Żurek na Łysej Górze

Żurek na Łysej Górze

Podróże, jak wiem, kształcą, ale świetnie wpływają też na samopoczucie. Dlatego dobrze się ruszyć. Tym bardziej, że już chyba nieodwołalnie zawitała do nas wiosna, która robi wiele, abyśmy wzięli plecak i wyszli z domów. Trzymając się tej intuicji, w połowie kwietnia trochę w ramach pracy, a trochę w ramach wypadu za miasto trafiłem w Góry Świętokrzyskie. Po pierwsze, szybko pojąłem, gdyż przekonałem się na własnej skórze, co znaczy powiedzenie „wieje jak na dworcu w Kielcach”. I rzeczywiście: wiatr nie folgował. Po drugie, widok z Łysej Góry zapiera dech w piersiach. Gorzej jest w nocy, bo – jak wciąż opowiadają tamtejsi ludzie – po zmroku Łysa Góra ponoć staje się własnością czarownic. Zlatują się tu na sabaty. Ostrożnie więc z nocnymi wypadami.

Jednak już poważnie: celem mojej wyprawy było pobenedyktyńskie opactwo, gdzie obecnie znajdują się relikwie Drzewa Krzyża Świętego, na którym umarł Jezus Chrystus. Jak relikwiarz trafił do Polski? Oczywiście jest kilka podań. Jedno z nich mówi, że Emeryk, syn króla węgierskiego św. Stefana, jadąc do Polski, do swojego wuja Bolesława Chrobrego zabrał je ze sobą jako rękojmię bezpieczeństwa. Bolesław Chrobry wyjechał na spotkanie krewnego. W Górach Świętokrzyskich urządził polowanie. Osiemnastoletni Emeryk był nim zachwycony – dobrze się bawił. Jednak w pogoni za jeleniem zabłądził. Wtedy złożył ślub, że jeśli odnajdzie drogę, to zostawi na tym miejscu relikwie Drzewa Krzyża Świętego. I tak też się stało. Emeryk po ocaleniu dotrzymał słowa i zostawił relikwiarz w nowo wybudowanym klasztorze. Stąd góry te nazywają się Górami Świętokrzyskimi.

Jest też inny ślad po Emeryku. Tuż przy wejściu na szlak, czyli „Drogę Królewską”, która prowadzi na Święty Krzyż, stoi jego pomnik. Legenda mówi, że pielgrzym co roku porusza się o jedno ziarno maku na szczyt góry. Kiedy dojdzie, nastąpi koniec świata. Ale, proszę się nie martwić, jeszcze długa droga przed nim.

Sam pobenedyktyński klasztor – pieczę nad nim i relikwiarzem sprawują księża Misjonarze Oblaci Maryi Niepokalanej – skrywa mnóstwo tajemnic. Na szczęście po klasztornych zakamarkach oprowadzał mnie ks. Karol Lipiński, niczym rasowy przewodnik tłumacząc, wyjaśniając i znosząc z cierpliwością moje pytania. A proszę mi wierzyć: nie ma tam cegły, fresku czy obrazu, za którym nie kryłaby się fascynująca historia, w której przeplatają się losy Kościoła i Polski. Nie podejmuję się więc jakiejkolwiek próby streszczenia. Każdy musi tam pojechać sam.

Skądinąd wiemy też, że nie samym duchem człowiek żyje. I słusznie, bo prowadzona przez księży oblatów jadłodajnia serwuje naprawdę dobry żurek. Dla pielgrzyma i piechura to niezbędny zastrzyk kalorii przed wyruszeniem w dalszą drogę jednym z szlaków rozchodzących się z Łysej Góry.

Do myślenia dało mi też co innego. Taki wyjazd, gdzie nie ma radia, tv, no i gazet, ma czynnik terapeutyczny. Życie nabiera zupełnie innych proporcji, inne rzeczy stają się ważne. Tyle, że wypad za miasto nie trwa wiecznie. Trzeba wrócić do domu, a powrót bywa przykry. Okazuje się, że tu jakaś burza wokół nominacji abp. Sławoja Leszka Głodzia na metropolitę gdańskiego, jakieś ponoć oświadczenie Prezydium Konferencji Episkopatu karcące media za wywieranie nacisków na Stolicę Apostolską w tej sprawie… I tylko zachodzę w głowę, jakie te wszystkie wydarzenia, którymi ekscytują się media, mają znaczenie dla pielgrzyma, który idzie na Święty Krzyż? Co go obchodzi jakaś burza wokół nominacji? Czy jego życie religijne legnie w gruzach, jeśli abp Głódź obejmie metropolię gdańską?

Mam coraz głębsze przeświadczenie, że prawdziwe życie religijne toczy się na zupełnie innym poziomie niż kościelne spory personalne i instytucjonalne. Oderwanie się od nich, ba, wręcz celowe omijanie ich szerokim łukiem pokazuje, że zupełnie gdzie indziej należy szukać oparcia dla swej wiary. Ja, by to zrozumieć, musiałem pojechać na Święty Krzyż.

Żurek na Łysej Górze
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...