Ludzie przychodzą do nas z nadzieją, że będziemy w stanie znosić ból razem z nimi i wspólnie stawić czoło temu, z czym nie byliby w stanie poradzić sobie sami.
Z psychoterapeutą Jonem Fredericksonem rozmawia Michalina Kaczmarkiewicz
Dlaczego terapeuci pytają zawsze o uczucia? „Co pani poczuła…?”, „Jakie emocje się w panu pojawiły?”
Powiem, dlaczego ja to robię. Bliskość emocjonalna oznacza dzielenie się uczuciami. Ludzie zwykle przychodzą do terapeuty, ponieważ mają problemy w relacjach. A relacje to emocje. My natomiast mamy trudność z uświadomieniem sobie własnych uczuć.
To pytanie jest naszym sposobem, by się dowiedzieć, czy pacjent potrafi być w kontakcie ze swoimi uczuciami, pragnieniami, tym, co jest dla niego najbardziej znaczące w życiu. A jeśli nie, to jakie mechanizmy obronne stosuje? Jakie strategie unikania powstrzymują go przed kontaktem z własnym życiem wewnętrznym?
Jakie oczekiwania wobec terapii mają najczęściej pacjenci? Czy zawsze są one realistyczne?
Pacjenci przychodzą, ponieważ cierpią, więc pierwsza rzecz, której chcą, to poczuć się lepiej. To całkiem sensowne. Mają nadzieję, że terapia skupi się na tym, co powoduje ich ból. To również jest całkowicie osiągalne. I myślę, że zazwyczaj oczekują terapeuty, który byłby zaangażowany, który by z nimi rozmawiał. Sądzę, że to również jest realistyczne.
Natomiast nie jest rozsądne i nie jest realistyczne oczekiwanie, że bez własnego zaangażowania coś się zdarzy, że przyjdą do gabinetu i mimo ich bierności terapia w jakiś sposób ich zmieni. Jeśli pani da swoje sto procent, ja dam moje sto, będziemy mieć dobry wynik. Ale jeśli do pani stu procent dołożę ledwie dziesięć, to szału nie będzie. Ta matematyka dotyczy wszystkich relacji, także terapii.
Pasywna postawa klienta może być znakiem dla terapeuty…
Bystra uwaga. Niektórzy pacjenci mówią wprost, z czym mają trudność. Ale są tacy, którzy na pytanie o problem odpowiedzą: „Nie wiem, miałem nadzieję, że pan mi powie”. Terapeuta może się zastanawiać, czy ten pacjent również w małżeństwie albo w życiu zawodowym przyjmuje bierną postawę. Albo opowiada o czymś, co tak naprawdę jest pewną zmyłką, choć pacjent może sądzić, że to właśnie przyprowadziło go do gabinetu terapeuty. Jednak swoją postawą, tym, co mówi, daje znać, przeważnie nieświadomie, w jakim obszarze potrzebuje pomocy. Opowiada o czymś, ale prawdziwy problem jest absolutnie inny.
Myślałam, że na tym właśnie polega „magia” terapii…
Często ludzie cierpią z powodu trudnych relacji, są przygnębieni, ale nie mają pojęcia, dlaczego. Nie wiedzą, co robią i co powoduje ich kłopoty. Opisanie problemu, jak to wygląda ich oczami, to dobry początek, ponieważ tego przynajmniej są świadomi. Nasz pasywny dżentelmen powie na przykład, że ludzie w pracy nie wykonują swoich zadań, a on sam nigdy nie otrzymuje rad i podpowiedzi, których potrzebuje. Może więc sądzić, że jego
Zostało Ci jeszcze 85% artykułu
Oceń