Dz 2,42–47 / Ps 118 / 1 P 1,3–9 / J 20,19–31
[12 kwietnia 2026 / II niedziela wielkanocna]
Lubię widzieć w Ewangelii tę nieporadność apostołów, ich niepoukładanie, grzechy, czasami zwykły brak organizacji, ale także małoduszność, strach, tchórzostwo, a w końcu niewiarę. Jak na opowieść o zbawieniu, ilość „tego, co ludzkie”, jest całkiem spora. A jednak nie przygniata. Bo „to, co ludzkie”, w Ewangelii jest zbawione. A wręcz: zbawienne.
Grzegorz Wielki napisał, że naszej wierze więcej pomaga niewiara Tomasza niż wiara apostołów. Tomaszowe niedowierzanie jest lustrem, w którym mogę zobaczyć moje własne wątpliwości i przekonać się, że nie są one przeszkodą między mną a Zbawicielem. Jest dla mnie miejsce w Wieczerniku. W końcu żaden z apostołów nie dostrzegł z taką jaskrawością, z kim ma do czynienia, jak ten, który wątpił, ale wyznał: Pan mój i Bóg mój. Kto wie, może dlatego uwierzył, że pozwolił sobie na wątpliwość?
Józef Ratzinger w swoim Wprowadzeniu w chrześcijaństwo pisał: „Nikt nie może uniknąć całkowicie wątpienia ani całkowicie wiary; dla jednych wiara będzie istniała przeciw wątpieniu, dla drugich przez wątpienie i w formie wątpienia. (…) Może właśnie wątpienie jednego i drugiego człowieka chroni ich przed zasklepieniem się w sobie i mogłoby się stać miejscem spotkania. Nie pozwala im zamknąć się w sobie, każe wierzącemu dojrzeć człowieka w niewierzącym, a niewierzącemu w wierzącym”.
Wątpienie nie jest przeciwieństwem wiary, ale jej cechą. Skoro tak, to może się stać miejscem spotkania. Wątpienie nie wyklucza zaufania – jest jego warunkiem. Cóż byłoby po ufności, gdyby wszystkie wątpliwości zostały rozwiane? Nie wiem – dlatego wierzę. I dlatego mogę szukać schronienia w ranach Zbawiciela – ja, człowiek wątpiący, który wierzy.
Oceń