„Z wielu pieców się jadło chleb, bo od lat przyglądam się światu…” Zawsze rozrzewniała mnie ta piosenka. O nieubłaganym upływie czasu opowiada tak prawdziwie, pięknie. A najbardziej rozrzewnia to „głupie serce” wciąż wyrywające do przodu. Bo ono tylko pozornie jest głupie. Gdyby nie ono, mijający czas rozwalcowałby nas zupełnie i przemielił nie do poznania. Natomiast dzięki jego niereformowalnej „głupocie”, owszem, narażamy się na kolejne niebezpieczeństwa, a nawet cierpienia, ale za to ocalamy naszą tożsamość: „Choć w papierach lat przybyło, to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami”. Zmieniają się uwarunkowania polityczne, społeczne, zawodowe i rodzinne, ale jeśli słuchamy serca, pozostajemy sobą. Wolność jest w nas. I wszystko zależy od nas. To, co na zewnątrz, może nas ograniczać, ale nas nie determinuje. Bez względu na zewnętrzne uwarunkowania wystrój naszego wnętrza zależy od nas. Można dotkliwie odczuwać brak zewnętrznej wolności, ale jeśli się nie straci wolności serca, to istota człowieczeństwa pozostanie nienaruszona. I na odwrót: na nic zewnętrzna wolność, jeśli krępują ją wewnętrzne ograniczenia, jeśli krępuje ją cenzura.
Tej zewnętrznej nie ma w Polsce już trzydzieści sześć lat. Ale nie zawsze tak było. Do roku 1990 cenzura była wszechobecna: państwo prewencyjnie cenzurowało teksty prasowe, książki, spektakle, piosenki, nie dopuszczając do publikacji tych, które zdaniem cenzorów „zagrażały bezpiecze
Zostało Ci jeszcze 75% artykułu
Oceń