojawia się najczęściej wśród ludzi mocno od niego oddalonych i jest wielce prawdopodobne, że próbują nim usprawiedliwić swój chłodny stosunek do Kościoła. Dla nas ważniejsze jest jednak pytanie, jak do tego doszło, że wśród ludzi zaczęła się szerzyć pogłoska, że w Kościele nie ma Boga? Stało się tak dlatego — mówi Zulehner — że z Kościoła przestała się rozchodzić „wieść o Bogu” (Gottesgerücht). Fakt ten stawia dzisiejszy Kościół przed zasadniczym problemem pastoralnym: co zrobić, aby ta „wieść o Bogu” poszła (znowu) w świat? Jaki powinien być Kościół, co powinien i co może dziś robić, by szerzyć znowu wieść o Bogu, aby „ludzie znów się nas uchwycili i ujęli nas za połę płaszcza, mówiąc: »Pójdziemy z wami, bośmy słyszeli, że Bóg jest wami!«” (por. Za 8,23)?

Zdaniem Zulehnera, żeby tak się stało, Kościół musi stawać się coraz bardziej mistyczny, zakorzeniając się, zanurzając się coraz bardziej w Bogu (Mystik); musi się stawać coraz bardziej „bratersko–siostrzany” (Geschwisterlichkeit 4) i „polityczny”, tzn. zatroskany o człowieka żyjącego w społeczeństwie (Politik). Przede wszystkim jednak Kościół powinien skończyć z pustą, czczą, bezmyślną gadaniną na temat Boga (Gottesgeschwätz). To, że Bóg żyje w Kościele, że Kościół naprawdę poważnie traktuje swego Boga i jest blisko Niego, daje się poznać nie tylko po słowach i rytach, lecz także po tym, jak chrześcijanie wzajemnie się do siebie odnoszą i w co wkładają całe swoje serce. Szczególnie ważnymi dzisiaj formami tłumaczenia, przybliżania, wyjaśniania, „wykładania” Boga są właśnie wspólnota i sprawiedliwość.

* * *

Biskup Franz Kamphaus powiedział, że „zagadywanie na śmierć i grobowe milczenie to dwie strony tego samego medalu; to bezbożność tych, który odrzucają wiarę, i tych, którzy wierząc, eksponują swoją wiarę jak jakiś kosztowny antyk”. Czyż nie jest tak, że my, kaznodzieje i teologowie, mówimy za dużo, a za mało milczymy? Zdawać by się mogło, że zagadamy Boga na śmierć. Potok słów i góry zadrukowanego papieru nie muszą wcale świadczyć o żywotności naszego kaznodziejstwa i duszpasterstwa. Czy nie jest to czasem przejaw naszej bezradności albo i nawet lęku? Czy nie zachowujemy się jak ktoś, kto siedząc w ciemnym pokoju, mówi głośno sam do siebie lub śpiewa, by dodać sobie odwagi?

Jarosław Wasik śpiewa w piosence Zielony z niebieskim tak: „Wędrują anioły po stole, ich czystość wątpliwa przejrzystość, a dla mnie ważniejsza jest bliskość, na dole tu, nie w byle jakim niebie”. Mówiąc dużo i często byle jak, głosimy rzeczywiście „byle jakie niebo”. A ludzi „złość i mdłość atakują” i, „każąc swoim marzeniom blednąć” (Wasik), odchodzą, bo chcieli nieba nie byle jakiego. My natomiast od razu zaczynamy prawić o kryzysie wiary. Czy jednak nasz lament nie zagłusza znowu głosu żywego Boga? On jest oszczędny w słowach. W Jezusie Chrystusie powiedział wszystko. Słowo Boga przychodzi do nas w środku nocy, w ciszy, w milczeniu, bez megafonów i reflektorów. Dlatego niezmiennie od wielu lat na koniec zajęć z teologii homilii przypominam moim studentom, że najważniejsze jest, żeby Słowo dopuścić do słowa. Tu i teraz — dzisiaj to Słowo ma się spełnić, za Jego przyczyną zbawienie ma się stać naszym udziałem.

1 R. Zerfass, Od perykopy do homilii, Kraków 1995.
2 P. M. Zulehner, J. Fischer, M. Huber, „Sie werden mein Volk sein”. Grundkurs gemeindlichen Glaubens, Düsseldorf 1987, s. 71–73 i 90; J. Fischer, Über das Gottesvorkommen in der heutigen Kirche. Wider den ekklesialen Atheismus, w: Nur der Geist macht lebendig. Red. M. Albus — P. M. Zulehner, Mainz 1985, s. 29–37; P. M. Zulehner, Das Gottesgerücht. Bausteine für eine Kirche der Zukunft, Düsseldorf 1987, s. 46–56.
3 Das Kirchen — und Religionsverständnis von Katholiken und Protestanten. Eine Repräsentativbefragung im Auftrag der Redaktion „Kirche und Leben” des ZDF, Allensbach 1986.
4 Od niem. Geschwister — rodzeństwo. Termin nieprzetłumaczalny, ma zastąpić odnoszące się tylko do męskiej części Kościoła słowo Brüderlichkeit — braterstwo.

Dopuścić Słowo do słowa
ks. Adam Kalbarczyk

urodzony w 1957 r. w Lesznie – ksiądz archidiecezji poznańskiej, doktor habilitowany nauk teologicznych, prof. UAM, wykładowca homiletyki, germanista, tłumacz....