Robotnicy, niewolnicy
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Indeks z obecnościami można kupić za 100 zł u ministranta, podpis księdza podrobić, zajęcia w kościele przespać, ale przejść obojętnie obok bierzmowania nie sposób. Sakrament dojrzałości chrześcijańskiej rozpala do czerwoności fora internetowe. „Poszłam, bo mama obiecała nowy komputer”, „nawróciłem się, bo trzeba było chodzić na każdą mszę świętą”, „nie wierzę, ale papierek przyda się do ślubu kościelnego”.

Portal „Antidotum”. Pisze Maluczka: „Normalnie paranoja, chodzimy z karteczkami na każdą mszę i zbieramy jakieś bzdurne podpisy. Nasz ksiądz gada, że chcą nas nauczyć odpowiedzialności. Śmiać mi się chce, bo w drugiej parafii w moim mieście dali karteczki do podpisania, że zostanie się dziewicą/prawiczkiem do ślubu”.

Indeksy albo inaczej dzienniczki do bierzmowania to książeczki, w których gimnazjaliści zbierają podpisy księdza w czasie nabożeństw i zajęć w parafii. – W Archidiecezji Poznańskiej dzienniczki nie są obowiązkowe, ale pomagają, szczególnie w dużych parafiach nawiązać kontakt księdza z uczniem – mówi ks. Maciej Szczepaniak, rzecznik prasowy kurii.

Bierzmowanie to sakrament umocnienia wiary, przyjęcia Ducha Świętego. Nazwa wzięła się od staropolskiego słowa „bierzmo” – belki podtrzymującej drewniany strop. Bierzmowanie podtrzymuje chrześcijanina. Statystyka? Oficjalnej nie ma. Nieoficjalna – 80 proc. gimnazjalistów przystępuje do sakramentu.

Przygotowanie do bierzmowania trwa trzy lata, przez całe gimnazjum. Jest uzupełnieniem szkolnej katechezy. Zajęcia odbywają się w kościele lub salach parafialnych. Uczniowie spotykają się z księdzem raz, dwa, trzy albo cztery razy w miesiącu. Oprócz tego czekają ich nabożeństwa majowe, czerwcowe, drogi krzyżowe, roraty, gorzkie żale, spowiedź „pierwszopiątkowa”…

Z Żydem w pociągu

Dzienniczki są kontrowersyjne. To zdanie księża odmieniają na sto tysięcy sposobów, gdy wypytuję ich o przygotowanie do bierzmowania. Mają poczucie, że wpisywanie, ile razy było się na roratach, na majowym, u spowiedzi, na drodze krzyżowej, na mszy adwentowej jest trochę niepoważne. Ale innego sposobu nie widzą. Proboszcz przed biskupem mówi, że młodzież jest godna sakramentu. Obiecuje: „Tak, przygotowałem ich solidnie, są gotowi. Robiłem wszystko, co w mojej mocy”. Chce spać spokojnie. Chce mieć pewność. Daje ją dzienniczek. Czyżby?

Ksiądz nr 1: – Wykryliśmy kiedyś, że za pięć złotych uczniowie dali koledze dzienniczek do podpisania.

Ksiądz nr 2: – W dzienniczku podpisany był ksiądz, który nie żył od czterech miesięcy.

Ksiądz nr 3: – Kiedyś dostałem od chłopaka dzienniczek z moimi podpisami od spowiedzi. Dobrze widziałem, że to nie moją ręką robione. Odbite na szybie albo przerysowane.

Dzwonię do dziesięciu losowo wybranych księży. Dziewięciu twierdzi, że ma dosyć dzienniczków i ich wiecznie kombinujących właścicieli. Jeden, że u niego w parafii przygotowania do bierzmowania są wzorowe, a kandydaci pobożni. – Dzienniczki są kontrowersyjne – przyznaje proboszcz z podpoznańskiej Mosiny. – Ale wsiądą potem z muzułmaninem albo żydem do pociągu Poznań – Wrocław; on im będzie wyjaśniał, dywanik rozłoży, a oni nie będą wiedzieli, jakie mają zasady – tłumaczy. Chętnie by zrezygnował z podpisywania karteczek, szukania w konfesjonale okularów i długopisu, wystawiania ręki, ale dzięki temu młody człowiek przynajmniej parę razy w życiu idzie do spowiedzi.

Ojciec Leonard Bielecki, franciszkanin z Poznania, nie stosuje dzienniczków, ale rozumie ich sens. – Mógłby nauczyciel uczniów nie sprawdzać. Nie róbmy sprawdzianów. Sprawdźmy dziecko na maturze.

Agga: – Moja mama nie wierzy, ale powiedziała, że albo pójdę do bierzmowania, albo nie pojadę do siostry do Anglii. Z Agga rozmawiam przez skype’a.
– Mama chodzi do kościoła, jak ktoś umrze, i twierdzi, że jest bardzo religijna i że na tym polega wiara, że jak trwoga, to do Boga.
– A ty co o tym sądzisz?
– Szanuję wierzących, ale to dla mnie fikcja.
– A nie uważasz, że przyjęcie darów Ducha Świętego z twoim podejściem to świętokradztwo? Że obrażasz kolegów i koleżanki, które chcą przyjąć Ducha Świętego? I samego Ducha Świętego?
– A uważa pan, że jak ksiądz ma dziecko, to jest w porządku?

Homoseksualizm to nie po chrześcijańsku

Wpis z portalu internetowego. Tirma 91: „Wiem, że to było mnóstwo razy poruszane na forum, no ale… wg mnie najgorsza to jest właśnie rodzina. Tzn. dziadkowie, ciotki, wujkowie, kuzynostwo… Często do nich jeździmy, oni mieszkają na wsi, więc wiecie, tam »wiara ponad wszystko«… Co oni sobie o mnie pomyślą… chyba że mnie szatan opętał… uhh. Nie chcę, żeby potem moja mama musiała zbierać »pochwały«, »że jak ona mnie wychowała na takie dziwadło« i że to jej wina”.

Tirma 91 nie wie, jakie spotkało ją „szczęście”, że do bierzmowania przygotowuje się w mieście. Na wsi u ciotki, wujka czy kuzynostwa „musiałaby” chodzić do kościoła codziennie. Co prawda nie przez trzy lata przygotowań, ale minimum przez rok. I wszystkie obecności wpisane w dzienniczku. Im mniejsza parafia, tym większe wymagania, bo tym większa religijność mieszkańców. – Miejska młodzież jest zwulgaryzowana i bardziej krnąbrna – przyznaje ksiądz Błażej Dojazd z parafii w Bagrowie w Wielkopolsce. Na wsi jest łatwiej. O co pytają? O bardzo proste sprawy. O co chodzi w darach Ducha Świętego. Na czym polega mądrość, pobożność. Oni nie są zdemoralizowani.

O co pytają w mieście? Konin, ciepłe marcowe przedpołudnie. Spaceruję przed kościołem farnym. Spotykam Kasię i Martę. U nich przygotowanie prowadzi młody katecheta. Spotkania odbywają się co dwa tygodnie i kończą się zaliczeniem – rozmową. Zajęcia przypominają dreszczowiec albo powieść detektywistyczną. Jak tu nie chcieć słuchać np. o orientacjach seksualnych w obliczu chrześcijaństwa.

– Katecheta podał nam przykłady z Pisma Świętego, które mówią, że homoseksualizm to nie po chrześcijańsku. Stwierdził, że nie będzie niczego nam dyktował, ale każdy człowiek powinien szanować samego siebie – mówi Kasia.
– A co ma zrobić człowiek, który rodzi się homoseksualistą? – pytam.
– Ja uważam, że nikt się nie rodzi homoseksualistą – mówi Marta.
– A bycie homoseksualistą to grzech? – drążę.
– Wychodzi na to, że tak – rzuca niepewnie Kasia.
– Jest to wypaczenie natury – wcina się Marta.

Gdy pytam, co myślą o antykoncepcji, wybuchają śmiechem. O tym nie było na zajęciach, ale są za naturalnymi metodami, a współżycie planują po ślubie. Nie ma w ich oczach niepewności. Nie wygląda na to, żeby sobie żartowały albo rzucały słowa na wiatr. Chyba przemyślały to, co mówią. Mają swoje poglądy.

Urojenia Klary

Dziewczyna podpisująca się jako Miodzie na portalu biologia.pl martwi się: „Ktoś mi kiedyś powiedział, że chodzenie do kościoła pod przymusem to grzech. Nie wiem, czy to prawda czy nie :]”.

Ksiądz Robert Korbik, duszpasterz młodzieży Archidiecezji Poznańskiej, z takimi młodzieńczymi wątpliwościami zmaga się na co dzień. – Najczęściej pytają, dlaczego na mszy świętej ciągle jest to samo. Duże kontrowersje budzi spowiedź: dlaczego trzeba mówić księdzu co, gdzie i kiedy się zrobiło albo nie zrobiło. Spowiedź ich przeraża. Nadal brakuje podziału na grzech i niegrzech. Ciągle jest tak, że babcia powiedziała, że to jest grzech. Ale dlaczego to jest grzech? Dlaczego Pan Bóg znowu mi tego zabrania? Często sobie uświadamiam, że od pierwszej komunii świętej nikt z nimi o tym nie rozmawiał. Od drugiej klasy szkoły podstawowej aż do bierzmowania oni idą z tym samym pojęciem grzechu – dzieli się swoimi obserwacjami.

Klara z Poznania, rok po bierzmowaniu. Trzy lata spotkań z księdzem raz w miesiącu. W ostatnim roku nawet częściej. Książeczka pełna stempli. Zaliczona nawet droga krzyżowa. Na pamiątce bierzmowania słowa: „Duchu Święty, umocnij mnie w swoich darach”. Choć sakrament przyjęła, w czasie przygotowań doszła do wniosku, że Boga nie ma. Utwierdziła ją w tym lektura książki Bóg urojony. Teraz do kościoła już nie chodzi, ale nie wyklucza, że kiedyś się nawróci. Wtedy bierzmowanie będzie jak znalazł.

– A pamiętasz dary Ducha Świętego?
(patrzy w niebo, potem chwilę na mnie)
– Na egzaminie pamiętałam, teraz nie bardzo.

Tomasz. Niski, barczysty siedemnastolatek. Mieszka pod Poznaniem. – Niektórzy mówią, że bierzmowanie to sakrament odejścia od Kościoła. A ja po bierzmowaniu zacząłem częściej chodzić na msze. Weszło mi to w nawyk – chwali się. – Ale u niektórych jest na odwrót – wtrąca się jego dziewczyna. – Skoro tyle chodzili, to już się nachodzili na całe życie.

– A można jakoś obejść pieczątki i podpisy w dzienniczkach? – pytam Tomka.
– Można, ale robią to głównie ci, którzy mają też kłopoty w szkole.

Bajka dla babci

Niemal na wszystkich portalach internetowych toczą się dyskusje o bierzmowaniu. Antykoncepcja.pl. Pociejka6666. „Co tydzień? Wczoraj zamiast spotkania była droga krzyżowa ulicami miasta. Kurde. Ksiądz Krzysztof fajny jest”.

Problem „fajności” księdza jest dla młodych ludzi kluczowy. Ważniejszy niż dar pobożności czy męstwa. Księża proboszczowie wysyłają na odcinek walki o religijność młodzieży młodych księży. Wiedzą, że jeśli z młodym ma się ktoś dogadać, to właśnie młody.

Agnieszka. Małe miasteczko na południu Wielkopolski. Rok po bierzmowaniu. – Nie było spotkania, na którym nie kłóciłabym się z księdzem o istnienie, a właściwie nieistnienie Boga. Z religii dostałam szóstkę. Za aktywność i pytania. Podczas każdej dyskusji ksiądz dzielił nas na dwie grupy. Jedna miała być „za”, druga „przeciw.” Np. gdy rozmawialiśmy o ewolucji, przekonywałam kolegów, że stworzenie świata w Księdze Rodzaju to bajka dla dzieci i mojej babci. Na koniec był egzamin u proboszcza, który pytał z grzechów głównych, darów Ducha Świętego i Ojcze nasz. Wtedy już dyskusji nie było.

– A ten ksiądz, z którym miałaś zajęcia, nie protestował, że ty, niewierząca, chcesz iść do bierzmowania?
– Musiałby większość klasy zatrzymać. Ja się przynajmniej głośno przyznawałam do swoich poglądów.

Ojciec Leonard Bielecki uważa, że ważniejsza jest tu kwestia wychowania. Nie pomija roli księdza czy katechety, ale „fundamentem jest rodzina”. Tyle że w rodzinach jest różnie. – Rodzice traktują bierzmowanie jako coś, co się dziecku należy. A tu się nic nie należy. Bo to jest sakrament – mówi ks. Błażej.

Mama Agnieszki, ta, która uważa, że „jak trwoga, to do Boga”, twierdzi, że bierzmowanie to sprawa córki, ale lepiej pójść, bo wszyscy idą. Mama Klary, tej od „Boga urojonego”, mówi, że nigdy nie zniechęcała ani nie namawiała córki do przyjęcia sakramentu. Na moje pytanie, czy rozmawiała z księdzem, czy włączyła się w życie kościelne córki, czy rozmawiała z nią o Bogu, religii, bierzmowaniu, mówi krótko: – Od tych spraw jest katecheta w szkole.

Jednak nie wszyscy tak myślą. Małgorzata, mama 16letniego Wojtka, przestraszyła się, gdy syn obwieścił któregoś dnia, że „on do żadnego bierzmowania nie pójdzie”. Do tej pory nie sprawiał „problemów” religijnych. Chodził z całą rodziną w niedzielę do kościoła, spowiadał się, przyjmował komunię świętą. Nie był może gorący, ale nie był też zimny. Raczej letni. – Poczułam, że to nasze zaniedbanie i wina. Że sam przykład nie wystarczy: trzeba z dzieckiem o sprawach wiary rozmawiać, trzeba mu podsuwać jakieś lektury, pokierować jego życiem religijnym – przyznaje Małgorzata. Poprosiła o radę zaprzyjaźnionego księdza, Wojtek wybrał się do niego na rozmowę. Nie było spektakularnego nawrócenia, ale udało się osiągnąć tyle, że przygotowania do bierzmowania trwają dalej. – To jakiś sygnał dla całej naszej rodziny. Może Pan Bóg w porę zainterweniował – zastanawia się Małgorzata.

Obok narzekania na portalach internetowych spotkać można też wpisy, które świadczą o tym, że dla niektórych młodych ludzi bierzmowanie jest chwilą refleksji.

Tycjan: „Zrozumiałem, że w Kościele jest miejsce i dla mnie, uczniowie Jezusa też byli bardzo różni”.

Forum.oaza.pl. Ania 25: „A ja dzisiaj miałam bierzmowanie!!! super było, dziękowałam księdzu biskupowi. co powiecie o swoim bierzmowaniu??? ja momentu, kiedy biskup stał nade mną, nie zapomnę długo…”.

Kasia. 17 lat. Przekonuje mnie, że młodzież „ma we krwi” negowanie wszystkiego i wszystkich. – W grupie zawsze się nawzajem nakręcamy i zawsze będziemy mówić źle o Kościele, tak jak o szkole czy rodzicach, którzy nic nie rozumieją – mówi. – Większość moich kolegów nie wyobraża sobie jednak życia bez szkoły i bardzo kocha rodziców – dodaje. – Ludzie wstydzą się uczuć, szczególnie uniesień religijnych. Modne jest bycie twardym. Również wśród dziewczyn.

200 pytań do…

Bierzmowanie wieńczy trzy lata nauki w gimnazjum. Sakramentu udziela sam biskup. Trzeba mieć świadka i imię. Zazwyczaj młodzież wybiera je sama. Katecheci chcą, by patron był wzorem dla bierzmowanego. Na egzaminie trzeba znać jego życiorys. Wybór imienia to pole popisu dla gimnazjalistów. Wybierają Adelajdę, Rocha, Oswalda albo Scholastykę. Wielu księży przekonuje, by nie kierować się atrakcyjnością imienia. W jednej z parafii, na cześć biskupa, wszystkie dzieci dostały odgórnie imię Stanisław lub Stanisława.

W niektórych rodzinach bierzmowanie przypomina Pierwszą Komunię albo małe wesele. Są prezenty, goście i obficie zastawione stoły. Czasami gimnazjaliści wolą świętować inaczej. – Słyszałem, że po przyjęciu sakramentu młodzież idzie na piwo, a potem pali indeksy. To dla nich pewien rytuał, pożegnanie z Kościołem – opowiada mi jeden z księży.

Pytanie, czy przesunąć bierzmowania na później, ks. Błażej przerywa pytaniem o to, kiedy ja miałem bierzmowanie.

– W wieku 16 lat – obliczam szybko.
– Ja też. I nie uważam, żeby to było złe – mówi ksiądz Błażej.

Ojciec Bielecki ma natomiast wątpliwości. – 16 lat to wiek najtrudniejszy. Może trzeba później udzielać tego sakramentu, np. w klasie maturalnej? Ale czy ta decyzja byłaby bardziej dojrzała? – zastanawia się. – Maturzyści, którzy nie mieli bierzmowania, mówią: „Ja to zrobię później, pójdę do katedry przed ślubem”. Nie przekonuje ich argument, że tam też będą musieli się przygotować – mówi o. Bielecki.

Zdaniem gimnazjalistów nie ma dobrego ani złego czasu na sakrament. Trudny wiek? A później jest matura, są studia. Też trudny czas. A potem szukanie pracy. Jeszcze trudniejszy. A jeszcze później dziecko, dom, pieniądze…

– Może lepiej byłoby bierzmować w pierwszej klasie liceum. W trzeciej klasie gimnazjum nikt nie ma czasu, by uczyć się 200 pytań do egzaminu – mówi Michał, gimnazjalista z podpoznańskiego Skórzewa. Do Skórzewa w ostatnich latach sprowadziło się sporo rodzin z dziećmi w wieku szkolnym. Ludzie zamożni. Niedawno wybudowano nowe gimnazjum. Spotykam tam Katarzynę Świątkowską, pedagoga. – 16 lat to wiek dojrzewania, czyli czas buntu, ale również szukania własnej odrębności. Trudno w tym momencie pytać, czy chcesz być dojrzałym chrześcijaninem. Z drugiej strony nie można czekać z ważnymi życiowymi pytaniami do wieku 25 lat, gdy kończy się dojrzewanie. Oni nie nauczą się odpowiedzialności teoretycznie. Edukacja dokonuje się w walce.

Chcecie zobaczyć bitwę? Proszę bardzo.

Niech pan nam nie przeszkadza

Kościół na poznańskich Ratajach. Czwartkowe późne popołudnie. Głośna, rozbrykana, gadająca i śmiejąca się młodzież, uzbrojona w komórki, Ipody i mp3, i on. Samotny, niepanujący nad nimi ksiądz. Jego amunicja to krzyk i poniżenie. Gdyby obrażanie przybliżało do Boga, ci biedni młodzi ludzie poszliby do nieba.

– Przepraszam – szepczę cichutko do trzech dziewczyn gadających w jednym z ostatnich rzędów. – Jestem dziennikarzem i zastanawiam się, czy wiecie, skąd wziął się sakrament bierzmowania?

Patrzą jak na idiotę.

– Nikogo to nie interesuje, ale trzeba to przejść. Wszyscy tak robią.
– A nie chcecie iść za Chrystusem? Być jego uczennicami? Pogłębić wiarę? Udoskonalić łaskę chrztu? Utwierdzić się w byciu dzieckiem Bożym? – szybko przypominam sobie, co przeczytałem na portalu ze ściągami dla uczniów. Punkt drugi z listy stu pięćdziesięciu, które trzeba wykuć na blachę do egzaminu. Mała farbowana blondynka gapi się na mnie jak na wariata. Jakby pierwszy raz słyszała o pojęciu „udoskonalenie łaski chrztu”.
– Przepraszam, ale pan nam przeszkadza. Tu jest przygotowanie do bierzmowania – przekrzykuje swoich uczniów młody, chudy ksiądz.
– Z niewolnika nie ma robotnika – kwituje moją opowieść o bitwie w ratajskim kościele Sławek Bajew, przez wiele lat katecheta, dziś dziennikarz Radia Merkury w Poznaniu. – To jest taki wiek. Wiemy, jakie mamy rodziny, jakie domy, jakie są szkoły, jak się rozwija świat i co oferuje. Młody człowiek jest w tym zagubiony. Na pewno łatwiej jest powiedzieć, że nie chce się chodzić do kościoła, bo to nie wymaga żadnej mobilizacji. To jest głębszy problem. Młody człowiek nie potrafi od siebie wymagać.

Jak mu pomóc? „Wyniki badań prowadzonych przez różnych uczonych wykazały, że zarówno nasilony autorytarny, jak permisywny styl wychowania, nie prowadzi do trwałych, pożądanych zachowań dziecka” – pisze Irena Obuchowska w Kochać i rozumieć. Ciąg dalszy 1

Lista zamknięta

– Pan Jezus jest wzorem człowieka – mówi Sławek Bajew. – Takim, do którego musimy dążyć. Cierpliwego, cichego, pokornego, pouczającego tam, gdzie trzeba pouczyć, ale też takiego, który bierze bicz i wyrzuca ze świątyni – tłumaczy mi.

Co prawda Jezus przemawiał do tłumów na Górze, ale może na początek warto podzielić 200 gimnazjalistów na mniejsze grupki. – Ja wiem, że jest to więcej pracy, ale dzielę ich na grupy maksymalnie 20osobowe – mówi ks. Robert Korbik.

Małej grupie trudniej włożyć katechecie kosz na głowę, nakręcić się negatywnymi emocjami. W małej grupie ksiądz pamięta imiona. Poznaje gimnazjalistę. Pokazuje swoje człowieczeństwo. A jeszcze jakby dał jakieś świadectwo! Pamiętacie, jak ważna jest „fajność” księdza?

Ksiądz Dariusz Madejczyk na portalu opoka.org publikuje krótki poradnik „Sakrament bierzmowania: »Zapobiegać, a nie leczyć« czyli jak dobrze zacząć”. Po pierwsze, zastąpić gotową listę z nazwiskami kandydatów – zapisami. Trzeba przyjść do biura parafialnego i powiedzieć – tak, ja chcę iść do bierzmowania. To nie sprawa mamy i taty, ale moja. Po drugie – nie przyszedłeś się zapisać w wyznaczonym terminie, lista jest zamknięta. Zapraszam za rok. Wielu księży organizuje przyśpieszone kursy dla spóźnialskich, możliwość odrobienia nieobecności. Co innego zorganizować po raz piąty egzamin poprawkowy dla tych, którzy chodzili na zajęcia, a co innego być niekonsekwentnym wobec tych, którym nie zależy. Widzą to przecież ci, którym zależy. Po trzecie – kiedy już wybaczamy spóźnienie, nieobecność, nieprzygotowanie, zbadajmy jego przyczyny. Zamiast suchego „żeby to się więcej nie powtórzyło”, zapytajmy, co się stało, jak żyjesz, co myślisz…

Ksiądz Zbigniew Paweł Maciejewski na portalu Katecheza pisze: „Bardzo często – nawet bez próby wytłumaczenia tego wszystkiego, obligując koniecznością wpisu w nieszczęsny indeks – pędzi się kandydatów z nabożeństwa na nabożeństwo. Kandydatów, którzy często są bardzo zdystansowani do Kościoła i jego praktyk, którzy się buntują, przeżywają swoje kryzysy, w których zwyczajnie nie ma wiary. Owocem tego są: frustracja, pogłębienie buntu, zmęczenie, związanie praktyk religijnych z nudą, wyrachowanie”.

Ile kosztuje bierzmowanie

Pytam moich młodych znajomych w Skórzewie, czego oczekiwaliby od przygotowania do bierzmowania. Spotykamy się przy strumieniu. Tu przychodzą na papierosa. Tędy chodzą codziennie do gimnazjum.

– Dużo jest takiej suchej wiedzy – mówi wyrośnięty brunet. – Ksiądz zakłada, że wszyscy są wierzący. A ludzi przede wszystkim interesuje, czy Bóg istnieje, a nie kto jest szafarzem sakramentu małżeństwa.
– To może ci, którzy nie wierzą, niech nie idą do bierzmowania? – podpuszczam ich.
– U mnie – włącza się kolega bruneta – babcia dostałaby zawału.
– A do wojska też byś poszedł, żeby babcia nie dostała zawału?

Patrzy zdziwiony. Może jeszcze nie było na zajęciach, że „przez bierzmowanie stajemy się żołnierzami Chrystusa gotowymi bronić wiarę, gdy ta znajdzie się w zagrożeniu”. Punkt 52 z listy pojęć egzaminacyjnych.

W Koninie, przed farą, dostaję wyczerpujące instrukcje na temat: jak ominąć podpisy, pieczątki i zaświadczenia. Trzech gimnazjalistów bez ogródek mówi, że za 100 zł można kupić wypełniony dzienniczek od ministranta. Od 20 zł do 50 zł kosztuje przyłożenie pieczęci parafialnej w odpowiednie miejsce w dzienniczku. Też przez ministranta. Najtaniej jest jednak samemu wyrobić sobie pieczątkę parafii i podpisywać się za księdza. Tego dowiaduję się od dwóch dziewczyn.

Ksiądz z fary: – Coś takiego zawsze może się zdarzyć.
– A jak ksiądz ocenia ogólne zaangażowanie młodzieży?

Ksiądz długo wzdycha. Rozmowa skończona.

1 Irena Obuchowska, Kochać i rozumieć, ciąg dalszy, Poznań 2000, s. 49.

Robotnicy, niewolnicy
Piotr Miedzianowski

urodzony w 1980 r. – absolwent kulturoznawstwa na WSNHiD, dziennikarz, współtwórca portalu internetowego dla maturzystów. Żonaty, mieszka w Poznaniu....