Jedna z moich koleżanek uczestniczyła niedawno w projekcie naukowym dotyczącym zwierząt w literaturze Bizancjum. I tak jej pozazdrościłem, że postanowiłem napisać przynajmniej jeden felieton, w którym pojawią się zwierzęta.
Jeśli miałbym wskazać w Nowym Testamencie moje ulubione zdanie silnie zasiedlone przez zwierzynę, byłby to niewątpliwie fragment z Ewangelii Świętego Mateusza 23,24 o przecedzaniu komara i połykaniu wielbłąda. W ogóle lubię tę część Mateuszowej Ewangelii, bo jest – prawdopodobnie – skumulowaną przez redaktora serią ostrych, naprawdę ostrych wypowiedzi Jezusa piętnujących religijną obłudę. Dostaje się oczywiście uczonym w Piśmie i faryzeuszom, co niestety już w punkcie wyjścia może skłonić chrześcijanina do przyjęcia postawy: „Mnie to nie dotyczy”, „To o nich”. Tymczasem Jezus, celując w określoną grupę, trafiał jednocześnie w mechanizmy o wiele bardziej uniwersalnie występujące – być może w ogóle charakterystyczne dla zorganizowanych form realizowania potrzeb religijnych.
Wątek z komarem (albo muszką, jak tłumaczą np. Włosi) i wielbłądem dotyczy jednego z takich mechanizmów. Myślenie religijne może niestety prowadzić do nadawania zupełnie nieproporcjonalnego znaczenia sprawom szóstorzędnym przy jednoczesnym pomijaniu rzeczywiście istotnych. Jest to o tyle łatwe, że na to, co ważne, wskazuje zwykle autorytet religijny (kapłan, uczony w Piśmie), i to nie we własnym
Zostało Ci jeszcze 75% artykułu
Oceń