Jezus nazywa ludzki grzech zagubieniem, błądzeniem, byciem z dala od wspólnoty i bliskości pasterza. Jednak to pasterz wychodzi, aby iść po drogach zagubienia owcy. Szuka i szuka, „aż ją znajdzie”, czyli do skutku.

Chyba każdy z nas przeżywa jakieś trudności w związku ze spowiedzią. Jedni odczuwają zrozumiały opór przed mówieniem zazwyczaj obcej osobie w konfesjonale o swoich grzechach i słabościach. Niektórzy nie rozumieją, czemu służy taki rytuał, i często widzą w nim jedynie narzędzie kontroli i kościelnego przymusu. Bywa też, że „narzucona” przez autorytet kościelny spowiedź staje się szablonowym wyznawaniem tych samych grzechów, które nie mają żadnego związku z życiem, przez co po jakimś czasie zarzuca się całkowicie tę „nudną” praktykę. Zdarza się, że całe lata spowiadamy się, mając przed oczami Boga, którego obraz nieświadomie sami sobie stworzyliśmy lub którego wyobrażenie ktoś wtłoczył nam do głowy. Wierzącym, którym nie trzeba tłumaczyć sensu tego sakramentu ani przekonywać ich, by z niego korzystali, kłopot może jednak sprawić przygotowanie się do spowiedzi, czyli zrobienie rachunku sumienia.

Jako prezbiter słucham spowiedzi i jednocześnie jako wierny w Kościele, w którym widzę żywe Ciało Chrystusa, spowiadam się w miarę regularnie. Rozumiem powyższe trudności, bo sam je przeżywałem i przeżywam. Zresztą z sakramentami jest tak, że aby nie zamieniły się w martwy rytuał lub w ogóle nie zanikły, co rusz musi nas dotknąć mały sakramentalny kryzys. Od pewnego czasu w każdym takim „załamaniu” pewników widzę szansę rozwoju, bo na tym polega dojrzewanie w wierze. Chciałbym więc podzielić się tym, jaką ewolucję przeszła moja osobista spowiedź i jak dzisiaj przeżywam ją jako członek Ludu Bożego, tak samo grzeszny i nawracający się jak każdy z członków Kościoła, któremu zależy na życiu wiarą.

Więcej dobra

Przygotowanie do spowiedzi podzieliłbym na dwa etapy: dalszy, który odbywa się przez całe życie, i bliższy, czyli rachunek sumienia. Myślę, że wiele zależy od przygotowania dalszego, które zakłada, że nasza wiara się rozwija i potrzebuje pokarmu.

Moje podejście do spowiedzi w roli penitenta zmieniło się w ostatnich latach diametralnie pod wpływem kilku odkryć i olśnień. Do spowiedzi zostałem przygotowany podobnie jak większość z nas: książeczka do nabożeństwa, lista rzeczywistych i wydumanych grzechów, Dekalog jako podstawowe kryterium oceny. Być może taka formuła jest nieunikniona na początku drogi (chociaż ja inaczej przygotowywałbym dzieci do tego sakramentu), niemniej duży nacisk padał tutaj na same grzechy i niestety forma ta nomen omen grzeszyła często zbyt legalistycznym podejściem, sprowadzając spowiedź do roli programu antywirusowego, który oczyszcza system. Nadto spowiedź służyła jedynie temu, by uzyskać „pozwolenie” na przyjęcie komunii świętej.

Przyznam, że zdziwiłem się bardzo, kiedy po kilkunastu latach bycia księdzem przeczytałem w Konstytucji Soboru Watykańskiego II <

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2026, nr 03, a przeczytasz cały numer

Wyczyść
Powrót do domu
Dariusz Piórkowski SJ

urodzony w 1976 r. – jezuita, rekolekcjonista i duszpasterz, ukończył filozofię w Krakowie i Boston College oraz teologię w Warszawie. W swoich publikacjach zajmuje się duchowoścą, rozwojem osobistym i Biblią....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze