wydawać by się mogło, że w dzisiejszym świecie nie ma nic bardziej pożądanego od umiaru. Namacalnie przecież doświadczamy, że wszystkiego wokół nas jest za dużo. Począwszy od rzeczy i multimedialnych bodźców, a skończywszy na natłoku myśli. Jednocześnie jednak, gdy mowa o potrzebie zastosowania recepty w postaci ascezy, dla wielu skojarzenie religijne zabarwione nutą cierpienia staje się barierą nie do pokonania.
Nie obrażałbym się więc z definicji na społeczne ruchy i popularne idee, które zwracają uwagę na rolę samoograniczenia, wyrzeczenia, minimalizmu, prostoty czy życiowej równowagi. Wszystkie one mają swoje źródło w przesłaniu Ewangelii i jako takie mogą być dla kogoś początkiem realnej drogi duchowej.
Chrześcijańskie myślenie o poście idzie mimo wszystko o krok dalej i nie dotyczy tylko umiejętności rozważnego obchodzenia się z rzeczami i zarządzania stanem posiadania. Dobra Nowina odnosi się przede wszystkim do tego, by dzięki podejmowanym wyrzeczeniom porządkować swoją hierarchię wartości.
Co niezwykle istotne, a o czym nader często zapominamy, Chrystus, zachęcając nas do poszczenia, wyraźnie przestrzega przed ostentacją i koncentrowaniem się na samej praktyce. Potrafi ona bowiem skutecznie zaciemnić wezwanie do nawrócenia i stać się sposobem na celebrowanie własnej doskonałości. A dzieje się tak wtedy, kiedy w duchowych działaniach szukamy ilości i niezwykłości, zapominając, czemu ostatecznie mają one służyć.
O tym ostatnim piszemy w tym wydaniu miesięcznika w myśl starego powiedzenia, które w tym przypadku jest niezwykle aktualne: „Co za dużo, to niezdrowo”. Także dla naszej duszy.
Oceń